M
miastonoca
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 09.2018
- Odpowiedzi
- 15
Witam wszystkich serdecznie!
Wydaje mi się, że rzetelnie przejrzałem forum ale nigdzie nie znalazłem pasującej sytuacji. Nie wdając się w szczegóły - złożyłem wniosek o upadłość i ok 2016/2017 roku, sąd ogłosił upadłość, wyznaczył syndyka itd. (informowanie wierzycieli, sprawdzanie majątku - standard) no i końcu na początku tego (2018) roku sąd ogłosił upadłość nieustalając planu żadnego spłaty i oddłużył mnie umarzając WSZYSTKIE długi, żaden wierzyciel nie zgłosił sprzeciwu - po dwóch tygodniach wyrok prawomocny - byłem prawdziwie wolnym człowiekiem!
No i wszystko było OK do momentu jak dosłownie kilka dni temu chciałem zapłacić alimenty (płaciłem regularnie - i przed i w trakcie i oczywiście po upadłości) i zobaczyłem, że zniknęła mi kwota ok. 4000 zł, a ponieważ dopiero powoli odbijam się uczciwą pracą od dna to nie dość, że w tym momencie jest to dla mnie naprawdę ogromna kwota to nie zostało mi zupełnie nic. Zadzwoniłem do banku i powiedziano mi, że Pan komornik wydał takie zlecenie i nic mi do tego. Zadzwoniłem do kancelarii komorniczej - i usłyszałem, że oni nie będą sprawdzać każdego czy ma jakieś upadłości - "zabralim to zabralim, chcesz to pisz pismo - może oddamy, ale kiedy to w sumie nie wiadomo".
No i teraz pytanie do Was - co ja mam poza następującym zrobić? Napisałem pismo załączając wyroki sądu (a wcześniej i maila), prośbę o oddanie i rozumiem, że mam po prostu liczyć, że rozpatrzą pozytywnie i za jakiś czas oddadzą?
Sprawa kolejna, firma windykacyjna (Medius) która dała zlecenie komornikowi twierdzi, że faktycznie było zobowiązanie ale już im kilka mc temu wysłałem mailami wyroki sądu i oni mają to zaznaczone. Normalnie absurd, groteska, niekompetencja i nie wiem co jeszcze.
Sprawa ostatnia - czy i kogo w ogóle mógłbym pociągnąć do jakiejkolwiek odpowiedzialności za bezprawne pozbawienie mnie WSZYSTKICH środków do życia - aktualnie jestem dzień po wypłacie i mam na koncie 0 złotych (słownie - zero złotych), a do następnej wypłaty jeszcze cały kolejny miesiąc. Co ja mam zrobić? Jeśli cudem nie zdechnę z głodu, ale właściciel wypowie mi najem to myślicie, że na te kilka dni mógłbym wprowadzić się do Pana komornika? Czy nie wiem, może podjadę do tej firmy windykacyjnej i pożyczę auto służbowe prezesa i porobię jako taksiarz, oczywiście po otrzymaniu aktu własności oddam w wolnej chwili? Wiem, że może brzmieć to jak gadka sfrustrowanego dzieciaka, ale naprawdę targają mną takie emocje, frustracja, rozżalenie i bezsilność, że jako zwykły człowiek gówno mogę i chyba tylko zbrojny przewrót mógłby zmienić cokolwiek w relacji władza sędziosko-komornicza (albo jakakolwiek inna) - a zwykły obywatel.
Czy w naszym kraju dalej jak w lesie i jedyne co sobie mogę to ładnie prosić o zwrot, a do tego czasu po prostu postarać się nie zdechnąć z głodu? Obym się mylił i jeśli w końcu odzyskam moje pieniądze to istnieją jakiekolwiek instrumenty dzięki którym będę mógł domagać się jeśli nie zadośćuczynienia to chociaż symbolicznego ukarania winnych.
Z góry dziękuję za Waszą pomoc!
PS. Jeśli ktoś będzie chciał żebym opisał bardziej szczegółowo proces od złożenia wniosku o upadłość do całkowitego oddłużenia to się chętnie odwdzięcze
Wydaje mi się, że rzetelnie przejrzałem forum ale nigdzie nie znalazłem pasującej sytuacji. Nie wdając się w szczegóły - złożyłem wniosek o upadłość i ok 2016/2017 roku, sąd ogłosił upadłość, wyznaczył syndyka itd. (informowanie wierzycieli, sprawdzanie majątku - standard) no i końcu na początku tego (2018) roku sąd ogłosił upadłość nieustalając planu żadnego spłaty i oddłużył mnie umarzając WSZYSTKIE długi, żaden wierzyciel nie zgłosił sprzeciwu - po dwóch tygodniach wyrok prawomocny - byłem prawdziwie wolnym człowiekiem!
No i wszystko było OK do momentu jak dosłownie kilka dni temu chciałem zapłacić alimenty (płaciłem regularnie - i przed i w trakcie i oczywiście po upadłości) i zobaczyłem, że zniknęła mi kwota ok. 4000 zł, a ponieważ dopiero powoli odbijam się uczciwą pracą od dna to nie dość, że w tym momencie jest to dla mnie naprawdę ogromna kwota to nie zostało mi zupełnie nic. Zadzwoniłem do banku i powiedziano mi, że Pan komornik wydał takie zlecenie i nic mi do tego. Zadzwoniłem do kancelarii komorniczej - i usłyszałem, że oni nie będą sprawdzać każdego czy ma jakieś upadłości - "zabralim to zabralim, chcesz to pisz pismo - może oddamy, ale kiedy to w sumie nie wiadomo".
No i teraz pytanie do Was - co ja mam poza następującym zrobić? Napisałem pismo załączając wyroki sądu (a wcześniej i maila), prośbę o oddanie i rozumiem, że mam po prostu liczyć, że rozpatrzą pozytywnie i za jakiś czas oddadzą?
Sprawa kolejna, firma windykacyjna (Medius) która dała zlecenie komornikowi twierdzi, że faktycznie było zobowiązanie ale już im kilka mc temu wysłałem mailami wyroki sądu i oni mają to zaznaczone. Normalnie absurd, groteska, niekompetencja i nie wiem co jeszcze.
Sprawa ostatnia - czy i kogo w ogóle mógłbym pociągnąć do jakiejkolwiek odpowiedzialności za bezprawne pozbawienie mnie WSZYSTKICH środków do życia - aktualnie jestem dzień po wypłacie i mam na koncie 0 złotych (słownie - zero złotych), a do następnej wypłaty jeszcze cały kolejny miesiąc. Co ja mam zrobić? Jeśli cudem nie zdechnę z głodu, ale właściciel wypowie mi najem to myślicie, że na te kilka dni mógłbym wprowadzić się do Pana komornika? Czy nie wiem, może podjadę do tej firmy windykacyjnej i pożyczę auto służbowe prezesa i porobię jako taksiarz, oczywiście po otrzymaniu aktu własności oddam w wolnej chwili? Wiem, że może brzmieć to jak gadka sfrustrowanego dzieciaka, ale naprawdę targają mną takie emocje, frustracja, rozżalenie i bezsilność, że jako zwykły człowiek gówno mogę i chyba tylko zbrojny przewrót mógłby zmienić cokolwiek w relacji władza sędziosko-komornicza (albo jakakolwiek inna) - a zwykły obywatel.
Czy w naszym kraju dalej jak w lesie i jedyne co sobie mogę to ładnie prosić o zwrot, a do tego czasu po prostu postarać się nie zdechnąć z głodu? Obym się mylił i jeśli w końcu odzyskam moje pieniądze to istnieją jakiekolwiek instrumenty dzięki którym będę mógł domagać się jeśli nie zadośćuczynienia to chociaż symbolicznego ukarania winnych.
Z góry dziękuję za Waszą pomoc!
PS. Jeśli ktoś będzie chciał żebym opisał bardziej szczegółowo proces od złożenia wniosku o upadłość do całkowitego oddłużenia to się chętnie odwdzięcze
Ostatnia edycja: