Fajny wypis, ale brakuje spisu długów, które w tym postępowaniu sąd umorzył. Przynajmniej jak dla mnie, choć mogę się mylić.
Jeśli dobrze pamiętam to w momencie kiedy doszło do pierwszej rozprawy w sprawie ew. ogłoszenia upadłości to załączyłem do wniosku wyciąg z BIG czy czegoś takiego. Kwota była może nie jakaś ogromna, ale za to od wielu wierzycieli. Na tej pierwszej rozprawie sędzia po rozpoznaniu wniosku dopytywała mnie o różne rzeczy dotyczące skąd te długi, czy spłacałem, itp. Potem wyprosiła z sali i po 5 minutach protokolantka mnie zawołała i sędzia ogłosiła, że postanawia ogłosić upadłość, ustanowić syndyka do zarządzania masą upadłościową. Podkreśliła, że wszystkie dotychczasowe zobowiązania niezależnie czy je wymieniłem we wniosku czy nie - zostają chwilowo "zawieszone" - nawet jeśli chciałbym któremuś z wierzycieli oddać złotówkę to absolutnie mi nie wolno. Powiedziała, że jeśli będą dzwonić/nękać - informować o upadłości i podać namiary na syndyka - mnie miało nie obchodzić czy uwierzą czy spróbują to egzekwować - sędzia powiedziała mi wprost, że w mojej sytuacji najważniejsze to próbować wyjść na prostą, nie poddać się w walce o swoje życie, wzruszyłem się szczególnie jak powiedziała mi że właśnie dostałem nowe życie i zaczynam je z czystą kartą, warto byłoby takiej szansy nie zaprzepaścić.
Potem było spotkanie z wyznaczonym syndykiem i on wytłumaczył mi że działa w imieniu wierzycieli i jego rolą jest spieniężenie wszystkiego co posiadam i zasilając masę upadłościową. Ponieważ wg. jego wstępnych szacunków majątku nie mam, a aktualnie przebywam na świadczeniu rechabilitacyjnym to niestety ale wierzyciele mogą poczuć się nie za bardzo zaspokojeni xD No trudno.
Całe postępowanie z ustalaniem ostatecznej kwoty długów trwało sporo czasu, w międzyczasie pojawił się jakiś nawet jakiś komornik z tytułem wysłanym do firmy w której pracowałem (wtedy już wróciłem do pracy ze świadczenia i zarabiając jakieś 2000zł netto do masy lądowało co miesiąc po ok 250 zł), zajęcie komornicze razem z tytułem zniknęło szybciej niż się pojawiło, a ja po raz pierwszy namacalnie poczułem, że Polskie prawo mnie chroni (chociaż wg syndyka w ogóle nie miało prawa do wydania tytułu dojść, wspomniał coś o sądzie chyba w Lublinie, że można złożyć elektronicznie wniosek o wydanie tytułu i niezależnie czy zobowiązanie było czy nie to szansa powodzenia takiego wniosku jest bardzo duża do tego bardzo szybko jest decyzja). Ja sobie nie zaprzątałem głowy ew. nakazami bo skoro sędzia mówiła, że nie można mi nic zabrać, a nawet jeśli jakoś przypadkiem się to uda to na 100% zostanie zwrócone. Sytuacja z tytułami wykonawczymi powtórzyła się jeszcze chyba ze dwa razy - w tym raz rzeczywiście pieniądze zniknęły z konta, z konta którym w 100% zarządzał syndyk, bank tłumaczył że sorry pomyłka, po tygodniu pieniądze wróciły w takiej samej wysokości na konto. Naprawdę czułem się chroniony.
Najważniejsze informacje i gwarancje jakie usłyszałem od sędzi i syndyka to:
1. Ogłoszenie o upadłości ukazało się w monitorze wraz z informacją że ze wszelkimi roszczeniami należy zgłaszać się do syndyka. Takie ogłaszanie odbyło się chyba ze trzy razy, bo zawsze jakiś zagubiony wierzyciel się odnajdywał.
Jeśli miałem dług, o którym nie pamiętałem i wierzyciel nie był poinformowany - nie moje zmartwienie - jeśli nie zostało zgłoszone i masa upadłościowa zatwierdzona ostatecznie - wierzyciel nic nie może Były chyba ze dwa telfony po ogłoszeniu ostatecznej listy w monitorze, ale zgonie z zaleceniem informowałem, że bardzo żałuję ale nicz możecie mi zrobicz, arogancja może nie była właściwa ale wcześniej przed upadłością wierzyciele potrafili obdzwaniać sąsiadów, rodzinę, więc nie miałem nawet odrobiny wyrzutów sumienia w związku z trolowaniem ich.
2. Sędzia i syndyk zapewnili mnie, że nawet jeśli już po ogłoszeniu ostatecznego wyroku i niezależnie czy będę miał zasądzony plan spłaty czy nastąpi umorzenie to nie ma znaczenia - żaden wierzyciel nie ma podstaw prawnych do egzekwowania.
3. Jeśli zaciągnę kredyt lub zobowiązanie w trakcie trwania postępowania up. lub po to
będe musiał płacić Tego pilnowałem jak oka w głowie - żadnych rat czy nie wiem zakupów kredyt nie robiłem. W każdym razie niezależnie od tego co by twierdził wierzyciel to jeśli dług powstał przed 2016 to nie można go egzekwować. Informowano mnie, że ktoś może sprzedać moją wierzytelność (z przed 2016 - czyli umorzoną) po wyroku i oddłużeniu, albo w trakcie trwania postępowania (obecna sytuacja). Zdarza się, że wierzyciel który nabył wierzytelność przedawnioną upiera się, że on ją kupił w 2018 więc to jakby ona powstała na nowo. Sędzia i syndyk zapewnili, że oczywiście jest to bzdura. Tzn. poza sądem w Lublinie ofc.
Sam doszedłem do prawdopodobnej przyczyny nieufności/niechęci komornika, wierzytelność została zakupiona w okresie w którym ja przynajmniej w teorii mógłbym zacząć się na nowo zadłużać i nowy wierzyciel nadał sobie sygnaturę zakupionego długo XXX/2018, dopiero czytając jaki to dług i skąd można zauważyć, że w 2018 r. nastąpiła cesja pomiędzy A i B i w jej wyniku B przejął zobowiązanie umorzone i objęte upadłością (pochodziło z 2014 r.).
Co do samego oddłużenia i podziału masy upadłościowej - wierzyciele którzy się zgłosili do otrzymania części z masy zostali podzieleni % wg. wysokości ich roszczenia, a ponieważ do podziału było jakieś 6.500zł a wierzycieli ogrom to każdy dostał należny proporcjonalnie kawałek tego tortu, w liczbach bezwzględnych było to od ok 50 do nawet 400 zł. XDDDD
Sędzia uznał, że w mojej konkretnej sytuacji najlepszym posunięciem będzie całkowite oddłuzenie i przywrócenie mnie do społeczeństwa. W wyniku bardzo intensywnej pracy moje życie zmieniło się diametralnie od czasu złożenia wniosku i było na to namacalne dowody, a nie że ja tak sobie stwierdziłem sędzia uwierzył i tyle. Wygrałem nowe życie.