Windykacja a zapłacona faktura

  • Autor wątku Autor wątku Robin1995
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Syphar napisał:
A potwierdzenia wysłano wierzycielowi.
Tak? Ja zrozumiałem, że nie. Jeśli wysłano, to więcej zrobić się nie da.
Jeśli zaś nie wysłano, to "jasna informacja" z perspektywy "wierzyciela" może być również zwykłym kłamstwem dłużnika (uwierz mi, windykator ma do czynienia z większą ilością kłamstw niż nawet czytelnik Gazety Wyborczej).
Syphar napisał:
Przecież ewidentnie druga strona mimo jasnej informacji, że dług nie istnieje nadal brnie w spór
I o tym pisałem. Nie należy bawić się w "ząb za ząb", tylko samemu zrobić wszystko, by sprawę zakończyć w prosty sposób. Tu nie chodzi o to, by być zwycięzcą, tylko by doszło do wyjaśnienia nieporozumienia (zawinionego nawet przez drugą stronę).
 
Tak? Ja zrozumiałem, że nie. Jeśli wysłano, to więcej zrobić się nie da.
Post numer 1. Póki co dłużnik nie otrzymał informacji o cesji, więc wysłał temu, kto wierzycielem był.

Wysyłanie "piorun wie komu" danych osobowych "bo ktoś chce" to proszenie się o kłopoty z definicji, a nie próba wyjaśniania. Gdyby firma raczyła dłużnikowi przedstawić dowód na to, że stała się wierzycielem - zapewne nieporozumienie zostałoby wyjaśnione już dawno. Ale widziałeś, co przesłali. A obu stronom jednak powinno zależeć na tym, żeby dłużnik możliwie bez sądu spłacił, a jeśli już spłacił - to żeby nie ładować się w koszty sądowe przegranej sprawy. Tutaj tej woli jednak zabrakło.
 
Syphar napisał:
Wysyłanie "piorun wie komu" danych osobowych "bo ktoś chce" to proszenie się o kłopoty z definicji
Przecież oni mają dane osobowe zainteresowanego. Odezwali się do niego i wiedzą o długu (nie wiedzą jedynie, że już wygasł).
Syphar napisał:
więc wysłał temu, kto wierzycielem był.
To nie ma nic do rzeczy, nie z byłym wierzycielem ten spór.
Syphar napisał:
Gdyby firma raczyła dłużnikowi przedstawić dowód na to, że stała się wierzycielem - zapewne nieporozumienie zostałoby wyjaśnione już dawno.
Czyli wojenka. Wy mi nie przysłaliście, to ja wam też! A co, kurka wodna! Ja mam rację, więc idźmy do sądu, wyjaśniajmy sprawy w KRD, zawiadamiajmy urzędy, walczmy, walczmy! Całe dnie, miesiące, lata, aby chłopaczki z forum, niemającego nic wspólnego z ich zawodem i wykształceniem, mieli uciechę. Można było sprawę załatwić w 14 minut, ale ciągnijmy, pieniaczmy! Niech holender wiedzą, że z nami nie tak łatwo!
A chodzi tu tylko o to, że pracownicy z call center wierzyciela (wł. "wierzyciela") siedzą w słuchawkach i 8 godzin rozmawiają przez telefon i stukają w klawiaturę komputera z bazą danych i nie mają możliwości wysyłania dokumentów.
 
Dobrze wiemy, o co tu chodzi. I dobrze też wiesz, że z tymi pracownikami nic kompletnie wyjaśnić się nie da. Najczęściej dlatego, że nie mają do tego uprawnień w ramach struktury organizacyjnej firmy, ale skontaktowanie się z osobą decyzyjną w danej sprawie graniczy z większym cudem, niż przeciągnięcie sprawy przez etap sądowy.
 
Syphar napisał:
Dobrze wiemy, o co tu chodzi. I dobrze też wiesz, że z tymi pracownikami nic kompletnie wyjaśnić się nie da. Najczęściej dlatego, że nie mają do tego uprawnień w ramach struktury organizacyjnej firmy, ale skontaktowanie się z osobą decyzyjną w danej sprawie graniczy z większym cudem, niż przeciągnięcie sprawy przez etap sądowy.
Wymieniliśmy poglądy na temat "co robić", niech zainteresowany sam decyduje, czy dalej się (i Was) bawić, czy już zakończyć.
 
Dodam tylko, ze spór jest o 500 czy 600 zł, a wpisy w bigu czy inne rozmaitosci moga uwalic tutaj zalozyciela tematu w przypadku jakiegokolwiek zainteresowania dodatkowa kasa w banku, ze o hipotece nie wspomne.
Wyslac zpo potwierdzenia splaty zobowiazan wraz z pismem reklamacyjnym czy co tam dana firma uznaje - kazda musi miec procedure reklamacji i czekac na odpowiedz.
Nie wiem czemu nikt nie poleca tej drogi, skoro częstokroć jest znacznie krotsza i prostsza niz czekanie na sprawe sadowa, ktora moze sie ciagnac jak wiemy.
 
Wiecie co, w pierwszym poście napisałem:
"(...) nie wyślę tego potwierdzenia firmie windykacyjnej ((...) dlatego, że jest to spis przelewów z danego okresu (dokument bankowy oczywiście), a konto dawno zamknięte więc nie mam możliwości pobrania potwierdzenia tego konkretnego przelewu)"

- jak dla mnie, to nie przedstawili mi żadnego dowodu wskazującego na to, że faktycznie przejęli jakąkolwiek wierzytelność (dokument który otrzymałem przedstawiłem w poprzednich postach)
- kolejna sprawa to taka, że dlaczego ja mam się tłumaczyć obcym osobom i wysyłać im swoje informacje na temat przelewów? Przecież na podstawie tego co od nich otrzymałem (czyli praktycznie nic, poza informacją, że faktura która została zapłacona, wg. nich jest niby nie zapłacona) wynika, że równie dobrze byle ktoś z ulicy kto dowiedział się o jakiejś mojej fakturze może nagle wydzwaniać z informacją, że mam mu udowodnić, że tą fakturę zapłaciłem bo wg. niego tego nie zrobiłem a on przejął tą wierzytelność i na to potwierdzenie przesyła mi przez siebie napisane kilka zdań na kartce, z swoim nr konto i tylko z swoim podpisem

- kolejna, najważniejsza sprawa: potwierdzenie tego przelewu wysyłałem firmie której ta faktura dotyczyła, praktycznie od razu jak wiele lat temu się do mnie odezwali, że mam nie zapłaconą taką i taką fakturę...
 
Ostatnia edycja:
Robin1995 napisał:
ie mam możliwości pobrania potwierdzenia tego konkretnego przelewu
Na pewno da się uzyskać. Może trzeba zwrócić się do banku, ale się da.
 
W oddziale banku uzyskasz z pewnością.

A co do tego:
dlaczego ja mam się tłumaczyć obcym osobom i wysyłać im swoje informacje na temat przelewów? Przecież na podstawie tego co od nich otrzymałem (czyli praktycznie nic, poza informacją, że faktura która została zapłacona, wg. nich jest niby nie zapłacona) wynika, że równie dobrze byle ktoś z ulicy kto dowiedział się o jakiejś mojej fakturze może nagle wydzwaniać z informacją, że mam mu udowodnić, że tą fakturę zapłaciłem bo wg. niego tego nie zrobiłem a on przejął tą wierzytelność i na to potwierdzenie przesyła mi przez siebie napisane kilka zdań na kartce, z swoim nr konto i tylko z swoim podpisem
A pytaj pana @Ja_Malinowski, on zdaje się uważać, że każdemu kto do nas zadzwoni mamy się spowiadać ze spraw finansowych. Bo jak najbardziej masz rację - nie wykazali kompletnie nic. Co innego, jakby wykazali.
 
Syphar napisał:
on zdaje się uważać, że każdemu kto do nas zadzwoni mamy się spowiadać ze spraw finansowych.
Nie.
Syphar napisał:
Bo jak najbardziej masz rację - nie wykazali kompletnie nic.
Oczywiście, racja jest po stronie "dłużnika".
Chętnie zgodzę się z kol. Sypharem, że sprawę należy ignorować (dopóki nie w sądzie) i ja bym tak zrobił, ale ... zainteresowany w tym wątku lamentuje (dzwonią, piszą, żyć nie dają). Podpowiadam więc prosty sposób załatwienia sprawy. Nic więcej i nic mniej.
 
A czy w związku z tym, że wpisali mnie do BIG z wierzytelnością która tak naprawdę nie istnieje, mogę coś zrobić?

Ja Malinowski napisał:
ale ... zainteresowany w tym wątku lamentuje (dzwonią, piszą, żyć nie dają). Podpowiadam więc prosty sposób załatwienia sprawy. Nic więcej i nic mniej.

Doceniam twoje intencje naprawdę, jednakże chyba nie do końca przeczytałeś temat, ja wiem, że mogę to załatwić w taki sposób, że zacznę wysyłać im wszystkie dokumenty potwierdzające zapłatę tej wierzytelności, jakie tylko chcą. Ale ja nie chcę tego robić, bo dla mnie są obcymi osobami i dopytują się o coś co było zapłacone w terminie oraz nie przedstawiają żadnych dokumentów które by świadczyły, że przejęli takową wierzytelność oraz, że ona istnieje.
Ten temat napisałem by:
a) dowiedzieć się co będzie najlepszym wyjściem (poza tym wspomnianym w tym poście oraz przez Ciebie)
b) czy jest jakiś sposób by bez wysyłania jakichkolwiek im dokumentów, ukrócić te ich wydzwanianie
c) czy w związku z ich działaniami ja mogę wejść na drogę prawną (czy jest w ogóle sens)
 
Ostatnia edycja:
W tej chwili, jeśli chodzi o wpis do BIG, to powinieneś wezwać pisemnie (polecony za potwierdzeniem odbioru) do usunięcia wpisu. Od tego należy zacząć. Wezwać w ten sposób wierzyciela. Sam BIG natomiast wezwać na podst. art. 2 ust. 1 pkt 4 Ustawy o dostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych do aktualizacji wpisu, że dłużnik uznaje to roszczenie za sporne, a nadto (już swoją drogą) przedawnione.

I teraz dopiero, jak obie lub jedna ze stron wezwanie zignoruje, jest sens pozywać przed sąd.
 
Syphar napisał:
jest sens pozywać przed sąd.
I będzie trzeba przedstawić dowody wpłaty, zapłacić wpis sądowy itp., itd. Tylko dlatego, że "ja im kurka nie wyślę, bo oni mi nie wysłali ...!". Brawo.
 
Pytający sam wybrał taką drogę.
ja nie chcę tego robić
Jak nie chce im wysłać, to pozostaje - no właśnie, co? Na razie wezwanie. A potem ew. sąd.

Co do opłat, to dobrze wiesz, że poniesie strona przegrana. Nie wspominając o tym, że może on chce się ubiegać o zadośćuczynienie? A może poniósł jakąś szkodę? Nie jest to droga jakoś bardzo trudna w tym wypadku. Tylko nie wiadomo, jak to się potoczy po wezwaniu. Jak usuną, to nie ma mowy o czynie nieuczciwej konkurencji.
 
Ostatnia edycja:
Syphar napisał:
Nie jest to droga jakoś bardzo trudna w tym wypadku.
Nawet łatwa. Dla Ciebie i dla mnie. Czy jest łatwa dla pytającego? Wątpię.
 
Nie wspominając o tym, że napisałem "może" - bo taką szkodę należy jeszcze wykazać. Tylko, że nie znamy sprawy. Co do zadośćuczynienia, to już łatwiej, tylko, że to groszowa sprawa.
 
No i o to mi chodziło, dzięki Panowie :)
 
Powrót
Góra