Robilee napisał:
6. Oj, po co ja się wziąłem za odpowiadanie na te pytania. Jest coraz gorzej.
Po pierwsze co to w ogóle za pretensjonalny ton? Czy ja mam się czuć w jakiś sposób nobilitowany, że jakiś "ktoś tam" z internetu "łaskawie" ustosunkował się do mojego wpisu?
Robilee napisał:
Nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. Powszechne powiedzonko debili. Po prostu umysł słabo wchłania. Już dość napisałeś bredni. Po drugie zaś, teza jest na Twoim zwykłym poziomie, czyli niesamowicie głupia. Znów muszę zapytać retorycznie, ile Ty masz lat? Niektóre Twoje wypowiedzi bardziej pasują do niezbyt bystrego dziecka, niż do dorosłego ignoranta. Zarówno Twoja wiedza prawnicza, jak i ta ogólna pozwoliła Ci na dokonanie tej oceny.
Po drugie, nawet jeśli moim rozmówcą jest jakiś pyszałkowaty prawniczyna, to i tak nie życzę sobie tego typu połajanek.
Robilee napisał:
Nie wiem. Być może operator, czy jego pracownik złamał prawo. Na pewno nie Armada.
Czyli mój rozmówca przyznał, że przy tej sprawie doszło już potencjalnie do
dwóch naruszeń prawa(pierwsze-informowanie sąsiadów), czyli nie jest tak źle jak na początek.
Robilee napisał:
Pisałem ogólnie o metodzie, nie o konkretnej Twojej sprawie, więc słowo "nieuczciwy" nie odnosiło się akurat do Twojego znajomego (nic o nim nie wiem).
A ja mimo wszystko odniosę się jeszcze raz do tej konkretnej sprawy:
1. Osoba której przypadek opisałem nie podpisała jakiejkolwiek umowy z bankiem X, który sprawę rzekomej wierzytelności przekazał organizacji armada.
2. Bankiem z którym onegdaj osoba podpisała umowę, był bank Y, który został przejęty przez bank X. Fakt takiego przejęcia stał się wiadomym dla osoby dopiero w momencie otrzymania od banku X, pisma informującego ją o istnieniu "rzekomej" wierzytelności na rzecz banku X.
3. Osoba której przypadek opisałem nie była obciążona jakąkolwiek wierzytelnością wobec banku Y, z którym podpisywała umowę(była z bankiem na "czysto").
4. Po przejęciu banku Y przez bank X, osoba której przypadek opisałem nie została w jakikolwiek spoób poinformowana przez bank X o ewentualnych zmianach regulaminowych bądź jakichkolwiek innych zmian zasad współpracy z klientami indywidualnymi.
5. "Rzekoma" wierzytelność na rzecz banku X została przez osobę zakwestionowana. Bank X mając świadomość tego fatku, bez kierowania sprawy do sądu, nie posiadając sądowego nakazu zapłaty, co więcej nie dysponując nawet bankowym tytułem wykonawczym, przekazał sprawę organizacji armada.
Dlaczego więc co niektórzy naiwnie zakładają, iż to "rzekomy" dłużnik musi być z gruntu tym nieuczciwym?
Frapujące jest dlaczego tak wielu ludzi w ogóle nie bierze pod uwagę możliwości, że to bank może być nieuczciwy? W sumie czy nie tylko dlatego, że bank to instytucja(obwarowana paragrafami i "kruczkami")?
Czy np. tzw. "annuita" stosowana przez niektóre banki przy kredytach długoterminowych, udzielanych we frankach szwajcarskich klientom indywidualnym, gdzie przy niekorzystnej zmianie kursu franka, kredytobiorca musi spłacać odsetki częstokroć wielokrotnie przewyższające kapitał, przez co w wielu przypadkach spłata kredytu staje się praktycznie niemożliwa nie jest nieuczciwą praktyką banków w stosunku do klienta?
Zapytam więc jeszcze raz. Czy jeśli teoretycznie dbający o dobrą reputację, powszechnie znany, duży bank, posiadając w stosunku do kogokolwiek, w swoim mniemaniu uzasadnione roszczenie finansowe nie kieruje sprawy do sądu, tylko "udaje się" ze sprawą bezpośrednio do armady, to czy jest to przejaw uczciwości?
Robilee napisał:
Akurat nie. Jest to po prostu niedoskonała (doskonała nie istnieje) metoda identyfikacji rozmówcy. Stosowana powszechnie przez podmioty dysponujące danymi wrażliwymi.
Powiedzmy, że ta odpowiedź jest w jakiś sposób satysfakcjonująca.
Robilee napisał:
Skąd taki głupi pomysł? Tego by chyba nawet ferdek nie wymyślił. Oczywiście, że nie.
W tym punkcie nabieram podejrzeń, że mój rozmówca nie jest prawnikiem, a jedynie nań pozuje, bowiem aby np. taka armada mogła
oficjalnie wystosować do jakiegokolwiek urzędu państwowego prośbę o udostępnienie jej danych meldunkowych "rzekomego" dłużnika to musi dysponować podstawą prawną w postaci prawomocnego wyroku sądowego z klauzulą wykonalności.
Robilee napisał:
Kolejne? Jakie? Nie odpowiadaj. Już dość napisałeś bredni.
To było raczej moje pytanie kierowane do rozmówcy. Naprawdę chciałbym się dowiedzieć czegoś więcej o tych tzw. "swoich sposobach"...
Robilee napisał:
To podsunąłeś. Wnoszę o zasądzenie dużej bańki od Armady, bo napisali, że ktoś przyjedzie a nikt nie przyjechał. I w dodatku, ten co nie przyjechał, to mógł przyjechać pod inny adres, niż miał przyjechać, a tak na prawdę to wcale nie przyjechać. Brawo mistrzu. Pewnie ferdek skorzysta z porady.
Odnośnie tzw. "pracowników terenowych armady", to pomimo, iż obydwaj wiemy że to pic na wodę(blef), to skąd mają wiedzieć to pozostałe osoby, słusznie czy niesłusznie nękane przez organizację armada? Ok, powiedzmy że jakaś tam część z nich pomyszkuje po internecie i trafi na zapewnienie jakiegoś "kogoś tam" z internetu, o nieomal szlachetnych pobudkach pracowników terenowych armady i to ich powiedzmy uspokoi, ale co z resztą ludzi? Skąd pozostałe osoby mają wiedzieć jakie są intencje pracowników terenowych, jeśli ani te intencje ani zakres kompetencji pracowników terenowych nie jest wyszczególniony ani we wiadomościach sms, ani w jakimkolwiek miejscu na witrynie internetowej, która figuruje jako storna internetowa organizacji armada?
Ok, załóżmy huraoptymistycznie, że żyjemy w kraju gdzie każdy obywatel może się czuć bezpiecznie, panuje atmosfera wzajemnego zaufania, mogę zostawić niezamknięty samochód na niestrzeżonym parkingu przed blokowiskiem, a kiedy z rozpędu zostawię na ladzie w zusie pokwitowanie zapłaty to mogę mieć pewność, że uczciwy pracownik odeśle mi je do domu, a nie wyrzuci i upomni się powtórnie o zapłatę tej samej kwoty, natomiast kiedy ktoś dzwoni do mnie z zastrzeżonego numeru 18 razy dziennie(w I Święto Wielkiej Nocy tylko 6 razy), to mogę mieć pewność , że to dlatego że po prostu bardzo zależy mu na kontakcie ze mną, a nie po to by mnie rozstroić nerwowo i wreszcie jeśli ktoś przysyła mi wiadomość sms w stylu: "w związku z brak wpłat. jutro wizyta 2 pracowników terenowych", to mogę mieć absolutną, stuprocentową pewność że pracownicy terenowi przyjadą tylko i wyłącznie by ze mną kulturalnie, w atmosferze wzajemnego poszanowania, popertraktować odnośnie mojego "rzekomego" długu...hmm niech będzie i tak. Dlatego jeśli żyjemy w takiej oazie praworządności, to chyba tym bardziej ja jako obywatel mam prawo udać się do sądu jeśli posiadam przesłanki, że ktoś strasząc mnie wizytą pracowników terenowych, realnie mi zagraża i jeśli sąd podzieli moje stanowisko, to nadawca wiadomości musi zostać pociągnięty do odpowiedzialności.
Robilee napisał:
Dlużnik (nie rzekomy, tylko prawdziwy) ma obowiązek dług oddać. Niezależnie od tego, czy wierzyciel jest prostolinijny i brzydzi się podstępem, czy też ogólnie rzecz biorąc, jest świnia.
Nalegam byśmy w przypadku, który opisałem trzymali się przymiotnika "rzekomy". To raz. Dwa, już załóżmy, nieważne czy wierzyciel jest "swinia", "prostolinijny" czy też "brzydzi się podstępem", ale jeśli jest kłamcą(kłamstwa w smsach), to na jakiej podstawie mogę mieć pewność, że nie okłamuje mnie również co do faktu istnienia w stosunku do niego mojego "rzekomego" zadłużenia?
Robilee napisał:
Po pierwsze, nie wiem z czego wywnioskowałeś, że to "złodzieje".
A czy gdy ktoś nie dysponujący jakąkolwiek podstawą, sięga do mojej kieszeni po pieniądze to nie jest przypadkiem złodziejem?
Robilee napisał:
Po pierwsze, nie wiem z czego wywnioskowałeś, że to "złodzieje". Po drugie zaś, teza jest na Twoim zwykłym poziomie, czyli niesamowicie głupia. Jeśli jesteś winien pieniądze złodziejowi, to masz je złodziejowi oddać. Nawet skazanie przestępcy nie powoduje, że wygasają wobec niego zobowiązania. Znów muszę zapytać retorycznie, ile Ty masz lat? Niektóre Twoje wypowiedzi bardziej pasują do niezbyt bystrego dziecka, niż do dorosłego ignoranta.
Dotychczas miałem wrażenie, że dyskutuję z osobą stosunkowo inteligentną, jednak z każdym następnym, czytanym zdaniem jestem coraz bardziej rozczarowany...
Naprawdę wolę czytać tylko spójny, merytoryczny tekst, a nie taki co rusz "przyozdobiony" inwektywami pod moim adresem. To nie jest mój poziom i zwyczajnie mnie to męczy.
Robilee napisał:
Teraz ja sobie pożartuję. Oczywiście. Po milionie dolarów za każdy sms i po trzy za każdy telefon.
Dostałem zajadów ze śmiechu tak się ubawiłem.
Przy dyskusji na temat armady nie bez znaczenia jest jaki kto ma "peryskop" moralny, weźmy przykład; gdy czyjaś córka zaczyna współżyć w wieku 16 lat, to dla jednego rodzica będzie to oznaka szybszego wchodzenia w dorosłość, taki duży krok ku samodzielności, natomiast dla innego to nastoletnie "puszczanie" się będzie przejawem skrajnej niedojrzałości i braku pohamowania. Podobnie jest z armadą, jedni będą metody działania tej organizacji bagatelizować, relatywizować, a co poniektórzy nawet usprawiedliwiać na wszelkie możliwe sposoby, natomiast drudzy będą je potępiać, piętnować, a ci najbardziej nieustępliwi będą również wszelkimi dostępnymi środkami je zwalczać(wszak dawid może pokonać goliata).
Dodam jeszcze, iż spośród wszystkich "firm windykacyjnych", z którymi styczność czy to na kanwie prywatnej czy służbowej miała opisana przeze mnie osoba, metody armady są zdecydowanie najbardziej nieetyczne, żeby nie powiedzieć wprost łajdackie.
Robilee napisał:
Jeśli życzenia były szczere to je przyjmuję, również życzę spokojnego wieczoru i mniej zacietrzewienia.