Wypłata zaległych honorariów

  • Autor wątku Autor wątku ar.ek
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
A

ar.ek

Nowy użytkownik
Dołączył
11.2009
Odpowiedzi
17
Witam i proszę o pomoc.

Od ośmiu lat współpracuję z regionalnym czasopismem popularnonaukowym, pisząc w nim artykuły. Ze względu na trudności finansowe wydawnictwa mniej więcej przez dwa ostatnie lata nie były wypłacane honoraria autorskie, jednak kilkukrotnie zapewniano mnie, że pieniądze zostaną wypłacone z opóźnieniem. Ostatnio jednak zostałem poproszony o zrezygnowanie z zaległych honorariów, a wobec braku mojej zgody zrezygnowano z dalszej współpracy ze mną. Umowę otrzymałem, jednak według moich szacunków honoraria za ostatnie dwa lata zostały zaniżone w stosunku do wcześniej wypłacanych kwot, oczywiście bez porozumienia ze mną. Nie dostałem też szczegółowej kalkulacji honorariów za poszczególne artykuły, o którą poprosiłem. Czy mam prawo domagać się wypłacenia honorariów w takiej wysokości, jak przed dwoma laty, tj. gdy dostałem poprzednią umowę? Jaką procedurę prawną powinienem rozpocząć, aby odzyskać zaległe pieniądze?

Pozdrawiam i z góry dziękuję za odpowiedź.
 
Witam,

oczywiście, że należy się Panu wynagrodzenie, ale o szczegółach decydują oczywiście po pierwsze zapisy w zawartych umowach. W związku z tym dwa pytania na początek:

#1. czy drugą umowę podpisano z Panem wstecznie, za okres, kiedy nie otrzymywał Pan wynagrodzenia?

#2. na podstawie jakich zapisów w umowach obliczane były wynagrodzenia (ryczałt, procent od sprzedaży / nakładu, ...) w obu okresach?
 
Dziękuję za zainteresowanie. Odpowiadam na pytania:

1. Umowy zawsze były podpisywane wstecznie (zazwyczaj co kilka miesięcy, po opublikowaniu serii artykułów). Dotyczy to także ostatniej umowy (za ostatnie dwa lata).

2. Wynagrodzenia najprawdopodobniej były obliczane od objętości tekstu (były mniej więcej stałe), ale w umowach nigdy nie było żadnych zapisów na ten temat.
 
hm, no to niedobrze, że nie było zapisów o wynagrodzeniu w umowach - na przyszłość proszę o tym koniecznie pamiętać. Teraz nie pozostaje chyba nic innego jak porozumienie z wydawcą. Myślę, że można by uznać, że do momentu wypowiedzenia współpracy (umowy) obowiązywały stałe, zwyczajowe stawki, jakie otrzymywał Pan przez te wszystkie lata. Nowe stawki według oferty złożonej przez wydawnictwo powinny obowiązywać w kolejnych okresach współpracy. Ale nie będzie Panu łatwo, z uwagi na to, że umowy podpisywał Pan wstecznie (co samo w sobie nie jest prawidłowe...) Jeśli nie dojdzie do ugody - pozostanie sąd, z niekoniecznie wiadomym wynikiem. Jako podparcie ma Pan Art. 43. do 49. ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z roku 1994, którymi może się Pan wspierać w negocjacjach.
 
Z tymi umowami to jest taki problem (nie wiem, jak powinno być w teorii), ale w praktyce nigdy nie zetknąłem się z przypadkiem, aby były w nich zapisy nt. zasad obliczania honorariów (a publikowałem już w kilkunastu czasopismach). Przeważnie też są one podpisywane po opublikowaniu artykułu.

Mam jeszcze 2 pytania:

1. Czy gdybym chciał wykorzystać argument o stałości honorariów (i ich nieuzasadnionym, dokonanym bez mojej zgody zmniejszeniu w przypadku ostatniej umowy), jest jakiś przepis prawny, na który mógłbym się powołać? Bo jeśli nie ma, to rozumiem, że wydawca w sytuacji takiej jak moja może dowolnie zmieniać wielkość wynagrodzeń i autor nic z tym nie będzie mógł zrobić?

2. Też wolałbym, żeby doszło do porozumienia z wydawcą, ale jeśli nie dojdzie do ugody, od podjęcia jakich kroków powinienem rozpocząć, aby skierować sprawę do sądu? Czy będą wiązać się z tym jakieś koszty z mojej strony (bo jeśli tak, to może lepiej zaakceptować te zmniejszone honoraria, bo gra nie będzie warta świeczki)?

Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za pomoc.
 
