Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
A Ja "polecam" mieć za sąsiada młodego policjanta, mieszkającego na kupie z rodzicami i z żoną i dzieckiem :mad: gdzie jego żona potrafi tak napieprzać dziwiami, że mi tynk odpadł.. jak poszedłem się dogadać to otworzyła tesciowa, a ona nie chciała wyjść ... i debil za przperoszeniem specjalnie nie smaruje drzwi i skrzypia jak ..... dziś pobudka o 4:20 w ndz :D
 
ja mam nad sobą rodzinę z dwójką dzieci 4 i 10 lat hałasują do 23 i później w weekendy od ok 6.30 do 23.30 prosiłem ich już chyba z 20 razy żeby byli ciszej ale to nic nie daje dodam że sami zakładali sprawę sąsiadce nad nimi która głośno puszczała muzykę...
 
W takim razie możesz wzywać policję z czystym sumieniem.
 
RE: zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

NaPohybel napisał:
temida52,

właśnie zacząłem spisywać daty i godziny tych wybryków. Zapraszam również znajomych aby posłuchali a później powołam ich na świadków jeśli dojdzie do rozprawy sądowej. Napisałem również pismo do spółdzielni i właśnie czekam na odpowiedź.

Dodam jeszcze że oprócz art. 51 KW jest jeszcze art 144 kodeksu cywilnego:
Przepis prawny:

ART. 144 KC:

Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych.

Dokładnie. Proszę też pamiętać, że oprócz art. 144 k.c. jest jeszcze art. 8 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności: "Każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego, swojego mieszkania i swojej korespondencji".

Według ugruntowanego orzecznictwa ETPC prawo do poszanowania mieszkania (inaczej: zasada poszanowania mieszkania albo zasada poszanowania domu) to m. in. prawo do spokojnego korzystania z domu/mieszkania.

W hierarchii źródeł prawa umowy międzynarodowe stoją wyżej niż ustawy krajowe, więc śmiało można się powoływać na art. 8 ust. 1 i wydane na jego podstawie wyroki już w pozwach kierowanych do sądów polskich. Trzeba mieć jednak dowody, że sąsiedzi hałasują ponad normę, czyli pomysł z zapisywaniem godzin i dat, nagraniami, świadkami jest oczywiście bardzo dobry.

W przyszłym tygodniu postaram się wrzucić komentarz do art. 8 i cytaty z wybranych orzeczeń.

Aha, ciekawa jest definicja hałasu, tylko nie pamiętam teraz, która ustawa ją zawiera. Poszukam i też wrzucę.

P.S. Bardzo dobrze rozumiem problemy z hałaśliwymi sąsiadami i ich dziećmi. Ja też próbowałam ze swoimi sąsiadami rozmawiać, trochę pomogło, ale dobrze nie jest. Właśnie ich córka biega mi nad głową (skończyło się jednak rzucanie metalowej kulki na podłogę, którą mała lubiła się bawić i którą sobie rzucała przez kilka godzin dziennie. Nie dość, że ciężka, metalowa kulka waliła w podłogę wyłożoną panelami, to jeszcze się po niej turlała i tak apiat' przez parę godzin). Tak że trochę się poprawiło, ale do ideału jest daleko. Sąsiedzi też mi radzili, że mam się wyprowadzić na pustkowie, ale im powiedziałam, że jak się nie uspokoją, to prędzej czy później spotkamy się w sądzie.
 
Komentarz do art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, Marek Antoni Nowicki, stan prawny: 2010.08.01:

„Domem jest zwykłe miejsce – fizycznie zdefiniowana przestrzeń – na którym rozwija się życie prywatne i rodzinne. Każdy ma prawo do poszanowania własnego domu, a więc nie tylko prawo do tak zdefiniowanej przestrzeni, ale do spokojnego korzystania z niej. Naruszenia tego prawa nie ograniczają się do określonych działań, takich jak wtargnięcie bez zezwolenia do czyjegoś domu, ale również takich jak hałas, emisje gazów, odór lub inne podobne formy ingerencji. Do naruszenia prawa do poszanowania domu dochodzi wówczas, gdy z takich lub podobnych powodów nie można korzystać z jego wygód”.

Wyrok ETPC z dnia 03.07.2012 r. 61654/08 Martinez Martinez i Pino Manzano v. Hiszpania:

„Art. 8 Konwencji chroni prawo jednostki do poszanowania życia prywatnego, mieszkania i korespondencji. Za mieszkanie zazwyczaj uważa się miejsce, czyli fizycznie określoną przestrzeń, gdzie toczy się życie prywatne i rodzinne. Osoba ma prawo do poszanowania swego mieszkania, rozumianego nie tylko jako prawo do konkretnej przestrzeni fizycznej, lecz także jako prawo do korzystania w spokoju z tej przestrzeni. Naruszenia prawa do poszanowania mieszkania nie dotyczą jedynie naruszeń materialnych lub fizycznych, takich jak najście mieszkania przez osobę nieuprawnioną, lecz również naruszeń o charakterze niematerialnym lub niefizycznym takich jak hałas, zanieczyszczenia, wyziewy i inne ingerencje. Gdy naruszenia takie są poważne, mogą pozbawić daną osobę jej prawa do poszanowania mieszkania, skoro nie może ona z mieszkania korzystać”.

Wyrok ETPC z dnia 09.10.2012 r. 42811/06 Alkayja v. Turcja:

„Należy między innymi podkreślić, iż art. 8 Konwencji chroni prawo osoby do poszanowania jej mieszkania, które normalnie jest rozumiane jako miejsce, przestrzeń określona fizycznie, gdzie rozwija się życie rodzinne i prywatne. Osoba ma prawo do poszanowania swojego mieszkania, rozumianego nie tylko jako prawo do konkretnej przestrzeni fizycznej, lecz także jako prawo do korzystania z tej przestrzeni w spokoju. W tym sensie naruszenia prawa do poszanowania mieszkania dotyczą na równi naruszeń niematerialnych, jak i materialnych”.

Art. 23 Kodeksu cywilnego: "Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach".

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z dnia 19.04.2013 r. I ACa 88/13:

„Tytuł: Istota prawa nietykalności mieszkania.

Zdarzeniem naruszającym nietykalność mieszkania jest nie tylko wdarcie się do cudzego mieszkania, ale także pozostawania w nim mimo sprzeciwu właściciela, niepodporządkowywanie się jego żądaniu opuszczenia mieszkania, niepokojenie, zakłócanie spokoju domowego. Nietykalność mieszkania, to prawo do ochrony przed bezprawnym wtargnięciem w sferę określonego stanu psychicznego i emocjonalnego, jaki daje każdemu człowiekowi poczucie bezpiecznego i niezakłóconego posiadania własnego miejsca, w którym koncentruje swoje istotne sprawy życiowe i chroni swoją prywatność”.

Wszystkie pogrubienia w powyższych cytatach pochodzą ode mnie.
 
Ostatnia edycja:
Witam,
mam nad głową rodzinkę z dzieckiem, wyznających zasadę "jestem u siebie i wszystko mi wolno". Wynajmują mieszkanie od właściciela o podobnym poziomie. Hałas jest typowy: łomoty, bieganie, walenie drzwiami, czasem bardzo głośne rozmowy. Pory dnia ich nie ograniczają, co skutkuje tym, że nie dają ani wypocząć w ciągu dnia ani normalnie spać.
Nie ma szans na porozumienie, więc pozostaje mi już ścieżka specjalistyczna. Na początek chciałabym zrobić specjalistyczne badania, pomiary hałasu itd., żeby stwierdzić: 1. poziom hałasu 2. przyczynę takiej akustyki: strop czy źle położona podłoga 3. czy wykonanie sufitu podwieszanego w technologii Optima Sonic ma sens (po wykonaniu 1 i 2)
Czy ktoś z Was wykonywał już takie badania? Jak to wygląda praktycznie? Szczególnie, że hałas nie jest równomierny w ciągu dnia.

Czy warto zainwestować w trochę lepszy mikrofon i nagrywać wszelakie odgłosy (po uprzedzeniu sąsiadów, że będą nagrywani)? Czy takie nagrania będą miały jakąś wartość w przy ewentualnej sprawie w sądzie?
 
TomaszBo napisał:
Czy warto zainwestować w trochę lepszy mikrofon i nagrywać wszelakie odgłosy (po uprzedzeniu sąsiadów, że będą nagrywani)? Czy takie nagrania będą miały jakąś wartość w przy ewentualnej sprawie w sądzie?

Jasne, że warto. Moim zdaniem nagrania są kluczowym dowodem, jeśli ktoś chce wnieść sprawę do sądu (a ja chcę). Będę musiała udowodnić, że zachowanie sąsiadów i ich dziecka uniemożliwia normalny odpoczynek i funkcjonowanie w moim mieszkaniu, więc nagrania będą tu najważniejszym dowodem.

I w związku z tym mam pytanie: jaki mikrofon, jaki sprzęt by Pan polecił, na którym będę mogła nagrać te tupoty, skakanie, bieganie, szuranie czymś ciężkim po podłodze?

Proszę o jakąś podpowiedź, bo na mikrofonach nie znam się ani trochę.
 
renata620 napisał:
Proszę o jakąś podpowiedź, bo na mikrofonach nie znam się ani trochę.

Proponuję zadać to pytanie na innym forum - nawet "spotkałem" takie jedno, na którym dyskutują ze sobą różnego rodzaju elektronicy i im podobni. Z całą pewnością doradzą.
 
forg napisał:
Proponuję zadać to pytanie na innym forum - nawet "spotkałem" takie jedno, na którym dyskutują ze sobą różnego rodzaju elektronicy i im podobni. Z całą pewnością doradzą.

Mógłby Pan podrzucić linka? Będę bardzo zobowiązana.
 
Witam wszystkich, jako, że to mój pierwszy post tutaj.

Niestety mam podobny problem co większość z Was. Podobny z tego względu, że hałasują sąsiedzi pode mną. Hałas potrafi być tak uciążliwy, że doprowadza mnie momentami do szału. Sąsiedzi mają dzieciaka, chłopak ma ok 10 lat.
Wprowadziłem się 2 lata temu i było super. Jak się potem okazało rodzinka była na 2 miesięcznych wakacjach, dlatego było ok. Po ich powrocie, czyli po wakacjach się zaczęło. Najpierw myślałem, że to nade mną hałasują, NIE przypuszczałem, że odgłosy z dołu mogą być takie intensywne. Okazało się, że nade mną mieszka starsze bezdzietne małżeństwo byłych prawników, poważni ludzie, których często nawet nie ma w mieszkaniu, bo są w swoim domu na wsi.
Do rzeczy - hałas jest powodowany ciągłym bieganiem dzieciaka. Okazało się, że trenuje piłkę nożną. Podczas pierwszej rozmowy z sąsiadem, bardzo miłym głosem stwierdził, że to nie u nich, że syn nie gra piłką w mieszkaniu. Po czym chłopak wybiegł na korytarz korytarz za piłką. Super. Nawet głupio facetowi się nie zrobiło i powiedział, że piłkę dziś kupili i ją testują ten jeden raz. OK. Od nazajutrz hałasu ciąg dalszy. Zszedłem do niego, po czym stwierdził, że syn nie gra piłką, ale to jest blok i do hałasu się muszę przyzwyczaić! Kretyn. Hałas jest tak duży, że szklanki na stole mi drgają, jak siedzę czy leżę na kanapie to na całym ciele czuję drgania, nie mówiąc już o hałasie. Potem, złośliwie, zaczęły się skoki z łóżka, skakanie być może na skakance, itp. Nie wytrzymałem i napisałem pismo do spółdzielni. Po ok 3 tyg spotkałem sąsiada, który mi się wyżalił, że ma duże problemy przez moje pismo, które go oczerniło, bo syn nie gra piłką, tzn gra, ale szmacianką. No cholera jasna jak gra szmacianką to przy tym skacze, biega za piłką itp, co ja czuję u siebie. A regulamin porządku domowego zabrania używania narzędzi, które przenoszą hałas i wibracje do lokali sąsiednich.
Uspokoiło się na trochę, ok 10 miesięcy. Jak się okazało to nie było spowodowane moim pismem tylko faktem, że urodziło im się drugie dziecko (też chłopiec!), i kazali starszemu być cicho. Czyli jednak można!!! Ale od 4 tygodni mam powtórkę z rozrywki. Skakanie, bieganie, itp. Jak mały wraca ze szkoły, do daje czadu, bo rodziców nie ma w domu. Jak mu odpukałem ostatnio to walił w kaloryfer przez kilka minut tak mocno, że myślałem, że rury popękają. Ojciec na to, że on nie wie co jego syn robi jak ich nie ma, a syn mówi, że jest grzeczny. A on przecież go nie ukarze, bo co ma zrobić, komputer zabrać? To są jego słowa. Idiota.
W dodatku jego żona, w ramach swojej złośliwości zaczęła chodzić tak, że wali piętami w ziemię za każdym krokiem. Wstaje ok 6 i tak chodzi, że od razu się budzę bo jest hałas i drgania. Stwierdzają, że przecież normalnie chodzą. Kiedyś tak nie było, czyli są złośliwi. Ja próbowałem tak jak oni stukać piętami, ale ile można? Jestem normalny i tak chodzić nie potrafię. A ona cały czas. Już prawie 4 tygodnie.
Dodatkowo ich mały szkrab wstaje w weekendy wcześnie i się bawi - nie było by w tym nic dziwnego, tylko że oni sadzają go na panelach i dają klocki. Wiadomo, jaki to robi hałas. Nie ma mowy, żeby umieścili dziecko na dywanie, wykładzinie, itp. Ja nie będę im mówił co mają robić u siebie - tak twierdzą. A synek wali w panele, albo w ściankę działową a ja tego wszystkiego słucham chcąc nie chcąc. Do tego przesuwa krzesła po panelach, itp. Normalnie sajgon. Nigdy nie przypuszczałem, że rodzina mieszkająca pod spodem może narobić tyle hałasu!
Jestem na etapie pisania kolejnego pisma do spółdzielni. Potem może do sądu się zwrócę. Dzwoniłem na komisariat to mi powiedziano, że jeżeli hałasuję przed ciszą nocą, to oni nic nie mogą. Dzielnicowy zaproponował mi, że z nimi może porozmawiać, ale to nie ma sensu.

Dziwi mnie zachowanie tych ludzi pode mną, bo przecież to nie żadna patologia, normalni by się wydawało, dobrze sytuowani ludzie. On jest informatykiem. Ale jak widać jest to typ ludzi, którzy widzą tylko na długość swojego nosa. Pamiętam jak ja byłem mały to miałem całkowity zakaz biegania w domu, a tym bardziej grania w piłkę. Zawsze wychodziłem na podwórko. A tam nie, chłopak cały czas jest w domu. Tzn chodzi do szkoły i na treningi, ale zawsze od 17 najpóźniej już jest w domu i hałasuje. 3 x w tyg wraca ok 14. Wiem, bo żona jest teraz w domu.

Przepraszam za tak długi wywód, ale musiałem się wyżalić. Moja żona jest teraz w 6 miesiącu ciąży, będziemy mieli dziewczynkę, czyli tą grzeczniejszą płeć, ale ja zawsze mówiłem, że moje dziecko będzie normalnie wychowywane i choćbym miał nie spać to wychowam tak, żeby szanowało drugiego człowieka i patrzało, czy nie robi mu krzywdy w jakikolwiek sposób. I co ja mam teraz zrobić? Pokusa zakupienia w niedalekiej przyszłości drewnianych klocków i i młoteczka i zrobienia placu zabawy na panelach jest wysoce kusząca, tym bardziej że właśnie siedzę nad bieżnią, bo ten pod spodem biega tam i z powrotem na piętach waląc czymś w ściany. Ehhhhhhhh

Pozdrawiam wszystkich

Grzesiek
 
OJ potrafią się nieść hałasy z dołu i to jeszcze jak. Wiem to z własnego doświadczenia , niestety.

Czyli ... za jakieś 1,5 roku możesz się "odwdzięczyć" sąsiadom przy pomocy m.in. nóżek własnego dzieciątka :tuptup:
Ale...jeżeli Twoje dziecko będzie hałasować (a Ty nie specjalnie będziesz kwapił się je uciszać , z wiadomych względów) , to już nie będziesz mógł interweniować u sąsiada, bo Ci powie, że przecież Twoje dziecko TEŻ hałasuje.
A z kolei , szkoda sąsiadów nad Tobą :)

Te wypowidzi "tatusia" są naprawdę...żenujące.
Kolejny przykład, jak nie którzy "hodują" , a nie wychowują dzieci.
Kompletna bezradność , albo zwykłe niechciejstwo.
 
Grzesiek1900 napisał:
Przepraszam za tak długi wywód, ale musiałem się wyżalić. Moja żona jest teraz w 6 miesiącu ciąży, będziemy mieli dziewczynkę, czyli tą grzeczniejszą płeć, ale ja zawsze mówiłem, że moje dziecko będzie normalnie wychowywane i choćbym miał nie spać to wychowam tak, żeby szanowało drugiego człowieka i patrzało, czy nie robi mu krzywdy w jakikolwiek sposób. I co ja mam teraz zrobić? Pokusa zakupienia w niedalekiej przyszłości drewnianych klocków i i młoteczka i zrobienia placu zabawy na panelach jest wysoce kusząca, tym bardziej że właśnie siedzę nad bieżnią, bo ten pod spodem biega tam i z powrotem na piętach waląc czymś w ściany. Ehhhhhhhh

Czy to jest nowy blok, wybudowany po 2002 roku, czy wcześniej? To ważne, bo od 2002 roku obowiązuje rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie.

Internetowy System Aktów Prawnych

§ 326 wyraźnie mówi, jakie warunki mają spełniać przegrody zewnętrzne i wewnętrzne, w tym stropy. Jeśli ich nie spełniają - to znaczy, że budynek ma wadę i można skorzystać z rękojmi. Żeby jednak z niej skorzystać, trzeba przed upływem 3 lat zawiadomić dewelopera o dostrzeżonej wadzie - art. 358 kodeksu cywilnego. Nie czekaj jednak trzy lata, bo z kolei art. 353 par. 1 k.c. mówi, że o wadzie trzeba zawiadomić dewelopera w ciągu miesiąca od jej wykrycia.

Ja w każdym razie w tym samym dniu, w którym się dowiedziałam o tych przepisach (kodeksu cywilnego i rozporządzenia) wysłałam do dewelopera pismo (za zwrotnym poświadczeniem odbioru), że budynek ma wadę, gdyż słyszę sąsiadów, a zgodnie z § 326 ust. 3 ww. rozporządzenia nie powinnam ich słyszeć.

Wysłałam przed upływem 3 lat, odkąd dostałam klucze do mieszkania; niestety - po upływie miesiąca odkąd zauważyłam (a raczej usłyszałam), że jest głośno w moim mieszkaniu. To był mój błąd, że nie zajrzałam od razu do odpowiednich przepisów i tego samego dnia nie wysłałam pisma do dewelopera. Teraz nie wiem, czy mi przysługują uprawnienia z tytułu rękojmi, czy nie.
 
W każdym razie, z rad praktycznych: chciałam kupić jakieś dobre urządzenie do nagrywania tego typu dźwięków, polecono mi zoom h1 lub zoom h2. Z tym że facet, który prowadzi sklep z urządzeniami do nagrywania, jest też często biegłym sądowym w tego typu sprawach, i powiedział, że sądy zazwyczaj właśnie badają, jaka jest zrobiona izolacja akustyczna w budynku (nagrania mało ich obchodzą). Zlecenie firmie zrobienia pomiaru to koszt ok. 2000 złotych.

Mimo że sądy nie są zainteresowane nagraniami, ja jednak kupię to urządzenie i będę nagrywać - na wszelki wypadek (oprócz polskich sądów jest jeszcze ETPC).

Poza tym uważam, że należy zacząć od rozmowy z sąsiadami (to już zrobiłeś); rozmowy należy nagrywać, żeby mieć w razie czego dowód, że próbowało się pokojowych metod.

Jeśli rozmowy nic nie dają, należy napisać pismo z prośbą o cichsze zachowanie (wysłać poleconym lub ZPO). Znowu mamy dowód, że próbowaliśmy pokojowych metod.

Jeśli i to nic nie daje, a sąsiedzi uważają, że do g. 22 wolnoć Tomku w swoim domku - zaczynamy wojnę barbarzyńską.

Ja tak zrobiłam. Najpierw były rozmowy (niestety, nie mam nagrań, znowu mój błąd), później uprzejma prośba wysłana ZPO o bardziej ciche zachowanie sąsiadów i dziecka. Do listu dołączyłam filcowe podkładki z prośbą o podklejenie nimi mebli. Dołączyłam też kilka książek i gier z prośbą, żeby organizowali dziecku czas tak, by nie biegało i nie skakało mi nad głową. Prezent został oddany na następny dzień, ale - jak powiedziałam - mam dowód, że starałam się rozwiązać konflikt metodą pokojową.

Ponieważ to też nic nie dało, więc teraz, jak tylko zaczyna się bieganie, skakanie, wleczenie czegoś ciężkiego po podłodze, natychmiast zaczynam pod sufitem stukać drewnem o drewno (sprawdzają się kuchenne deski do krojenia), metalem o metal albo przykładam w łazience na ścianie działowej, do kafelek, deskę kuchenną (żeby nie zniszczyć ściany), następnie walę w nią ciężarkiem do ćwiczenia (próbowałam tak zrobić w pokoju, ale jednak drewno odcisnęło mi się na ścianie, więc teraz stosuję ten sposób tylko tam, gdzie mam płytki).

Oczywiście, pierwsza, celowo, nigdy nie zaczynam hałasować. Robię to tylko wtedy, gdy hałas z góry staje się nieznośny. Kiedy ja zaczynam stukać albo walić, to od razu na górze robi się ciszej.

Jeśli sąsiedzi mieszkają pod Tobą - walnij czymś ciężkim w podłogę: meblem (najlepiej podnieś ciężki fotel i upuść go z kilka razy na podłogę), młotkiem, czymś innym równie ciężkim, zacznij ćwiczyć kozłowanie piłką do kosza etc. Po paru minutach powinni się uspokoić.

Żeby jednak Ciebie nie oskarżyli, że zakłócasz spokój, powinieneś mieć dowody, że próbowałeś wcześniej pokojowo rozwiązać konflikt. Po to właśnie - moim zdaniem - należy mieć nagrania z przeprowadzonych rozmów, a wszelkie pisma wysyłać poleconym albo jeszcze lepiej za zwrotnym poświadczeniem odbioru.
 
Witam,

blok jest z lat 70-tych. Także techniczne sprawy odpadają. Lecz wydaje mi się, że nie ma takiego bloku, który by nie przenosił takich hałasów. Jak ja puknę w ściankę działową to widzę, a raczej słyszę, jak to się niesie.
Nie denerwują mnie normalne odgłosy mieszkania, nawet jak ich dziecko budziło mnie płaczem i darciem się w nocy to nie czułem żadnej złości, to maluch i płacze, tyle, nic z tym się nie zrobi. Lecz nie toleruję traktowania mieszkania jak boiska czy bieżni. Tym bardziej, że chłopak ma kilkanaście lat i mógłby wyjść na podwórko. A tak stary koń skacze, że wszystko u mnie drga. To mnie denerwuje.
Próbowałem swego czasu "walczyć", raz, tzn chodziłem na piętach po mieszkaniu, skakałem i odbijałem piłką, w momencie, kiedy on skakał. Skakał jeszcze mocniej a oni nic sobie z tego nie robili. Raz tego spróbowałem, żeby sprawdzić efekt. Nic na lepsze nie wyszło, a mi się po prostu nie chce hałasować. Wolę napisać kolejne pismo i tak zrobię już na dniach.
Aha, rozmawiałem kiedyś, na samym początku, z sąsiadem mieszkającym bezpośrednio pod nimi, byłem przekonany, że będzie trzymał moją stronę, bo on też słyszy te hałasy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy stwierdził, że on nic nie słyszy, bo jest akurat w innym pokoju. Po chwili rozmowy przyznał, że jednak słyszy i mu (im) to bardzo przeszkadza, ale on nie chce mieć kłopotów, nie szuka wrogów i będzie to znosił. Nie chciał nawet pójść ze mną na rozmowę do nich. Stwierdziłem, że to nie on będzie szukał wrogów, tylko powinien powiedzieć im, że mu to przeszkadza, tyle. On się jednak krępuje. Facet około 45, mieszka z żoną i prawie dorosłym synem. Dziwne to dla mnie jest. We 2 było by szybciej. Trudno, nie zmuszę go do niczego. Ale taka ciekawostka to jest ;)
pozdrawiam
 
Grzesiek1900 napisał:
Witam,

blok jest z lat 70-tych. Także techniczne sprawy odpadają. Lecz wydaje mi się, że nie ma takiego bloku, który by nie przenosił takich hałasów.

Dokładnie, też mi się tak wydaje. Dlatego mówię, że ja te hałasy będę nagrywać, bo oprócz niedasistycznych, tzn. kierujących się zasadą "nie da się", instytucji polskich (policji, sądów) jest jeszcze ETPC w Strasbourgu.

Orzecznictwo ETPC jest pod tym względem jednolite: jak się mieszka w mieście, w bloku, to trzeba liczyć się z jakimś hałasem, ale ten hałas nie może być ponad przeciętną miarę (taki, jaki zazwyczaj powstaje, kiedy się normalnie użytkuje budynek mieszkalny).

Granie w piłkę nożną to jednak nie jest "normalne, przeciętne korzystanie z mieszkania" - nawet w bloku.

Poza tym. art. 144 k.c. też mówi wyraźnie: "Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych.

No sorry, ale w żadnym bloku, ani nowym, ani starym, robienie z mieszkania boiska czy bieżni, to nie są działania, które można określić jako "przeciętna miara".

"wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości" - społeczno-gospodarczym przeznaczeniem mieszkania jest, jak sama nazwa mówi, mieszkanie w nim, a nie skakanie, bieganie, granie w piłkę, jeżdżenie na rowerze etc. Do tego służą boiska, place zabaw, sale gimnastyczne itd.
 
Grzesiek1900 napisał:
Próbowałem swego czasu "walczyć", raz, tzn chodziłem na piętach po mieszkaniu, skakałem i odbijałem piłką, w momencie, kiedy on skakał. Skakał jeszcze mocniej a oni nic sobie z tego nie robili. Raz tego spróbowałem, żeby sprawdzić efekt. Nic na lepsze nie wyszło, a mi się po prostu nie chce hałasować. Wolę napisać kolejne pismo i tak zrobię już na dniach.
Aha, rozmawiałem kiedyś, na samym początku, z sąsiadem mieszkającym bezpośrednio pod nimi, byłem przekonany, że będzie trzymał moją stronę, bo on też słyszy te hałasy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy stwierdził, że on nic nie słyszy, bo jest akurat w innym pokoju. Po chwili rozmowy przyznał, że jednak słyszy i mu (im) to bardzo przeszkadza, ale on nie chce mieć kłopotów, nie szuka wrogów i będzie to znosił. Nie chciał nawet pójść ze mną na rozmowę do nich. Stwierdziłem, że to nie on będzie szukał wrogów, tylko powinien powiedzieć im, że mu to przeszkadza, tyle. On się jednak krępuje.

Napisz pismo do nich poleconym, do spółdzielni możesz też, ale do nich koniecznie (żeby był wyraźny dowód, że próbowałeś z nimi po dobroci).

Jeśli dalej będą hałasować, spuszczaj (najlepiej przez godzinę albo dłużej; wiem, wiem - ciężko wykonać to normalnym ludziom, ale czasami trzeba się przełamać) fotel albo jakiś ciężki mebel - najlepiej jakiś stary, żeby Ci nie było żal, jak się rozwali. Z całej siły, najmocniej, jak potrafisz.

Jak im przez godzinę komoda czy stół rzucane z całych sił na podłogę będą spadać na głowy, to powinni się uspokoić.

I koniecznie nagrywaj te hałasy, jeśli chciałbyś w przyszłości złożyć pozew do sądu. Uważam bowiem, że jeśli ktoś chce walczyć na drodze sądowej, to musi mieć dowody. Jeśli się nie wygra w sądzie polskim, to wygra się w Strasbourgu, ale tam też trzeba udowodnić, że sąsiedzi hałasowali ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia mieszkania i stosunków miejscowych.

Nienaruszalność mieszkania gwarantuje nawet Konstytucja (art. 50 zd. 1 Konstytucji). Nienaruszalność mieszkania to nie tylko, że ktoś nieproszony nie może wejść do twojego domu, to również zakłócanie spokoju ponad przeciętną miarę - zgodnie z ugruntowanym orzecznictwem ETPC.

Jeśli będę składała pozew do sądu, to zarzucę nie tylko naruszenie art. 23 Kodeksu cywilnego, ale też naruszenie powołanego art. 50 zd. 1 Konstytucji i art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. I zacytuję wszystkie orzeczenia, dotyczące zasady poszanowania mieszkania, które znalazłam w Lexie (jeśli tylko przywołałabym sygnatury tych orzeczeń, to leniwy sąd może ich nie odszukać i nie przeczytać, dlatego ja jednak te orzeczenia w pozwie zacytuję).

Moim zdaniem nie może być tak, że szereg aktów normatywnych, od Konstytucji i umowy międzynarodowej począwszy, a na ustawie (kodeksie cywilnym) skończywszy, zapewnia mnie, że mam prawo do odpoczynku i spokoju we własnym mieszkaniu, a jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że nie mam żadnych praw.

Jeśli nie wywalczę tego przed niedasistycznymi sądami polskimi - to wywalczę przed ETPC.

Pewnie będzie to długo trwało, ale i tak moim zdaniem lepsze jest działanie niż siedzenie i czekanie, kiedy dzieciak się zmęczy i przestanie biegać, skakać, jeździć na rowerze itd. Zresztą, jak dzieciak był zmęczony i przestawał hałasować, to zaczynali rodzice czymś stukać i pukać.

Ale - tak jak rzekłam wcześniej - w moim przypadku najbardziej pomogła wojna barbarzyńska. Kiedy oni zaczynali, wchodziłam na taboret i tłukłam się tak długo, z całych sił, aż kończyli. Też musiałam się przełamać, ale warto było.
 
Witam

@ Renata620, z dużym zainteresowaniem czytam Pani wpisy.
Ja również rewanżowałam się waleniem moim sąsiadom z góry, w odpowiedzi sąsiadka to mnie groziła sądem.
Jak już wcześniej pisałam, osiągnęłam po skargach w spółdzielni pewną poprawę, ale niestety zamiast choćby dywanu czy wykładziny obiecanej przez tych z góry ,doczekałam się kolejnego "dzieciora ". Póki co, tylko się drze po nocach,coś często spada im na podłogę, a ich "pieseczek" drapie/skrobie pazurami po moim suficie (a ja dostaję ciarek i flaki mi się skręcają od tego dźwięku ) , czekam z drżeniem serca na moment, kiedy dzieciak zacznie być "mobilny" i przebywanie w moim mieszkaniu znów stanie się nie do wytrzymania.
Rozumiem ,że za pomiar hałasu, ew. zlecony przez sąd mam zapłacić ja ?

Pytałam sąsiadkę,która mieszka pode mną czy nas słyszy (też mam syna i panele na podłodze), otóż nie słyszy , nie słyszy np naszych kroków (a ja słyszę jak ci moi z góry łażą). Czasem słyszy jak coś cięższego upadnie , ale jest to sporadyczne.

Także czekam w napięciu na powtórkę z "rozrywki" i szykuję się na ponowną walkę z bydłem z góry , bo nie spodziewam się ,że nagle położą choćby grubą wykładzinę.

Pozdrawiam
 
Witam
Nade mną mieszka rodzina z 3 dzieci w wieku ok 5 lat. Od 2,5 roku próbuje przetrwać w swoim mieszkaniu. Jestem już wykończona psychicznie od tego ciągłego dudnienia.
Jak nie biega jedno dziecko to dwoje , jak nie dwoje to troje jak nie troje to cała trójka na raz .
Jak nie biegają , to co chwila jest szuranie krzesłami , meblami , oprócz tego co chwila coś upada , spada z hukiem.
Słyszę również chodzenie osób dorosłych ( z pięty) oraz dzieci ( tu jako dudunienie).
Przyrzekam Wam , ze od 2,5 roku nie mamy z mężem nawet 5 minut spokoju w ciągu dnia we własnym mieszkaniu. Notoryczne hałasy zaczynają się od 5:30 rano , a kończą różnie , najczęściej po 23, ale bywało , i póżniej.
Kiedy dzieci idą spać po 23 , tatuś z mamusią urządzają sprzątanie mieszkania najczęściej do 2 w nocy , waląc z pięty , szurając meblami .
Od 2,5 roku zasypiam w słuchawkach budowlanych , bo same stopery to mało.
Bardzo Grzeczne próby rozmów z rodzicami skończyły się , złośliwościami zachowaniami, grożbami , zastraszaniem , porysowaniem samochodu . Oprócz tego ta "wspaniała "rodzinka zrobiła mi w klatce opinie , osoby psychicznie chorej.
Próbowałam sprawę załatwić przez policję i dzielnicowego , bezskutecznie . Owszem jest bardzo głośno , ale to przecież dzieci. Wybrałam się do prawnika , ktory stwierdził , ze sprawa moze ciągnąć się latami , a sprawa do wygrania bardzo trudna ( patrz dzieci) .
Jest to moje 5 mieszkanie i pierwszy raz spotykam się z taką rodzinką , wcześniej również nade mną , pode mną , czy teź obok mieszkały dzieci .
Konkluzja , rodzinki z dziećmi są nietykalne , i mają przyzwolenie na każde zachowanie w bloku i zatruwanie życia sąsiadom.
Mam ochotę jednak znaleźć dobrego prawnika i powalczyć. Renata , skąd jesteś ? , może powalczyłybyśmy razem.?
W chwili obecnej nachodzą mnie rownież myśli o sprzedaży mieszkania . Powstrzymuje mnie tylko kredyt. Jest to dla mnie w tej chwili niekorzystne finansowo.
 
No właśnie, skąd jesteście?
Ja również byłam u prawnika,skasował mnie na 2oo zł za poradę prawną, a dowiedziałam się tyle co Ona*.
Kilka miesięcy temu pisałam/proponowałam , żeby ew. razem z Wami coś zadziałać , niestety bez odzewu.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra