Skonfiskowanie telefonu komórkowego przez nauczyciela

  • Autor wątku Autor wątku Brzechu94
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
B

Brzechu94

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2012
Odpowiedzi
16
Witam. Chciałbym dowiedzieć się czy nauczyciel może ZABRAĆ uczniowi telefon komórkowy na dłuższy czas (mam na myśli dłużej niż do końca lekcji na której został zabrany) jeśli w statucie szkoły nie ma wzmianki o skonfiskowaniu telefonu?

Status szkoły na temat tel wygląda tak :

3. Uczeń ma obowiązek wyłączenia i schowania telefonu komórkowego przed wejściem na zajęcia lekcyjne. Nie przestrzeganie tego zakazu wiąże się z:

– otrzymaniem ustnej nagany nauczyciela uczącego przedmiotu,
– otrzymaniem pisemnej nagany nauczyciela uczącego,
– zgłoszeniem wychowawcy i wezwaniem rodziców,
– rozmową z Dyrektorem,
– a w konsekwencji obniżeniem oceny z zachowania o jeden stopień.

wiec według mnie nie ma prawa zabrać go na dłuższy czas niż do końca lekcji na której został zabrany jeśli przeszkadzało mu to w prowadzeniu lekcji.
Jeśli skonfiskowałby go np : do wywiadówki, do końca roku szkolnego lub kazał przyjechać rodzicom po niego mogę go pozwać o przywłaszczenie lub kradzież? Co o tym myślicie?

dodam ze jestem pełnoletnim uczniem:)
 
Z wycinka tego statusu wynika, że nie ma mowy o tym, że nauczyciel nie może ci zabrać telefonu. Nie spełniłeś wymogów stawianych w statusie. Ja proponuję, żebyście obaj z tym nauczycielem poszli do Dyrektora i wyjaśnili sobie sprawę. Nie przejmuj się może cię czekać obniżenie oceny i wezwanie rodziców.
A rozmawiałeś z nauczycielem po lekcji? Na ile wyceniasz telefon? Ile za niego dałeś - może masz rachunek? Bo pewnie oskarżając nauczyciela o to, że podczas twojego nie stosowania się do statusu, zabrał ci telefon, będziesz musiał podać jego wartość.
 
Ostatnia edycja:
Nie chodzi tu konkretnie o mnie:) ale załóżmy ze to mi nauczyciel zabrał tel. Jest to nokia n97 o wartości około 800zł.


Faktem jest to ze w statusie szkoły nie ma wzmianki o tym ze nie może mi zabrać telefonu, ale też nie ma wzmianki o tym ze ma do tego prawo. W statusie jest uwzględniony ZAKAZ UŻYWANIA TELEFONÓW KOMÓRKOWYCH NA LEKCJACH A TO NIE JEST JEDNOZNACZNE Z POZWOLENIEM NA PRZYWŁASZCZENIE KOMÓRKI (mimo ze po jakimś czasie go odzyskam, nadal jest to przywłaszczenie ja jakiś czas) poza tym w statusie jest czarno na białym jakie są określone konsekwencje (nagana, wezwanie rodziców, rozmowa z dyrektorem, obniżenie oceny) jakie ponosi uczeń po niezastosowaniu się do wymogów i nie jest nic wspomniane o tym ze uczeń może stracić tel na czas określony lub nieokreślony

Bardziej zależy mi na konkretnej odpowiedzi : czy nauczyciel ma prawo pozbawić mnie mojej własności na jakiś czas? przecież konstytucja i kodeks karny zabraniają wywłaszczania, przywłaszczania, kradzieży, itp a nauczyciel nie jest ponad prawem (chyba ze jest to określone w statucie szkoły)
i drugie pytanie : czy mogę mu odmówić oddania telefonu? W końcu to moja własność i mimo wszystko nikt nie ma prawa mnie jej pozbawiać bez mojej zgody nawet jeśli za 2-3dni miałbym ją odzyskać prawda?
 
Ostatnia edycja:
Przepis prawny:
Art. 16. Kodeksu wykroczeń

§ 1. Nie popełnia wykroczenia, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone nie przedstawia wartości oczywiście większej niż dobro ratowane.


Przepis prawny:
Art. 25 Kodeksu karnego
§ 1. Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bez*pośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem.


Czasowe zabranie telefonu jest w oczywisty sposób środkiem adekwatnym do obrony dobra pozostałych uczniów; dobra szeroko opisanego od Konstytucji po Ustawę o systemie oświaty.

I tyle, finito, pokornie do nauki, szanując to, co Tobie dano.

BTW codziennie tutaj taki temat, od ucznia któremu "wolność" ograniczono. Czasem mam wrażenie, że koledzy prawnicy swawolnie i złośliwie jaja sobie robią (pardon :) ), nie chcąc napisać jednego przyklejonego tematu, w którym problem kontratypu zostałby zgrabnie wyłożony. Te dzieciaki ciągle słyszą o państwie prawa i niezgrabnie próbują z tego skorzystać... A jednocześnie słabo sobie radzą w przypadku rzeczywistych problemów, gdzie pomoc prawna byłaby wskazana....
 
paula- napisał:
Przepis prawny:
Art. 16. Kodeksu wykroczeń

§ 1. Nie popełnia wykroczenia, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone nie przedstawia wartości oczywiście większej niż dobro ratowane.

Czy wyciągnięcie telefonu komórkowego w celu np sprawdzenia godziny jest jakimkolwiek zagrożeniem?? Czy w statusie NIE MA określonych środków zapobiegawczych? (czytaj dokładnie w fragmencie statusu szkoły) a jednak nauczyciele nigdy ich nie stosują chociaż to jest ich obowiązkiem CZYŻ TO NIE JEST PRAWDA?

Nauczyciele mają określone prawa tak? i nie mogą łamać ogólnie przyjętych zasad. A regulamin szkoły przypadkiem nie musi się stosować do kodeksów wykroczeń itp?

paula- napisał:
Przepis prawny:
Art. 25 Kodeksu karnego
§ 1. Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bez*pośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem.

WYCIĄGNIĘCIE KOMORKI ZAMACHEM NA JAKIEKOLWIEK DOBRO?? zabije kogoś nią czy narażę na utratę zdrowia fizycznego lub psychicznego? Obroną konieczną nazywasz odebranie czyjegoś mienia które nikomu nie zagraża? przecież nie mówię tu o przypadku włączenia podczas lekcji muzyki albo rozmawiania przez telefon bo to oczywiste ze przeszkadza w prowadzeniu lekcji. (zauważ pewien istotny fakt : telefony komórkowe służą również jako zegarek i mają też mnóstwo innych przydatnych funkcji z których zapewne korzystasz)

paula- napisał:
BTW codziennie tutaj taki temat, od ucznia któremu "wolność" ograniczono. Czasem mam wrażenie, że koledzy prawnicy swawolnie i złośliwie jaja sobie robią (pardon :) ), nie chcąc napisać jednego przyklejonego tematu, w którym problem kontratypu zostałby zgrabnie wyłożony. Te dzieciaki ciągle słyszą o państwie prawa i niezgrabnie próbują z tego skorzystać... A jednocześnie słabo sobie radzą w przypadku rzeczywistych problemów, gdzie pomoc prawna byłaby wskazana....

Ciekawe czy Ty byłabyś zadowolona jeśli ktoś zabrałby Ci Twoją własność za którą zapłaciłem tyle pieniążków, a później nie chciał Ci jej oddać tylko zatrzyma ją na jakiś czas lub do odbioru rodziców.

Poza tym po Twojej wypowiedzi mam wrażenie ze kierujesz się tutaj bardziej swoją opinią i stereotypowym jakie panują na temat szkoły i uczniów. Przecież uczniowie są bezczelni, aroganccy, i wymieniać można jeszcze wiele negatywnych określeń "ucznia". Zapomniałaś o jednym : nie każdy człowiek jest identyczny co za tym idzie nie każdy uczeń jest taki jak napisałem wyżej.

Pomijając fakt ze nie odpowiedziałaś konkretnie na zadane pytania.
 
Ostatnia edycja:
Skoro ktoś używa telefonu jako zegarka i leży on na ławce, a w statusie jest wyraźnie napisane, że telefon ma być schowany, to w czym problem? To użytkownik telefonu nie spełnił wymogów w statusie. Początek i koniec lekcji jest sygnalizowany dzwonkiem. Niech kupi sobie jakiś zegarek na rękę (w końcu ma telefon za 800 zł, to starczy i na zegarek za 10 proc. wartości telefonu).
Nauczyciel wyręczył ucznia.
Powraca pytanie czy ten uczeń po lekcji rozmawiał z nauczycielem w sprawie telefonu?
 
Dobra a wiec ok może zabrać na czas lekcji ale czy po lekcji nie ma obowiązku go oddać?? czy ma prawo zatrzymać go na dłuższy czas?
I telefon nie leżał na ławce tylko został wyciągnięty odblokowany i zaraz schowany. Poza tym jeść na lekcjach też nie wolno i jakoś nauczyciele nie zabierają kanapek (chociaż to bardziej przeszkadza w prowadzeniu lekcji niż wyciągnięcie telefonu na 10s...
Tak rozmawiał ale nie da się z tym nauczycielem dogadać. telefon poszedł do dyrektora i musieli rodzice po niego przyjechać.

NIE MA NIGDZIE NAPISANE ZE NAUCZYCIEL NIE MA TAKIEGO PRAWA ALE NIE MA TEŻ NAPISANE ZE NAUCZYCIEL MA TAKIE PRAWO. Wiec czy takie postępowanie nauczyciela (zabranie komórki na dłuższy czas) jest bezprawne?? W statusie ma określone działania którymi może ukarać ucznia i NIE MA NIC O ZABRANIU TELEFONU.. CZY W RAZIE TAKIEGO PRZYPADKU MOŻNA ODMÓWIĆ ODDANIA TELEFONU?

LUDZIE JA NIE PYTAM O WASZE OPINIE CO O TYM MYŚLICIE i opieracie się na domyśleniach!! PYTAM CZY PRAWNIE MOŻE ZABRAĆ TELEFON UCZNIOWI NA JAKIŚ CZAS?
 
Jest taka bardzo stara prosta zasada

Prawo niższe musi być zgodne z prawem wyższym.

Tak samo jak każdą ustawę można uwalić, kiedy jest niezgodna z konstytucją tak samo tutaj. W kodeksie szkoły może być zapisane, że nauczyciel może oddać Twój telefon swojemu dziecku, ale i tak z chwilą wzięcia go do ręki bez twojej zgody popełnia przestępstwo.
 
Brzechu94
Mezczyzna.gif
Wyłącz Caps Locka.
 
A wiec wynika z tego ze nie ma prawda mi odebrać telefonu ponieważ popełniłby przestępstwo i mogę go oskarżyć o pozbawienie mnie mojej własności tak? Nauczyciel ma jedynie prawo ukarać mnie za używanie telefonu na lekcji np naganą lub wezwaniem rodziców. Czyli koniec z oddawaniem telefonów nauczycielom. I o to mi konkretnie chodziło :) Dziękuję Oxon
 
@Brzechu94

Odpowiedziałam bardzo konkretnie, podając przepis prawny. Wydaje mi się, że pytałeś o ew. penalizację czynów nauczyciela, więc dostajesz przepisy, które mówią o tym dlaczego nauczyciel nie popełnia ani wykroczenia ani przestępstwa.

Ustawodawca w Kk mówi o "jakimkolwiek dobru chronionym prawem", a w Kw nie wyłącza żadnego typu dóbr, czyli nie jest to tylko indywidualna nietykalność cielesna i psychiczna, o której mówisz, ale także takie dobro jak np. prawo innych uczniów do nauki w odpowiednich warunkach; czy dobra zbiorowe, jak np. dobre imię twojej szkoły, które to może zostać naruszone przez niewłaściwe zachowanie uczniów.

W przypadku takich drobnostek, jak używanie telefonu, istotnie może śmieszyć używanie takich pojęć jak "zamach", ale wiedz, że "zamach bezprawny" jest konkretnym pojęciem języka prawnego, które ma nieco inny zakres semantyczny niż w języku potocznym. Oznacza ono po prostu działanie lub zaniechanie działania, które doprowadzi do naruszenia dobra, opisanego w dowolnym prawie.

"Obrona konieczna" również ma inne znaczenie. W skrócie polega ona na prawie do obrony każdego swojego dobra, a także prawie i obowiązku obrony dobra innych osób, na mocy obrony porządku prawnego, stąd też nie jest wymagana prośba czy zgoda innych osób.

Dobro poświęcone dla ratowania innego dobra musi być współmierne do wartości dobra ratowanego. Tutaj nauczyciel ogranicza twoje prawo dysponowania własnością, aby ratować dobra wyższe, o których poczytaj choćby w preambule do Ustawy o systemie oświaty. Sam oceń, czy postąpił słusznie.

Zdaję sobie sprawę, że nauczyciele nie zawsze postępują profesjonalnie, często ponoszą ich emocje, ale nie wmawiaj mi proszę, że zabranie nastąpiło wskutek dyskretnego używania telefonu jako zegarka. Nawet jeśli wyjątkowo tak było, to musiałeś zdawać sobie sprawę, że w szkole istnieje problem nadużywania telefonów (skoro aż trafił problem do statutu) i od Ciebie, jako młodego mężczyzny w procesie socjalizacji wymaga się odpowiedzialnego podejścia do problemu, tutaj: nie prowokowania dwuznacznych sytuacji. A poza tym mężczyzna powinien mieć zegarek naręczny, a nie plastikową komórkę ;)

Co do statutu: jeśli to polska szkoła publiczna, to statut jest tylko wewnętrzną uchwałą i w założeniu ma opisywać "waszą demokrację". Statut oczywiście powinien być zgodny z polskim systemem prawnym, z prawem powszechnym (nie widzę niezgodności w podanym fragmencie) oraz oświatowymi prawami wewnętrznymi. Jeśli uważasz, że jest niezgodny, powinieneś zgłosić to radzie szkoły, a jeśli ona nie rozwiąże problemu: wizytatorowi z kuratorium, dalej Rzecznikowi Praw Ucznia i może dopiero wtedy właściwym byłby sąd powszechny.
Ale dla Ciebie ew. niezgodność nie ma żadnego znaczenia i w ogóle nie tutaj leży problem. Wasza "demokracja", opisana w statucie, nie działa. Już sam fakt konstruowania tak szczegółowej (i nieudolnej) tabeli kar jest porażką pedagogiczną. Kolejną porażką jest niestosowanie się pedagoga do tabeli kar, którą sam obmyślił. To jest ogólny problem polskiej edukacji, która ostatnio często idzie w stronę kar, monitoringu i straszenia. Jeśli chcesz ten problem rozwiązać, to rozwiązuj go w drodze solidarności, współpracy, dbania o wspólne dobro - wartości uznanych za najwyższe w polskim systemie prawnym. Za dbałość o wspólne dobro można uznać konstruktywne starania o zmianę statutu, o wspólne wypracowanie zasad korzystania z telefonów komórkowych itd itp Przy czym uwaga: w stanowieniu dobrego prawa, takiego jak statut, nie chodzi o rozbudowę o kolejne tabele z karami (normy konkretne), a o zapisy możliwie abstrakcyjne.

Albo wierz innym, którzy mówią Tobie, że nauczyciel popełnia przestępstwo :) Zresztą nic nie stoi na przeszkodzie, abyś udał się do wymiaru sprawiedliwości, masz takie prawo, a nawet obowiązek, jeśli jesteś przekonany o słuszności swoich racji.

Ironiczny ton z pierwszego mojego posta - wybacz. "Oberwałeś" za innych.
 
Dzięki za tak szczegółowe rozpisanie:)

Dziś pytałem o to byłego dyrektora szkoły w której się uczyłem i potwierdził ze nauczyciel ma prawo zabrać telefon uczniowi ale tylko na czas lekcji na której został zabrany. Po dzwonku na przerwę ma obowiązek oddać uczniowi telefon.
I o to konkretnie chodziło. Wiec tak czy tak jeśli zatrzyma go na dłuższy czas niż do końca lekcji narusza prawo, a co do zegarka to jest to kwestia gustu tak samo jak ubiór, każdy ubiera się inaczej i to samo z zegarkiem :) nie ma czegoś takiego jak "powinni"... Temat uważam za wyczerpany :) dzięki za pomoc.
 
Ostatnia edycja:
Obawiam się, że nic nie zrozumiałeś, skoro przytaczasz opinię tego dyrektora, zresztą bez podania argumentów. Dlaczego wtedy nauczyciel łamie prawo i jakie to prawo?

Postaram się prościej i obrazowo:
nauczyciel ma prawo zabrać twój długopis, telefon i teczkę, oblać kubłem zimnej wody, obezwładnić lub pozbawić życia - jeśli uzna, że musi ratować jakieś dobro kosztem dobra innego (twojego). Gdy popełni błąd i źle oceni sytuację, to za to odpowie: przed dyrektorem, radą, sądem powszechnym.

Jest możliwe, że nauczyciel pójdzie do więzienia za zabranie telefonu na 10 sekund - jeśli wyciągnie go z twojej kieszeni, celem kradzieży i sprzedaży na bazarze.

Jeśli szukałabym jakiejś cezury, uniwersalnej zasady, kiedy rzecz zabrana uczniowi powinna zostać zwrócona, to byłby raczej moment opuszczenia szkoły przez ucznia. Ograniczanie własności jest środkiem drastycznym i jeśli istnieją powody ku ograniczeniu na czas dłuższy niż pobyt w szkole, to zazwyczaj należy też przeciwdziałać również w inny sposób, powiadamiając opiekunów, Policję itd
Przykład: uczeń wykonuje telefonem kompromitujące zdjęcia, przymuszając innych do "pozowania" (rzecz częsta w szkole). Zasadne wydaje się zabranie telefonu i przekazanie go dyrektorowi, rodzicom lub Policji, zależnie od oceny sytuacji i wieku ucznia.
 
od kiedy ktoś ma prawo pozbawić kogoś życia? teraz nawet policja takich praw nie ma z wyjątkiem kiedy ta osoba zagraża życiu innym, ale i tak może to zrobić dopiero w OSTATECZNOŚCI po wyczerpaniu innych środków zapobiegawczych!! A jednak nauczyciel bez ostrzegania zabiera tel bez naszej zgody co jest równoznaczne z kradzieżą jak to napisałaś "wyciągnięciu tel z kieszeni" nie ma mowy w tym temacie o robieniu zdjęć, puszczania muzyki lub rozmawiania przez tel na lekcji. zauważyłaś jak napisałem "wyciągnąć komórkę i zaraz schować"? u mnie w szkole często to się zdarza ze dosłownie wyciągnie się telefon odblokuje popatrzy na godzinę i zaraz włoży do kieszeni, a nauczyciele wtedy zabierają tel. bez naszej zgody i odebrać muszą rodzice. Nawet jeśli uczeń dopisze na tego sms-a to nie zagraża to ani dobru ani życiu ani niczemu innemu innym uczniom.

Nie pisz mi tu czegoś takiego
"nauczyciel ma prawo zabrać twój długopis, telefon i teczkę, oblać kubłem zimnej wody, obezwładnić lub pozbawić życia - jeśli uzna, że musi ratować jakieś dobro kosztem dobra innego (twojego)"
bo po pierwsze to nie jest do końca prawda (miałby takie prawo jeśli miałby podstawy lub dowody do tego żeby tak uznać a trzymanie tel w ręce jest tylko dowodem na to ze uczeń trzyma telefon w ręce i nic więcej), po drugie nie mówimy tu o zagrożeniu życia czy zdrowia fizycznego i psychicznego lub nawet nie ma tu mowy o przeszkadzaniu w nauce tylko wyciągnięciu telefonu na lekcji i to nie w celu nagrywania, fotografowania czy robieniu czegoś na szkodę innym tylko mówimy tu o 10 góra 15 sekundowemu wyciągnięciu telefonu komórkowego z kieszeni A to ewidentnie nie zagraża nikomu i do tego nie ma wątpliwości.

Jeśli byłoby tak jak piszesz to nawet ma przerwach mógłby zabrać tel za trzymanie go w ręku bo podejrzewa ze coś się robi na szkodę innych, policja wchodziłaby do czyjegoś domu bez pukania i nie potrzebowałaby nakazu sądowego, a listonosz nie dostarczyłby przesyłki bo "stwierdził" ze to zagrozi np zdrowiu psychicznemu adresata:D (głupie przykłady ale nie o to tutaj chodzi chodzi o sam fakt interpretacji tych przepisów które podałaś we wcześniejszych odpowiedziach) Bezpodstawnie nic nie może i żadnego prawa nie ma, to ze trzymam telefon w ręce a nawet naciskam przyciski na nim nie jest żadną podstawą do tego aby stwierdzić ze zagraża to dobru innych. (owszem jakby słyszał ze rozmawiam na lekcji (bo na przerwie nic mu do tego), puszczam muzykę lub widział ze nagrywam coś to sie z Tobą zgodzę) ale tutaj nie ma najmniejszych podstaw do tego. Wiec nadal wychodzi na to ze nie ma takiego prawa.

Ale załóżmy ze nauczyciel ma prawo pozbawić kogoś tego telefonu jeśli zagraża to innemu dobru. A wiec teraz proszę wytłumacz mi w jaki sposób i podaj przykłady na to ze wyciągnięcie telefonu przez 10s-15s. zagraża czyjemuś dobru. pomijając puszczanie muzyki i dzwonienie na lekcjach. bierz pod uwagę tylko ten przypadek o którym tu CAŁY czas pisze a mianowicie : wyciągnięcie telefonu na 10s-15s w celu sprawdzenia godziny lub w ostateczności nawet odpisaniu na tego sms-a. Jeśli nawet go zabierze podczas lekcji to jakim prawem w tym przypadku może zatrzymać go na dłuższy czas? :) jeśli podejrzewałby coś to ma obowiązek mnie o tym poinformować i zabrałby tel do sprawdzenia a nie kazał wyłączyć i zabrał tylko po to żeby rodzice po niego przyjechali przy tym mówiąc "nie ma sprawdzania godziny na lekcji jest od tego dzwonek" lub coś w stylu "nie baw się telefonem" czy to nie jest oczywiste?

Podkreślam ze nie mam zamiaru obrazić Cie piszą to:) : z tego co widzę w innym temacie napisałaś ze nie jesteś prawnikiem:) ja również nim nie jestem ale dyrektor z którym się konsultowałem jednak coś na ten temat wie. I mówił ze nauczyciel może zabrać ale musi zwrócić go po lekcji oraz ze nawet w statucie nie można wpisać ze za używanie tel. komórkowego na lekcji grozi skonfiskowanie go bo taki statut szkoły byłby niezgodny z polskim prawem. Nie będę Ci wyszukiwał konkretnych paragrafów itd tak czy tak nauczyciel a nawet stróż prawa nie jest ponad prawem i musi stosować się do : konstytucji, kodeksu cywilnego, wykroczeń itp I dodam ze w tej szkole w której był dyrektorem nie było czegoś takiego jak zabieranie i nie oddawanie po lekcji telefonu
 
Ostatnia edycja:
Nie twierdziłam, że nauczyciel może pozbawić życia za telefon :) "Może" tylko uniemożliwiając zamach na inne dobro wielkiej wartości, np. życie innych uczniów. Nauczyciel i każdy inny obywatel.

Przykład: gdyby ktoś zastrzelił Breivika w trakcie jego czynów. No chyba nawet z doświadczenie życiowego, nie wnikając w przepisy prawa, domyślasz się, że prawdopodobnie nie zostałby skazany? O to chodzi.

Mówisz znowu, że korzystasz z telefonu w sposób kulturalny. OK, wierzę Ci.

Ale skąd wzięły się w twojej szkole obostrzenia dot. używania telefonów? Z zachowania innych uczniów, którzy też dyskretnie sprawdzali SMS czy godzinę i kończyło się tym, że na każdej lekcji telefony dzwoniły co chwila, bo ktoś zapomniał wyłączyć dźwięku, bo to, bo tamto, bo drążek i poprzeczka :) No i wprowadzili Wam zakaz całkowity (podkreślam: wychowawczo to zła metoda, ostateczna, a w oświacie metody ostateczne to porażka pedagogiczna). Na tej samej zasadzie w społeczeństwie wprowadza się różne zakazy, np. posiadania czy używania pewnych przedmiotów, bo 99% zastosuje je zgodnie z przeznaczeniem, a 1% narobi szkód. I te 99% ludzi ma pod górkę za głupotę 1%.


Twój dyrektor nie jest dla mnie autorytetem i nie przyjmę jego twierdzeń mocą autorytetu, niech tu przyjdzie i przedstawi argumenty :)
Chociaż... ja i tak domyślam się jego toku myślenia.
Pewnie, że nie chce mieć problemu w postaci "depozytu telefonów" w szkole, bo
zaraz coś zginie,
bo kto ma tego pilnować,
bo uczeń gdzieś pójdzie i nie zabierze, tatuś z awanturą przyleci
i okaże się, że coś się popsuło
etc
Niech nauczyciel zabiera i oddaje na koniec lekcji...

Do statutu można wpisać zasadę czasowego odebrania telefonu, ale nie jako karę, a jako środek zapobiegawczy. Ale nie ma to sensu, jak już mówiłam: prawo powinno być po pierwsze abstrakcyjne, po drugie nie ma sensu dublować postanowień prawa powszechnego i to w sposób niedoskonały. W moim osobistym odczuciu wpisywanie takich pierdół (pardon) do statutu jest niepoważne i świadczy o bezradności.

Postępowanie twojego byłego dyrektora to asekuranctwo, umywanie rąk. Problem jest, a nauczyciel zamiast uczyć w dobrej atmosferze, zajmuje się bieganiem po klasie, zabieraniem telefonów i oddawaniem na koniec lekcji. Codzienny cyrk polskiej szkoły publicznej.

Możesz mieć poczucie, że w twojej szkole jest coś nie tak. Wszystko jest nie tak, jak być powinno. Statut, stosunek nauczycieli do statutu i relacje uczniowie - nauczyciel.
 
Nadal nie odpisałaś mi na konkretny przykład o jaki Cie prosiłem:)
wytłumacz mi w jaki sposób i podaj przykłady na to ze wyciągnięcie telefonu przez 10s-15s. zagraża czyjemuś dobru. pomijając puszczanie muzyki i dzwonienie na lekcjach. bierz pod uwagę tylko ten przypadek o którym tu CAŁY czas pisze a mianowicie : wyciągnięcie telefonu na 10s-15s w celu sprawdzenia godziny lub w ostateczności nawet odpisaniu na tego sms-a. i na jakiej podstawie może go zatrzymać ?? ale opieraj się na przypadku wyciągnięcia na chwileczkę i schowania (10s-15s) do kieszeni??
 
paula- napisał:
Obawiam się, że nic nie zrozumiałeś, skoro przytaczasz opinię tego dyrektora, zresztą bez podania argumentów. Dlaczego wtedy nauczyciel łamie prawo i jakie to prawo?

Postaram się prościej i obrazowo:
nauczyciel ma prawo zabrać twój długopis, telefon i teczkę, oblać kubłem zimnej wody, obezwładnić lub pozbawić życia - jeśli uzna, że musi ratować jakieś dobro kosztem dobra innego (twojego). Gdy popełni błąd i źle oceni sytuację, to za to odpowie: przed dyrektorem, radą, sądem powszechnym.

Jest możliwe, że nauczyciel pójdzie do więzienia za zabranie telefonu na 10 sekund - jeśli wyciągnie go z twojej kieszeni, celem kradzieży i sprzedaży na bazarze.

Jeśli szukałabym jakiejś cezury, uniwersalnej zasady, kiedy rzecz zabrana uczniowi powinna zostać zwrócona, to byłby raczej moment opuszczenia szkoły przez ucznia. Ograniczanie własności jest środkiem drastycznym i jeśli istnieją powody ku ograniczeniu na czas dłuższy niż pobyt w szkole, to zazwyczaj należy też przeciwdziałać również w inny sposób, powiadamiając opiekunów, Policję itd
Przykład: uczeń wykonuje telefonem kompromitujące zdjęcia, przymuszając innych do "pozowania" (rzecz częsta w szkole). Zasadne wydaje się zabranie telefonu i przekazanie go dyrektorowi, rodzicom lub Policji, zależnie od oceny sytuacji i wieku ucznia.

Większych bzdur jeszcze nie słyszałem...:wow:
 
paula- napisał:
Przepis prawny:
Art. 16. Kodeksu wykroczeń

§ 1. Nie popełnia wykroczenia, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone nie przedstawia wartości oczywiście większej niż dobro ratowane.


Przepis prawny:
Art. 25 Kodeksu karnego
§ 1. Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bez*pośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem.


Czasowe zabranie telefonu jest w oczywisty sposób środkiem adekwatnym do obrony dobra pozostałych uczniów; dobra szeroko opisanego od Konstytucji po Ustawę o systemie oświaty.

I tyle, finito, pokornie do nauki, szanując to, co Tobie dano.

BTW codziennie tutaj taki temat, od ucznia któremu "wolność" ograniczono. Czasem mam wrażenie, że koledzy prawnicy swawolnie i złośliwie jaja sobie robią (pardon :) ), nie chcąc napisać jednego przyklejonego tematu, w którym problem kontratypu zostałby zgrabnie wyłożony. Te dzieciaki ciągle słyszą o państwie prawa i niezgrabnie próbują z tego skorzystać... A jednocześnie słabo sobie radzą w przypadku rzeczywistych problemów, gdzie pomoc prawna byłaby wskazana....
To jest żart? Od kiedy przepisy dotyczące obrony koniecznej miałyby tu zastosowanie?
 
Idąc tropem @paula-, na podstawie zacytowanego art. 25KK, można by odeprzeć atak nauczyciela na prawnie chronione dobro jakim jest telefon ucznia. :)
 
co za bzdury piszecie - jakie niby przestępstwo....? poczytajcie o znamionach czynów o których piszecie a nie wprowadzacie ludzi w błąd...
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra