@fruktoza
Jeżeli do sąsiadki nie trafiają argumenty, zawsze możesz poprosić spółdzielnię/wspólnotę o mediację. Z własnej woli poprosić o niezapowiedzianą wizytę (dla Ciebie) u sąsiadki, żeby osoby trzecie mogły ocenić ten "hałas" - jeżeli jest tak jak mówisz to popukają się w czoło, a Ty masz już jakieś podparcie do sięgnięcia po silniejsze środki przeciw sąsiadce - np. powiadomienie policji o nachodzeniu.
@temat wątku
Czytając różne wątki na tym forum dotyczące hałaśliwych dzieci widzę, że nie jestem jedynym, któremu to przeszkadza.
Mieszkam w budynku wielorodzinnym pod ludźmi z jednym ok. 8 letnim dzieckiem. Sąsiedzi w całym mieszkaniu mają płytki. Codziennie po powrocie ze szkoły i zjedzeniu obiadu/kolacji dziecko to zaczyna zabawę polegającą na bieganiu po mieszkaniu, kopaniu piłki lub skakaniu z mebli na podłogę. Dzień w dzień od 18 do 22 (a 22 sąsiedzi pilnują się bardzo).
Ja ok. 18 wracam z pracy i zamiast móc odpocząć w mieszkaniu na które wydałem ciężko zarobione pieniądze, słucham głuchego łomotu nad głową. Rzadko zdarzają się dni gdy jest cicho. Sąsiedzi twierdzą, że to nie u nich. Oni tylko siedzą grzecznie z dzieckiem. Tymczasem przez drzwi wyraźnie słychać bieganie i krzyki.
Odnosząc się od razu do zarzutów stawianych osobom z podobnym problemem:
- uważam, że dzieci mają prawo się bawić, ale co innego trochę pobiegać, popiszczeć, a co innego przez 4 godziny biegać w kółko po mieszkaniu i kopać piłkę;
- nie jestem "stetryczałym, narzekającym społecznikiem" (z takim określeniem się spotkałem wobec innej osoby przedstawiającej podobne poglądy) - mam 30 lat i mieszkałem już w różnych budynkach;
- wiem, że nad dzieckiem czasem trudno zapanować. Gdyby syn sąsiadów miał 2 albo 3 albo nawet 5 lat to rozumiem, że w tym wieku trudno coś wytłumaczyć. Od 8 latka oczekuje już więcej pojętności.