S
Syphar
Stały bywalec
- Dołączył
- 02.2007
- Odpowiedzi
- 13 564
Trzeba, bo ten art był pisany zanim w ogóle ktokolwiek pomyślał o istnieniu aparatu cyfrowego. Archaik, jakich wiele.Czekaj, na pewno jest jakieś zastrzeżenie o informacjach powszechnie dostępnych, które tajemnicy nie stanowią. Wydaje mi się, że wygląd gęby, jest informacją dostępną dla każdego i nie trzeba prowadzić negocjacji by taką informację pozyskać.
Co do negocjacji - pewnie, że nie. Ale, jeśli jest pozyskana w ramach czynności bankowej, a następnie przetwarzana w ramach również czynności bankowej, to do jasnej - obowiązuje ten nieszczęsny archaik i koniec. I bank nie może tego zdjęcia gęby Ci dać. Też koniec. Inne dane może bo to w ramach cesji i konieczne do wykonania umowy cesji.
Co innego zdjęcie analogowe - ale takie już nie istnieją. Po prostu ktoś nie pomyślał, że obecnie kserokopia to nie jest zdjęcie+wydruk, a'la dawny polaroid, tylko przerobienie na zapis cyfrowy (01010001), a następnie wydruk. A już ów zapis cyfrowy informację stanowi bezsprzecznie, jej wydruk - również stanowi informację, jest bowiem wydrukiem danych cyfrowych, a te bezsprzecznie stanowią informację.
I nawet mi się nie chce orzecznictwa przywoływać, dlaczego cyfrowe zdjęcie jest informacją, bo od karnego (pozyskiwanie itp, przez pedofilię), przez cywilne (dowody cyfrowe, nagrania itp), aż po rodzinne i opiekuńcze (tam to nawet SMS potrafią dowodami być) wszystkie sądy zdecydowanie zgadzają się, że informacja cyfrowa to informacja.
Więc, choć nie jest to adresowane do Ciebie, a do ewentualnego bankowca podpisującego cesję - panie bankier. Masz jak wół napisane, że tajemnicę bankową stanowią wszystkie informacje pozyskane w ramach czynności bankowych. Zdjęcie też . A, że cesja zwalnia dane dłużnika, a nie jego zdjęcie, bo zwalnia tylko te, które są konieczne do wykonania wierzytelności - to do jasnej ciasnej zakryj to zdjęcie. Razy kilka tysięcy dowodów to 3 minuty pracy gimnazjalisty-grafika. I dwie ryzy papieru. Stać Was, bankierzy. A jak nie, to jak tu piszę, tak skargę do KNF, jako wzór do słania przez dłużników, owszem, napiszę. Wpłynie jedna - nic nie zrobią. Wpłynie setka - może pomyślą. Wpłyną dwie setki to się ruszą. Szczególnie, że posłowie obecnie rządzącej partii mają podobny pogląd w tym zakresie do mnie i "zajmują się sprawą". No to może dobra petycja i stosowna ilość skarg w kopiach do biur poselskich spowoduje, że się nią faktycznie zajmą.
Ostatnia edycja: