Ślub nieletniej z powodu trudnej sytuacji rodzinnej

  • Autor wątku Autor wątku Niskaa
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Niskaa napisał:
Dokładnie, tak jak piszesz.
Po prostu doświadczenie... Jednak Twoja sytuacja jest dla mnie nietypowa.
Podejrzewam, że Twój problem formalny wziął sie po prostu z tego, że sąd musiał (z urzędu!) wniknąć w sytuacje małoletniego - czyli Ciebie.
Trudno mi na odległość udzielić dobrej rady. Jednak najbezpieczniej by było, gdyby któreś z rodziców (skoro z ojcem nie możesz się dogadać, pozostaje matka) dalej tę opiekę sprawowało formalnie, choćby mając ją ograniczona przez nadzór kuratora. To jednak nie przejdzie raczej, jeśli matka znów wyjedzie z Polski...
Hmmm... Chyba w obecnej sytuacji najlepiej byłoby po prostu przewlekac sprawe do Twej pełnoletniości. Przy sprawie rozwodowej przewlekać (np. konsekwentnie domagając się ustalenia winy); a Ty faktycznie możesz złożyć ten wniosek o zgode na związek małżeński - i niech mama dostarczy go formalnie do sądu prowadzącego rozwód (bo to na pewno będą odrębne sądy!) z wnioskiem o odroczenie orzekania w tej kwestii do czasu rozpatrzenia wniosku przez sąd rejonowy.
Na bieżąco, w realu, sugeruje zwrócenie sie o pomoc do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Na pewno Ci to nie zaszkodzi.
 
O... W sumie to co piszesz, to niezły pomysł. Nawet bardzo dobry, dziękuję za pomoc!
 
uzasadnienie napisał:
Chyba w obecnej sytuacji najlepiej byłoby po prostu przewlekac sprawe do Twej pełnoletniości.
Też tak myślę.Twoja Mama ,choć jest daleko,pomaga Tobie jak może i to nawet ,w wymiarze finansowym,bardzo dużo.Domyślam się też,że masz od niej duże wsparcie.
Przewlekanie sprawy do pełnoletności to najlepsze w tej chwili wyjście a Ty dbaj o naukę.
 
To fakt, mama bardzo mnie wspiera. Nie tylko finansowo. Jak się pojawiał jakiś problem (bo kto z Nas ich nie ma?) to zawsze mogłam i nadal mogę liczyć na to, że spędzi ze mną godzinę, dwie, czasami trzy na rozmowie telefonicznej albo na Skype, tylko po to, żeby mnie wesprzeć, znaleźć jakiś "złoty środek" w danej sytuacji, pocieszyć. Rozmawiamy tak codziennie, ewentualnie co drugi dzień, jak nie możemy się zgrać czasowo - mama w pracy, ja w szkole, potem mama może rozmawiać, a ja akurat jestem na treningu albo na jakiś zajęciach dodatkowych, albo w wolontariacie (czasami chodzimy z wolontariuszami z mojej szkoły śpiewać np. kolędy przed świętami itd. do szpitala miejskiego na oddział dla starszych, schorowanych ludzi i chorych psychicznie ludzi). W sumie, mam więcej kontaktu z mamą, co prawda nie fizycznego (że mnie przytuli, pogłaszcze po głowie itd.), niż niejedno dziecko zapracowanych rodziców, którzy wychodzą z domu rano, a wracają praktycznie na noc. Te dzieciaki mają najnowsze gadżety, kieszonkowe, które mogą wydawać na swoje zachcianki - ale to nie zastąpi chociażby rozmów z rodzicem. Dlatego nie do końca rozumiem tego, że tak sztywno określa się, co dla dziecka jest dobre, a co złe. Niektóre dzieci mają rodziców pod jednym dachem, a nie widują ich w ogóle i ich nie znają tak naprawdę. Ja mam świetny kontakt ze swoją mamą i wiem, że po prostu tak musiało być, bo na pomoc ze strony Państwa nie mogłyśmy liczyć, nie winię za to nikogo i w sumie, całkiem nieźle sobie radzę, co mogłaby w sumie chyba potwierdzić rozmowa z psychologiem. Nie mam żadnych zaburzeń, problemów natury psychicznej czy fizycznej z tego powodu, że mieszkam bez rodziców - co więcej, te problemy psychiczne to ja miałam - mieszkając z obojgiem rodziców i patrząc na to, jak mój ojciec ubliża matce, że jest niedojdą (ujmował to bardziej wulgarnie) i nic w życiu nie potrafi, pomimo, że mama nie dość że pracowała, to prawie wszystko robiła w domu (starałam jej się pomagać, ale przede wszystkim skupiałam się na nauce).

bydociec : dbam o naukę, nikt mi nie może zarzucić, że tego nie robię. Zawsze dbałam. Bo wychodzę z założenia, że "młodość i uroda przemija, a wiedzy nikt Ci nie odbierze" ... Często powtarzała mi to mama, no i tak mi to zapadło w pamięć. Poza tym, ja się lubię uczyć. A w domu nie miałam do tego warunków. Ciągłe kłótnie, strach, głód, zimno, daleko do szkoły - 4 km przez las do autobusu szkolnego i do tego sąsiad schizofrenik, który potrafił wyskoczyć mi zza drzewa z widłami mówiąc, że mnie zabije... Bałam się go, prosiłam ojca żeby mnie zawiózł do szkoły - nie, bo jemu się nie chce, albo jak mu dam pieniądze na paliwo, to mnie zawiezie. A potem spał do 13-14 w południe... W ten sposób opuszczałam dużo godzin, i to był kolejny powód, dla którego zamieszkałam na początku sama, a potem z chłopakiem, w mieście, w którym się uczę - nie muszę codziennie walczyć o to żeby w ogóle dotrzeć do szkoły.
 
Ponieważ jest już po rozprawie sądowej chciałabym podziękować wszystkim, którzy się tu udzielili i podzielić się z Wami wyrokiem sądu, może opisana tutaj sprawa pomoże komuś wytyczyć szlak działań, gdyby znalazł się w tak nietypowej sytuacji jak moja.
Sędzina przesłuchała mnie, mojego chłopaka, męża kochanki mojego ojca, znajomą, która była świadkiem kłótni moich rodziców (do której również wezwano policję, ponieważ ojciec nie chciał wydać mamie samochodu, który należy do niej oraz jej pamiętników (!) i dokumentów wystawionych na jej nazwisko - dotyczących gospodarstwa itd.) oraz oczywiście rozmawiała z moimi rodzicami.
Orzeczenie wyroku : mama dostała rozwód, z winy ojca, ojciec ma ograniczone prawa rodzicielskie (ponieważ jest "na miejscu", może dowiadywać się o moje zdrowie, co za tym idzie, podpisywać papiery pod względem ewentualnych zabiegów, itd, oraz dowiadywać się o moich ocenach w szkole - przez wzgląd na wywiadówki), oraz jest zobowiązany płacić mi od dnia uprawomocnienia wyroku 400 zł alimentów miesięcznie do 10 dnia każdego miesiąca. Do tego, nie mam obowiązku się z nim widywać, sędzina wyraźnie zaznaczyła, że w tym przypadku, o kontaktach mam decydować ja. Dodatkowo, mogę mieszkać tu gdzie mieszkałam do tej pory z moim chłopakiem, to jest w mieszkaniu w mieście w którym się uczę. Czyli wszystko wyszło na dobre, jestem wreszcie wolna, a ojciec już nie może mi zaszkodzić. :ok:
Jeśli chodzi o eksmisję ojca z gospodarstwa, musimy założyć osobną sprawę, ponieważ sędzina mogła wydać tylko nakaz eksmisji z mieszkania własnościowego/domku jednorodzinnego, zaś z siedliska - nie.
 
Cieszę się i powodzenia dalej :)
 
Rewelacyjnie. Życzę wszystkiego dobrego :)
 
Powrót
Góra