Ad.1. z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 1994 roku:
Przepis prawny:
Art. 43.
1....
2. Jeżeli w umowie nie określono wysokości wynagrodzenia autorskiego, wysokość
wynagrodzenia określa się z uwzględnieniem zakresu udzielonego prawa oraz korzyści
wynikających z korzystania z utworu.

ad.2. jw.
Przepis prawny:
Art. 44.
W razie rażącej dysproporcji między wynagrodzeniem twórcy a korzyściami nabywcy autorskich praw majątkowych lub licencjobiorcy, twórca może żądać stosownego podwyższenia wynagrodzenia przez sąd.
Jeśli kwoty nie są duże, to mimo, teoretycznie ma Pan o co walczyć, to z uwagi na ogólnikowość umów raczej dążyłbym do jakiegoś porozumienia polubownego (może pół na pół 'krakowskim targiem'...), bo w sądzie może być różnie... a i bez prawnika pewnikiem by się nie obeszło - a to oznacza kolejne koszty...

Ad.0. w teorii, to po to się zawiera umowę, by obie strony wiedziały do czego się zobowiązują i jakie mają prawa - a tak, to można powiedzieć by było - zwykły wyzysk... W umowie wszystko jest ważne , ale zwłaszcza należy zwracać uwagę na warunki udzielonej licencji na korzystanie z utworu oraz na wynagrodzenie jakie się z tego tytułu powinno uzyskać...
 
Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że we wszystkich umowach (także tej ostatniej) była określona wysokość wynagrodzenia, nie było tylko podanych kryteriów ich obliczania. Mam nadzieję, że tak mnie Pan zrozumiał. Cóż, liczyłem, że uda się wyegzekwować honoraria w takiej samej wysokości, jak wcześniej, na podstawie ich stałości w poprzednich umowach (to w zasadzie jest chyba jedyny argument, jakiego mógłbym użyć), ale skoro w świetle prawa nie wygląda to różowo, to chyba faktycznie spróbuję załatwić sprawę polubownie, a może nawet podpisać umowę w takiej postaci, jaką otrzymałem.

Co do umów, to przypuszczam, że w takiej formie są podpisywane z wszystkimi autorami przez większość czasopism i raczej nie byłbym w stanie sprawić, żeby w przypadku mojej osoby inaczej wyglądały formalne okoliczności zawiązywania umowy. W praktyce mam dwa wyjścia: albo akceptować taki sposób zawierania umów, albo przestać pisać.
 
Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że we wszystkich umowach (także tej ostatniej) była określona wysokość wynagrodzenia, nie było tylko podanych kryteriów ich obliczania. Mam nadzieję, że tak mnie Pan zrozumiał. Nawiązując do przytoczonego art. 43, jeśli zakres udzielonego prawa, korzyści wynikające z korzystania z utworu oraz inne okoliczności się nie zmieniły, mógłbym na tej podstawie domagać się honorariów w takiej samej wysokości, jak wcześniej, pomimo że w umowie określono wysokość wynagrodzenia autorskiego?

Co do umów, to przypuszczam, że w takiej formie są podpisywane z wszystkimi autorami przez większość czasopism i raczej nie byłbym w stanie sprawić, żeby w przypadku mojej osoby inaczej wyglądały formalne okoliczności zawiązywania umowy. W praktyce mam dwa wyjścia: albo akceptować taki sposób zawierania umów i liczyć na uczciwość wydawców, albo przestać pisać.
 
P.S. Proszę pominąć mój post z godz. 22.59, ponieważ nie udało mi się go zedytować. Właściwa wersja to ta z godz. 23.15.
 
myślę, że tak, ale z dokładnością do tego co napisałem wcześniej - że całokształt tej sprawy jest niejasny - więc i szanse na wygranie są niewiadome...
 
Bardzo dziękuję za pomoc. Pozdrawiam.
 
Mam jeszcze takie pytanie w związku z podjętymi przeze mnie negocjacjami z wydawcą dotyczącymi przesłanej mi umowy z - moim zdaniem - zaniżonymi honorariami autorskimi za opublikowane artykuły. Otóż umowa jest o dzieło, a negocjacje przedłużają się. Czy moje roszczenia mogą się przedawnić po dwóch latach (tak jak jest w kodeksie cywilnym), czy też - zgodnie z prawem autorskim - mam prawo do wynagrodzenia przez kilkadziesiąt lat (nie pamiętam, ile dokładnie) od opublikowania artykułów? Który przepis będzie tu właściwy?
 
w tym przypadku kodeks cywilny, jako, że były to / są umowy.

Zaś owe kilkadziesiąt lat to czas w którym autorowi / spadkobiercom należy się w ogólności wynagrodzenie za wykorzystywanie jego utworów - więcej Art.36. do 40. upaipp :)
 
Dziękuję za odpowiedź.

Czyli - jak rozumiem - przez dwa lata mam prawo negocjować z wydawcą wynagrodzenie, później już muszę zaakceptować kwotę zaproponowaną przez niego?

Czy jeśli w umowie nie ma określonej daty oddania dzieła, należy przyjąć datę ukończenia/wykonania dzieła czy może jakąś inną?
 
ar.ek napisał:
Czy jeśli w umowie nie ma określonej daty oddania dzieła, należy przyjąć datę ukończenia/wykonania dzieła czy może jakąś inną?
Generalnie będzie to data przekazania (oddania) dzieła zamawiającemu, kiedy to prawa własności do egzemplarza dzieła (nie mylić z majątkowymi prawami autorskimi do dzieła!) przechodzą na zamawiającego, o ile w umowie nie zapisano jakichś specjalnych warunków.
Czyli - jak rozumiem - przez dwa lata mam prawo negocjować z wydawcą wynagrodzenie, później już muszę zaakceptować kwotę zaproponowaną przez niego?
Przedawnienie liczy się od daty powstania zobowiązania - czyli od daty realizacji płatności należnej za wykonanie dzieła zapisanej w umowie, lub, jeśli w umowie nie określono terminu płatności, od momentu przekazania dzieła - vide - kodeks cywilny - Art.642.

W ogóle zapoznaj się z regulacjami odnośnie umów o dzieło zawartymi w kodeksie cywilnym - http://forumprawne.org/umowy-zlecenia-o-dzielo/73780-kodeks-cywilny-umowy-o-dzielo.html
 
_chris_ napisał:
Generalnie będzie to data przekazania (oddania) dzieła zamawiającemu

Hmmm, to komplikuje sytuację, bowiem artykuły były systematycznie przekazywane i publikowane przez okres ok. 2 lat, a jedną umowę za wszystkie teksty otrzymałem po publikacji ostatniego z nich. Przy czym w umowie widnieje tylko data ukończenia/wykonania dzieła. Co w takiej sytuacji mówi prawo?

Przedawnienie liczy się od daty powstania zobowiązania - czyli od daty realizacji płatności należnej za wykonanie dzieła zapisanej w umowie, lub, jeśli w umowie nie określono terminu płatności, od momentu przekazania dzieła - vide - kodeks cywilny - Art.642.

Płatność jednak do tej pory nie została zrealizowana, a umowa leży u mnie niepodpisana, z tego właśnie powodu, że nie zgadzam się na postawione w niej warunki.

W ogóle zapoznaj się z regulacjami odnośnie umów o dzieło zawartymi w kodeksie cywilnym - http://forumprawne.org/umowy-zlecenia-o-dzielo/73780-kodeks-cywilny-umowy-o-dzielo.html

Tak, zdążyłem się już wcześniej zapoznać z tymi przepisami, i właśnie one zrodziły powyższe wątpliwości.

P.S. Dodam jeszcze, że wynagrodzenie zostało naliczone za każdy artykuł z osobna, tak więc wydaje mi się, że w świetle art. 642, § 2 można by to potraktować jako dzieło oddawane częściami. Przepisy nie mówią jednak, od kiedy należy w mojej sytuacji liczyć czas przedawnienia.
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
ar.ek napisał:
Hmmm, to komplikuje sytuację, bowiem artykuły były systematycznie przekazywane i publikowane przez okres ok. 2 lat, a jedną umowę za wszystkie teksty otrzymałem po publikacji ostatniego z nich. Przy czym w umowie widnieje tylko data ukończenia/wykonania dzieła. Co w takiej sytuacji mówi prawo?
w takiej sytuacji liczyłoby się przekazanie ostatniego artykułu z danej puli.
Płatność jednak do tej pory nie została zrealizowana, a umowa leży u mnie niepodpisana, z tego właśnie powodu, że nie zgadzam się na postawione w niej warunki.
No to jest problem, bo w takim przypadku na chwilę obecną umowy pisemnej de facto nie ma, więc nie ma także kwestii terminu zapłaty wynagrodzenia. Pozostałoby uznać, że materiały były przekazywane zamawiającemu na podstawie umowy ustnej. Tak samo dobra jak i pisemna, tylko, że w razie rozstrzygnięć w sądzie trudniejsza do udowodnienia. Natomiast wtedy termin przedawnienia by już płynął.
Dodam jeszcze, że wynagrodzenie zostało naliczone za każdy artykuł z osobna, tak więc wydaje mi się, że w świetle art. 642, § 2 można by to potraktować jako dzieło oddawane częściami. Przepisy nie mówią jednak, od kiedy należy w mojej sytuacji liczyć czas przedawnienia.
sprawa jest jak widać trudna z uwagi na swój charakter wynikły z przyjętej zasady współpracy, jak również na uciekający czas. W takich kwestiach istotne zawsze są wszystkie zaistniałe szczegóły oraz posiadane materiały na piśmie - korespondencja, maile, etc..., nie ma więc większych szans na zdalne rozwiązanie, a więc najrozsądniejszym wydaje mi się pozbieranie wszystkich dokumentów i udanie się na miejscu do prawnika, z którym wypracowałbyś rozsądną linię postępowania.
 
_chris_ napisał:
No to jest problem, bo w takim przypadku na chwilę obecną umowy pisemnej de facto nie ma, więc nie ma także kwestii terminu zapłaty wynagrodzenia. Pozostałoby uznać, że materiały były przekazywane zamawiającemu na podstawie umowy ustnej. Tak samo dobra jak i pisemna, tylko, że w razie rozstrzygnięć w sądzie trudniejsza do udowodnienia. Natomiast wtedy termin przedawnienia by już płynął.

Umowę (został w niej określony termin płatności) w każdej chwili mogę podpisać i wtedy będzie (druga strona już ją podpisała). Czy wtedy termin przedawnienia będzie płynął od nowa? Bo rozumiem, że termin przedawnienia standardowo liczy się od dnia podpisania umowy, a dopiero gdy umowy nie ma - od oddania ostatniego artykułu? Umowy bałem się podpisywać ze względu na to, że mogłoby to wyglądać na akceptację przeze mnie zawartych w niej warunków, ale czy w przypadku rozstrzygnięcia sądowego nie lepiej byłoby ją jednak podpisać i odesłać?


sprawa jest jak widać trudna z uwagi na swój charakter wynikły z przyjętej zasady współpracy, jak również na uciekający czas. W takich kwestiach istotne zawsze są wszystkie zaistniałe szczegóły oraz posiadane materiały na piśmie - korespondencja, maile, etc..., nie ma więc większych szans na zdalne rozwiązanie, a więc najrozsądniejszym wydaje mi się pozbieranie wszystkich dokumentów i udanie się na miejscu do prawnika, z którym wypracowałbyś rozsądną linię postępowania.

No i właśnie tu mam dylemat. Niby zaniżona wartość wynagrodzeń nie jest duża (o ok. 2 tys. zł), proces byłby pewnie czaso- i kosztochłonny, ale jednak trochę szkoda mi tych pieniędzy. Liczyłem, że wydawca przestraszy się przedsądowym pismem o polubowne rozstrzygniecie sprawy, ale jak na razie nie wygląda na to, a czas płynie... Co byś mi radził w tej sytuacji: wysłać mu podpisaną umowę i zaakceptować kwotę taką, jaka jest, jak najszybciej skierować sprawę do sądu, a może jeszcze trochę poczekać i wymienić kilka pism?
 
ar.ek napisał:
Umowę (został w niej określony termin płatności) w każdej chwili mogę podpisać i wtedy będzie (druga strona już ją podpisała). Czy wtedy termin przedawnienia będzie płynął od nowa?
Wiele będzie zależeć od zachowania drugiej strony. Umowa nabiera mocy prawnej przy podpisaniu jej przez obie strony, więc na dobrą sprawę jej bieg powinien zacząć się od momentu podpisania, ale z tego co napisałeś jest ona wsteczna - więc tu można by sobie różnie poczynać. Nie, bez znajomości wszystkich szczegółów to czcze pisanie... :D
Co byś mi radził w tej sytuacji: wysłać mu podpisaną umowę i zaakceptować kwotę taką, jaka jest, jak najszybciej skierować sprawę do sądu, a może jeszcze trochę poczekać i wymienić kilka pism?
Jak napisałem poprzednio - nikt chyba na bazie podanych informacji nie mógłby coś rozsądnego powiedzieć. Powiem Ci, co ja bym zrobił na miejscu wydawnictwa. Założyłbym sobie, że co najwyżej zapłacę Ci za te artykuły jak w umowie, bo jesteś 'miękkim' przeciwnikiem. Widać, że brak Ci doświadczenia, zarówno handlowego, jak i prawnego, a być może i okoliczności zmuszały Cię do takich, a nie innych zachowań. Więc szansa, że nagle zmieniłbyś samodzielnie swoje zachowanie jest mała. W razie czego bym się procesował.
 
A jak uważasz: czy lepiej podpisać umowę i odesłać ją wydawcy, i ewentualnie po tym dochodzić swoich praw, czy trzymać ją nadal w domu niepodpisaną?

I jeszcze jedno pytanie: czy takie sprawy można rozstrzygać w e-sądzie w Lublinie? Przypuszczam, że w ten sposób mogłoby być taniej i prościej, zaś gdybym miał korzystać z usług prawników, to nie wiem, czy bym na tym dobrze wyszedł finansowo, a wygranie sprawy też nie jest tu pewne.
 
Powrót
Góra