Własny napój w restaruacji

  • Autor wątku Autor wątku S-power
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
S

S-power

Nowy użytkownik
Dołączył
09.2010
Odpowiedzi
27
Witam. Ostatnio gnębi mnie kwestia przychodzenia do restauracji z własnym napojem. Mianowicie: czy klient ma prawo, zamawiając posiłek w restauracji, mieć przy sobie (i spożywać) napój kupiony poza restauracją (oczywiście bezalkoholowy)? Czy jeśli przyjdę do jadłodajni z czymś do picia to kelner ma prawo powiedzieć mi: "nie wolno Panu tego tutaj spożywać bo my mamy takie 'widzi mi się', a Pan musi u nas płacić 5 zł za szklankę soku, a nie 3 zł za litr soku kupionego poza restauracją " bądź też krótko mówiąc: "My innych napojów nie akceptujemy i już" (i tu pytanie: na jakiej podstawie?). Śmiem przypuszczać, że istnieje takie prawo konsumenckie, lecz oczywiście pewności nie mam, a odpowiedzi na to pytanie nigdzie nie mogę znaleźć.
Z góry dziękuję za pomoc, pozdrawiam ;)
 
S-power napisał:
Śmiem przypuszczać, że istnieje takie prawo konsumenckie, lecz oczywiście pewności nie mam
Nie ma, przynajmniej ja o takim "prawie" nic nie wiem, jedzenie czy picie produktów wniesionych z zewnątrz to typowy brak dobrego wychowania, to tyle.
 
I tu jest pies pogrzebany- mi nie chodzi o to czy tak wypada czy nie wypada, lecz czy ja mam takie prawo, a jeśli kelner mi powie: "tak nie wolno!" to dlaczego? Bo jeśli by się okazało, że ja łamię jakiś paragraf to ok, rozumiem- mój błąd, lecz w wolnym kraju powyższy czyn chyba nie graniczy ze zbrodnią, prawdaż? A jeśli jest to przestępstwo to chętnie przeczytam na ten temat (jeśli tylko dostanę odpowiednie źródło, w każdym razie jak dotąd nic o tym nie mogę znaleźć). Osobiście uważam, że w restauracjach obsługa jest od przyjmowania i realizowania zamówień, a nie akceptowania czyichś napojów, lecz oczywiście mogę się mylić.
 
S-power napisał:
a jeśli kelner mi powie: "tak nie wolno!" to dlaczego?
Logicznie myśląc, ten kelner dba o to aby miał gdzie w przyszłości pracować, i aby firma przynosiła dochody. Jeśli każdy konsument będzie wnosił swoje napoje i inne rzeczy do restauracji, i tam je spożywał, to taka restauracja nie ma prawa bytu, ponieważ swojego towaru nie będzie w stanie sprzedać.
 
Ostatnia edycja:
Wszystko zależy od dobrej woli. Kelner ma prawo zwrócić uwagę.
Wyobraź sobie sytuację, kiedy ktoś powie "ale jak to nie macie tego napoju - przecież stoi u tego pana na stoliku".
"Jak to nie macie brownie - przecież widzę, pan właśnie się nim zajada". Kelner nie musi się tłumaczyć innym gościom restauracji dlaczego u ciebie na stoliku jest coś spoza karty.

Dodatkowo nie wiadomo co masz w butelce - napój niekoniecznie jest "oczywiście bezalkoholowy", zwłaszcza kiedy butelka została już otwarta.
 
S-power napisał:
czy klient ma prawo, zamawiając posiłek w restauracji, mieć przy sobie (i spożywać) napój kupiony poza restauracją (oczywiście bezalkoholowy)?

Proste pytanie - co na ten temat mówi regulamin tej restauracji?
 
S-power napisał:
Ostatnio gnębi mnie kwestia przychodzenia do restauracji z własnym napojem

Wszystko kwestia umowy. Restaurator ma prawo zabronić a Ty masz prawo wybrać inną restaurację.
Szeroko pojęta wolność.
 
bodzio2 napisał:
Logicznie myśląc, ten kelner dba o to aby miał gdzie w przyszłości pracować, i aby firma przynosiła dochody. Jeśli każdy konsument będzie wnosił swoje napoje i inne rzeczy do restauracji, i tam je spożywał, to taka restauracja nie ma prawa bytu, ponieważ swojego towaru nie będzie w stanie sprzedać.
Właśnie jakoś nie mogę zabardzo zrozumieć tej "logiki" gdyż jeśli szklanka powiedzmy soku będzie kosztowała 5 zł (lub więcej...) to z takiej "promocji" raczej mało kto będzie chciał korzystać, prawda :P


dtd. napisał:
Proste pytanie - co na ten temat mówi regulamin tej restauracji?

OK, ale jak, gdzie znaleźć regulamin danej restauracji? W żadnym menu ani tabliczkach na ściankach nie ma nic na ten temat co wolno z sobą przynosić.
A zapytam może w inny sposób: gdy będę w restauracji z własnym napojem, kelnerowi sie to nie spodoba, zwróci mi uwagę, a ja będę niegrzeczny i go nie posłucham to gdyby zastosował w stosunku do mnie jakąś siłę/przemoc to łamie on prawo? (Zakłócanie porządku w miejscu publicznym czy coś w tym rodzaju)
 
Kelner ma prawo Cię wyprosić a Ty obowiązek opuszczenia lokalu. Upór może prowadzić do problemów.
 
S-power napisał:
Właśnie jakoś nie mogę zabardzo zrozumieć tej "logiki" gdyż jeśli szklanka powiedzmy soku będzie kosztowała 5 zł (lub więcej...) to z takiej "promocji" raczej mało kto będzie chciał korzystać, prawda :P
To w takiej sytuacji kupuje się sok w sklepie trzy razy taniej, i można go sobie wypić na ławce w parku, lub w domu.
Nikt nie ma obowiązku korzystać z restauracji, jeśli go zwyczajnie na nią nie stać.
 
Shocked napisał:
Kelner ma prawo Cię wyprosić a Ty obowiązek opuszczenia lokalu. Upór może prowadzić do problemów.

W porządku, wielkie dzięki za wyjaśnienie bo czysto logicznie myśląc: lokal jest publiczny, kelnerzy w nim pracują (spełniając swoje obowiązki), ja zamawiam jedzenie, za które płace, a to, że mam coś przy sobie nie powinno nikogo interesować (jeśli oczywiście nie są to zabronione substancje/przedmioty oraz nie stwarzam zagrożenia) bo chyba żyjemy w wolnym kraju, prawda
ja po prostu przypuszczałem, że ze strony kelnera jest nachalne lub nietaktyczne ingerowanie w moje podejście do zwykłego posiłku (a przecież przychodząc do restauracji i tak pozwalam mu zarobić, co nie :P ), lecz z tego co napisałeś to wnioskuję, że lokal/restauracja nie jest "do końca" publiczna, zgadza się? (jak się właścicielowi coś nie spodoba to tak jak napisałeś: może mnie wyrzucić i muszę go posłuchać, tak?)
 
S-power napisał:
bo czysto logicznie myśląc: lokal jest publiczny
Lokal jest prywatny. Publiczna to może być np. szkoła, gdzie na jej funkcjonowanie składamy się w podatkach.

S-power napisał:
ja zamawiam jedzenie
ale napój w restauracji tak samo jak jedzenie jest towarem na sprzedaż.
 
dtd. napisał:
Lokal jest prywatny. Publiczna to może być np. szkoła, gdzie na jej funkcjonowanie składamy się w podatkach.

Racja, źle to ująłem. Lokal owszem, lecz skoro jest czynny np. od 7:00 do 16:00 to (tak jak wyżej napisałem- logicznie rzecz biorąc) jest w tych godzinach otwarty, a więc i publiczny

dtd. napisał:
ale napój w restauracji tak samo jak jedzenie jest towarem na sprzedaż.
Rozumiem, lecz co jest dla kelnera bardziej interesowne: wyrzucić klienta za to, że kupił napój gdzie indziej i zarobić zero czy pełnić swoje obowiązki bez narzucania własnych norm i zarobić nieco więcej? ;)
 
No nie jest publiczny. To, że warsztat samochodowy jest otwarty od 8 do 16 nie oznacza, że jest publiczny i możesz sobie do niego wejść i przykładowo jeść kanapki. Znaczy się możesz, ale też właściciel takiego warsztatu ma cię prawo z niego wyprosić.
 
No ale w warsztacie samochodowym raczej nikt nie ma pretensji o to, że np. tu remontujesz sprzęgło, a hamulce już gdzie indziej, ale OK, teraz wszystko jasne. Po prostu źle rozumiałem pod kątem prawnym takie pojęcia jak: restauracja (czy bar), "zapraszamy!", "otwarte od 8;00 do 18:00" czy też "wolny kraj", m. in. dla tego, że nie zdawałem sobie sprawy z tego, że taki kelner woli zarobić albo minimum 50 pln albo 0 a niżeli np. 30 pln :-P
 
Ostatnia edycja:
S-power napisał:
Po prostu źle rozumiałem pod kątem prawnym takie pojęcia jak: restauracja (czy bar), "zapraszamy!", "otwarte od 8;00 do 18:00" czy też "wolny kraj"
No właśnie, jest "wolny kraj", nie musi nikt korzystać z tej restauracji jeśli nie może w nim konsumować swoich napojów (produktów), może iść w inne miejsce w którym tego się nie zabrania.

Rozumiem że to jest sarkazm ...
 
Napisałem, że źle rozumiałem to pojęcie gdyż twierdziłem, że poza łamaniem paragrafów mam do wszystkiego prawo (np. do tego co jest tematem rozmowy), lecz nie wiedziałem, że po przekroczeniu drzwi restauracji (w której pracownicy w godzinach pracy pełnią służbę, a nie monitoring) obowiązują już inne prawa. Ja rozumiem- to jest ich praca, oni by woleli, żebym wszystko kupił u nich, więc mogą (bądź nawet powinni) mi coś zareklamować, ale o tym, że mogą mi narzucać swój jadłospis, a nawet wyrzucić to nie wiedziałem.
Odnosząc sie do przykładu z warsztatem wyobrażasz sobie taką sytuacje: "Albo pan zremontuje u nas wszystko co ma pan zepsute albo wynocha bo remontu tylko sprzęgła my nie uznajemy!" ?
 
Ostatnia edycja:
S-power napisał:
Ja rozumiem- to jest ich praca, oni by woleli, żebym wszystko kupił u nich, więc mogą (bądź nawet powinni) mi coś zareklamować, ale o tym, że mogą mi narzucać swój jadłospis, a nawet wyrzucić to nie wiedziałem.

Nikt Ci nic nie narzuca, nikt Cię nie wyrzuci. Twoja wolność skorzystać z oferty przedsiębiorcy, wolność przedsiębiorcy prowadzić DG na swoich warunkach.
Tak daleko sięga Twoja wolność aż nie zacznie ograniczać wolności drugiego. Wchodzisz do czyjegoś obiektu i Jego wolność jest ponad Twoją.
 
Czyli tak, jak wcześniej napisałem- źle rozumiałem pewne pojęcia twierdząc np. że on ma obowiązek mi usłużyć gdy jest w pracy i nie ma prawa mi zwracać na nic uwagi (bo w gruncie rzeczy reguły "nasz klient- nasz pan" w żadnym kodeksie chyba nie ma, co nie)
 
S-power napisał:
Ja rozumiem- to jest ich praca, oni by woleli, żebym wszystko kupił u nich
I o to chodzi, na tym polega działalność gospodarcza, firma ma przynosić zyski aby można było opłacić podatki, zarobić, i jeszcze godziwie zapłacić jej pracownikom, jak tego nie rozumiesz to trudno, nikt się z koniem nie będzie kopał.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra