Witaj!
Miałem bardzo podobną sytuację. Po śmierci mojej Matki wprowadziłem się do jej mieszkania, stając się tym samym najemcą, tak jak ona wcześniej, a nie właścicielem (mieszkanie z zasobów Zrzeszenia Właścicieli i Zarządców Domów). Za ścianą mieszkali ludzie, którzy mieli prawdopodobnie nadzieję, że po śmierci głównego najemcy będą mogli powiększyć metraż.
I zaczęły się jazdy...
Policję wzywano do mnie kilkanaście razy w ciągu 28 miesięcy. Trzy razy założono mi sprawę w grodzkim o zakłócanie ciszy nocnej, przy czym raz tylko faktycznie zdzieliłem czajnikiem o podłogę ok. północy, a poza tym dzwoniono z mojego powodu nawet o 21:20.
Sąsiadka była nie tylko wstrętną babą i ohydnym człowiekiem, ale dodatkowo posiadała czworo dzieci. I była bardzo płaczliwa. Wszystko załatwiała płaczem. Tak więc policjantów zawsze urabiała, jak chciała.
Zaczęła również chodzić do administracji i tam gadać takie głupoty, że aż żal dupę ściskał. Np. twierdziła, że jej dzieci dlatego się jąkają i mają słabe wyniki w nauce, ponieważ ja jestem powodem ich stresu. Dobrze, że nie powiedziała, że je molestowałem. Na wszystko byłem praktycznie przygotowany.
Żyłem więc w takim stresie, jak Ty. Telewizor słyszalny ledwie, ledwie, zero gości po godzinie 20:00, po prostu horror.
Nadszedł jednak dzień, gdy powiedziałem sobie: DOSYĆ! Gdy przeanalizowałem wszystko, co złego z ich strony mnie spotkało, postanowiłem przejąć inicjatywę we własne ręce. Zacząłem pisać do administracji pisma, w których skarżyłem się na najmniejszą drobnostkę. Ponieważ z innymi sąsiadami nie miałem jakichkolwiek problemów, poprosiłem ich o podpisanie wspólnego pisma, w którym prosiliśmy o rozwiązanie z moimi 'katami' umowy najmu z przyczyn może i błahych, lecz jednak zawsze przyczyn; można powiedzieć, że przez kilka miesięcy czatowałem tylko na ich potknięcia i natychmiast pisałem skargi. Skarg tych powstało kilkanaście.
W efekcie zyskałem to, że nie przedłużono im umowy najmu i towarzystwo wyprowadziło się na tej samej furmance, na której kilka lat wcześniej zwiozło się do miasta. Smród unosił się jeszcze długo.
Moja propozycja dla Ciebie:
NIGDY nie daj się sprowokować, nie rozmawiaj z tym babsztylem, bądź wyniosła i dumna, nigdy też nie spuszczaj głowy, gdy spotykasz ją na klatce oraz zaprzestań mówić jej 'Dzień dobry'! Ona nie zasługuje na to, więc olej konwenanse. I... pisz, pisz, pisz pisma do administracji!
Głowa do góry! Wiem, jak jest Ci ciężko i wiem, że to jeszcze nie koniec świata; są gorsze szuje i szmaty za ścianami różnymi. Teraz też mam takich, tyle że z nimi walczyć jeszcze nie zacząłem. Obmyślam taktykę. Bo jak mam tego nie robić, skoro w ostatniego Sylwestra, o godz. 23:45, zadzwonił domofon, a w słuchawce głos: 'Policja' - ręce opadają! Dobrze, że gliniarze okazali się w porządku, ale niestety fakt faktem, nawet w Sylwka zakłóca się ciszę nocną i mandat zapłacić musiałem. Ale tylko stówkę.