Windykacja za dług na uczelni

  • Autor wątku Autor wątku xxxxx1020
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
X

xxxxx1020

Nowy użytkownik
Dołączył
08.2014
Odpowiedzi
14
Witam

Przerwałam studia po 3 semestrze.Minęły 2 lata i ostatnio otrzymałam wiadomość od windykatora,że sprawa zostanie skierowana do sądu za zaległe czesne (4 semestr).Windykator cały czas straszy mnie odsetkami,sądem a nawet ze powiadomi moich bliskich! Ciągle chce się spotkać abym mu podpisała jakieś dokumenty wtedy nie skieruje sprawy do sądu! Mało tego windykator kontaktuje się ze mną na facebooku (nie jestem już zameldowana pod tym adresem który on posiada od uczelni).

Co mam zrobić w takiej sytuacji?

Bardzo proszę o pomoc
 
Gdybym miała pieniądze na pewno bym to zrobiła.
 
xxxxx1020 napisał:
Gdybym miała pieniądze na pewno bym to zrobiła.
Dogadaj się więc z wierzycielem, może zgodzi się rozłożyć należność na dogodne raty. W przeciwnym razie, wierzyciel niewątpliwie skieruje pozew do sądu, dzięki czemu dług wzrośnie o koszty sądowe oraz adwokackie. Potem sprawa trafi do komornika, a to już będzie studnia bez dna.
 
Czyli muszę bezpośrednio próbować dogadać się z uczelnią? A w tym czasie ignorować windykatora ? Przecież jemu to nie na rękę
 
xxxxx1020 napisał:
Czyli muszę bezpośrednio próbować dogadać się z uczelnią?
W żadnym razie. Wierzycielem jest windykator (przedsiębiorstwo, które kupiło wierzytelność), ew. uczelnia zleciła windykację temu przedsiębiorstwu. W każdym razie należy rozmawiać właśnie z windykatorem, nigdy z uczelnią.
 
Ok,rozumiem. Bardzo dziękuje za odpowiedź.
Mój dług wynosi ponad 2 tys. Jedyne raty na jakie stać mnie w tej chwili to 50zł miesięcznie. Czy jest realne,że windykator zgodzi się na tak małą ratę? Jak z nim rozmawiać...
 
A kiedy byl termin ostatniej platnosci ? Moze sprawa juz przedawniona ?
jezeli nalega na podpisanie jakiegos dokumentu to moze sprawa jest przedawniona a on bedzie staral sie bys uznala jednak dlug.
 
Ostatnia niezapłacona rata czesnego to czerwiec 2012. Od strony windykatora nie znam żadnych szczegółów,nie dostałam żadnego pisma (zmieniłam adres zameldowania). Dostałam od niego wiadomosc na facebooku abym dzis popołudniu się z nim skontaktowała w celu podpisania dokumentów.
 
Czyli nadal jestem w kropce...ehhh nie wiem co mam robic
 
@Robelee
"Wierzycielem jest windykator (przedsiębiorstwo, które kupiło wierzytelność), ew. uczelnia zleciła windykację temu przedsiębiorstwu. W każdym razie należy rozmawiać właśnie z windykatorem, nigdy z uczelnią."
Błąd na błędzie.
Po pierwsze, autorytatywne twierdzenie, że wierzycielem jest FW, nie ma podstaw: ani pytająca nie wie, czy dług został sprzedany, czy FW po prostu reprezentuje przewotnego wierzyciela.
Po drugie, nie w każdym razie trzeba rozmawiać z windykwtorem - z nim akurat rozmawiać nie trzeba. Jeżeli już, to pisać - i tylko wtedy gdy nastąpiło przedawnienie roszczenia o zapłatę (piszemy o odmowie zapłaty). Rozmawiamy z uczelnią, jeżeli przedawnienie nie nastąpiło i ona pozostaje wierzycielem - a więc twierdzenie, że nie rozmawiamy z nia nigdy jest błędne.

@xxxxx1020
Kiedy (do kiedy) miała nastąpić płatność za 4 semestr?
W sprawie FW nie ma pośpiechu, spoko. Niech sobie wzywają.
Ważne, by odbierać pisma (z sądu), by nie przegapić terminów.
 
Czyli jednak najlepiej zacząć kontaktować się z uczelnią?
 
