B
BBQ
Użytkownik
- Dołączył
- 06.2016
- Odpowiedzi
- 65
Witam,
Od kilku miesięcy pracuję jako maszynista, uprawnienia w tym zawodzie zdobyłem u przewoźnika który obecnie mnie zatrudnia, ale w zamian musiałem podpisać lojalkę na kwotę około 50 000 zł.
W ostatnim czasie niestety nie wiedzie mi się w pracy, przyszedł okres zimowy i jak co roku "zima zaskoczyła kolej". Składy pociągowe które powierza mi spółka ulegają awariom, występujące usterki są opisywane w książkach pokładowych, tymczasem nikt sobie nic nie robi z właściwego serwisowania sprzętów konsekwencją czego są opóźnienia, a w najgorszym wypadku odwołania pociągów.
W ciągu ostatnich trzech miesięcy na łącznie 60 przepracowanych dni miałem 4 awarie. Jedną udało się rozwiązać bez opóźnienia pociągu, dwie kolejne również udało się naprawić ale w ich wyniku powstały opóźnienia od 30 do 50 minut, zaś ostatnia awaria skończyła się odwołaniem pociągu.
Każdorazowo składałem wyjaśnienia na okoliczność tych sytuacji, ale ostatnia skutkowała tym, że mój grafik został zmieniony i odsunięto mnie od jazdy na pociągach do czasu przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego. Decyzję tę podjęto jeszcze zanim złożyłem wyjaśnienia w tej sprawie. Wolno mi jeździć tylko w obrębie bocznicy kolejowej, a kilka dni temu w trakcie pracy na bocznicy odwiedził mnie instruktor który poinformował mnie, że to ja jestem winny (!) tego, że pociąg został odwołany. Na moje argumenty, że usterki które się pojawiły w czasie jazdy były od 3 dni odpisywane w książce pokładowej i nikt z tym nic nie robił, a także że próbowałem robić wszystko co tylko w mojej mocy żeby sam naprawić usterkę instruktor odparł, że widocznie zrobiłem za mało i będę musiał wszystkie egzaminy z zakresu taboru zdać ponownie (9 egzaminów), poza tym dał mi do zrozumienia, że przewoźnik rozważa wręczenie mi wypowiedzenia.
Szczerze mówiąc, wolę wypowiedzenie niż zdawanie od nowa egzaminów. I to nie dlatego, że zdanie tych egzaminów to dla mnie jakiś kosmiczny problem bo przecież już je zdałem i to całkiem niedawno temu, ale dlatego że akceptacja takiego traktowania byłaby potwierdzeniem z mojej strony, że powyższe sytuacje były z mojej winy a to przecież jest nieprawda. Gdyby ktoś poświęcił uwagę właściwemu serwisowaniu sprzętów, zapoznawał się z książkami pojazdów i zgodnie z uwagami tam zamieszczonymi na bieżąco usuwał usterki, nie byłoby problemu.
Wiedziałem, że spółka będzie chciała ze mnie zrobić kozła ofiarnego więc wpisy które były zamieszczone w ksiażce pokładowej sfotografowałem a także nagrałem filmik w związku z usterkami na sprzęcie, w mojej obronie zaświadczyli także inni maszyniści którzy potwierdzili że ta sytuacja nie wyniknęła z mojej winy.
Największym ciosem w twarz było stwierdzenie instruktora, że zrobiłem za mało... Dzwoniłem nawet do serwisu producenta pojazdu, gdzie serwisant powiedział mi jasno, że nie ma pomysłu na usunięcie usterki bez odstawienia pojazdu.
Obawiam się tego, co będzie ze mną kiedy spółka da mi wypowiedzenie, co jeżeli wpiszą jakiś totalnie niezgodny z prawdą powód, gdzie zaznaczą że przyczyna zwolnienia leży po mojej stronie, to czy będę musiał spłacać lojalkę?
Dwa, nie rozumiem dlaczego spółka zamiast wziąć się za kwestię utrzymania sprzętów wymaga ode mnie żebym ja był cudotwórcą. Nie mam nawet w umowie obowiązku naprawiania pojazdów, a tymczasem spółka mimo przesłanych przeze mnie wyjaśnień daje mi na piśmie ponownie wezwanie do złożenia wyjaśnień w którym mam dokładnie opisać, co zrobiłem żeby usunąć usterki na pojeździe... Wiadomo, że każdy z nas czy ma na umowie naprawianie sprzętów czy nie, stara się to zrobić, bo ludzie chcą dojechać do domu, szkoły, pracy... ale nie zawsze da się to zrobić, tymczasem przewoźnicy już nawet nie kryją się z tym, że jest to nasz obowiązek...
Nie wiem co mam robić, proszę o pomoc
Pozdrawiam
Od kilku miesięcy pracuję jako maszynista, uprawnienia w tym zawodzie zdobyłem u przewoźnika który obecnie mnie zatrudnia, ale w zamian musiałem podpisać lojalkę na kwotę około 50 000 zł.
W ostatnim czasie niestety nie wiedzie mi się w pracy, przyszedł okres zimowy i jak co roku "zima zaskoczyła kolej". Składy pociągowe które powierza mi spółka ulegają awariom, występujące usterki są opisywane w książkach pokładowych, tymczasem nikt sobie nic nie robi z właściwego serwisowania sprzętów konsekwencją czego są opóźnienia, a w najgorszym wypadku odwołania pociągów.
W ciągu ostatnich trzech miesięcy na łącznie 60 przepracowanych dni miałem 4 awarie. Jedną udało się rozwiązać bez opóźnienia pociągu, dwie kolejne również udało się naprawić ale w ich wyniku powstały opóźnienia od 30 do 50 minut, zaś ostatnia awaria skończyła się odwołaniem pociągu.
Każdorazowo składałem wyjaśnienia na okoliczność tych sytuacji, ale ostatnia skutkowała tym, że mój grafik został zmieniony i odsunięto mnie od jazdy na pociągach do czasu przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego. Decyzję tę podjęto jeszcze zanim złożyłem wyjaśnienia w tej sprawie. Wolno mi jeździć tylko w obrębie bocznicy kolejowej, a kilka dni temu w trakcie pracy na bocznicy odwiedził mnie instruktor który poinformował mnie, że to ja jestem winny (!) tego, że pociąg został odwołany. Na moje argumenty, że usterki które się pojawiły w czasie jazdy były od 3 dni odpisywane w książce pokładowej i nikt z tym nic nie robił, a także że próbowałem robić wszystko co tylko w mojej mocy żeby sam naprawić usterkę instruktor odparł, że widocznie zrobiłem za mało i będę musiał wszystkie egzaminy z zakresu taboru zdać ponownie (9 egzaminów), poza tym dał mi do zrozumienia, że przewoźnik rozważa wręczenie mi wypowiedzenia.
Szczerze mówiąc, wolę wypowiedzenie niż zdawanie od nowa egzaminów. I to nie dlatego, że zdanie tych egzaminów to dla mnie jakiś kosmiczny problem bo przecież już je zdałem i to całkiem niedawno temu, ale dlatego że akceptacja takiego traktowania byłaby potwierdzeniem z mojej strony, że powyższe sytuacje były z mojej winy a to przecież jest nieprawda. Gdyby ktoś poświęcił uwagę właściwemu serwisowaniu sprzętów, zapoznawał się z książkami pojazdów i zgodnie z uwagami tam zamieszczonymi na bieżąco usuwał usterki, nie byłoby problemu.
Wiedziałem, że spółka będzie chciała ze mnie zrobić kozła ofiarnego więc wpisy które były zamieszczone w ksiażce pokładowej sfotografowałem a także nagrałem filmik w związku z usterkami na sprzęcie, w mojej obronie zaświadczyli także inni maszyniści którzy potwierdzili że ta sytuacja nie wyniknęła z mojej winy.
Największym ciosem w twarz było stwierdzenie instruktora, że zrobiłem za mało... Dzwoniłem nawet do serwisu producenta pojazdu, gdzie serwisant powiedział mi jasno, że nie ma pomysłu na usunięcie usterki bez odstawienia pojazdu.
Obawiam się tego, co będzie ze mną kiedy spółka da mi wypowiedzenie, co jeżeli wpiszą jakiś totalnie niezgodny z prawdą powód, gdzie zaznaczą że przyczyna zwolnienia leży po mojej stronie, to czy będę musiał spłacać lojalkę?
Dwa, nie rozumiem dlaczego spółka zamiast wziąć się za kwestię utrzymania sprzętów wymaga ode mnie żebym ja był cudotwórcą. Nie mam nawet w umowie obowiązku naprawiania pojazdów, a tymczasem spółka mimo przesłanych przeze mnie wyjaśnień daje mi na piśmie ponownie wezwanie do złożenia wyjaśnień w którym mam dokładnie opisać, co zrobiłem żeby usunąć usterki na pojeździe... Wiadomo, że każdy z nas czy ma na umowie naprawianie sprzętów czy nie, stara się to zrobić, bo ludzie chcą dojechać do domu, szkoły, pracy... ale nie zawsze da się to zrobić, tymczasem przewoźnicy już nawet nie kryją się z tym, że jest to nasz obowiązek...
Nie wiem co mam robić, proszę o pomoc
Pozdrawiam