A
AKMS
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 07.2016
- Odpowiedzi
- 19
Sytuacja miała miejsce w krakowskim domu oprogramowania w lokalnym oddziale.
Tło historyczne:
TL;DR:
Pytania:
Tło historyczne:
- Pracownik przepracował blisko 10 lat
- Przez 2 lata pracownik dostawał umowy na czas określony, mimo że inni dostawali na nieokreślony. Nie było zaufania mimo zadowolenia z efektów, ale nie był duszą towarzystwa, naśmiewano się, a koleżanka nakręciła aferę o higienę i że nie da się wytrzymać (dojeżdżał rowerem, a w domu nie było pralki).
- Pandemia i przejście na pracę zdalną. Ze względu na lepsze warunki jeździł do biura.
- Przez kilka lat realizował kilka projektów i wszyscy byli zadowoleni z efektów.
- W połowie 2025 fachowcy rozwalili pół mieszkania i poszli na inne fuchy. Remont wymuszony silną presją z zewnątrz. Pół roku bez łazienki i kuchni.
- Anonimowo wylewał żale w sieci. Okazało się, że konto obserwują koledzy, przełożeni i dział HR. Nie pomogły tłumaczenia, że to twórczość artystyczna.
- Pod koniec zeszłego roku zmieniono lokalizację i ludzie siedzieli ściśnięci blisko siebie. Od tego momentu lecą masowe donosy do działu HR. Codziennie ktoś o coś miał pretensje i zamiast zwrócić się bezpośrednio, to pisał do działu HR.
- Wyczuł, że nie jest tolerowany, a potem otrzymał reprymendę, że są zgłoszenia o braku higieny, bo o ile w starym biurze sam siedział, to w nowym trzeba się ogarnąć. Pracownik napisał o tym w sieci. Pojawiały się anonimowe odpowiedzi, w których wyzywano i rzucano epitety.
- Od przełożonego pracownik dostawał polecenia, które miał traktować jako polecenia służbowe, w tym rano na siłownię, umyć się i założyć czyste ubrania.
- Pracownik stosował się do wytycznych. Donosy nadal szły codziennie, w tym "bawi się telefonem", "siedzi w kuchni", "siedzi w salce", "ma brudną kurtkę", "trzyma szczoteczkę w kuchni" (na chwilę podpiął wieczorem, bo nie było wolnych gniazdek).
- Zostawał do późnych godzin i pracował.
- Był już tak słaby, że ostatni tydzień z domu. Cała ta procedura (siłownia, publiczny prysznic, przebieranie) była męcząca, a ludziom to też przeszkadza.
- Cały czas śledzono anonimowe wpisy i uznawano za prawdę i za sposób komunikacji z firmą. Po prostu dzielił się tym, jakie ma problemy. Po założeniu nowego konta szybko zostało ujawnione. Czy takie praktyki są legalne? Czy pracodawca może inwigilować pracowników w sieci?
- 30 kwietnia rano wypowiedzenie. Spotkanie w napiętej atmosferze. Nie dali odnieść się do zarzutów.
- Zarzuty:
- nienależyte wywiązywanie się z obowiązków pracowniczych
- niewykonywanie poleceń
- niesumienne wykonywanie pracy
- powtarzający się brak komunikacji z pracodawcą - kwestia dyskusyjna, bo pracownik na bieżąco opisywał, co jest zrobione, co zostało do zrobienia, jakie są problemy, wdzwaniał się na spotkania, ale nie zawsze odpisał od razu, zdarzało się po kilku godzinach, bo był zajęty pracą
- w połowie kwietnia pracodawca stwierdził, że pracownik nie wykonał szeregu obowiązków i poleceń, w szczególności:
- nie wysłał do klienta wymaganych informacji dotyczących zmian i wdrożeń na środowisko - trudno się odnieść, nie mając kopii korespondencji, bo to był duży pakiet zmian, prace były na zaawansowanym etapie i w ten dzień miało pójść kolejne wdrożenie, ale firma to uniemożliwiła
- nie przedstawił informacji o postępie prac - było kilka maili do klienta z postępem, a potem mogą mieć rację, że przez kilka dni nie było
- pracodawca nie stwierdził śladów prac w projekcie A przez pierwsze 2 dni nieobecności przełożonego - nie wiadomo, czy wydano takie polecenie, a zgodnie z tym, co wcześniej ustalano, to w projekcie A pracownik miał coś robić tylko wtedy, kiedy skończy prace w projekcie B
- nie prowadził bieżącej korespondencji z klientem - korespondencja z klientem była trudna, na odpowiedź czekało się tydzień, dwa tygodnie, czasem dłużej i to po kilku mailach z przypomnieniem
- klient kilkukrotnie zgłaszał problemy z działaniem systemu, na które pracownik nie udzielił odpowiedzi - na pewno udzielał odpowiedzi, ale też by trzeba mieć całą historię, bo może w ostatnich dniach faktycznie nikt nie odpowiadał (żadna z dwóch osób w projekcie)
- zaniedbanie to stworzyło realne ryzyko pogorszenia relacji z klientem i podważenia jakości usług świadczonych przez pracodawcę, a w dobie dużej konkurencji na rynku ten aspekt jest szczególnie istotny
- skutkiem jest utrata zaufania do pracownika, bo stwarza ryzyko operacyjne i nie widzi możliwości dalszego zatrudniania
- Potem rozmowy z dyrektorem. Obie nagrane.
- Przełożony stwierdził, że projekt B i tak idzie do zaorania. Co innego twierdził dyrektor, że projekt ma być kontynuowany.
- Co faktycznie pracownik robił w kwietniu:
- klientowi mocno zależało na aplikacji mobilnej, to też zajął się tematem priorytetowo i miał już gotowe .apk do wdrożenia
- pracował nad dużym zestawem zmian w aplikacji webowej, jednak w międzyczasie klient zmieniał wytyczne i sam nie wiedział, co jak ma być
- pomagał ludziom z zespołu AI
- Pracownik tworzy ten produkt od podstaw, ma największą wiedzę i jest głównym architektem, a biorąc pod uwagę, że pakiet zmian był 90% gotowy, to firma zostawiła klienta na lodzie i można podważyć powyższe zarzuty. Pracownikowi mocno zależało na dociągnięciu projektu do końca. Prywatnie kupił MacBooka, by móc wdrożyć aplikację do sklepu Apple.
- Pierwsza rozmowa z dyrektorem:
- „trzeba było do mnie zadzwonić, to może by była szansa przywrócić ciebie tutaj”
- „klientowi zależy, by produkt jak najszybciej wdrożyć na produkcję”
- rozmowa zeszła na tematy techniczne w projekcie
- no to trzeba kontynuować projekt i jak najszybciej go dokonczyć
- „przyjdź jutro i pogadamy, co dalej”
- Druga rozmowa z dyrektorem i ich prawnikiem:
- „wybraliśmy z katalogu spraw powody i umieściliśmy w wypowiedzeniu”
- „zablokowaliśmy ci dostępy, bo na spotkaniu powiedziałeś, że będziesz walczył w sądzie”
- „kiedyś zapytałem cię, czy możesz pracować z domu, to powiedziałeś, że tak, a potem w Internecie napisałeś, że nie masz warunków, to jest to utrata zaufania”
- „firma na twoim odejściu straci finansowo”
- „miałeś pracować tylko 2 dni w tygodniu nad projektem B” - no i tu albo doszło do nieporozumienia, albo różne wersje chodzą, bo przez kilka miesięcy pracuję tylko nad projektem B, takie były ustalenia, że mam cisnąć projekt B
- „mogłeś do mnie zadzwonić, to byśmy pogadali, ale to by i tak nic nie zmieniło”
- „nie zawrócimy kijem Wisły, że z racji tego, że ma pan jakieś problemy z przyczyn osobistych, będziemy pana dalej zatrudniać.”
- „Mówiłem ci, że jeśli coś ludziom przeszkadza, to jest twoja nieumiejętność odnalezienia się w grupie ludzi. To nie są typowe zachowania. Ustaliliśmy zasady i się do nich stosowałeś, ale nie do końca. Jeśli przychodziłeś do biura i chwilę zajmowało, żebyś tam gdzieś się ogarnął, schodził na prysznic, przebierał się, to nie jest takie samo jak innych ludzi zachowanie.”
- „Jeśli jeździsz na rowerze rekreacyjnie, to jest super, bo kluczowe jest work-life-balance, ale jeśli jeździsz po to, aby sobie dorobić, to jest złe, bo to wpływa na pracę, a przecież zarabiasz znacznie mniej niż tutaj jako programista?” - padł zarzut, że pracownik wziął urlop, aby dostarczać i się po tym rozchorował, co jest kompletną bzdurą, a taki wniosek wysnuto na podstawi wpisów w sieci, w rzeczywistości na urlopie pracownik podróżował
- „Od jakiegoś czasu widać, że masz problemy w życiu prywatnym i nawet gdybyś zaskarżył to do PIP, to nie byłoby szansy, aby przywrócić cię tutaj. Nie ma żadnych szans i nie rób sobie nadziei”
- Były propozycje ugody: B2B, relokacja, ale nic z tego.
- Złożony został pozew do sądu o przywrócenie do pracy.
TL;DR:
- Współpraca 10 lat i przez ten okres nie było zastrzeżeń.
- Pod koniec zeszłego roku zmiana lokalizacji i konflikt z grupką pracowników, którzy słali masowe donosy do działu HR i dążyli do zwolnienia.
- Wyzwiska i inwektywy kierowane w sieci przez osoby z biura, w tym odniesienia do „this little kid at school”.
- Oskarżenia o brak zaangażowania i niesumienne wykonywanie obowiązków (co sami obalili podczas rozmów).
- Przyczyny, które mogły wpłynąć na rozwiązanie współpracy, niepodane w wypowiedzeniu:
- niechęć grupki osób (a może ogólnie ludzi)
- niedopasowanie do grupy
- sytuacja osobista
- masowe donosy do HR-u
- ludziom przeszkadza
- bo pisze anonimowo w sieci co innego niż mówi pracodawcy
- bo po godzinach dodatkowo zarabiał pieniądze
- wpisy w Internecie
Pytania:
- Jakie są szanse wygranej w tej sprawie?
- Jakich dowodów potrzebuję? Nie mam prawie nic, bo szybko odcięto dostępy.
- Czy sąd dopuści nagrania audio z rozmów z dyrektorem? W pierwszym widać chęć dalszej współpracy, w drugim większość czasu dyrektor trzyma stanowisko, że pracownik nie zrobił tego, co miał zrobić, że od pewnego czasu ta współpraca się sypie i nie ma powrotu, a dopiero pod koniec zaczął wymieniać inne powody. Tego jest ponad 4h i chyba nikt nie będzie tego odsłuchiwał, więc po prostu wyciąć istotne fragmenty?
- Jak firma może mataczyć? Ktoś wspomniał o wewnętrznych politykach, czyli niewygodne informacje mogły zostać skasowane.
- Jak się skutecznie bronić, mając mało dowodów?
- Czy sąd może uznać, że powody w wypowiedzeniu wyszukano celowo, a faktyczne są inne (sytuacja osobista, konflikt, wpisy w sieci, jazda rowerem za pieniądze po godzinach, niedostosowanie do grupy, bycie „innym”)?
- Czy ktoś poleca prawników biegłych w branży IT?
- Czy komuś udało się przywrócić do pracy?