JusticeEIN napisał:
Jak tego chcą oboje to ja im nawet szczęścia na nowej drodze życia pożyczę.
...
I nie dopowiadaj sobie tego, czego nie powiedziałam.
...
Oczywiście, że winien jest mężczyzna. Od niego się zaczęło. Czy to czasem nie on trafił do więzienia? Gdyby nie ten fakt, opcja "ślub w więzieniu" nigdy nie byłaby brana pod uwagę.
No i znowu to samo - życzysz szczęścia jeśli chcą tego oboje, a dalej piszesz, że gdyby nie to, że mężczyzna trafił do ZK to ślub w ZK nigdy nawet by nie był rozważany. Czyli znowu oskarżasz mężczyzn i znowu zwalasz na nich pomysł ślubu, a czy przypadkiem kobieta sama sobie tego przestępcy nie wybrała? Chyba wiedziała z kim się wiąże, prawda?
Twoje sugestie, że powód ślubu w ZK jest tylko wymysłem mężczyzny są nawet widoczne w dalszej części postu:
JusticeEIN napisał:
Dla mnie ślub w tamtym miejscu to coś okropnego i nie wyobrażam sobie tego. Ale bez przesady - nie piętnuje kobiet, które się na to godzą. Jeśli robią to świadomie, nie pod presją i namową partnera, którego nagle oświeciło, że chce ślubu, to szczęścia życzę.
Czemu się uparłaś na to, że nagle kogoś coś oświeciło? Choć nie mówię, że takich par też nie ma, ale nawet jeśli są to każdy ma swoje życie i przeżyje je tak jak będzie chciał.
Pewnie zaraz przeczytam, że przecież nikt tu nikogo nie ocenia tylko każdy wyraża własne zdanie, a tu ocen jest całe mnóstwo choćby w tym:
JusticeEIN napisał:
Poza tym prawdziwy facet, który siedzi ale ma choć krztę szacunku do swojej partnerki i kocha ją naprawdę, a nie na czas odsiadki, to nie zaproponuje jej nigdy takiej formy zawarcia małżeństwa.
Bo co innego gdybyś napisała, że gdyby Twój partner zaproponował Ci ślub w ZK to czułabyś się przez niego nieszanowana, ale w Twoim sformułowaniu jest tak, że: facet, który siedzi w ZK i chce się tam ożenić, nie jest prawdziwym facetem, a w dodatku nie ma krzty szacunku do swojej partnerki, a to przecież jakiś absurd, bo na pewno większym brakiem szacunku jest chociażby to w jaki sposób mężczyzna odnosi się się do swojej partnerki i to, co pisałaś kiedyś w TW właśnie się do tego zalicza.
makaroniarka napisał:
I tym się różnimy, bo ja spoglądam w przód. Dla mnie dorosłość to oprócz odpowiedzialności za własne czyny, decyzje, także umiejętność przewidywania.
Za 10 lat chcę wieść spokojne życie, dlatego pragnę dla siebie, swoich przyszłych dzieci, normalnego domu z normalnym ojcem, szczęśliwego dzieciństwa i paru innych ciekawostek. I dlatego dziś zastanawiam się czy mój partner spełni za te 10 lat owe wymagania. Dlatego dziś staram się zachowywać odpowiedzialnie. Dlatego dziś nie jestem w stanie jeszcze odpowiedź na pytanie czy wyjdę za mojego Ł.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że od tego, co zrobię dziś, zależy moje jutro.
Najpierw piszesz, że każdy się zmienia i za parę lat może mieć inne patrzenie na różne rzeczy, a teraz chcesz przewidzieć czy ktoś będzie dobrym mężem i ojcem za 10 lat? Chyba sama sobie zaprzeczasz

W końcu pary, które są ze sobą nawet i 20 lat potrafią się rozejść czyli co z tego, że ktoś kiedyś przewidział sobie, że jego ówczesny partner będzie dobrym mężem i ojcem za X lat... :what:
Przewidywanie nie zawsze oznacza dorosłość, bo jest przewidywanie i "przewidywanie", które jest tylko Twoim wyobrażeniem, bo nie można przewidzieć tego, co będzie za 10 lat, można jedynie wierzyć w coś, starać się, żeby tak było, ale przewidzieć przyszłość? ...