SMS od Kancelarii Armada, oszustwo?!

  • Autor wątku Autor wątku walekk
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
ferdek125 napisał:
sam się podłożyłeś tym tekstem "jeśli więc, zwraca się ktoś do Ciebie z roszczeniem niezasadnym.."
To odmawiasz spełnienia.
ferdek125 napisał:
Więc jeśli się zwraca to zgłasza się sprawę organom ścigania podejrzenie popełnienia przestępstwa z art .13 kk......
Jeśli jesteś idiotą, to zgłaszasz, choć nie ma mowy o przestępstwie (po prostu nie zostały spełnione przesłanki). Podpowiem Ci tylko, że warunkiem koniecznym do wyłudzenia, lub jego usiłowania jest zamiar (bez tego się nie obejdzie). Mam wrażenie, że cały czas powtarzamy w kółko to samo. Pozostaje mieć nadzieję, że czytający (poszukujący informacji) zorientują się się sami, jak należy traktować Twoje absurdalne porady. Jeśli zaś jednak zechcą Cię posłuchać, niech się kompromitują (za mądrzy nie byli).
 
Robilee napisał:
Podpowiem Ci tylko, że warunkiem koniecznym do wyłudzenia, lub jego usiłowania jest zamiar (bez tego się nie obejdzie)
Z jakiej strony by na to nie spojrzeć - to śmiało można mówić o zamiarze. Wszak żądający ma zamiar uzyskać wpłatę pieniędzy. Przecież nie żąda pieniędzy nie majac jednocześnie zamiaru ich uzyskać. Chyba to oczywiste. Oczywiste jest również to, że takowe żądania to roszczenia cywilnoprawne, poza zainteresowaniami prokuratury. Uważam że tak jak pisze Robilee, nie ma sensu robić z siebie błazna przed prokuratorem. O zasadności żądania pieniężnego zadecyduje sąd.
 
Robilee napisał:
To odmawiasz spełnienia.

Cóż i dalej cię "nękają wezwaniami bo mają do tego prawo

Robilee napisał:
Jeśli jesteś idiotą, to zgłaszasz, choć nie ma mowy o przestępstwie (po prostu nie zostały spełnione przesłanki). Podpowiem Ci tylko, że warunkiem koniecznym do wyłudzenia, lub jego usiłowania jest zamiar (bez tego się nie obejdzie). ....

Cóż jak widać nie tylko idioci nie umieją czytać ze zrozumieniem.
Bo czytanie powoduje ból...

Dostałeś analizę prawną dotyczącą konkretnego przypadku .. dalej będziesz twierdził, ze wszyscy w okolicy to idioci a Ty jesteś jedyny mądry i sprawiedliwy.

PS. o tym czy zostały spełnione przesłanki decyduje prokurator po przeprowadzeniu dochodzenia, Po zgłoszeniu "podejrzenia popełninia przestępstwa" Armanda musiałaby się wykazać ISTNIENIE wierzytelności a jak pewnie wiesz cesja nim nie jest. Dowodem jest umowa podpisana, faktury, regulamin, świadkowie itp....

PS. nie opieraj się na wiki nie zawsze to co tam napisane jest prawdą

PSII polecam też tę lekturę z UOKiK - bo ten temat też notorycznie wyśmiewałeś.....

https://konsument.um.warszawa.pl/si...les/zalaczniki/aktualnosci/decyzja-ultimo.pdf
 
Ostatnia edycja:
ferdek125 napisał:
Cóż i dalej cię "nękają wezwaniami bo mają do tego prawo
Oczywiście. Jak wiesz, do pewnych granic (stalking).
ferdek125 napisał:
Dostałeś analizę prawną dotyczącą konkretnego przypadku .. dalej będziesz twierdził, ze wszyscy w okolicy to idioci a Ty jesteś jedyny mądry i sprawiedliwy.
Nie twierdzę, że wszyscy to idioci, tylko Ci, którzy skorzystają z Twoich głupich porad. Mam nadzieję, że będzie ich niewielu i coraz mniej (po to wytykam Twoją ignorancję, graniczącą z szaleństwem).
ferdek125 napisał:
Dostałeś analizę prawną dotyczącą konkretnego przypadku
Wśród wielu spraw, o których nie masz zielonego pojęcia, jest również i to, że nie wiesz czym jest analiza prawna (wł. opinia prawna). Powiem tylko, że do jej sporządzenia niezbędna jest znajomość szczegółów sprawy. Przytoczony tekst nie był więc i nie miał być opinią prawną, tylko odpowiedzią na pytanie. Autor pisał o ew. możliwościach, a jego artykuł miał być jedynie zachęceniem czytelników do korzystania z porad. Moim celem jest zaś poprawianie świadomości prawnej współobywateli, więc dlatego piszę zgodnie z rzeczywistością: wysłanie listu (listów), czy wiadomości elektronicznej (wiadomości elektronicznych) z wezwaniem do zapłaty, wg. prawa polskiego jest legalne (przy zachowaniu pewnych granic, przekroczenie których może stanowić tzw. stalking). Zasadność takich wezwań, nie jest przesłanką legalności ich wysyłania. Musisz z tym żyć. Biedny i znękany.
ferdek125 napisał:
Armanda musiałaby się wykazać ISTNIENIE wierzytelności a jak pewnie wiesz cesja nim nie jest. Dowodem jest umowa podpisana, faktury, regulamin, świadkowie itp....
Cóż, jak wyżej.
ferdek125 napisał:
PS. o tym czy zostały spełnione przesłanki decyduje prokurator po przeprowadzeniu dochodzenia
To jasne. Więc po co to forum, ten wątek itp., itd.? Może po to by wyjaśnić jakie prokurator (sąd, urząd administracji itp.) powinien wydać postanowienie w interesującej pytających sprawie.
ferdek125 napisał:
PS. nie opieraj się na wiki nie zawsze to co tam napisane jest prawdą
Jak większość desperackich strzałów i ten chybiony.
 
Robilee napisał:
6. Oj, po co ja się wziąłem za odpowiadanie na te pytania. Jest coraz gorzej.

Po pierwsze co to w ogóle za pretensjonalny ton? Czy ja mam się czuć w jakiś sposób nobilitowany, że jakiś "ktoś tam" z internetu "łaskawie" ustosunkował się do mojego wpisu?


Robilee napisał:
Nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. Powszechne powiedzonko debili. Po prostu umysł słabo wchłania. Już dość napisałeś bredni. Po drugie zaś, teza jest na Twoim zwykłym poziomie, czyli niesamowicie głupia. Znów muszę zapytać retorycznie, ile Ty masz lat? Niektóre Twoje wypowiedzi bardziej pasują do niezbyt bystrego dziecka, niż do dorosłego ignoranta. Zarówno Twoja wiedza prawnicza, jak i ta ogólna pozwoliła Ci na dokonanie tej oceny.

Po drugie, nawet jeśli moim rozmówcą jest jakiś pyszałkowaty prawniczyna, to i tak nie życzę sobie tego typu połajanek.


Robilee napisał:
Nie wiem. Być może operator, czy jego pracownik złamał prawo. Na pewno nie Armada.

Czyli mój rozmówca przyznał, że przy tej sprawie doszło już potencjalnie do dwóch naruszeń prawa(pierwsze-informowanie sąsiadów), czyli nie jest tak źle jak na początek.


Robilee napisał:
Pisałem ogólnie o metodzie, nie o konkretnej Twojej sprawie, więc słowo "nieuczciwy" nie odnosiło się akurat do Twojego znajomego (nic o nim nie wiem).

A ja mimo wszystko odniosę się jeszcze raz do tej konkretnej sprawy:
1. Osoba której przypadek opisałem nie podpisała jakiejkolwiek umowy z bankiem X, który sprawę rzekomej wierzytelności przekazał organizacji armada.
2. Bankiem z którym onegdaj osoba podpisała umowę, był bank Y, który został przejęty przez bank X. Fakt takiego przejęcia stał się wiadomym dla osoby dopiero w momencie otrzymania od banku X, pisma informującego ją o istnieniu "rzekomej" wierzytelności na rzecz banku X.
3. Osoba której przypadek opisałem nie była obciążona jakąkolwiek wierzytelnością wobec banku Y, z którym podpisywała umowę(była z bankiem na "czysto").
4. Po przejęciu banku Y przez bank X, osoba której przypadek opisałem nie została w jakikolwiek spoób poinformowana przez bank X o ewentualnych zmianach regulaminowych bądź jakichkolwiek innych zmian zasad współpracy z klientami indywidualnymi.
5. "Rzekoma" wierzytelność na rzecz banku X została przez osobę zakwestionowana. Bank X mając świadomość tego fatku, bez kierowania sprawy do sądu, nie posiadając sądowego nakazu zapłaty, co więcej nie dysponując nawet bankowym tytułem wykonawczym, przekazał sprawę organizacji armada.

Dlaczego więc co niektórzy naiwnie zakładają, iż to "rzekomy" dłużnik musi być z gruntu tym nieuczciwym?
Frapujące jest dlaczego tak wielu ludzi w ogóle nie bierze pod uwagę możliwości, że to bank może być nieuczciwy? W sumie czy nie tylko dlatego, że bank to instytucja(obwarowana paragrafami i "kruczkami")?
Czy np. tzw. "annuita" stosowana przez niektóre banki przy kredytach długoterminowych, udzielanych we frankach szwajcarskich klientom indywidualnym, gdzie przy niekorzystnej zmianie kursu franka, kredytobiorca musi spłacać odsetki częstokroć wielokrotnie przewyższające kapitał, przez co w wielu przypadkach spłata kredytu staje się praktycznie niemożliwa nie jest nieuczciwą praktyką banków w stosunku do klienta?

Zapytam więc jeszcze raz. Czy jeśli teoretycznie dbający o dobrą reputację, powszechnie znany, duży bank, posiadając w stosunku do kogokolwiek, w swoim mniemaniu uzasadnione roszczenie finansowe nie kieruje sprawy do sądu, tylko "udaje się" ze sprawą bezpośrednio do armady, to czy jest to przejaw uczciwości?


Robilee napisał:
Akurat nie. Jest to po prostu niedoskonała (doskonała nie istnieje) metoda identyfikacji rozmówcy. Stosowana powszechnie przez podmioty dysponujące danymi wrażliwymi.

Powiedzmy, że ta odpowiedź jest w jakiś sposób satysfakcjonująca.


Robilee napisał:
Skąd taki głupi pomysł? Tego by chyba nawet ferdek nie wymyślił. Oczywiście, że nie.

W tym punkcie nabieram podejrzeń, że mój rozmówca nie jest prawnikiem, a jedynie nań pozuje, bowiem aby np. taka armada mogła oficjalnie wystosować do jakiegokolwiek urzędu państwowego prośbę o udostępnienie jej danych meldunkowych "rzekomego" dłużnika to musi dysponować podstawą prawną w postaci prawomocnego wyroku sądowego z klauzulą wykonalności.


Robilee napisał:
Kolejne? Jakie? Nie odpowiadaj. Już dość napisałeś bredni.

To było raczej moje pytanie kierowane do rozmówcy. Naprawdę chciałbym się dowiedzieć czegoś więcej o tych tzw. "swoich sposobach"...


Robilee napisał:
To podsunąłeś. Wnoszę o zasądzenie dużej bańki od Armady, bo napisali, że ktoś przyjedzie a nikt nie przyjechał. I w dodatku, ten co nie przyjechał, to mógł przyjechać pod inny adres, niż miał przyjechać, a tak na prawdę to wcale nie przyjechać. Brawo mistrzu. Pewnie ferdek skorzysta z porady.

Odnośnie tzw. "pracowników terenowych armady", to pomimo, iż obydwaj wiemy że to pic na wodę(blef), to skąd mają wiedzieć to pozostałe osoby, słusznie czy niesłusznie nękane przez organizację armada? Ok, powiedzmy że jakaś tam część z nich pomyszkuje po internecie i trafi na zapewnienie jakiegoś "kogoś tam" z internetu, o nieomal szlachetnych pobudkach pracowników terenowych armady i to ich powiedzmy uspokoi, ale co z resztą ludzi? Skąd pozostałe osoby mają wiedzieć jakie są intencje pracowników terenowych, jeśli ani te intencje ani zakres kompetencji pracowników terenowych nie jest wyszczególniony ani we wiadomościach sms, ani w jakimkolwiek miejscu na witrynie internetowej, która figuruje jako storna internetowa organizacji armada?
Ok, załóżmy huraoptymistycznie, że żyjemy w kraju gdzie każdy obywatel może się czuć bezpiecznie, panuje atmosfera wzajemnego zaufania, mogę zostawić niezamknięty samochód na niestrzeżonym parkingu przed blokowiskiem, a kiedy z rozpędu zostawię na ladzie w zusie pokwitowanie zapłaty to mogę mieć pewność, że uczciwy pracownik odeśle mi je do domu, a nie wyrzuci i upomni się powtórnie o zapłatę tej samej kwoty, natomiast kiedy ktoś dzwoni do mnie z zastrzeżonego numeru 18 razy dziennie(w I Święto Wielkiej Nocy tylko 6 razy), to mogę mieć pewność , że to dlatego że po prostu bardzo zależy mu na kontakcie ze mną, a nie po to by mnie rozstroić nerwowo i wreszcie jeśli ktoś przysyła mi wiadomość sms w stylu: "w związku z brak wpłat. jutro wizyta 2 pracowników terenowych", to mogę mieć absolutną, stuprocentową pewność że pracownicy terenowi przyjadą tylko i wyłącznie by ze mną kulturalnie, w atmosferze wzajemnego poszanowania, popertraktować odnośnie mojego "rzekomego" długu...hmm niech będzie i tak. Dlatego jeśli żyjemy w takiej oazie praworządności, to chyba tym bardziej ja jako obywatel mam prawo udać się do sądu jeśli posiadam przesłanki, że ktoś strasząc mnie wizytą pracowników terenowych, realnie mi zagraża i jeśli sąd podzieli moje stanowisko, to nadawca wiadomości musi zostać pociągnięty do odpowiedzialności.


Robilee napisał:
Dlużnik (nie rzekomy, tylko prawdziwy) ma obowiązek dług oddać. Niezależnie od tego, czy wierzyciel jest prostolinijny i brzydzi się podstępem, czy też ogólnie rzecz biorąc, jest świnia.

Nalegam byśmy w przypadku, który opisałem trzymali się przymiotnika "rzekomy". To raz. Dwa, już załóżmy, nieważne czy wierzyciel jest "swinia", "prostolinijny" czy też "brzydzi się podstępem", ale jeśli jest kłamcą(kłamstwa w smsach), to na jakiej podstawie mogę mieć pewność, że nie okłamuje mnie również co do faktu istnienia w stosunku do niego mojego "rzekomego" zadłużenia?


Robilee napisał:
Po pierwsze, nie wiem z czego wywnioskowałeś, że to "złodzieje".

A czy gdy ktoś nie dysponujący jakąkolwiek podstawą, sięga do mojej kieszeni po pieniądze to nie jest przypadkiem złodziejem?


Robilee napisał:
Po pierwsze, nie wiem z czego wywnioskowałeś, że to "złodzieje". Po drugie zaś, teza jest na Twoim zwykłym poziomie, czyli niesamowicie głupia. Jeśli jesteś winien pieniądze złodziejowi, to masz je złodziejowi oddać. Nawet skazanie przestępcy nie powoduje, że wygasają wobec niego zobowiązania. Znów muszę zapytać retorycznie, ile Ty masz lat? Niektóre Twoje wypowiedzi bardziej pasują do niezbyt bystrego dziecka, niż do dorosłego ignoranta.

Dotychczas miałem wrażenie, że dyskutuję z osobą stosunkowo inteligentną, jednak z każdym następnym, czytanym zdaniem jestem coraz bardziej rozczarowany...
Naprawdę wolę czytać tylko spójny, merytoryczny tekst, a nie taki co rusz "przyozdobiony" inwektywami pod moim adresem. To nie jest mój poziom i zwyczajnie mnie to męczy.


Robilee napisał:
Teraz ja sobie pożartuję. Oczywiście. Po milionie dolarów za każdy sms i po trzy za każdy telefon.

Dostałem zajadów ze śmiechu tak się ubawiłem.


Przy dyskusji na temat armady nie bez znaczenia jest jaki kto ma "peryskop" moralny, weźmy przykład; gdy czyjaś córka zaczyna współżyć w wieku 16 lat, to dla jednego rodzica będzie to oznaka szybszego wchodzenia w dorosłość, taki duży krok ku samodzielności, natomiast dla innego to nastoletnie "puszczanie" się będzie przejawem skrajnej niedojrzałości i braku pohamowania. Podobnie jest z armadą, jedni będą metody działania tej organizacji bagatelizować, relatywizować, a co poniektórzy nawet usprawiedliwiać na wszelkie możliwe sposoby, natomiast drudzy będą je potępiać, piętnować, a ci najbardziej nieustępliwi będą również wszelkimi dostępnymi środkami je zwalczać(wszak dawid może pokonać goliata).

Dodam jeszcze, iż spośród wszystkich "firm windykacyjnych", z którymi styczność czy to na kanwie prywatnej czy służbowej miała opisana przeze mnie osoba, metody armady są zdecydowanie najbardziej nieetyczne, żeby nie powiedzieć wprost łajdackie.


Robilee napisał:
Cóż, wesołych Świąt.

Jeśli życzenia były szczere to je przyjmuję, również życzę spokojnego wieczoru i mniej zacietrzewienia.
 
E_Klein napisał:
Jak na człowieka, który czuje się urażony za używanie słowa "nieuczciwy" (3) wobec swojej znajomej, nie widzisz nic złego w poniżaniu innych (7,8,9).

Nie lubię jak się szafuje cytatami wybiórczo, podejrzewam, iż służy tu bardziej o rozmywanie sprawy, a nie dociekanie prawdy.


E_Klein napisał:
Skoro kłamcami są windykatorzy próbujący odzyskać kasę od kogoś kto jej nie chce zapłacić to jak nazwać kobietę, która wie, że jest winna szmal i go nie oddaje świadomie?

Nieprzejednanego i tak nie przekonam...
Polecam zapoznać się z historią zmarłego w ostatnich dniach sportowca Rubina Cartera.


E_Klein napisał:
... a ją samą stać na adwokatów co teraz o miliardy się z armadą sądzić będą bo sąsiad ...

Nie potrzebuje ich, sama się reprezentuje w batalii o "miliardy".


E_Klein napisał:
Te wszystkie epitety, którymi określasz pracowników armady - wyliniałe kocury, stażyści... to akurat uważasz za eleganckie i właściwie.

Uważam za dopuszczalne, gdyż nie przekraczam granic dobrego smaku.


E_Klein napisał:
Z jednej strony masz pretensje, że armada uzyskuje dane meldunkowe z urzędów państwowych na podstawie obowiązujących przepisów (bo przecież nie włamują się do nich po nocach), a z drugiej masz pretensje do armady, że wypełniają obowiązek weryfikacji rozmówcy jaki narzucił na nich ustawodawca?

A niby skąd ja mam to wiedzieć, że ustawodawca narzucił im ten obowiązek.


E_Klein napisał:
Człowieku to nie czasy ziemi obiecanej! Czasy dyskryminacji kobiet już dawno się skończyły. Ja wiem, że jesteś starej daty i pewnie z wielkim bólem patrzysz na to jakie kobiety dziś są równouprawnione, pewnie gdyby to od ciebie zależało to byś je do kuchni zagonił i odebrał prawa bo przecież nawet to TY się w jej imieniu wypowiadasz na forum, a nie ona osobiście. Mężczyzna jest od tego, aby dbać o interesy kobiety, nie? Maczuga i polowanie na mamuty, a baba (wybacznie kobiety) ma siedzieć w jaskini i pilnować ognia pod kotłem i bachorów. Chryste, skąd tacy ludzie się biorą. Przykre.

Akurat do kogo jak kogo, ale w stosunku do mnie ten zarzut jest kompletnie chybiony, bowiem wśród znajomych mężczyzn jestem postrzegany jako typ strasznego "pantoflarza".


E_Klein napisał:
bo przecież nawet to TY się w jej imieniu wypowiadasz na forum, a nie ona osobiście. Mężczyzna jest od tego, aby dbać o interesy kobiety, nie?

Osoba, o której jest przytoczona historia, nie jest zbyt lotna w obsłudze komputera(zresztą dla mnie też wiele rzeczy to w dalszym ciągu nowinki).


E_Klein napisał:
Argument, że jest nieelegancko pytać kobietę o datę urodzenia na serio uważam za komiczny, idąc Twoją logiką - kobiety winny być wykluczone z możliwości zawierania jakichkolwiek umów w Polsce bo musiałyby pokazać dowód osobisty i ujawnić swoją datę urodzenia podczas jakiegokolwiek późniejszego telefonicznego wyjaśniania czegokolwiek.

Zakładam, że mój rozmówca jest już na tyle nowoczesny, że gdy chce np. spytać ciocię o jej samopoczucie, to pyta ile waży aby na tej podstawie wydedukować sobie jej stan emocjonalny...


E_Klein napisał:
Ludzie tu opisują prawdziwe dramaty, oszukani przez państwo, oskubani przez rodzinę, świetnie zarabiający stracili przez kryzys pracę i ledwo wiążą koniec z końcem abym dożyć jakoś do pierwszego. A ty jak z filip z konopii wyskakujesz z opowiastką o jakieś grosze za kosiarkę,

Z tego co wiem ta strona nazywa się "forumprawne.org", a nie "naprawdeciezkiedramaty.pl", więc uważam że temat, który podniosłem jak najbardziej kwalifikuje się do opisania na tej stronie.


E_Klein napisał:
Ludzie tu opisują prawdziwe dramaty, oszukani przez państwo, oskubani przez rodzinę, świetnie zarabiający stracili przez kryzys pracę i ledwo wiążą koniec z końcem abym dożyć jakoś do pierwszego. A ty jak z filip z konopii wyskakujesz z opowiastką o jakieś grosze za kosiarkę,

Czyżby? Zapytam więc jak mój rozmówca spędził Święta, czy czasem jedynie nie bycząc się przed telewizorkiem(ewentualnie przed komputerem wszak taki nowoczesny)? Dla mnie np. jest to czas kiedy liczy się nie tylko zadbanie o własne obejście, ale również pomoc innym bo są w tym kraju ludzie, którzy nie mają zupełnie nic. Przykład? Złożyliśmy w Święta wizytę pewnemu człowiekowi, sześćdziesięciolatkowi, ongiś dobrze prosperującemu rolnikowi z pokaźnym gospodarstwem, który stracił dorobek życia(żyje tylko z głodowej renty). Obecnie wegetuje w "ruderze" rodem z XIX wieku, bez bieżącej wody, nie ma dosłownie nikogo, rodzina się od niego odwróciła, to samo przyjaciele, a on na domiar pije. Czy gdy przyjechaliśmy to poczęstował nas kawą? Nie. "Spał". Gdy go ocuciliśmy zjadł pierwszy posiłek od dwóch dni. Następnie trzeba było opróżnić kubeł z fekaliami, ponieważ zapach był nieznośny. Na koniec musieliśmy rozpalić w archaicznym trociniaku, jako że w pomieszczeniach panował przenikliwy chłód.
Jak trafiliśmy na tego człowieka? Przez jedną z rozlicznych licytacji komorniczych, gdzie poznaliśmy niejedną, okupioną dramatem historię ludzką, więc prosiłbym z łaski swojej nie wytykać mi jakobym był oderwany od problemów zwykłych ludzi.


E_Klein napisał:
Co do samego zaczętego twojego wątku to ja powiem tak, zacząłeś niezłym thrillerem rodem z Hichcocka ten wątek, ale im głębiej w szczegóły tym bardziej się okazuje, że sytuacja nie jest czarno-biała, a armada nie jest w tej bajce jedynym czarnym charakterem. Powiem więcej - po tym co tu od Ciebie przeczytałem nie dziwię się, że stosują takie metody na twoją koleżankę.

Nie będę odnosił się do tak sformułowanych, żenujących zaczepek bo to nie mój poziom.


E_Klein napisał:
Nie pogrążaj się już, poważni użytkownicy poświęcają swój cenny czas aby pomóc twojej tajemniczej koleżance bo sądziliśmy, że jest to biedna, oszukana kobieta, która wpadła w pułapkę kredytową, a tymczasem to jakaś granda ostatnia jest!

Już na podstawie poprzedniego wpisu doszedłem do wniosku, że mam do czynienia albo z osobą nie do końca utrzymującą kontakt z rzeczywistością albo po prostu cyniczną, u której od początku nie było jakiejkolwiek woli pomocy(której zresztą nie oczekuję). Ustosunkowuję się do tego wpisu, tylko dlatego żeby powstrzymać rozmywanie opisanej historii.
 
