uciązliwa sąsiadka

  • Autor wątku Autor wątku sratatata
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
S

sratatata

Nowy użytkownik
Dołączył
02.2009
Odpowiedzi
7
witam, prosze doradźcie mi co mam zrobic z moja uciażliwa sąsiadka. nie mam juz do niej sily... mam mieszkanie w TBSie, ona ma mieszkanie obok mnie. wystraczy tylko zebym trzasnela drzwiami od lazienki albo cos glosniej powiedziala ona zaraz jest u mnie, z awantura. w pewnym sensie molestuje mnie psychicznie... nie moge ogladac telewizji po godz 22ej, chodzic po mieszkaniu w butach bo jej "przeszkadzam podczas snu" i "zaklocam cisze nocna", a nie daj Boze zebym sobie chociaz przybila gwozdz do sciany! juz nawet wezwala do mnie policje, kiedy zaprosilam do siebie znajomych... ja rozumiem ze mamy cienkie sciany ale ona przeciez musiala sie liczyc z tym ze to budynek mieszkalny i nie kazdy zyje zgodnie z jej zegarem biologicznym! staram sie jak moge zeby nie wydawac dziekow ale tak sie nie da zyc!!! jak mam sobie z nia poradzic? mam jej zrobic tak samo awanture? prosze Was bardzo, pomozcie...
 
weźcie pod uwage ze mam to mieszkanie z Towarzystwa Budownictwa Społecznego. czy moga mnie stad wyrzucic za to "naruszanie porzadku"? sasiadka sie odgrazala ze napisze do Prezesa TBSu i zbierze podpisy od sasiadow. ona tu dluzej mieszka i wiem ze jest ich wszystkich w stanie namowic o podpisy... pozdrawiam
 
Witaj!

Sugeruję, żeby opisać całą sprawę do prezesa a najlepiej umówić się na rozmowę i spokojnie całą sprawę opisać. Wytrącisz sąsiadce oręż z ręki bo sama ją ubiegniesz. Łatwiej bronić się atakując niż tylko odpierać atak.

Wyrzucić? To nie takie 'hop-siup'. W zwykłej spółdzielni mieszkaniowej pozbyć się lokatora, który hałasuje czy nie płaci czynszu to długa droga - nawet gdy ma zwykłe lokatorskie prawo spółdzielcze. A tbs'ie macie przecież udziały, które są waszą własnością. Rażące naruszenia zasad współżycia społecznego, upomnienia itd - długa droga żeby kogoś wyprosić, o ile to wogóle możliwe w tbs. Wydaje mi się, że można co najwyżej sądownie kogoś zmusić do przestrzegania pewnych norm ale nie wydziedziczyć z jego własności.

Grunt - NIE DAJ SIĘ zastraszyć. Ja bym sobie jeszcze do psychologa poszedł na wizytę = kwit, że przeżywasz stres przez tę sytuację. Tak na wszelki wypadek.

A jak zareagowała policja wezwana gdy przyjmowaliście znajomych? Bo jeśli sami zauważyli, że sąsiadka przereagowuje to mają notatkę, że nie było żadnej burdy.

Trzymaj się i głowa do góry!
 
strasznie Ci dziekuje!! jestes nieoceniony:)
a jesli chodzi o Policje to przyjechali gdy znajomych nie bylo a ja juz spalam, wiec ich nie wpuscilam. Dowiedzialm sie ze byli od innej sąasiadki ktora sie pytala na nastepny dzien co sie działo na naszym pietrze...
wlasnie tego sie obawialam ze ona moze po prostu doprowadzic do tego ze Prezes ktoregos dnia mi wysle listownie, ze wypowiada mi umowe najmu za nieprzestrzeganie porzadku albo cos podobnego... nie wiem wlasnie do konca co ona moze w tym TBSie zdzialac... bo gdyby to bylo mieszkanie wlasnosciowe to bym sie tak nie dala... a ta sytuacja jest na prawde nie do zniesienia!
 
Niestety problemy moga być, nikt nie jest w stanie zrozumieć drugiego dopóki sam się w danej, uciążliwej sytuacji nie znajdzie.

jeśli chodzi o CISZE NOCNĄ, to:

Przepis prawny:
KODEKS CYWILNY

Art. 144 w jednoznaczny sposób określa ten stan rzeczy i tak:
Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno – gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych
Tak więc, od godziny 22 do godziny 6 rano trwa okres, w którym nie wolno wykonywać żadnych czynności, które są zabronione w cytowanym paragrafie.
Miejmy świadomość, że właściciele lub najemcy lokalu są odpowiedzialni także za to, aby również osoby w nim przebywające stosowały się do zachowania wymogów ciszy nocnej.


Wiedzieć należy, że za zakłócanie ciszy nocnej możemy zapłacić mandat w wysokości 200 złotych.
Kodeks Wykroczeń:art. 51. ustawy kodeks wykroczeń wynika, że kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny. Zakłócanie spokoju i spoczynku nocnego jest więc dobrem chronionym przez prawo.

Natomias:zgodnie z art. 13 ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i zmianie Kodeksu cywilnego jeżeli lokator wykracza w sposób rażący lub uporczywy przeciwko porządkowi domowemu, czyniąc uciążliwym korzystanie z innych lokali w budynku, inny lokator lub właściciel innego lokalu w tym budynku może wytoczyć powództwo o rozwiązanie przez sąd stosunku prawnego uprawniającego do używania lokalu i nakazanie jego opróżnienia.(eksmisja)

Zamieszkiwanie w budynku wielolokalowym rodzi po stronie lokatora - czy to najemcy, czy to korzystającego z lokalu na podstawie spółdzielczego prawa do lokalu (lokatorskiego, własnościowego) bądź zamieszkującego na innej podstawie - określone obowiązki stosowania się do norm ogólnie nazywanych normami porządku domowego. Dotyczy to również właścicieli lokali, w tym właścicieli lokali, których lokale nie zostały wyodrębnione.

RADZE SIĘ DOGADAĆ Z SĄSIADKĄ,ustalić godziny, pory-wyjaśnić pewne kwestie.
pozdrawiam
 
Ostatnia edycja:
Witaj!

Miałem bardzo podobną sytuację. Po śmierci mojej Matki wprowadziłem się do jej mieszkania, stając się tym samym najemcą, tak jak ona wcześniej, a nie właścicielem (mieszkanie z zasobów Zrzeszenia Właścicieli i Zarządców Domów). Za ścianą mieszkali ludzie, którzy mieli prawdopodobnie nadzieję, że po śmierci głównego najemcy będą mogli powiększyć metraż.
I zaczęły się jazdy...
Policję wzywano do mnie kilkanaście razy w ciągu 28 miesięcy. Trzy razy założono mi sprawę w grodzkim o zakłócanie ciszy nocnej, przy czym raz tylko faktycznie zdzieliłem czajnikiem o podłogę ok. północy, a poza tym dzwoniono z mojego powodu nawet o 21:20.
Sąsiadka była nie tylko wstrętną babą i ohydnym człowiekiem, ale dodatkowo posiadała czworo dzieci. I była bardzo płaczliwa. Wszystko załatwiała płaczem. Tak więc policjantów zawsze urabiała, jak chciała.
Zaczęła również chodzić do administracji i tam gadać takie głupoty, że aż żal dupę ściskał. Np. twierdziła, że jej dzieci dlatego się jąkają i mają słabe wyniki w nauce, ponieważ ja jestem powodem ich stresu. Dobrze, że nie powiedziała, że je molestowałem. Na wszystko byłem praktycznie przygotowany.
Żyłem więc w takim stresie, jak Ty. Telewizor słyszalny ledwie, ledwie, zero gości po godzinie 20:00, po prostu horror.
Nadszedł jednak dzień, gdy powiedziałem sobie: DOSYĆ! Gdy przeanalizowałem wszystko, co złego z ich strony mnie spotkało, postanowiłem przejąć inicjatywę we własne ręce. Zacząłem pisać do administracji pisma, w których skarżyłem się na najmniejszą drobnostkę. Ponieważ z innymi sąsiadami nie miałem jakichkolwiek problemów, poprosiłem ich o podpisanie wspólnego pisma, w którym prosiliśmy o rozwiązanie z moimi 'katami' umowy najmu z przyczyn może i błahych, lecz jednak zawsze przyczyn; można powiedzieć, że przez kilka miesięcy czatowałem tylko na ich potknięcia i natychmiast pisałem skargi. Skarg tych powstało kilkanaście.
W efekcie zyskałem to, że nie przedłużono im umowy najmu i towarzystwo wyprowadziło się na tej samej furmance, na której kilka lat wcześniej zwiozło się do miasta. Smród unosił się jeszcze długo.

Moja propozycja dla Ciebie:

NIGDY nie daj się sprowokować, nie rozmawiaj z tym babsztylem, bądź wyniosła i dumna, nigdy też nie spuszczaj głowy, gdy spotykasz ją na klatce oraz zaprzestań mówić jej 'Dzień dobry'! Ona nie zasługuje na to, więc olej konwenanse. I... pisz, pisz, pisz pisma do administracji!

Głowa do góry! Wiem, jak jest Ci ciężko i wiem, że to jeszcze nie koniec świata; są gorsze szuje i szmaty za ścianami różnymi. Teraz też mam takich, tyle że z nimi walczyć jeszcze nie zacząłem. Obmyślam taktykę. Bo jak mam tego nie robić, skoro w ostatniego Sylwestra, o godz. 23:45, zadzwonił domofon, a w słuchawce głos: 'Policja' - ręce opadają! Dobrze, że gliniarze okazali się w porządku, ale niestety fakt faktem, nawet w Sylwka zakłóca się ciszę nocną i mandat zapłacić musiałem. Ale tylko stówkę.
 
dziekuje za wsparcie! dobrze spotkac kogos kto Cie doskonale rozumie... w takim razie bede pisala do administracji i zaczne od jutra. juz jestem umowiona z psychologiem po kwitek, poniewaz naprawde ta sytuacja mnie strasznie stresuje!! dziekuje Ci tez za slowa wsparcia! serdecznie pozdrawiam!
 
sratatata napisał:
juz jestem umowiona z psychologiem po kwitek, poniewaz naprawde ta sytuacja mnie strasznie stresuje!!
Nie po poradę, tylko "po kwitek" - dziwne to. :what:
 
"Grunt - NIE DAJ SIĘ zastraszyć. Ja bym sobie jeszcze do psychologa poszedł na wizytę = kwit, że przeżywasz stres przez tę sytuację. Tak na wszelki wypadek." cytowalam!! nic dziwnego
 
No niestety, jak się mieszka w bloku (tzw. dom wielorodzinny) to trzeba tak się zachowywać, żeby innym lokatorom nie zakłócać spokoju.
A skąd wiesz,że ta Twoja sąsiadka przez Twoje zachowanie nie popada np. w nerwicę? No wybacz, ale drzwi od pokoju, czy łazienki można zamykać bez trzaskania. W butach po mieszkaniu chodzić też nie musisz (a nawet Ci na zdrowie wyjdzie, jak uwolnisz stopy i ubierzesz miękkie kapciuszki).
Telewizor po 22 też nie musi się "drzeć" (chyba ,że masz problemy ze słuchem , ale na to też jest rada).
Ty zdaje się wyznajesz zasadę "wolnoć Tomku w swoim domku".
Owszem, ale jak sie przeprowadzisz do takiego.... jednorodzinnego z ogródkiem.

Ja też mieszkam w bloku. I też akustyka jest "do chrzanu" . I właśnie mając to na uwadze: jak zamykam szafki czy szuflady w kuchni, to je przytrzymuję reką, a nie puszczam z impetem , drzwi w mieszkaniu zamykam "normalnie", a nie tak żeby się ściany trzęsły, w butach po mieszkaniu nie chodzę, wiadomo jakie powstają odgłosy na panelach i płytkach.

No i stosując się do tego wszystkiego jakoś nie czuję się więźniem we własnym mieszkaniu.

A z głośnymi sąsiadami walczę i to z dobrym skutkiem . Wychowałam już studentów mieszkających pode mną.

Pozdrawiam i proponuję zweryfikować swoje zachowanie. Spojrzeć na siebie z boku i zastanowić się, czy aby jestem napewno w porządku.
 
sratatata , na jednym z forów TBS pisałaś zupełnie co innego.
O co Tobie tak naprawde "biega", co?
 
Niektórzy ludzie już tak mają, że chętnie innych oskarżają. :evil:
 
Moja koleżanka właśnie odebrała umorzenie sprawy, którą wnieśli sąsiedzi o zakłócanie ciszy nocnej. :)
Sąd orzekł, że właściciel lokalu ma prawo przyjmować gości po 22 oraz do prywatności.

Problemem były normalne rozmowy w pokoju po 22.
Kilkukrotnie była wzywana policja - koleżanka nie przyjęła mandatu i sprawa poszła do Sądu Grodzkiego, sąsiedzi wnieśli też sprawę z oskarżenia prywatnego (tak to się chyba nazywa).

Inni sąsiedzi nie zgłaszali naruszeń ciszy nocnej (potwierdzili to na piśmie) - Sąd ostrzegł kłopotliwych sąsiadów przed złośliwymi zgłoszeniami na policję - za to też można dostać mandat.
 
Zależy co kto rozumie przez "normalne " rozmowy. Bo jak wiem z własnego doświadczenia, to dla niektórych "normalnie" to znaczy przekrzykiwanie się nawzajem , głośne śmiechy rodzaju " śmieje się jak końska d.... do bata" itp. itd. Wybaczcie, ale jeżeli próbuje się usnąć przy takiej "normalnej" rozmowie bezskutecznie przez kilka godzin,i to nie przez jedną noc, to cierpliwość się kończy w pewnym momencie.

A co do sądu. No cóż. I sąd bywa omylny, niestety..... Co to za sędzia, który nie zna podstawowych paragrafów.
 
sratatata napisał:
"Grunt - NIE DAJ SIĘ zastraszyć. Ja bym sobie jeszcze do psychologa poszedł na wizytę = kwit, że przeżywasz stres przez tę sytuację. Tak na wszelki wypadek." cytowalam!! nic dziwnego

Nie wiem jaka jest sytuacja w tym przypadku. Ja doswiadczam sasiedzkiego chamstwa w inny sposob. Moj domek obstawiony jest ciezarowymi tirami kumpli sasiada ktorzy tutaj garazuja tylko dlatego, ze ich kumpel tutaj mieszka i im pozwala. Oczywiscie, naprawiaja ciezarowki i silnik pracuje 45 min-1godz. a ja musze zamykac okna bo spaliny sie wdzieraja do domu. Co tygodnia, dziesiatki samochodow od czwartku do niedzieli bo jakies interesy transportowe ich sciagaja. Faceci leja mi do ogrodu, to z braku WC. Powinna byc to cicha uliczka a jest pieklem. Jest to osiedle zabudowy "willowej". W pojeciu mojego sasiada ja sie "czepiam" i jestem klotliwym sasiadem. Kultury nam brakuje panowie i panie. Zwyklej kultury.
 
Zgodzę się, iż faktycznie starszej daty ludzie częściej się czepiają, jednak należy zauważyć , że oni mają inny tryb życia, inny sposób odpoczywania ( np nie słuchając głośnej muzyki tylko wsłuchując sie w cisze) -należy to uszanować i się zastosować, w miarę możliwości do ich próśb- a wojna będzie zbędna;)

Fakt ze to budynek mieszkalny ( w przypadku"sratata") wcale nie prowadzi do wniosku iż nie ma obowiązku przestrzegania jakiegokolwiek porządku, powołując się na niejaki" odmienny/różny zegar biologiczny", od owej starszej Pani. Jeśli Ona uzna ze telewizor i inne odgłosy po 22:00 , z uwagi właśnie na cienkie ściany, przeszkadzają jej- to jej przeszkadzają i wezwać może policję, jak i sporządzić odpowiednie pismo do administracji.

Druga sprawa jak i prawda jest taka , iż w grupie tkwi siła- jeśli się jeden właściciel/najemca zintegruje z resztą- to zapewne siła przebicia paru osób będzie większa. Należy zatem, zanim się podejmie wojnę, zastanowić się czy będzie się miało oparcie w sąsiadach

Ja osobiście proponuję wyprowadzić się do domku jednorodzinnego, wolno stojącego-bez sąsiadów i problemów :)

Bo mieszkanie w grupie wiąże się z obowiązkami, ograniczeniami... dla niektórych z problemami.

Niezapominajcie że każdy z nas kiedyś będzie TĄ starszą osobom-i będzie mógł sam sobie odpowiedzieć na to pytanie i być może zmierzyć się z takowym problemem w formie grupy studentów nad Nami;).

Proponuję zbierać już na domek- by ku spokojnej starości być bliżej z każdym dniem:)
 
Powrót
Góra