Witam,
W 2007 rozwiazalem umowe z firma telekomunikacyjna, a przed rozwiazaniem splacilem wszystkie rachunki (raczej nie pozwoliliby mi rozwiazac umowy bez tego).
Pare lat temu (3?) przyszedl jeden list od firmy windykacyjnej (nie pamietam nazwy) - zadzwonilem do tej firmy, wyjasnilem, ze nie ma dlugu ani wierzytelnosci, onie nie mogli powiedziec za co to i sprawa ucichla.
Jakis czas temu list od Ultimo - zwykla poczta. W srodku standardowa tresc o wierzytelnosci - 50 zlotych, w tym odsetki. Oprocz kwoty - zadnych konkretow - ani dat, ani nr. faktury - nic, tylko nazwa firmy z ktora, jak wspomnialem, nie mialem do czynienia od 10 lat.
Pytanie:
Wiekszosc z Was, forumowiczow, doradza zeby czekac, ale to powoduje, ze ta sprawa wisi i moze niepotrzebnie narobic klopotow. Czy nie warto odpisac, ze nie ma dlugu (czy tez ze ja tego roszczenia nie akceptuje)?
Czy taka odpowiedz nie spowoduje zaostrzenia natrecw ze strony firmy U?
Czy istnieje mozliwosc zamkniecia tej sprawy?
Czy trzeba sie pogodzic z tym, ze te firmy beda meczyc, czekac cierpliwie naliczajac wydumane odsetki az beda mogli zajac caly majatek a nie tylko pare kapci?
Dodam, ze jestem pewien w 100% ze wszelkie zobowiazania splacilem.
Prosze o porade.
(Swoja droga - jak to sie dzieje ze te firmy maja dostep do takich danych? Jesli dlug jest fikcyjny, to ktos, gdzies udestepnil informacje albo je zdobyl - bez zgody i prawdopodobnie - bezprawnie?)