_tomasz napisał:
Po drugie, nawet jeśli moim rozmówcą jest jakiś pyszałkowaty prawniczyna, to i tak nie życzę sobie tego typu połajanek.
Szanowny Tomaszu, zawsze gdy ktoś, w swoich postach, używa określeń wobec jakichkolwiek podmiotów, urzędów itp. zupełnie bezpodstawnie (tylko dlatego, że nie rozumie podstawowych zasad prawnych), otrzymuje ode mnie kilka epitetów podważających jego zdolności myślowe. Dlatego dostało się i Tobie. Pomijam już fakt, że sam pierwszy zechciałeś użyć złośliwości, nazywając mnie "domorosłym prawnikiem". Uspokójmy jednak ton (przyjmijmy, że w inwektywach osiągnęliśmy remis) i wróćmy do meritum. Tylko kilka komentarzy. Naprawdę chciałbym, abyś z tej naszej walki wyszedł z powiększoną wiedzą i wyrzekł się błędnego rozumowania. I tak:
_tomasz napisał:
Czyli mój rozmówca przyznał, że przy tej sprawie doszło już potencjalnie do dwóch naruszeń prawa(pierwsze-informowanie sąsiadów), czyli nie jest tak źle jak na początek.
Nie przyznałem, że doszło do dwóch (do jednego, tak). Jeśli zaś chodzi o zdobycie numeru telefonu, to wspólnie teoretyzowaliśmy jakie są sposoby. Nie mam pojęcia jak zdobyła numer dłużnika Armada w tej sprawie i jak je zdobywa w ogóle. Jeśli jednak zależy Ci na przyznawaniu, że dochodziło do złamań prawa wśród kręgu osób, które miały coś wspólnego z omawianą sprawą, to mogę przyznać, że jest wielce prawdopodobnym, iż stryj listonosza, który dostarczył list z ofertą zakupu wierzytelności do banku, kilka dni później jeździł pijany motocyklem. Mogło tak być? Mogło. Tomaszu, nie denerwuj się, chodzi mi tylko o to, byś zrozumiał, że ewentualne bezprawne podanie numeru telefonu przez osobę która zobowiązała się go nie podawać (znów zastrzeżenie - nie wiemy, czy tak było), nie ma żadnego wpływu na zasadność (bądź bezzasadność) zobowiązania. Przyjmij proszę to do wiadomości.Tomaszu, bank X stał się po prostu następcą prawnym banku Y (wszedł we wszystkie prawa i obowiązki poprzednika). Prościej, wszyscy Ci którzy mieli dług w stosunku do banku Y, po połączeniu obu podmiotów, mają dług do banku X. I odwrotnie, wszystkim którym był coś winien bank Y, przysługuje teraz roszczenie do banku X. Tyle. Żadne informowanie kogokolwiek o takim następstwie prawnym, nie ma wpływu na jego ważność i na zasadność zobowiązań. Przepraszam Tomaszu, to dla prawnika (ale też osoby ogólnie zorientowanej w zasadach funkcjonowania rynku) wiedza na poziomie abecadła. Jeśli więc to jest podstawą "rzekomości", "rzekomego" długu, to "rzekoma" dłużniczka, powołując się a takie okoliczności, wykombinowała ..., oj wykombinowała. Tomaszu, po prostu zapytaj, oddałaś w całości, to co pożyczyłaś? Jeśli usłyszysz, że nie, ale ... i tu historia o fuzji banków i braku zawiadomienia jej o tym, to ciesz się jej urodą, nad umysłem nie zastanawiaj się. Uwaga, jakie epitety mógłby posłać osobie, która nie zwróciła pożyczonych pieniędzy i nieudolnie poszukuje pretekstu by dalej nie zwracać, ktoś kto windykatorów nazywa złodziejami. Ja takich ludzi nazywam po prostu nieuczciwymi dłużnikami. To powyżej, to ogólna opinia (nie koniecznie odnosząca się do naszej "rzekomki". Być może Twoja znajoma spłaciła dług i faktycznie niesłusznie jest wzywana do zapłaty. Tylko, że Ty nic o tym nie napisałeś (o spłacie).
_tomasz napisał:
w swoim mniemaniu uzasadnione roszczenie finansowe nie kieruje sprawy do sądu, tylko "udaje się" ze sprawą bezpośrednio do armady, to czy jest to przejaw uczciwości?
Tak to jest uczciwe. Nie ma nic nieuczciwego ani niemoralnego w sprzedaży wierzytelności i nie dochodzenia jej samemu. To było naprawdę jedno z dziwniejszych pytań jakie zadałeś.
_tomasz napisał:
A czy gdy ktoś nie dysponujący jakąkolwiek podstawą, sięga do mojej kieszeni po pieniądze to nie jest przypadkiem złodziejem?
Abstrahując od samej kodeksowej definicji kradzieży, tu nie tak było. W najgorszym razie, Armana dochodzi spornej, lub wadliwej wierzytelności. Nie dawniej, niż dzisiaj musiałem tłumaczyć niereformowalnemu ferdkowi, konieczność istnienia zamiaru, by mogło dojść do wyłudzenia. Pozwolisz, że nie będę teraz pisał elaboratu na temat różnicy pomiędzy kradzieżą (jak wolisz, złodziejstwem) a wezwaniem do spełnienia nienależnego świadczenia.
_tomasz napisał:
aby np. taka armada mogła oficjalnie wystosować do jakiegokolwiek urzędu państwowego prośbę o udostępnienie jej danych meldunkowych "rzekomego" dłużnika to musi dysponować podstawą prawną w postaci prawomocnego wyroku sądowego z klauzulą wykonalności.
Tomaszu, to nieprawda. Uwierz mi. W ogóle skąd takie przekonanie?
Zapewne nie do wszystkiego się odniosłem, lecz chyba wystarczy.
 
Ostatnia edycja:
amelia2013 napisał:
Z jakiej strony by na to nie spojrzeć - to śmiało można mówić o zamiarze. Wszak żądający ma zamiar uzyskać wpłatę pieniędzy.
Amelio, wiem że w Twoim wykonaniu to żart. Jednak za jakiś czas pojawi się ferdek i się chwyci tych słów na poważnie. Wyjaśnię więc, że chodzi o zamiar wyzyskania błędu w celu uzyskania korzyści majątkowej, nie zaś sam zamiar otrzymania wpłaty.
 
Ostatnia edycja:
_tomasz napisał:
Nie lubię jak się szafuje cytatami wybiórczo, podejrzewam, iż służy tu bardziej o rozmywanie sprawy, a nie dociekanie prawdy..

Jak już wcześniej zwróciłem na to uwagę, teraz posłużę się cytatem ze starej mądrości ludowej: największe podejrzenia rzucają własne wyjaśnienia...

Opisałeś ckliwą historyjkę o strasznie niesprawiedliwie nękanej koleżance, którą Armada bezpodstawnie windykuje. I po iluś mętnych postach, między opowieścią o współżyjących 16-letnich córkach, a wiaderkiem z fekaliami dodajesz, że DŁUG ZASADNY NIE JEST BO KOLEŻANKA BYŁA WINNA BANKOWI X, A NIE BANKOWI Y, KTÓRY ÓW BANK X WCHŁONĄŁ.

Po tym zdaniu już wiem wszystko. Nie masz po prostu racji. Powiem więcej - jestem w 100% pewny, że skoro bank X kupił bank Y to zgodnie z obowiązującymi przepisami Komisji Nadzoru Finansowego wszystkie nakazy zapłaty dawnego podmiotu zostały zgłoszone do sądu o wystawienie właściwych. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości bo czasy, w których banki po fuzji przez bałagan nie pilnowały własnych wierzytelności objętych rezerwami skończyły się w połowie minionego dziesięciolecia.

Po tylu bzdurach jakie nawypisywałeś i po tym jak wielu użytkowników się ośmieszyło wdając się z Tobą w dyskusję i nakręcając się wzajemnie, fap fap fap, mam dla Ciebie jedną radę:

Po prostu niech koleżanka zadzwoni przy tobie do nich i zażądajcie podania wam sygnatury sądowego nakazu zapłaty na podstawie którego armada windykuje twoją koleżankę. Dostaniesz - to koleżanka powinna zapłacić.

Ewentualnie jak nadal będziesz na tropie spiskowej teorii dziejów to niech koleżanka z tą sygnatura zgłosi się do Sądu i sprawdzi, czy takowy istnieje.


Bo jeśli mają nakaz zapłaty to przez swoje rady zrobisz z koleżanki idiotkę na komendzie, u tego waszego komendanta który zrobił z siebie jeszcze większego kretyna (zaczynam wątpić czy ta postać w ogóle jest prawdziwa bo debile komendantami raczej nie zostają), a już w Sądzie na wielkiej rozprawie o miliardowe odszkodowanie od armady za to, że kontaktowała się z sąsiadami aby skontaktować się z dłużniczką ewidentnie grającą nieczysto bo kolega jej doradził ŻE JEMU SIĘ WYDAWAŁO, ŻE TAK BĘDZIE LEPIEJ DLA NIEJ to też będzie powód do wyśmiania Was. A obawiam się, że wasze pozwy są niewiele lepiej wyjaśnione niż snute opowieści na tym forum, czyli pełne półprawd i niedomówień wygodnych dla ckliwości twojej historyjki (inaczej już tych wszystkich wywodów nie nazwę jak forum-fiction)... szkoda wstydu, chłopie

Moim zdaniem sam sobie strzeliłeś gola i całe to zamieszanie ma na celu mętnę i pokraczne wymiganie się z zapłaty. Tyle ode mnie.
 
Ostatnia edycja:
Robilee napisał:
Szanowny Tomaszu, zawsze gdy ktoś, w swoich postach, używa określeń wobec jakichkolwiek podmiotów, urzędów itp. zupełnie bezpodstawnie (tylko dlatego, że nie rozumie podstawowych zasad prawnych), otrzymuje ode mnie kilka epitetów podważających jego zdolności myślowe. Dlatego dostało się i Tobie. Pomijam już fakt, że sam pierwszy zechciałeś użyć złośliwości, nazywając mnie "domorosłym prawnikiem".

Co prawda ten protekcjonalny ton też mi się nie podoba, ale dobre i to, zawsze nawet taka rozmowa jest bliższa kulturalnemu, partnerskiemu dialogowi.


Robilee napisał:
Tomaszu, bank X stał się po prostu następcą prawnym banku Y (wszedł we wszystkie prawa i obowiązki poprzednika). Prościej, wszyscy Ci którzy mieli dług w stosunku do banku Y, po połączeniu obu podmiotów, mają dług do banku X. I odwrotnie, wszystkim którym był coś winien bank Y, przysługuje teraz roszczenie do banku X. Tyle. Żadne informowanie kogokolwiek o takim następstwie prawnym, nie ma wpływu na jego ważność i na zasadność zobowiązań. Przepraszam Tomaszu, to dla prawnika (ale też osoby ogólnie zorientowanej w zasadach funkcjonowania rynku) wiedza na poziomie abecadła. Jeśli więc to jest podstawą "rzekomości", "rzekomego" długu, to "rzekoma" dłużniczka, powołując się a takie okoliczności, wykombinowała ..., oj wykombinowała. Tomaszu, po prostu zapytaj, oddałaś w całości, to co pożyczyłaś? Jeśli usłyszysz, że nie, ale ... i tu historia o fuzji banków i braku zawiadomienia jej o tym, to ciesz się jej urodą, nad umysłem nie zastanawiaj się. Uwaga, jakie epitety mógłby posłać osobie, która nie zwróciła pożyczonych pieniędzy i nieudolnie poszukuje pretekstu by dalej nie zwracać, ktoś kto windykatorów nazywa złodziejami. Ja takich ludzi nazywam po prostu nieuczciwymi dłużnikami. To powyżej, to ogólna opinia (nie koniecznie odnosząca się do naszej "rzekomki". Być może Twoja znajoma spłaciła dług i faktycznie niesłusznie jest wzywana do zapłaty. Tylko, że Ty nic o tym nie napisałeś (o spłacie).

Po pierwsze powołując się na to co napisałem, prosiłbym celowo nie mącić.
1. Zaznaczyłem wyraźnie, że osoba, której historię przywołałem nie posiadała w stosunku do banku Y jakiegokolwiek zobowiązania finansowego(wszystko poświadczone dokumentacją).
2. Tak jak to klarownie opisałem poprzednio, to bank X "wykombinował..., oj wykombinował".
3. Moim pytaniem nie było, na jakiej zasadzie odbywają się fuzje i przejęcia banków, lecz na jakiej zasadzie bank X, przejąwszy bank Y, w którym klient nie jest obarczony jakimkolwiek zadłużeniem(wszystko poświadczone dokumentacją), domaga się od tegoż klienta czegokolwiek, nie posiadając do tego tytułu?
4. Nic nie napisałem o spłacie, ale napisałem, że osoba nie zalegała z jakimkolwiek zobowiązaniem finansowym w banku Y, co dla "rzutkiego " człowieka powinno być równoznaczne.


Robilee napisał:
Tak to jest uczciwe. Nie ma nic nieuczciwego ani niemoralnego w sprzedaży wierzytelności i nie dochodzenia jej samemu. To było naprawdę jedno z dziwniejszych pytań jakie zadałeś.

Uczciwe? Czyżby? Czyli w Rzeczypospolitej Polskiej, jeśli dany bank ma w stosunku do swojego klienta jakiekolwiek roszczenie finansowe(uzasadnione czy nie), to nie posiadając sądowego nakazu zapłaty tego zobowiązania, jak również nie posiadając bankowego tytułu wykonawczego tego zobowiązania, może przekazać to zobowiązanie bezpośrednio firmie windykacyjnej do wszczęcia egzekucji, tak?(chciałbym to mieć na piśmie)

Zastanawiam się tylko po co w takim razie sądy jako takie? Czy nie powinny odejść do lamusa? Lepiej od razu zastąpić je np. Armadą Najwyższą, Armadą I i II Instancji, Armadą Apelacyjną itp...? Wówczas każdy kto stwierdzi, że pozostaje w "stosunku prawnym" z dowolną osobą i będzie chciał dochodzić swojego roszczenia, to zamiast plątać się w sądowych formalnościach od razu przekaże "pełnomocnictwo" dzieciakom z call center armada i po kłopocie...

Nurtuje mnie jeszcze jedna rzecz. Jak w takim razie bank zapatruje się na kwestię zakwestionowania przez osobę zobowiązania? Tak, tak na to też zapewne gotowa odpowiedź; przecież klient nie może zakwestionować zobowiązania względem banku, gdyż bank jest nieomylny i kryształowo uczciwy... W takim razie pytam się, skoro w opisanym przeze mnie banku X wszystko odbywa się na tak transparentnych zasadach, to dlaczego obszerna, merytoryczna korespondencja osoby z bankiem X, kwestionująca zasadność jakiegokolwiek zobowiązania w stosunku do banku X, do dnia dzisiejszego pozostała bez odpowiedzi ze strony banku X?(Dodam że osoba posiada pełny mandat do kwestionowania; radca prawny z wieloletnim stażem, ekspert od prawa bankowego, w latach 90 pracownica dużego banku, gdzie sama współtworzyła takie umowy i prowadziła szkolenia z tego zakresu, ponadto wykładała m.in. prawo bankowe na jednej z wyższych uczelni.)


Robilee napisał:
Abstrahując od samej kodeksowej definicji kradzieży, tu nie tak było. W najgorszym razie, Armana dochodzi spornej, lub wadliwej wierzytelności. Nie dawniej, niż dzisiaj musiałem tłumaczyć niereformowalnemu ferdkowi, konieczność istnienia zamiaru, by mogło dojść do wyłudzenia. Pozwolisz, że nie będę teraz pisał elaboratu na temat różnicy pomiędzy kradzieżą (jak wolisz, złodziejstwem) a wezwaniem do spełnienia nienależnego świadczenia.

Kodeks, kodeksem, ale ja "prostaczek" i tak każdą próbę bezpodstawnego plądrowania mojej kieszeni nazywam złodziejstwem i tak zostanie.


Robilee napisał:
Tomaszu, to nieprawda. Uwierz mi. W ogóle skąd takie przekonanie?

To prawda. Skąd przekonanie, że to nie prawda?


Robilee napisał:
Zapewne nie do wszystkiego się odniosłem, lecz chyba wystarczy.

Nie, nie wystarczy. Dobieranie pytań selektywnie, przy lekceważeniu pozostałych stwarza pole do manipulacji. Proszę zauważyć, że ja na miarę możliwości staram się ustosunkowywać do całego wpisu rozmówcy.
 
_tomasz napisał:
Uczciwe? Czyżby? Czyli w Rzeczypospolitej Polskiej, jeśli dany bank ma w stosunku do swojego klienta jakiekolwiek roszczenie finansowe(uzasadnione czy nie), to nie posiadając sądowego nakazu zapłaty tego zobowiązania, jak również nie posiadając bankowego tytułu wykonawczego tego zobowiązania, może przekazać to zobowiązanie bezpośrednio firmie windykacyjnej do wszczęcia egzekucji, tak?(chciałbym to mieć na piśmie)

Nie tylko bank może sprzedać wierzytelność. Jak pożyczysz na piwo sąsiadowi to też taką wierzytelność możesz sprzedać Armadzie czy komukolwiek innemu, dłużnik nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia, a ten podmiot, który wierzytelność kupił, może dochodzić roszczenia nie tylko przed sądem. A niekiedy nawet *MUSI* próbować dochodzić polubownie, bo inaczej sąd go przepędzi z niczym.

Ogólnie rozmowa z Tobą polega na tym, że Ty twierdzisz, iż dłużniczka nie jest dłużniczką, bo tak jej się wydaje, a nie z powodu tego, że naprawdę nie jest. Sam piszesz, że udowadniała X, że nic mu nie jest winna, więc stąd jasny wniosek, że według X było inaczej. Armada kupiła taką wierzytelność, więc skoro ona bezspornie nieistnieje to nic prostszego, jak wytoczyć Armadzie proces o nieistnienie zobowiązania i udowodnić ten fakt przed sądem i problem z głowy.
 
_tomasz napisał:
Po pierwsze powołując się na to co napisałem, prosiłbym celowo nie mącić.
Zaznaczyłem, nie przypadkiem, że nie wiem jak naprawdę wygląda sytuacja konkretnego dłużnika. Ty pisałeś o bankach X i Y. Nie wiem po co. Ty zapewne wiesz, czy kredyt został spłacony, czy nie, więc ja się nad tym zastanawiać nie muszę.
_tomasz napisał:
Uczciwe? Czyżby? Czyli w Rzeczypospolitej Polskiej, jeśli dany bank ma w stosunku do swojego klienta jakiekolwiek roszczenie finansowe(uzasadnione czy nie), to nie posiadając sądowego nakazu zapłaty tego zobowiązania, jak również nie posiadając bankowego tytułu wykonawczego tego zobowiązania, może przekazać to zobowiązanie bezpośrednio firmie windykacyjnej do wszczęcia egzekucji, tak?(chciałbym to mieć na piśmie)
O co Ci chodzi? Sprzedaż wierzytelności jest tak samo legalna i oczywista, jak sprzedaż np. samochodu. Wiem, że nie znosisz odsyłania do ustaw, lecz tu muszę podpowiedzieć art. 509-516 kodeksu cywilnego. I nie trzeba likwidować sądów (co za logika), wszak nabywca wierzytelności tylko w sądzie może uzyskać tytuł wykonawczy. Po za tym, Armada, czy inny windykator zastępuje nie sąd (ach te wywody o instancjach), tylko poprzedniego wierzyciela (zbywcę). I co ważne, dłużnikowi służą wszystkie zarzuty do nabywcy wierzytelności, jakie służyłyby mu do pierwotnego wierzyciela. Tym samym, sytuacja prawna dłużnika nie ulega żadnej zmianie wskutek cesji wierzytelności.
_tomasz napisał:
Kodeks, kodeksem, ale ja "prostaczek" i tak każdą próbę bezpodstawnego plądrowania mojej kieszeni nazywam złodziejstwem i tak zostanie.
Ty napisałeś "prostaczek", ja bym jeszcze dodał ... jednak miało być bez używania słów typu "idiota", "debil" itp., więc nic nie dodam. Sytuacja jest taka. Wierzyciel, w przekonaniu, że istnieje zasadne roszczenie w stosunku do dłużnika, wysyła do niego wezwanie do uregulowania należności. Przy czym dłużnik nie musi wcale na takie wezwanie odpowiadać a tym bardziej płacić. Ostatecznie zasadność roszczenia na wniosek (pozew) wierzyciela oceni sąd. Czyli, jeśli dług faktycznie istnieje, to może uda się go Armadzie odzyskać, jeśli nie istnieje, to Armada na pewno nie dostanie żadnych pieniędzy od dłużnika. Gdzież tu Eugeniuszu (to więcej niż geniusz) kradzież? I gdzie tu złodziej? Zaiste, piękny masz umysł kolego.
_tomasz napisał:
Dobieranie pytań selektywnie, przy lekceważeniu pozostałych stwarza pole do manipulacji.
Naprawdę dostrzegłeś u mnie jakąś próbę manipulacji?
_tomasz napisał:
To prawda. Skąd przekonanie, że to nie prawda?
Tomaszu, litości! Ręce opadają. Zważ, że postanowiłem już nie pastwić się nad Twoim rozumem. Proszę, daj mi w tym wytrwać.
 
Ostatnia edycja:
E_Klein napisał:
Jak już wcześniej zwróciłem na to uwagę, teraz posłużę się cytatem ze starej mądrości ludowej: największe podejrzenia rzucają własne wyjaśnienia...

W tym przypadku raczej pustym frazesem bez pokrycia.


E_Klein napisał:
Opisałeś ckliwą historyjkę o strasznie niesprawiedliwie nękanej koleżance, którą Armada bezpodstawnie windykuje. I po iluś mętnych postach, między opowieścią o współżyjących 16-letnich córkach, a wiaderkiem z fekaliami dodajesz, że DŁUG ZASADNY NIE JEST BO KOLEŻANKA BYŁA WINNA BANKOWI X, A NIE BANKOWI Y, KTÓRY ÓW BANK X WCHŁONĄŁ.

Przyjąłem zasadę, że do wywodów pisanych w "delirium" nie będę się odnosił.


E_Klein napisał:
Po tym zdaniu już wiem wszystko.

Jak się głównie prowadzi ze sobą monolog to faktycznie można popaść w przeświadczenie o własnej nieomylności.


E_Klein napisał:
Po tym zdaniu już wiem wszystko. Nie masz po prostu racji. Powiem więcej - jestem w 100% pewny, że skoro bank X kupił bank Y to zgodnie z obowiązującymi przepisami Komisji Nadzoru Finansowego wszystkie nakazy zapłaty dawnego podmiotu zostały zgłoszone do sądu o wystawienie właściwych. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości bo czasy, w których banki po fuzji przez bałagan nie pilnowały własnych wierzytelności objętych rezerwami skończyły się w połowie minionego dziesięciolecia.

Kompletnie mnie nie zajmuje jak wyglądały wzajemne relacje banków X i Y oraz jak wyglądał obieg informacji pomiędzy nimi. Mnie interesuje tylko, to że osoba której historię przytoczyłem nie była obarczona jakimkolwiek zobowiązaniem finansowym zarówno w stosunku do banku Y, z którym podpisywała umowę jak i tym bardziej w stosunku do banku X, z którym nie podpisywała czegokolwiek.


E_Klein napisał:
... fap fap fap, ...

A cóż to takiego?


E_Klein napisał:
Po prostu niech koleżanka zadzwoni przy tobie do nich i zażądajcie podania wam sygnatury sądowego nakazu zapłaty na podstawie którego armada windykuje twoją koleżankę. Dostaniesz - to koleżanka powinna zapłacić.

A z jakiej racji ktokolwiek z nas ma dzwonić do armady? Jeśli zostałby wystosowany sądowy nakaz zapłaty w stosunku do osoby to musi on w pierwszej kolejności zostać jej doręczony do rąk własnych. Jeśli takowego nie ma to nie ma również tematu armady.


E_Klein napisał:

Ewentualnie jak nadal będziesz na tropie spiskowej teorii dziejów to niech koleżanka z tą sygnatura zgłosi się do Sądu i sprawdzi, czy takowy istnieje.

Jakiej spiskowej teorii? Nie ma potrzeby angażowania w to dallas, illuminatów czy loży 33...


E_Klein napisał:
Bo jeśli mają nakaz zapłaty to przez swoje rady zrobisz z koleżanki idiotkę na komendzie, u tego waszego komendanta który zrobił z siebie jeszcze większego kretyna (zaczynam wątpić czy ta postać w ogóle jest prawdziwa bo debile komendantami raczej nie zostają), a już w Sądzie na wielkiej rozprawie o miliardowe odszkodowanie od armady za to, że kontaktowała się z sąsiadami aby skontaktować się z dłużniczką ewidentnie grającą nieczysto bo kolega jej doradził ŻE JEMU SIĘ WYDAWAŁO, ŻE TAK BĘDZIE LEPIEJ DLA NIEJ to też będzie powód do wyśmiania Was. A obawiam się, że wasze pozwy są niewiele lepiej wyjaśnione niż snute opowieści na tym forum, czyli pełne półprawd i niedomówień wygodnych dla ckliwości twojej historyjki (inaczej już tych wszystkich wywodów nie nazwę jak forum-fiction)... szkoda wstydu, chłopie

Nawrót amoku... Dużo przymiotników, epitetów, ciągła abnegacja, natomiast rzeczowych argumentów jak na lekarstwo. Coś takiego ciężko się czyta, a jak tu z tym polemizować...


E_Klein napisał:
Moim zdaniem sam sobie strzeliłeś gola i całe to zamieszanie ma na celu mętnę i pokraczne wymiganie się z zapłaty. Tyle ode mnie.

Nikomu nie odmawiam prawa do posiadania własnego zdania.


Hmm...trochę zachodu przy odkłamywaniu tych wywodów jest, ale myślę że koniec końców warto...
 
NagłaPomoc napisał:
Nie tylko bank może sprzedać wierzytelność. Jak pożyczysz na piwo sąsiadowi to też taką wierzytelność możesz sprzedać Armadzie czy komukolwiek innemu, dłużnik nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia, a ten podmiot, który wierzytelność kupił, może dochodzić roszczenia nie tylko przed sądem. A niekiedy nawet *MUSI* próbować dochodzić polubownie, bo inaczej sąd go przepędzi z niczym.

Wszystko rozumiem ok, tylko jeśli się zagłębić w etymologię tego słowa, to co w zasadzie znaczy polubownie?
Czy metodą polubowną mogę nazwać natarczywe wydzwanianie do kogoś przez cztery miesiące niemal codziennie, nagrywanie dziesiątek wiadomości na pocztę, zasypywanie skrzynki odbiorczej "spamem", wydzwanianie po sąsiadach, czy straszenie telefoniczne dziecka? Pytam się więc kiedy kończy się ta polubowność i sprawa trafia do sądu? Czy np. niemal czteromiesięczne ignorowanie takich prób "polubownego" dochodzenia należności nie jest wystarczającym bodźcem do skierowania sprawy do sądu, w przypadku jeśli dług jest według wierzyciela zasadny, a egzekucja bezskuteczna?


NagłaPomoc napisał:
Ogólnie rozmowa z Tobą polega na tym, że Ty twierdzisz, iż dłużniczka nie jest dłużniczką, bo tak jej się wydaje, a nie z powodu tego, że naprawdę nie jest. Sam piszesz, że udowadniała X, że nic mu nie jest winna, więc stąd jasny wniosek, że według X było inaczej. Armada kupiła taką wierzytelność, więc skoro ona bezspornie nieistnieje to nic prostszego, jak wytoczyć Armadzie proces o nieistnienie zobowiązania i udowodnić ten fakt przed sądem i problem z głowy.

Wszystko rozumiem tylko, skoro istniała rozbieżność i X miał inne zdanie na temat "rzekomej" wierzytelności to dlaczego X nie potrafił tego dowieść odpierając argumenty osoby w sposób merytoryczny tylko o tak po prostu sprzedał "rzekomą" wierzytelność armadzie? Przecież gdyby X miał rację i był pewien tej racji to w pierwszej kolejności powinien ją merytorycznie obronić...Przynajmniej tak nakazywałby dobrzy obyczaj...


NagłaPomoc napisał:
Armada kupiła taką wierzytelność, więc skoro ona bezspornie nieistnieje to nic prostszego, jak wytoczyć Armadzie proces o nieistnienie zobowiązania i udowodnić ten fakt przed sądem i problem z głowy.

Takie działania już zostały podjęte.(Jak wspomniałem wcześniej sprawa jest rozwojowa.)
 
E_Klein napisał:
_tomasz napisał:
A cóż to takiego?
Jak co to takiego FAP? Tu jest objaśnienie: Filtr cząstek stałych – Wikipedia, wolna encyklopedia

Odnoszę nieodparte wrażenie, że E_Klein to wielki szczęściarz. Codziennie ma szczęście umykać obławie w akcji "trzeźwy poranek", stąd też i treść jego płodnych postów będąca kompletną ignorancją wypowiedzi oponentów, jak również oblewająca pomyjami z kłamstwami oraz wciskająca innym w usta słowa, których nigdy nie powiedzieli. To znaczy nie napisali. Przykłady na taką działalność kolegi mnożą sie tutaj w postępie niemalże geometrycznym.


E_Klein napisał:
Opisałeś ckliwą historyjkę o strasznie niesprawiedliwie nękanej koleżance, którą Armada bezpodstawnie windykuje. I po iluś mętnych postach, między opowieścią o współżyjących 16-letnich córkach, a wiaderkiem z fekaliami dodajesz, że DŁUG ZASADNY NIE JEST BO KOLEŻANKA BYŁA WINNA BANKOWI X, A NIE BANKOWI Y, KTÓRY ÓW BANK X WCHŁONĄŁ.



a już w Sądzie na wielkiej rozprawie o miliardowe odszkodowanie od armady za to, że kontaktowała się z sąsiadami aby skontaktować się z dłużniczką ewidentnie grającą nieczysto bo kolega jej doradził ŻE JEMU SIĘ WYDAWAŁO, ŻE TAK BĘDZIE LEPIEJ DLA NIEJ
 
Ostatnia edycja:
_tomasz napisał:
Wszystko rozumiem ok, tylko jeśli się zagłębić w etymologię tego słowa, to co w zasadzie znaczy polubownie?

W polskiej dżungli prawnej to oznacza w zasadzie wszystko co nie podpada pod groźby karalne i stalking. Można wydzwaniać i nachodzić. W końcu upominają się, według nich, o jak najbardziej należne im pieniądze. Trudno by robili to tak byś tego nie odczuł i czuł się z tym komfortowo.

_tomasz napisał:
Wszystko rozumiem tylko, skoro istniała rozbieżność i X miał inne zdanie na temat "rzekomej" wierzytelności to dlaczego X nie potrafił tego dowieść odpierając argumenty osoby w sposób merytoryczny tylko o tak po prostu sprzedał "rzekomą" wierzytelność armadzie? Przecież gdyby X miał rację i był pewien tej racji to w pierwszej kolejności powinien ją merytorycznie obronić...Przynajmniej tak nakazywałby dobrzy obyczaj...

Nie ma odpowiedzi na tak zadane pytanie. Nawet X nie udzieli Ci takiej informacji. Po prostu mógł to zrobić, miał na to ochotę, znalazł kupca i zrobił to i taki stan faktyczny trzeba przyjąć do wiadomości. Drążenie dlaczego nie zmienia w żaden sposób sytuacji prawnej dłużnika.
 
NagłaPomoc napisał:
W polskiej dżungli prawnej to oznacza w zasadzie wszystko co nie podpada pod groźby karalne i stalking. Można wydzwaniać i nachodzić. W końcu upominają się, według nich, o jak najbardziej należne im pieniądze. Trudno by robili to tak byś tego nie odczuł i czuł się z tym komfortowo.
Jest prostsze wyjaśnienie. Polubownie, oznacza po prostu nakłonienie dłużnika do dobrowolnej spłaty długu. Przeciwieństwem windykacji polubownej, jest przymusowa egzekucja, czyli skorzystanie przez wierzyciela z usług komornika, który już nie nakłania dłużnika do spłaty, tylko po prostu zabiera, co się należy (oczywiście kwota roszczenia wtedy znacznie wzrasta o koszty komornicze).
 
Proszę się skupić na rozwiązaniu problemu a nie na wycieczkach osobistych. Albo zamykam wątek.
 
Robilee napisał:
Ty pisałeś o bankach X i Y. Nie wiem po co.

Robilee napisał:
Ty zapewne wiesz, czy kredyt został spłacony, czy nie, więc ja się nad tym zastanawiać nie muszę.O co Ci chodzi?

Myślę, że mój rozmówca wie na czym polegało owo mącenie, więc udając niewiedzę albo się zgrywa albo znów mąci. Niby nie powinienem sobie strzępić języka, ale co mi tam...

Bo kiedy ja piszę takie zdanie:
cytat:
"Osoba której przypadek opisałem nie była obciążona jakąkolwiek wierzytelnością wobec banku Y, z którym podpisywała umowę(była z bankiem na "czysto")."

A mój rozmówca powołując się no to co napisałem, pisze:
cytat:
"Prościej, wszyscy Ci którzy mieli dług w stosunku do banku Y, po połączeniu obu podmiotów, mają dług do banku X."

To dla mnie to nic innego jak próba mącenia i przekręcenia sensu mojej wypowiedzi.


Robilee napisał:
Sprzedaż wierzytelności jest tak samo legalna i oczywista, jak sprzedaż np. samochodu. Wiem, że nie znosisz odsyłania do ustaw, lecz tu muszę podpowiedzieć art. 509-516 kodeksu cywilnego. I nie trzeba likwidować sądów (co za logika), wszak nabywca wierzytelności tylko w sądzie może uzyskać tytuł wykonawczy. Po za tym, Armada, czy inny windykator zastępuje nie sąd (ach te wywody o instancjach), tylko poprzedniego wierzyciela (zbywcę). I co ważne, dłużnikowi służą wszystkie zarzuty do nabywcy wierzytelności, jakie służyłyby mu do pierwotnego wierzyciela. Tym samym, sytuacja prawna dłużnika nie ulega żadnej zmianie wskutek cesji wierzytelności.

Po pierwsze odpowiedź jest pokrętna(żadna nowość).
Po drugie nie chodziło mi o sam fakt sprzedaży wierzytelności przez jeden podmiot drugiemu, bo to jest dość oczywiste że takie transakcje odbywają się na zasadach wolnorynkowych. Sednem sprawy był tytuł wykonawczy. I tak:
Skoro nabywca wierzytelności może uzyskać tytuł wykonawczy tylko w sądzie, to dlaczego:
1. Nie dysponując tytułem wykonawczym od niemal 4 miesięcy prowadzi czynności egzekucyjne względem "rzekomego" dłużnika?
2. Dlaczego dotychczas(niemal 4 miesiące) nie wylegitymował się tytułem wykonawczym?
3. Jakie są ramy czasowe przewidziane przez polskie prawo dla tego typu działań egzekucyjnych, prowadzonych bez sądowego tytułu wykonawczego? Innymi słowy'; jak długo będzie trwało nim np. taka armada będzie zobligowana wylegitymować się przed "rzekomym" dłużnikiem, sądowym tytułem wykonawczym.


Robilee napisał:
...I nie trzeba likwidować sądów (co za logika),... Po za tym, Armada, czy inny windykator zastępuje nie sąd (ach te wywody o instancjach),...

Czy ja mam wszystkie tego typu moje dygresje opatrzyć wytłuszczonymi przypisami "żartobliwe" czy jak?



Robilee napisał:
Sprzedaż wierzytelności jest tak samo legalna i oczywista, jak sprzedaż np. samochodu. Wiem, że nie znosisz odsyłania do ustaw, lecz tu muszę podpowiedzieć art. 509-516 kodeksu cywilnego. I nie trzeba likwidować sądów (co za logika), wszak nabywca wierzytelności tylko w sądzie może uzyskać tytuł wykonawczy. Po za tym, Armada, czy inny windykator zastępuje nie sąd (ach te wywody o instancjach), tylko poprzedniego wierzyciela (zbywcę). I co ważne, dłużnikowi służą wszystkie zarzuty do nabywcy wierzytelności, jakie służyłyby mu do pierwotnego wierzyciela. Tym samym, sytuacja prawna dłużnika nie ulega żadnej zmianie wskutek cesji wierzytelności.

Natomiast ja napisałem:
_tomasz napisał:
Uczciwe? Czyżby? Czyli w Rzeczypospolitej Polskiej, jeśli dany bank ma w stosunku do swojego klienta jakiekolwiek roszczenie finansowe(uzasadnione czy nie), to nie posiadając sądowego nakazu zapłaty tego zobowiązania, jak również nie posiadając bankowego tytułu wykonawczego tego zobowiązania, może przekazać to zobowiązanie bezpośrednio firmie windykacyjnej do wszczęcia egzekucji, tak?(chciałbym to mieć na piśmie)

Więc zapytam jeszcze raz. Czy mój rozmówca jest w stanie podpisać się pod zdaniem?:
Jeśli dany bank działający na terenie Rzeczypospolitej Polskiej, posiada w stosunku do swojego klienta jakiekolwiek roszczenie finansowe(uzasadnione czy nie), to nie posiadając bankowego tytułu wykonawczego tego zobowiązania oraz nie posiadając sądowego nakazu zapłaty tego zobowiązania, może sprzedać to zobowiązanie, bezpośrednio firmie windykacyjnej, aby ta mogła(bez w.w. dokumentów) prowadzić czynności egzekucyjne względem tego klienta, tego danego banku.


Robilee napisał:
Sytuacja jest taka. Wierzyciel, w przekonaniu, że istnieje zasadne roszczenie w stosunku do dłużnika, wysyła do niego wezwanie do uregulowania należności.

Sytuacja tylko hipotetycznie mogłaby być taka, bowiem nic takiego do "rzekomego" dłużnika nie zostało wysłane. No bo chyba nie mówimy tu o tych lakonicznych, często pozbawionych składni smsach?
Czy może to ja się mylę?
Może jest tak, że w naszym kraju sms w stylu: "w związku z brak wpłat. jutro wizyta 2 pracowników terenowych", można nazwać oficjalnym, prawomocnym wezwaniem do zapłaty?


Robilee napisał:
Ostatecznie zasadność roszczenia na wniosek (pozew) wierzyciela oceni sąd.

Ponawiam pytanie:
Czy polskie prawo definiuje w jakikolwiek sposób rozpiętość czasową okresu pomiędzy rozpoczęciem przez wierzyciela w stosunku do podmiotu czynności egzekucyjnych, a złożeniem przez tegoż wierzyciela wniosku do sądu o zasadność swojego roszczenia?
Innymi słowy jestem ciekaw, czy armada może kogoś nękać przez np. 20 lat, przez cały ten okres nie legitymując się wnioskiem sądowym, czy może kogoś nękać przez np. 20 lat, ale po jakimś czasie prawo niejako wymusza na niej wylegitymowanie się wnioskiem sądowym?


Robilee napisał:
Gdzież tu Eugeniuszu (to więcej niż geniusz) kradzież? I gdzie tu złodziej?

Odpowiem pytaniem.
Czy jeśli roszczenie wobec banku X zostało przez osobę zakwestionowane(zostało podważone, zostało w sposób merytoryczny wykazane, że roszczenie banku X w stosunku do osoby nie powinno istnieć), a bank X bez jakiegokolwiek ustosunkowania się do tego zakwestionowania, czyli nie obroniwszy i nie uzasadniwszy swojego żądania finansowego wobec osoby, sprzedaje to "żądanie finansowe" armadzie i ta zaczyna prowadzić czynności egzekucyjne, zmierzające do uzyskania od osoby tego "żądania finansowego", to czy nie jest to przypadkiem próba kradzieży?
Ja uważam, że jest to próba okradzenia osoby przez bank X, tyle że rękami kogoś innego, w tym wypadku armady.
Kto jest złodziejem?
Przy założeniu, że armada przy nabywaniu "rzekomej" wierzytelności nie została "wprowadzona" przez bank X we wszystkie animozje związane z ową "rzekomą" wierzytelnością i powiedzmy że działa wyłącznie jako "emisariusz sprawiedliwości" czy jako jakiś inny bojownik o jedynie słuszną sprawę, to wynika z tego jasno że złodziejem jest w takim razie bank X.


Robilee napisał:
Naprawdę dostrzegłeś u mnie jakąś próbę manipulacji?

Napisałem tylko, że wybiórcze ustosunkowywanie się do moich wypowiedzi, z pominięciem innych potencjalnie istotnych w kontekście sprawy wątków, może ale nie musi stworzyć pole do potencjalnej manipulacji.


Robilee napisał:
Tomaszu, litości! Ręce opadają. Zważ, że postanowiłem już nie pastwić się nad Twoim rozumem. Proszę, daj mi w tym wytrwać.

Czy zatem nie prościej zamiast strzelać kolejnym zawoalowanym epitetem, po prostu ustosunkować się ściśle do tego co napisałem?
Bo ja to widzę tak, że jeśli zamiast kontrargumentu otrzymuję zawoalowany epitet to niejako utwierdzam się w tym że mam rację...


Robilee napisał:
Ty napisałeś "prostaczek", ja bym jeszcze dodał ... jednak miało być bez używania słów typu "idiota", "debil" itp., więc nic nie dodam.Zaiste, piękny masz umysł kolego.Tomaszu, litości! Ręce opadają. Zważ, że postanowiłem już nie pastwić się nad Twoim rozumem. Proszę, daj mi w tym wytrwać.

Ehh..widzę że "TO" jest silniejsze...
Nie wiem czy aż tak "wjechałem" mojemu rozmówcy na ego, ale wychodzą tu jakieś straszne kompleksy(nie wnikam, nie moje życie), wyobrażam sobie tylko, że obcowanie na co dzień z taką osobą musi być "zaiste" gargantuicznym poświęceniem...
Więcej pokory.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra