Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
A może osoby które pojęcia nie mają co znaczy mieszkanie pod takimi sąsiadami nie wypowiadają się , proponuje inne posty i służenie pseudo dobrymi radami. A rady co do psychiatrów są nie na miejscu.
 
nowa 1981 napisał:
A rady co do psychiatrów są nie na miejscu.
Sa na miejscu i są to dobre rady, bo pozwalają Wam zaoszczędzić na kosztach sądowych.
Gdy czytam o "przeraźliwym skrobaniu pazurów psa" czy o tym, że "sąsiadka zaczęła głośno chodzić" to naprawdę chce mi się śmiać...
Głównym "winowajcą" jest w takich sprawach konstrukcja budynku. Bez jej zmiany nic sie nie poradzi.
A konstrukcja bywa wadliwa z dwóch powodów: przy starych budynkach - bo już jakies elementy konstrukcji stropów (np. siano) uległy degradacji; przy nowych - "oszczędności" developera (i z developerem to, ewentualnie, by można próbować walczyć w sądzie...).
A najlepiej się wyprowadzic z felernego budynku. Albo przyzwyczaic do niedogodności.
 
krzych_un napisał:
forg - nie. Ale spróbuj sobie to wyobrazić.

Po co? Mieszkałem w szesnastopiętrowym wieżowcu. Ale nie wzywałem Policji gdy sąsiadka szczytowała albo sąsiad śpiewał kołysanki. A inny kichał tak głośno, ze przestraszony spadałem z krzesła. Podejrzewam, że odgłosy mojego życia też mogły wydawać się komuś uciążliwe. Bo czasami kąpałem się w środku nocy, spuszczałem wodę, oglądałem w nocy telewizję - i tak dalej.

Ale już nie mieszkam w wieżowcu. I mam spokój.

nowa 1981 napisał:
A może osoby które pojęcia nie mają co znaczy mieszkanie pod takimi sąsiadami nie wypowiadają się ,

To co, mogę się wypowiadać??

W razie czego napiszę po raz kolejny, że przeginać nie wolno w jedną i drugą stronę - gdyby ktoś zrobił imprezę w tamtym wieżowcu i impreza ta przypominałaby dyskotekę to zadziałałbym. Gdyby pies szczekał kilka godzin też zadziałałbym. Ale nie zgłaszałem pretensji o to, że ktoś chodzi albo używa miksera.
 
Forg i uzasadnienie ....... zielonego pojecia nie macie o czym mowa. Nikt tego nie zrozumie poki sam tego nie przejdzie. Tak jak nikt nie zrozumie czyjegos bledu poki sam go nie popelni. Kij ma dwa konce.
 
krzych_un napisał:
potem płacz dziecka
Nie płakałeś jak byłeś dzieckiem???
krzych_un napisał:
Nie biegałeś jak byłeś dzieckiem???
krzych_un napisał:
odbijanie przez godzinę piłeczki po ścianie
Piłeczki też Ci rodzice nie kupili???
krzych_un napisał:
potem odkurzanie ze strzelaniem obowiązkowo po grzejnikach
Niektóre grzejniki są nisko nad ziemią. W jaki sposób tam dotrzeć bez uderzenia rurki czy grzejnika?! Zastanowiłeś się nad tym?!
krzych_un napisał:
wróci syn to może być przy okazji godzinna kłótnia
Nigdy się nie kłócisz?!
krzych_un napisał:
na koniec jeszcze miksowanie jak idziesz spać
Rozumiem, że w Twoich czasach nie było mikserów i blenderów. Teraz rodzice sami przygotowują pokarmy dla dzieci - miksując je. Najwidoczniej to złe. Lepiej posilać się konserwantami ze słoiczków?!

Bez przesady, niektórym w głowach się poprzewracało. Śledzę wątek od dłuższego czasu. Sam mieszkam w budynku wielorodzinnym. Jest piłka, jest bieganie, jest mikser. Jest kąpiel w nocy. Przecież ludzie żyją :-/ W niektórych postach/przypadkach zgoda. Twój post po prostu mnie rozśmieszył.
 
thomas_k7 - ja mam trochę inne podejście. Zdaje sobie sprawę, że mieszkam w budynku wielorodzinnym i jakoś trzeba współegzystować. Więc np. nie skaczę w mieszkaniu (mógłbym sobie kupić skakankę i skakać dla sportu) tylko kupiłem orbitreka magnetycznego. Nie słucham głośno muzyki i nie oglądam głośno filmów. Staram się nie walić o grzejniki, odkurzamy, pierzemy (czyli głośne urządzenia) w jakiś sensownych porach czyli 9-10 do 18-19.... Nie zdarza się nam to też w niedziele .... Odkurzacz kupiłem, który ma poniżej 80dB dla dobra moich uszów i właśnie współlokatorów... (może właśnie powinienem trochę przygłuchnąć to by mi się lepiej żyło? znaczy spokojniej?) Tak żeby innym nie przeszkadzać. Może źle się mi wydaje i po prostu nie powinienem się ograniczać tylko od 6 do 22 rzeźbić czym chcę i ile chcę? A jak mam ochotę to walić jakimś drągiem po suficie?

Każdy sobie chyba powinien zdawać sprawę, że w około niego są ludzie, którzy np. w niedzielę chcą odpocząć i nie starać się nie zakłócać im spokoju... Słowo klucz "starać się" tych starań po prostu nie ma (moim zdaniem).

Np. jak można zostawić dziecko na godzinę żeby sobie ryczało? Znaczy może ktoś ma taki sposób wychowania (poryczy to więcej nie będzie używało tego argumentu) ale w około innych to męczy.... Do tego nie działa bo sytuacja się powtarza.
 
Ostatnia edycja:
Musisz zacząć rozróżniać normalne życie, a robienie na złość. Płacz dziecka czy miksowanie nawet jeżeli jest głośne - są to odgłosy, których w żaden sposób nie da się uniknąć.
Natomiast walenie drągiem po suficie... Sam sobie odpowiedz.

Co do skakanki - skaczę w domu. Nie wiem czy wiesz, ale na skakance skacze się ciszej niż upadająca, metalowa piłeczka na ziemię. Nietrafiony argument. Wiele lat już skaczę w domu, nigdy nikt się nie poskarżył.

Skąd wiesz, że sąsiad/sąsiadka umyślnie uderza w grzejniki? Już Ci napisałem, niektóre grzejniki są nisko nad ziemią, dlatego też odkurzanie jest niewygodne.

Od 6:00 do 22:00 nie możesz "rzeźbić czym się chce." Każda wspólnota mieszkaniowa zatwierdza regulamin. Zajrzyj do niego i odszukaj zapisów o godzinach, w których można wykonywać na przykład remont.

Co do niedzieli - piorę w niedzielę, wykonuję te same czynności co w tygodniu. Nie odkurzam - mam w całym mieszkaniu płytki. Płytki? Przecież przez płytki powinna na mnie spaść lawina skarg...

Na prawdę proponuję więcej dystansu do siebie i innych ludzi.
 
Ja rozróżniam 3 stany. Na złość, mam ich głęboko, staram się nie być uciążliwy dla innych. Sąsiadka balansuje między pierwszym, a drugim.

Miksowanie ok, ale miksowanie krótko przed ciszą nocną jest już mocno dyskusyjne....

A co do rzeźbienia jak widzisz można komuś przykrzyć życie za rzeźbienie czym się chce.

A co do przykładu, ze skakaniem to tylko przykład. A co do Twojego przykładu to może po prostu robisz to przez godzinę może 2. Nic Ci nie upada co 5 minut, nie krzyczysz, nie płaczesz, nie przesuwasz rezonujących rzeczy po płytkach kilka razy dziennie to dlatego nie ma skarg... Proste. Kwestia po prostu częstotliwości uciążliwości... Ja mam to przez cały weekend i często w tygodniu.
 
I tak to dziala, slowo przeiwku slowu my mamy byc wyrozumili tak? A moze tak w dwie strony by to moglo dzialac ?!
 
krzych_un napisał:
Miksowanie ok, ale miksowanie krótko przed ciszą nocną jest już mocno dyskusyjne....

Ale nie łamie to miksowanie prawa. To właśnie powyżej thomas próbuje Ci uświadomić. Twoje ewentualne walenie drągiem w sufit bardzo łatwo można podciągnąć pod łamanie prawa - płacz dziecka czy "uderzanie w grzejnik przy odkurzaniu" raczej bardzo trudno.

krzych_un napisał:

O, płakać tez nie wolno ....
Tak, wiem, masz na myśli to, że dziecko płacze godzinę. A Ty nigdy nie chodziłeś przez godzinę mocno wkurzony na kogoś, na coś? Pewnie chodziłeś. Ale już wiesz, że płakanie nie ma sensu. Dziecko tego z reguły jeszcze nie wie.

nowa 1981 napisał:
zielonego pojecia nie macie o czym mowa.


Nawet jeśli przyjąć Twoją optykę - ok, nie mamy. Niech Ci będzie. Tym bardziej nasze uwagi są cenne - bo spoglądamy chłodno, oceniając sytuację przez pryzmat PRZEPISÓW PRAWA. A nie wojny między sąsiadami.
 
Ostatnia edycja:
krzych_un napisał:
miksowanie krótko przed ciszą nocną jest już mocno dyskusyjne...
Prawo nie zna takiego pojęcia jak cisza nocna.
krzych_un napisał:
A co do przykładu, ze skakaniem to tylko przykład.
Zły przykład. Skacze się na palcach, ewentualnie śródstopiu. Minimalnych odgłosów odbicia od powierzchni nie słychać nawet u mnie w kuchni podczas gdy skaczę w pokoju.
krzych_un napisał:
A co do Twojego przykładu to może po prostu robisz to przez godzinę może 2.
Racja, nawet jakbym robił trzy czy tez cztery godziny - nadal skaczę cicho.
krzych_un napisał:
Nic Ci nie upada co 5 minut
Czasem przy serwisie roweru w trudno dostępnym miesjcu klucz imbusowy upada na płytki co minutę. I...?
krzych_un napisał:
Zdarza się, że krzyczę. Jestem człowiekiem - też się denerwuję, tez podnoszę głos.
krzych_un napisał:
Skąd wiesz? A jak płaczę to co? Zakazać płaczu? A to nowina...

I nie ma skarg mimo, że czasem krzyczę, zdarza się w mieszkaniu płacz, upada klucz, jest skakanka. Czasem taboret "jedzie" po płytkach. Czasem odbiję sobie piłką o podłogę.

Po raz drugi - mylne i chybione argumenty. Może inaczej - nagraj, wrzuć do Internetu i wklej link. A chęcią posłuchałbym miksowania. Przecież podobno słychać to bardziej niż u Ciebie w domu...
 
thomas_k7 - wyrywasz zdania z kontekstu i to tylko te, które Ci pasują nie patrząc na ogół czyli nie to czym powodowane są dźwięki tylko jak często, jak intensywnie i przez jaki okres czasu. Więc będę kończył ten temat z mojej strony.

thomas_k7 napisał:
Skąd wiesz? A jak płaczę to co? Zakazać płaczu? A to nowina...

Np. tutaj napisałem na początku "może". A tak ogólnie to weź zaserwuj sąsiadom cały dzień jakiś odgłosów. Podkreślam cały i to tak żeby słyszeli, a nie na palcach.

thomas_k7 napisał:
Płacz dziecka czy miksowanie nawet jeżeli jest głośne - są to odgłosy, których w żaden sposób nie da się uniknąć.

Tutaj wybrałeś co Ci pasuje, a jak inne da uniknąć to co wtedy?
 
krzych_un napisał:

To wtedy musisz udowodnić łamanie prawa przez sąsiadów. I nie wystarczy, że nagrasz miksowanie o godzinie 21. Czy godzinny płacz dziecka.
 
forg napisał:
To wtedy musisz udowodnić łamanie prawa przez sąsiadów. I nie wystarczy, że nagrasz miksowanie o godzinie 21. Czy godzinny płacz dziecka.

Ale nie o to pytam. Ja tutaj się wtrąciłem w dyskusję jako osoba, która odczuwa problem z pozycji poszkodowanego. A osobiście jestem mocno wyrozumiały i na razie raz nawiedziłem sąsiadkę i nie wykorzystałem innych sposobów uprzykrzania jej życia (policja, spółdzielnia, straż miejska itd). Chociaż chyba wybiorę się jeszcze raz, zakładając, że może nie zdaje sobie sprawy że tak mocno uprzykrza nam życie.
 
nowa 1981 napisał:
Forg i uzasadnienie ....... zielonego pojecia nie macie o czym mowa. Nikt tego nie zrozumie poki sam tego nie przejdzie. .
Mam pojecie. Na stałe mieszkam we własnym domu, ale mam równiez maciupkie mieszkanie w Warszawie, gdzie przebywam kilka-kilkanascie dni w miesiącu. To mieszkanie jest w bloku z płyty z lat 60. Na mnie nikt nie narzeka, że robię hałasy. Ale - ja miałbym powody do narzekania na różnych sąsiadów, gdybym do sprawy podchodził tak, jak Wy... Ale rozumiem, ze życie domowe ma swoje prawa, pies musi zaszczekać, a dziecko kopnąć piłkę.
(Przez wszystkie lata interweniowałem tylko raz, gdy mi swój wyciąg w kuchni podłączyli do wentylacji - co za smród bigosików!). Wtedy interweniowałem, wyciąg zlikwidowali w try-miga).
Znam równiez przeróżne domy jednorodzinne i wiem, jak różnie sa w nich zrobione stropy. Na przykład zestaw terriva+styropian+drewno=pudło rezonansowe (ale nie od razu, po kilku latach, kiedy ten styropian troche wyparuje...).
Tak czy owak: jeśli uciążliwe są hałasy związane z normalnym używaniem mieszkania, to źródło uciążliwości dla postronnych tkwi albo w ich psychice, albo w sprawach budowlanych.
PS. Mam świetny słuch, więc nie wynika to z mojej głuchoty...
 
Ostatnia edycja:
Moze i masz racje ale nie do konca .... mieszkam pod sasiadami ktorzy dzieci hoduja anie wychowuja. Mmusia z tatusiem piwko itp a dzieci no coz same szukaja sobie zajecia bo rodzice maja ciekawsze zajecia aniezeli wyjsc na spacer czy chocby uczyc dzieci dobrego wychowania. Wiec nie mow mi o normalnej rodzinie i zycia pod taka rodzina......

A jesli chodzi o to ze na ciebie nie nazekali to byles normalnym lokatorem ktory mieszka a nie robi z domu pobojowiska.
 
Ostatnia edycja:
uzasadnienie - Wszystko fajnie. Ale np. sąsiadka obok ma 2 psy. Szczekają jak to psy. Ale nie szczekają cały dzień tylko co jakiś czas (np. jak ktoś przejdzie) - co oczywiście nie spodobało się komuś i była już u niej 3 razy straż miejska (mnie to nie rusza bo jest rzadko). Ma też pralkę, odkurzacz i pewnie inne hałaśliwe sprzęty, ale ich po prostu nie słyszę. W poprzednim mieszkaniu kiedyś sąsiad z góry mnie pytał czy ich słyszę, bo się czasem głośno zachowują (sugerując dodatkowo odgłosy łóżkowe), odparłem, że nic nie słyszymy.

A tutaj non stop coś. Jest zasadnicza różnica między czasem płakać, czasem coś upuścić, czasem biegać, czasem odbijać piłeczkę, czasem się kłócić, a robić coś non stop. Tak ciężko to zrozumieć?
 
Mnie akurat nie przeszkadza mikser, odkurzacz, czy inne sprzęty, ponieważ to jest hałas chwilowy, poodkurzają, pomiksują i przestaną. Nie przeszkadza mi chodzenie, nie przeszkadza mi też przebiegnięcie, bo przecież ja też nie fruwam.
Przeszkadza mi kilkugodzinne bieganie, skakanie i łomotanie w/o podłogę, bo te czynności się nie kończą..
uzasadnienie napisał:
mam równiez maciupkie mieszkanie w Warszawie, gdzie przebywam kilka-kilkanascie dni w miesiącu

Ok, ale jednak masz dni absolutnej ciszy w domu.
Widzisz, ja nie mam tego luksusu. Nie mogę się zregenerować, poskładać myśli, skupić się na czymś, pouczyć, poczytać książki, czy choćby zdrzemnąć się po obiedzie. Przecież ja też mam swoje życie i swoje problemy, które trzeba ogarnąć, w ciągłym hałasie i stresie to moje własne życie jest niemożliwe.
Jestem wyrozumiała ale również oczekuję wyrozumiałości po drugiej stronie, niestety tutaj jej nie dostaję. Przecież zanim poinformowałam dzielnicowego prawie dwa lata zwracałam uwagę i prosiłam grzecznie osobiście.
Wielokrotnie zapraszałam sąsiadów do siebie na "wizję lokalną", nigdy nie przyszli, zawsze mówili że wiedzą jak duży jest to hałas. I to jest przykre, wiedzą i nie reagują na zachowania swoich dzieci, w mojej opinii jest to działanie z premedytacją...

I błagam, nie mówcie, że granie/kopanie piłki w domu jest "normalne"...
 
nowa 1981 napisał:
Mmusia z tatusiem piwko itp a dzieci no coz same szukaja sobie zajecia.
No to zgłosić na policję, że opiekunowie po pijanemu zajmują sie małoletnimi.
PS. Co do reszty: naprawde, zbyt mało uwagi poświęcacie sprawom budowlanym...
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra