Myślę podobnie, jak Oceania: kobieta przemycająca extazy w pieluszce, rodzice dziecka "twardziela" to ten sam gatunek ludzi. Prędzej, czy później dzieci łapią takie wzroce. Nie "z czasów ZK" to potem. Może się mylę, ale wg. mnie są ludzie "z natury" będący recydywistami i pobyt za kratkami to dla nich tylko kolejny epizod życia. My tu chyba raczej roztrząsamy kwestie dzieci, które na codzień miały "normalne" domy, kontakt z kochającym ojcem itp. W moim przypadku właśnie tak jest i dla córki wizyta u taty to wydarzenie. Ma 9 lat, dużo rozumie, wie co to ZK a mimo to nie ma (tak sądzę) złych przeżyć. Ostatnio nawet rozbawiła mnie w drodze od bramy do kantyny, bo widząc zwały drutu kolczastego na górze płotu (który na nierównym terenie "schodzi" w dół) stwierdziła: mamo! ale by tam w środku super się jechało na sankach!! Może kogoś to zszokuje, zgorszy? Ale dla mnie jest to o niebo normalniejsza sytuacja, niż wówczas, gdy M. był AŚ, nie zabierałam jej na widzenia, a ona wieszała się dosłowie na każdym napotkanym mężczyźnie. Czy to kimś z rodziny, czy jakimś moim koledze, mimo, że z natury była dziewczynką nieśmiałą, z tych co to "chowają sie za plecami". Dlatego teraz podjęłam decyzję, że jej powiem i nie żałuję tej decyzji!
W "moim" ZK dzieci przechodzą przez bramkę i zauważyłam, że dla wielu z nich to frajda (!) a nawet są zawiedzione, jeśli im nic nie "zapiszczy". :wink: Strażnicy również są bardzo w porządku. I podobnie jak Asia bardzo chwalę spotkanie wigilijne, które było na prawdę bardzo ciepłe i serdeczne, mimo miejsca.

k: