R
Robilee
Nie oceniam, tylko ostrzegam przed pogorszeniem swojej sprawy. Jeśli chcesz się z kimś godzić, to go nie kop go w kostkę.wiolek73 napisał:Nie oceniaj jednak pochopnie mojego postępowania
Następna ekonomistka wzięła się za liczenie cudzych pieniędzy. Cena wierzytelności jest taka, za ile ktoś chce ją sprzedać. Dokładnie jak z ceną kartofli. Wydaje mi się, że jesteś dość inteligentną osobą, więc powinnaś wiedzieć, że jeśli ktoś kupi dług za 10%, to wcale nie znaczy, że ma za nic 90% jakiejś kwoty. Gdyby takie głupkowate bajeczki były prawdą, to wszyscy bylibyśmy windykatorami. Nie byłoby lekarzy, mechaników, nauczycieli, spawaczy a nawet polityków. Przecież wystarczy kupić 100000 za 10000 i ma się 90000. Rzeczywistość oczywiście jest taka, jak i w innych branżach (raz ta działka biznesu jest bardziej rentowna, innym razem inna). Np. Twój dług. Powiedzmy 5000 zł. Windykator zapłacił za niego 500 zł. Na razie na pewno wykonał jakieś prace przygotowawcze, wysłał wezwania do zapłaty, wniósł pozew do sądu (to wszystko praca, więc pracownicy z zusami itp., biuro, sprzęt, papier, energia itp.). Poniósł więc dotychczas jakieś koszty. Znów 500 zł. Czyli 1000 zł. Ile dotychczas zarobił? Ty dokonałaś jakiś wpłat. A z ilu wierzytelności windykator nie zobaczy nawet złotówki? Zapewniam Cię, że z większości, wszak nikt nie sprzedaje wierzytelności w stosunku do łatwo wypłacalnych dłużników. Jednak, gdyby nie windykatorzy i ich ciężka praca (jak każda, dla zysku), jeszcze więcej długów nigdy nie byłoby spłaconych. Okazuje się więc, że nie tylko windykatorzy nie mają takiego łatwego kawałka chleba (jak bezmyślnie powtarzają dłużnicy), ale robią kawał pożytecznej roboty.wiolek73 napisał:A co firm windykacyjnych, które za bezcen skupują