Nim Pani zacznie i uzna dług, proponuję odpowiedzieć na moje pytanie - odpowiedź na nie jest kluczowa dla sprawy. Jakoś dziwnie Pani i czyta, i pyta...
 
natalie-s1959 napisał:
Po pierwsze, autorytatywne twierdzenie, że wierzycielem jest FW, nie ma podstaw:
Koleżankę dopadł od poniedziałku analfabetyzm? Napisałem, że windykator jest wierzycielem, ew. ma zlecenie. W każdym razie należy rozmawiać wyłącznie z nim. W pierwszym przypadku, oczywiste. W drugim przypadku oczywiste dla mądrych ludzi. Jeśli ktoś ustanawia pełnomocnika do prowadzenia danej sprawy, należy zwracać się w tej sprawie tylko do pełnomocnika. Podstawowe zasady kultury tu się kłaniają, a w świcie prawników, również etyki.
natalie-s1959 napisał:
z nim akurat rozmawiać nie trzeba.
Nie trzeba, w sensie "nie ma przymusu". Mam nadzieję, że to koleżanka miała namyśli. Nie chcę podejrzewać jej bowiem, że sugerowała, iż nie warto. To byłaby głupota na poziomie świrków od walki z "firemkami windykacyjnymi" (jak oni debilnie nazywają profesjonalistów w zakresie windykacji).
natalie-s1959 napisał:
Rozmawiamy z uczelnią
Jak wyżej. Natalie wstyd.
natalie-s1959 napisał:
W sprawie FW nie ma pośpiechu, spoko. Niech sobie wzywają.
natalie-s1959 napisał:
Ważne, by odbierać pisma (z sądu)
Coś koleżanka ma dzisiaj zły dzień. Polecam dobry befsztyk tatarski. Surowe mięso jest bardzo korzystne dla myślenia. Porada, by nie załatwić sprawy polubownie, tylko czekać na sąd w przypadku zasadnego i nieprzedawnionego roszczenia? Naprawdę będziesz propagować takie zachowania? Da się głupiej? Przecież to idiotyzm wzięty wprost z jakiegoś "poradnika anty - windykatora". Przepraszam za ostre słowa, jednak zaskoczenie, że koleżanka tak zaniżyła poziom ... ech.
 
Robilee napisał:
Koleżankę dopadł od poniedziałku analfabetyzm? Napisałem, że windykator jest wierzycielem, ew. ma zlecenie. W każdym razie należy rozmawiać wyłącznie z nim. W pierwszym przypadku, oczywiste.
To proszę wyrażać się precyzyjnie, bo wprowadza Pan w błąd - ewidentnie.
No, jak mawiała moja babcia, niech żyje gust i wychowanie!

Robilee napisał:
W drugim przypadku oczywiste dla mądrych ludzi. Jeśli ktoś ustanawia pełnomocnika do prowadzenia danej sprawy, należy zwracać się w tej sprawie tylko do pełnomocnika. Podstawowe zasady kultury tu się kłaniają, a w świcie prawników, również etyki.Nie trzeba, w sensie "nie ma przymusu". Mam nadzieję, że to koleżanka miała namyśli. Nie chcę podejrzewać jej bowiem, że sugerowała, iż nie warto. To byłaby głupota na poziomie świrków od walki z "firemkami windykacyjnymi" (jak oni debilnie nazywają profesjonalistów w zakresie windykacji).Jak wyżej. Natalie wstyd.Coś koleżanka ma dzisiaj zły dzień. Polecam dobry befsztyk tatarski. Surowe mięso jest bardzo korzystne dla myślenia. Porada, by nie załatwić sprawy polubownie, tylko czekać na sąd w przypadku zasadnego i nieprzedawnionego roszczenia? Naprawdę będziesz propagować takie zachowania? Da się głupiej? Przecież to idiotyzm wzięty wprost z jakiegoś "poradnika anty - windykatora". Przepraszam za ostre słowa, jednak zaskoczenie, że koleżanka tak zaniżyła poziom ... ech.

Rozumiem nastawienie "antydłużnicze", ale wypraszam sobie komentarzy mających mało wspólnego z dobrym gustem, humorystyką, a i istotą Forum (przecież nie moralnościowego ani pedagogicznego). Na takim Forum należy rozpatrywać wszystkie możliwości postępowania i jego skutki, a pytającym pomagać w sposób, który sobie pozwolę określić jako "adwokacki". Przecież adwokat nie odmawia "obsługi prawnej" osobie oskarżanej nawet o najcęższe przestępstwa - mimo osobistej wysokomoralności!

Nie chciałabym rozwlekać wątku, ale ja osobiście mam wielkie zastrzeżenia do możliwości naliczania przez szkoły wynagrodzenia za usługę faktycznie nie świadczoną (a czym innym jest czesne za okres kiedy uczeń/student faktycznie nie uczęszczał na zajęcia?) zamiast natychmiastowego skreślenia ucznia/studenta z listy. Owszem, możemy się rozwodzić nad obowiązkiem zawiadomienia szkoły o "wypisaniu się", co nie zmienia istoty sprawy: szkoła nalicza za coś, zczego nikt nie korzystał. Niechby ktoś spróbował wystawić fakturę za usługę, której nie świadczył w inne dziedzinie!
Więc uważam, że w podobnych sprawach nawet wysokomoralny kolega mógłby dopytać i coś napisać na temat możliwego przedawnienia roszczenia o zapłatę.
Powiem prościej: zaniechanie udzielenia wszelkiej możliwej informacji w sprawie jest okłamywaniem pytającego.
 
natalie-s1959 napisał:
kolega mógłby dopytać i coś napisać na temat możliwego przedawnienia roszczenia o zapłatę.
Ależ droga koleżanko. Temat przedawnienia był już poruszony. Nie miałem potrzeby dopytywania się o nie, bo umiem czytać. Autorka wyraźnie napisała z jakiego okresu pochodzi dług już w swoim pierwszym poście. Gdyby tego nie zrobiła, oczywiście - jak zawsze - zapytałbym. Pomimo jasnej informacji, zapytał jednak inny użytkownik. Dostaliśmy odpowiedź potwierdzającą wcześniejsze informacje. Dług sprzed dwóch lat, więc nie ma mowy o przedawnieniu.
Moja porada miała służyć interesowi pytającej. Jak załatwić sprawę w najlepszy dla niej sposób. Tyle. Nie wiem czemu miały służyć wynurzenia koleżanki? Jak miały pomóc. Jak można było przewidzieć i jak się stało, jedynie skołowały zainteresowaną.
natalie-s1959 napisał:
Rozumiem nastawienie "antydłużnicze"
Cóż za popis logiki. Rozumiem, że wg. koleżanki słuszna krytyka w stosunku do ignorantów prowadzących niesłuszną walkę z jedną z bardziej pożytecznych branż w gospodarce, jest jakimś nastawieniem "antydłużniczym"? Czyli stwierdzenie, że zobowiązania należy regulować jest wg. logiki koleżanki przesycone nienawiścią do dłużników? A już szczególnym przejawem tejże nienawiści ma być poradzenie, by dłużnik załatwił sprawę w jak najmniej kosztowny dla niego sposób. Naprawdę warto zjeść dzisiaj tego tatara, normalnie koleżanki posty są mądre.
natalie-s1959 napisał:
Przecież adwokat nie odmawia "obsługi prawnej"
Czasem adwokat (ten etyczny) musi powiedzieć, że w tej sprawie należy się dogadać, walka nie ma sensu.
natalie-s1959 napisał:
mimo osobistej wysokomoralności!
Nie wiem dlaczego koleżanka tak mnie atakuje tą "moralnością". Przecież doradzając dogadanie się z windykatorem i załatwienie sprawy, nie powoływałem się na kwestie moralne. Zalecałem to wyłącznie z powodów pragmatycznych. Co w inny dzień na pewno by koleżanka zauważyła, wszak wskazywałem na konkretne konsekwencje finansowe rozwiązania przeciwnego. Nic nie było o tym, że długi należy płacić, bo tak jest słusznie. Było o tym, że polubownie jest taniej.
natalie-s1959 napisał:
To proszę wyrażać się precyzyjnie, bo wprowadza Pan w błąd - ewidentnie.
Wprowadzam w błąd? Przecież wskazałem obie alternatywne możliwości. Właśnie dla ścisłości, gdyż nie ma znaczenia dla samej sprawy, która z tych możliwości jest właściwa.
No tak, ale przy dzisiejszym funkcjonowaniu szarych komórek koleżanki, nawet kwestia przedawnienia nie została dla niej rozstrzygnięta.
 
Owszem, temat przedawnienia został poruszony, ale wcale nie przez Pana -przez Reganda w poście #8. Natomiast Pan z marszu - nie posiadając żadnych informacji nt. dat zobowiazania (co jest bradzo istotne w tej sprawie) polecił zapłacenie żadanej przez FW kwoty. Jest to co najmniej nieetyczne.

Skądś się wzięły Pańskie wynurzenia gastronomiczne. Miałam cichą nadzieję, że przepadnie Panu ochota na ich kontymuację - nici z tego. A są przecież absolutnie nie na miejscu - szczególnie po tym, jak sobie wyprosiłam takiego stylu komunikacji.
Co do tego, iż uważa Pan, że doradził najmniej dokuczliwy dla pytającej tryb postępowania - vide pierwsze Pańskie posty (aż do wpisu Reganda). Jak napisałam w pierwszym akapicie, rygorystycznie doradzając dokonanie określonych czynności bez posiadania istotnych dla sprawy informacji sam sobie przyniosł Pan ujmę na honorze.
Zarzucanie mi nielogiczności gdy wbrew Pańskiemu twierdzeniu mówię, że należy rozmawiać z wierzycielem pierwotnym, jest wielce nielogiczne. Nie uprawiamy zbytniej kurtuazji - wykorzystujemy mozliwosci prawne. Sam Pan z pewnością wie, że często rozmowa o długach z wierzycielem bywa bardziej owocna i sprawa potrafi być załatwiona mniejszym kosztem. Możemy nawet zapłacić dług na konto pierwotnego wierzyciela, jezeli nie powiadomił nas, że dokonał cesji. Więc kotylony z pełnomocnikiem możemy sobie w wielu przypadkach darować.

Co do podejścia, które nazwałam adwokackim, uważam, że obowiażkiem tak adwokata, jak i kogoś, kto próbuje pomóc na innej płaszczyźnie, jest nie samo twierdzenie "uwierz mi, tak jest lepiej", ale wyjaśnienie "klientowi", jakie są alternatywy - bo to on ma podjąć ostateczną decyzję, a nie ten, kto doradza.
Obserwuję Pańskie wpisy, więc mogłam już dla siebie określić Pańskie podejście do kwestii przedawnienia zobowiązań. Stąd moje przekonanie o pewnym "antydłużniczym" nastawieniu Pana. Dla mnie zaś "długi" się różnią. I wolę nieraz podpowiedzieć, w jaki sposób można nie zapłacić.

Co zaś do terminu przedawnienia roszczeń, to, niestety, pod rządami ostatniej wersji ustawy o szkolnictwie wyższym uciera się pogląd o 10-letnim okresie.
 
Robilee napisał:
Jeśli ktoś ustanawia pełnomocnika do prowadzenia danej sprawy, należy zwracać się w tej sprawie tylko do pełnomocnika
robilee, a gdzie jest tak zapisane? jest jakiś zakaz rozmów z wierzycielem, który ma pełnomocnika?
 
natalie-s1959 napisał:
Owszem, temat przedawnienia został poruszony, ale wcale nie przez Pana -przez Reganda w poście
Och, Natalie. Założycielka wątku napisała, że dług pochodzi sprzed 2 lat. W pierwszym swoim poście. Zwróciłem Ci już na to uwagę (naprawdę masz fatalny dzień).
Robilee napisał:
Temat przedawnienia był już poruszony. Nie miałem potrzeby dopytywania się o nie, bo umiem czytać. Autorka wyraźnie napisała z jakiego okresu pochodzi dług już w swoim pierwszym poście. Gdyby tego nie zrobiła, oczywiście - jak zawsze - zapytałbym.
Co się z Tobą dzieje?
natalie-s1959 napisał:
Jak napisałam w pierwszym akapicie, rygorystycznie doradzając dokonanie określonych czynności bez posiadania istotnych dla sprawy informacji sam sobie przyniosł Pan ujmę na honorze.
Natalko, posiadałem te informacje. Przeczytałem post założycielki. Każde słowo. I go zrozumiałem. Uwierz, daje się. Uwierz też, że nie masz racji ni w ząb.
natalie-s1959 napisał:
Co zaś do terminu przedawnienia roszczeń, to, niestety, pod rządami ostatniej wersji ustawy o szkolnictwie wyższym uciera się pogląd o 10-letnim okresie.
Abyś się nie zapłakała z powodu tego nieludzkiego okresu przedawnienia, pocieszę Cię że z dniem 1 października br. wchodzi w życie nowelizacja ustawy o szkolnictwie, w której zostało jednoznacznie rozstrzygnięte, że okres przedawnienia w sprawach umów z uczelniami wynosi lat 3. Co więcej, powyższy przepis odnosi się również do umów zawartych przed dniem wejścia w życie nowelizacji (czyli działa wstecz). Oczywiście ta pożyteczna informacja ma mniej wspólnego z omawianym tematem, niż mój ulubiony befsztyk tatarski, gdyż nasza pytająca posiada zobowiązanie z roku 2012 (obliczę od razu, sprzed 2 lat - o czym podkreślę znów, napisała od razu).
jerry23 napisał:
robilee, a gdzie jest tak zapisane? jest jakiś zakaz rozmów z wierzycielem, który ma pełnomocnika?
Jerry, odpuść. Nie ma zakazu. Pewnych rzeczy się nie robi, tak po prostu. Od czasów rzymskich na pewno. Jeśli chodzi np. o pełnomocników zawodowych (adwokatów i radców prawnych), to jak adwokat jednej strony zostanie poinformowany o tym, że druga strona ustanowiła w sprawie pełnomocnika, a pomimo to zwróci się bezpośrednio (z pominięciem ustanowionego pełnomocnika) do przeciwnika, jest podstawa do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego w korporacji.
Oczywiście zwykli zjadacze chleba nie podlegają żadnym sankcjom za łamanie zasad etyki, jednak to nie jest powód byśmy im doradzali robienie wiochy.
Sprawa prościutka jak drut, właśnie po to ustanawia się pełnomocnika i jeszcze mu się płaci, by to on działał za mandanta. Można tego nie uszanować, tak jak można w ogóle nie szanować ludzi i zasad.
 
Powrót
Góra