B
biniek
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2007
- Odpowiedzi
- 7
Witam!
12 września miałem kolizję drogową. Jadąc samochodem w godzinach wieczornych ok. 19.30-40 panował zmierzch(szarówka) z naprzeciwka jechało kilka samochodów, które ze względu na lekko nierówny teren zniknęły w zagłębieniu. Ja będąc jeszcze lekko oślepiony światłami w ostatniej chwili zauważyłem nieoświetlony kombajn ziemniaczany "ANNA" ciągnięty przez traktor, bez trójkata ostrzegawczego i świateł odblaskowych.Nie zdążylem nawet spróbować zahamować ,tylko instynktownie szarpnąłem kierownicą w lewo. Niestety nie udało się do końca wyminąć tej maszyny, zahaczyłem o koło, troszkę mnie obróciło i będąc już na lewym pasie zderzyłem się czołowo z nadjeżdżającym z naprzeciwka samochodem. Swoją prędkość oceniam na 70-80km/h poza terenem zabudowanym
Najbardziej w wypadku ucierpiałem ja, spędziłem w szpitalu dużo czasu,można powiedzieć cudem przeżyłem, nadal nie chodzę, pozostałym uczestnikom zdarzenia nic sie nie stało.
Niestety zeznali oni ,że było widno i teraz to mnie chcą postawić zarzut a oni są jako świadkowie zdarzenia.
Kobieta z saomochodu została wypisana następnego dnia ze szpitala, lecz mając w rodzinie lekarzy położyła się do innego szpitala i ma L4 powyżej 7 dni.
Ja mam swoich świadków którzy mogą zeznać że napewno nie było widno, lecz w takiej sytuacji będzie powołany biegły, i wtedy wszystko w jego rękach.
Jakie mam szanse w całej tej gmatwaninie, czy lepiej przyznać sie poprostu do winy(nie do końca się poczuwając) i warunkowo umorzyć sprawę(jakie moga być tego konsekwencje??), czy walczyć w sądzie o współwinę? Tylko co jesli przegram, napewno pokrywam koszty sądowe i biegłego. A wtedy jaki wyrok może mi grozić?
Proszę o pomoc.
12 września miałem kolizję drogową. Jadąc samochodem w godzinach wieczornych ok. 19.30-40 panował zmierzch(szarówka) z naprzeciwka jechało kilka samochodów, które ze względu na lekko nierówny teren zniknęły w zagłębieniu. Ja będąc jeszcze lekko oślepiony światłami w ostatniej chwili zauważyłem nieoświetlony kombajn ziemniaczany "ANNA" ciągnięty przez traktor, bez trójkata ostrzegawczego i świateł odblaskowych.Nie zdążylem nawet spróbować zahamować ,tylko instynktownie szarpnąłem kierownicą w lewo. Niestety nie udało się do końca wyminąć tej maszyny, zahaczyłem o koło, troszkę mnie obróciło i będąc już na lewym pasie zderzyłem się czołowo z nadjeżdżającym z naprzeciwka samochodem. Swoją prędkość oceniam na 70-80km/h poza terenem zabudowanym
Najbardziej w wypadku ucierpiałem ja, spędziłem w szpitalu dużo czasu,można powiedzieć cudem przeżyłem, nadal nie chodzę, pozostałym uczestnikom zdarzenia nic sie nie stało.
Niestety zeznali oni ,że było widno i teraz to mnie chcą postawić zarzut a oni są jako świadkowie zdarzenia.
Kobieta z saomochodu została wypisana następnego dnia ze szpitala, lecz mając w rodzinie lekarzy położyła się do innego szpitala i ma L4 powyżej 7 dni.
Ja mam swoich świadków którzy mogą zeznać że napewno nie było widno, lecz w takiej sytuacji będzie powołany biegły, i wtedy wszystko w jego rękach.
Jakie mam szanse w całej tej gmatwaninie, czy lepiej przyznać sie poprostu do winy(nie do końca się poczuwając) i warunkowo umorzyć sprawę(jakie moga być tego konsekwencje??), czy walczyć w sądzie o współwinę? Tylko co jesli przegram, napewno pokrywam koszty sądowe i biegłego. A wtedy jaki wyrok może mi grozić?
Proszę o pomoc.