Tabliczka "Uwaga Zły Pies", a listonosz

  • Autor wątku Autor wątku PolciaList
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
forg napisał:
Forum prawne jest po to, by w jednym miejscu mogli wypowiadać się ludzie zainteresowani tematyką obowiązującego prawa. Tu nie ma co do zasady radców prawnych/adwokatów, którzy udzielają porad. Informacji możesz szukać w źródłach prawa lub u ludzi, którzy zawodowo lub amatorsko zajmują się informacją prawną.
przepraszam, troszkę źle to ujęłam. Chodziło mi mniej więcej o to co napisałeś, bo szukam tu nakierowania na jakieś materiały ogólnie o dostarczaniu poczty, zasady, jak i opinii innych i miałam małą nadzieję, że może trafi się osoba pracująca jako listonosz i się też wypowie w kontekście reakcji ludzi jak i przełożonych. Dlatego doceniam każdą wypowiedzi i całą dyskusję, bo już jakieś punkty zaczepienia mam. Niestety nie znalazłam żadnego forum listonoszy z obecnych lat
 
damianb548 napisał:
A jest tam pies czy jest tylko tabliczka, a właściciel twierdzi, że psa nie ma, a autorka postu również nie pisała o tym, że widziała psa.

opiszę inną sytuację Panu. Posesja, nie ma tabliczki, nie ma psa na podwórku, nie ma skrzynki, pada deszcz. Mój charakter nie pozwala mi w takim wypadku zostawić listu na bramce, więc idę do drzwi by zostawić go na drzwiach pod zadaszeniem. Odwracam się, a u stóp schodów stoi warczący pies myśliwski. Udało mi się bez szwanku opuścić posesje, jak tylko zamknęłam bramkę zaczął ujadać. Wniosek: to, że psa nie widziałam to nie znaczy, że go nie ma, bo może być za domem lub gdzieś siedzieć i tu wina byłaby właściciela w 100%, bo nie ma tabliczki, a pies jest. W drugą stronę, to że jest tabliczka nie oznacza, że pies jest, ale wchodzę na własne ryzyko i jeśli wejdę, pies mnie zaatakuje to jest wina moja, bo ostrzeżenie było. Właśnie po to są ostrzeżenia
 
Dlatego skoro jest ostrzeżenie to nie wchodzisz. I tyle.
 
jan.jakub napisał:
Poważnie?. Jeżeli jest linia energetyczna "nieużywana" i tabliczka "uwaga wysokie napięcie" to dotkniesz przewodów. Dlaczego nawet nie naładowanej broni nie można kierować w stronę człowieka, przecież nienaładowana. Na rzeką tabliczka "głębokie urwisko". Panie tam płytko sam widziałem jak... . Jeżeli jest ostrzeżenie to należy je traktować poważnie. Panie spokojnie ten pies nie gryzie.
Czyli ty nie dotykasz żadnego przewodu elektrycznego, nigdy, chyba że jest luzem? Nawet jak wyłączysz bezpieczniki, to boisz się dotykać? Przecież właściciel mówi, że psa nie ma, więc co tabliczka ma do rzeczy? Jeśli nie ma tabliczki też lepiej nie wchodzić, bo może być pies na podwórku.
 
PolciaList napisał:
opiszę inną sytuację Panu. Posesja, nie ma tabliczki, nie ma psa na podwórku, nie ma skrzynki, pada deszcz. Mój charakter nie pozwala mi w takim wypadku zostawić listu na bramce, więc idę do drzwi by zostawić go na drzwiach pod zadaszeniem. Odwracam się, a u stóp schodów stoi warczący pies myśliwski. Udało mi się bez szwanku opuścić posesje, jak tylko zamknęłam bramkę zaczął ujadać. Wniosek: to, że psa nie widziałam to nie znaczy, że go nie ma, bo może być za domem lub gdzieś siedzieć i tu wina byłaby właściciela w 100%, bo nie ma tabliczki, a pies jest. W drugą stronę, to że jest tabliczka nie oznacza, że pies jest, ale wchodzę na własne ryzyko i jeśli wejdę, pies mnie zaatakuje to jest wina moja, bo ostrzeżenie było. Właśnie po to są ostrzeżenia
Przecież właściciel twierdzi, że nie ma psa, ty też go nigdy nie widziałaś. Rozumiem, że obawiasz się, że w razie gdyby okazało się, iż pies jednak jest i dojdzie do ugryzienia, to właściciel wymówi się tym, że była tabliczka ostrzegająca, i tym samym nie poniesie odpowiedzialności. Moim zdaniem taka tabliczka nie zwalnia go od odpowiedzialności, ponieważ ma obowiązek udostępnienia skrzynki pocztowej. Skoro wie, że listonosz chodzi o określonych godzinach, to powinien zadbać o to, by był bezpieczny dostęp do skrzynki- psa nie było na posesji. Jeśli nie dopełni tego, a coś się wydarzy, to on będzie odpowiedzialny za szkodę i za to, że skrzynka nie była w miejscu dostępnym, bo pies biegający po podwórku powoduje, że skrzynka na listy nie jest w miejscu dostępnym. Zatem jeśli psa nie ma, to nie ma problemu. Jeśli jednak okaże się, że pies jest, np. go zobaczysz, to nie wchodzisz na posesję. A jeśli już wejdziesz i coś się wydarzy, to i tak odpowiedzialność za pogryzienie poniesie właściciel. Tabliczka w żaden sposób nie zwalnia go z odpowiedzialności. Tym bardziej że twierdził, iż psa nie ma. Ty regularnie dostarczalas listy na jego posesję i nigdy nie miałaś powodu wątpić, że tabliczka wisi tylko dla pozoru.
 
Czyli ty nie dotykasz żadnego przewodu elektrycznego, nigdy, chyba że jest luzem? Nawet jak wyłączysz bezpieczniki, to boisz się dotykać?

BHP-owiec płakał jak pisał protokół powypadkowy. Proszę, nie piszcie takich rzeczy. Rozumiem, że forum prawne służy do udzielania porad prawnych, a przynajmniej do dyskusji. Ale nie wprowadzajmy w błąd czytelników w innych dziedzinach, w szczególności takich, od których może zależeć ich zdrowie i życie.
 
Jeśli nie ma psa, to tabliczka jest bez znaczenia. Tak samo jeśli nie ma napięcia w przewodzie, to tabliczka "nie dotykać" traci znaczenie. Przecież gdy faktycznie nie ma prądu i jesteś tego pewien, to nie powiesz, że nie dotykam bo jest tabliczka z ostrzeżeniem.
 
Offtop i mam nadzieję że ktoś to wyrzuci z wątku, ale żeby Damian to zrozumiał:
- po pierwsze, to, że wyłączysz bezpiecznik wcale nie znaczy, że w gniazdku nie ma prądu. Najprostsza sprawa: możesz się pomylić odnośnie tego, który to bezpiecznik, może być żle opisany itp. Wiesz, że nie ma, jeżeli sprawdzisz to dedykowanym przyrządem pomiarowym.
- jeżeli już sprawdziłeś że nie ma napięcia na kablach w których grzebiesz, to czujesz się bezpiecznie?
Przykład? Grzebiesz sobie w gniazdku w garażu, przekonany (i słusznie), że prądu w nim nie ma, zresztą jakby był to już by cię popieścił. Do domu z zakupów wraca żona, chce zrobic herbatę, ale czajnik nie działa. Już idzie do ciebie powiedzieć ci, że coś się stało, ale mijając rozdzielnicę w przedpokoju widzi, że bezpiecznik jest wyłączony. Więc go włącza, wraca do kuchni i spokojnie robi sobie herbatę zupełnie nieświadoma, że za dziesięć minut poczuje swąd palonego mięsa z garażu.
 
Nie zrozumiałeś i nie potrzebnie wchodzisz w jakieś nieistotne szczegóły. Prąd to tylko przykład. Chodzi jedynie o to, że tabliczka ma ostrzegać tych, co nie wiedzą o stanie faktycznym. Jeśli wiesz, że prądu nie ma, to nie będziesz stosował się do tabliczki zakazującej dotykania. Tak samo z psem.
 
damianb548 napisał:
Chodzi jedynie o to, że tabliczka ma ostrzegać .
Koniec, kropka. Jest napis to dostosowuje się do niego. Nie zastanawiam się czy faktycznie jest pies. Może w między czasie facet dokupił psa i co wtedy. Druga tabliczka czy inna że już jest pies. Mam prowadzić notes gdzie są prawdziwe tabliczki.
 
Nie musisz się zastanawiać. Listonosz na zna swoich "klientów". Jeśli nie będzie tabliczki, a będzie pies, to i tak wejdziesz?
 
damianb548 napisał:
Listonosz na zna swoich "klientów".
Klientów może i zna. Psy niekoniecznie
damianb548 napisał:
Jeśli nie będzie tabliczki, a będzie pies, to i tak wejdziesz?
Jeżeli zauważę psa to nie wejdę. Przy tabliczce definitywnie nie wejdę. Takie jest moje stanowisko dalsza dyskusja nie ma sensu. Od drzwi wejściowych do furtki pies dobiega w dwie sekundy. Jaki będzie twój czas?
 
Psy należą do klientów. Jeśli nie chcesz, to nie dyskutuj.
 
damianb548 napisał:
Listonosz na zna swoich "klientów".

Dyskusja jest o czym innym. Problem polega na tym, czy właściciel tabliczki ma prawo domagać się wchodzenia dostarczyciela listów na posesję. Powiesił tabliczkę sugerującą, że jak wejdziesz to zginiesz. Równocześnie domaga się tego wejścia od listonosza. Widzisz problem czy nadal twierdzisz, że listonosz ma najpierw przeprowadzić rozpoznanie bojem??
I co to za argument że listonosz zna swoich klientów? Nowy listonosz też zna? Ta wiedza to łaska spływająca w momencie podjęcia pracy listonosza?
 
Mówię o opisanym stanie faktycznym. Psa nie ma, więc tabliczka nie odzwierciedla stanu rzeczywistego. Autorce bardziej chyba chodzi o odpowiedzialność właściciela posesji w przypadku ewentualnego pogryzienia. O to, czy taka tabliczka uwalnia go od odpowiedzialności.
 
Autorce chodzi o to czy ma obowiązek wchodzenia na posesję i umieszczania pisma w skrzynce. Ja uważam, że nie ma takiego obowiązku w świetle informacji o zagrożeniu.
 
Ale autorka ma świadomość, że psa nie raczej nie ma. Mówi tak właściciel posesji, jak również ona go nigdy nie widziała. Problem tkwi w tym, że gdyby okazało się, że pies jest i dojdzie do ugryzienia, to właściciel uwolni się od odpowiedzialności, zasłaniając się tabliczką,która służy aktualnie odstraszaniu osób, które nie znają stanu faktycznego.
 
Problem tkwi w tym, że gdyby okazało się, że pies jest i dojdzie do ugryzienia, to właściciel uwolni się od odpowiedzialności, zasłaniając się tabliczką,która służy aktualnie odstraszaniu osób, które nie znają stanu faktycznego.
Na podstawie czego uważasz, że "Uwaga zły pies" to zezwolenie (i usprawiedliwienie) na gryzienie przez psa każdej osoby, która tam wejdzie? Według mnie to za daleko idący wniosek, że zwalnia.
 
Właśnie ja tak nie twierdzę. Myślę, że tego obawia się autorka postu.
 
Jako pocztowiec odpowiem tak:

Po pierwsze nie masz bezwzględnego "obowiązku" dostarczać przesyłek do skrzynki, prawo pocztowe jasno mówi, że przesyłkę można również doręczyć w miejscu umówionym z adresatem lub w placówce pocztowej. (art. 37 prawo pocztowe). Tak samo jeżeli chodzi o Twoje bezpieczeństwo - nie masz "obowiązku" za wszelką cenę iść i wrzucić przesyłki do skrzynki.

Skrzynka znajduje się na terenie prywatnym, ogrodzonym i żeby się do niej dostać trzeba otworzyć furtkę i na niego wejść. Po drugie wisi tabliczka "zły pies" - nie ważne czy on tam jest czy nie, jeżeli go nie ma to adresat dla własnego interesu powinien ją ściągnąć.

W tym wypadku w mojej ocenie następują przesłanki do odstąpienia od próby doręczenia do skrzynki oddawczej i prawidłowym działaniem jest pozostawieniem zawiadomienia do odbioru przesyłki w punkcie

Tutaj doręczająca robi źle zostawiają taką przesyłkę 'na płocie'. W płocie można jedynie co zostawić zawiadomienie o oczekującej przesyłce w punkcie do odbioru, a nie przesyłki, które ktoś może sobie zabrać.

Dla własnego bezpieczeństwa polecam po pierwsze zgłoszenie problemu przełożonemu, po drugie zaczerpnięcie "porady" u BHPowca w firmie, który na 100% powie, że w razie "zagrożenia" powinnaś odstąpić od doręczenia.

A co do dyskusji na temat czy pies jest czy go nie ma - uważam bez sensu. Dzisiaj nie ma psa, jutro może być. Skoro psa nie ma to niech adresat ściągnie tabliczkę, a jeżeli nie chce jej ściągać to pewnie chcę żeby pełniła swoją "odstraszającą funkcje", więc ją pełni.
 
Powrót
Góra