Cypcyk napisał:
oczywiście że może dobrowolnie wpłacać, jednakże proponuję pomyślec nad ewentualnymi konsekwencjami w sytuacji, kiedy firmie windykacyjnej znudzą się tam jakieś kwoty i skierują sprawę do Sądu i później będzie....: "przecież płaciłem/płaciłam więc czemu do sądu"
Drogi użytkowniku, mam nadzieję, że kiedykolwiek widziałeś jakąkolwiek "ugodę" z firmą windykacyjną??
Jeśli nie, to po kiego się wtrącasz??
99% tych "ugód", bo ze słowem UGODA nie ma nic wspólnego, skutkuje tym, że zostają naliczone super mega hiper odsetki karne, opłaty dodatkowe, a często i wiele innych idiotycznych opłat znacznie przewyższające koszty sądowe. Czasem śmiejsmy się, że prawnicy tych firm są bardziej kreatywni, niż najlepsi malarze. Innymi słowy nikt by czegoś takiego nie wymyślił, co oni.
Oczywiście ugoda zaczyna się od tego, że mamy spłacić kwotę x (należność główną i odsetki) SKAPITALIZOWANĄ i podzieloną na raty, a każda z nich OPROCENTOWANA w wysokości 4 razy stopa lombardowa.
Już sama ta część takiej umowy nakłada na nas naliczanie odsetek od odsetek (klient się zgodził, więc w sądzie im to przejdzie). Oczywiście nie mogliby tego zrobić bez zgody klienta (zgoda- ugoda). Jeśli jednak klient spóźni się, chociażby o jeden dzień ze spłatą, umowa zostaje wypowiedziana i naliczane są kolejne dziwne z księżyca wzięte koszty. Za wysłanie ponaglenia, za telefon, za pierdnięcie przy kanapce.
Nie mówiąc już o tym, że większości tych umów klient nie widzi, a "zawiera" je przez telefon. W sensie prawnym ich nie ma i taki windykator, jak mu wygodnie, to i tak skieruje sprawę do sądu. Klient podniesie zarzut ugody?? Z pewnością, tak jak i wcześniejsze zarzuty przedawnienia i inne, znane mu z tajemnej księgi czarnoksiężnika z krainy cywilnego prawa.
Ostatecznie, jak klient spłaci w terminie, to jakiś koszt się jeszcze znajdzie i pwództwo i tak się wniesie. A to jakaś wpłata jest gdzieś zgubiona, a to odsetki nie doliczone, a to koszt obsługi prawnej umowy.
Podpisując (zawierając) taką ugodę, a uwierz mi widziałem ich setki, klient jest w ciemnej doopie. Nie dość, że spłaci lekką ręką licząc 150% pierwtnego zobowiązania, to i tak nie jest pewien, czy taka rzetelna firma niczego nie pokręci.
Jaki z tego wniosek???
Spłacajmy, a jeśli jesteśmy chętni na UGODĘ, to takową zawierajmy, o ile jest to rzeczywiśćie Z KORZYŚCIĄ dla OBU stron, a nie tej, czy innej firmy.