Ustalenie przez sąd wielkości nakladów i osobistych starań w wychowanie dzieci.

  • Autor wątku Autor wątku cwy97
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Reset321 napisał:
Nie ma czegoś takiego jak wartość dodana. Żaden przepis prawa o tym nie mówi, więc i sąd nie będzie się tym zajmował. A już na pewno nie będzie liczył ilości godzin w tygodniu/miesiącu, ustalał ceny za godzinę itd. Idąc Twoją drogą myślenia, to skoro jest wartość dodana, to powinna być i wartość ujmowana.


> Tak jest ujemna wartość dodana. To wtedy jak by np dziecko po podstawówce napisało dobry test osmoklasosty a słaba mature. Patrząc centylami oczywiście.

Możesz dziecko uczyć godzinami a i tak wyniki są zerowe. Czy to wina rodzica, że dziecko nie ma zdolności do przyswajania wiedzy i dlatego też dla tego rodzica wysokość alimentów powinna być większa? Nie. Na rynku pracy są potrzebne również osoby do pracy fizycznej z łopatą w ręku. Sąd o tym wie.

> Wówczas uczenie dziecka nie ma dla niego większej wartości. Lepiej je zabrać do kina. A w związku z tym sąd nie powinien w trosce o jego dobro brać pod uwage chęci rodzica do jego nauki a co za tym idzie obnizać mu w ten sposób alimentow

>Jest edukacyjna wartość dodana.
https://waszaedukacja.pl/artykuly/co-to-jest-ewd-edukacyjna-wartosc-dodana
Rozumiem.jednak że sądu nie będzie obchodzić czy mam jakieś wyniki czy nie, ważne że coś z dzieckiem robie. Tak? A to że są dobre tylko w tej matmie nad którą z nimi pracuje a już np w fizyce nie bo są lenie to sądu nie będzie obchodzić?

Nie. Ale wycena tego, spowoduje śmiech na sali albo rozczarowanie sądu Twoją osobą.

>Bardzo dziękuję za te uwagi. Czyli wywalić nawet link do kosztów prywatnych szkół i korepetycji?

Będzie. Jednak ze względu na przewlekłość postępowania, powinieneś wykazać wszystko od razu. To także w Twoim interesie.

> Czyli jest sens pokazywać skuteczność?


Nie umiem się obchodzić z tymi cytatami. Przepraszam. Swoje wypowiedzi poprzedzane ">"
 
Reset321 napisał:
Nie ma czegoś takiego jak wartość dodana. Żaden przepis prawa o tym nie mówi, więc i sąd nie będzie się tym zajmował.

Jeszcze raz. Edukacyjna wartość dodana jest. Nie ma jej w przepisach prawach, ale w przepisach prawa jest dobro dziecka. A kiedy można uznać czy zabieranie dziecku czasu robiąc z nim matematykę służy jego dobru. Chyba wtedy kiedy są dowody skuteczności takiego działania. Ewd wydaje się właśnie takim dowodem. Czy w przepisach prawa jest coś co zabrania przedstawiania dowodów?
 
Napisze to najdelikatniej jak potrafię... to, że siedzisz z dzieckiem 4 razy w tygodniu nad matematyką, to chwała Ci za to, ale nie oznacza to żadnego przywileju.

To nie powoduje, że Tobie zostaną powierzone dzieci albo, że będziesz płacił mniejsze alimenty.

A odrabianie z dziećmi lekcji nazywa Pan "dużym obciążeniem" i moim skromnym zdaniem jest to baaardzo słabe. Brzmi to tak, jakby robił Pan "wielką łaskę", że odrabia Pan z dziećmi lekcje, bo nakłonienie córki "odbiera Panu chęć do życia".

Nie tędy droga...
 
asiulek466 napisał:
Napisze to najdelikatniej jak potrafię... to, że siedzisz z dzieckiem 4 razy w tygodniu nad matematyką, to chwała Ci za to, ale nie oznacza to żadnego przywileju.

To nie powoduje, że Tobie zostaną powierzone dzieci albo, że będziesz płacił mniejsze alimenty.

Nie staram się o dzieci na wyłącznosc a o opiekę naprzemienną nad 12 latką, syn lat 19 pójdzie że mną. Nie wiem oczywiście jak będzie, ale zastanówmy się nad stanem prawnym. 1.Dobro dziecka jest nadrzędną wartością. 2.Zaluzmy że jak jak nikt inny, wplynąlem i wpływam na to dobro, np. rozumiane jako rozwój intelektualno emocjonalny (oczywiście będę to udowadniał, ale załużmy że udowodnię) 3. Alimenty mogą być w całości lub części zastąpione osobistymi staraniami. Takie sąd ma wytyczne.
Czy więc sąd, mając obowiązek działać dla dobra dziecka nie powinien zamiast np. części alimentów przystać na to że mnie zobowiąże do tego działania i przyzna na to czas? Powiem ci w zaufaniu, że mam gdzieś czy mi zmniejszy alimenty, ważne żeby czas przyznał. To zwiększy szansę córki że nie skończy na bylejakicb studiach.

A odrabianie z dziećmi lekcji nazywa Pan "dużym obciążeniem" i moim skromnym zdaniem jest to baaardzo słabe. Brzmi to tak, jakby robił Pan "wielką łaskę", że odrabia Pan z dziećmi lekcje, bo nakłonienie córki "odbiera Panu chęć do życia".

Nie tędy droga...


Żarty sobie robisz? Odrabianie lekcji? To jakiś żart chyba. Może z tobą tata lekcje odrabiał. To co ja robię to zupełnie co innego. Bo skutek jest zupełnie inny.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra