Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Niektórzy nie zapoznali się ani z tytułem wątku, ani z jego treścią. A niektórzy zapędzili się.
Przypomnę więc swój post sprzed kilku stron.
"Głównym problemem ludzi piszących w tym wątku nie są np. krzyki, śmiech dzieci. I to właśnie zawsze Ci z piętra niżej mają małpi gaj nad głową. Bo głównym, nie do wytrzymania, nie do przywyknięcia problemem jest hałas, jaki roznosi się w dół, kiedy dzieci godzinami biegają z kąta mieszkania w kąt, kiedy jeżdżą po parkiecie samochodami, rolkami, grają w piłkę, rzucają czymś, itd, itp. I trwa to miesiącami, latami, aż zaczyna szwankować zdrowie, pojawiają się objawy nerwicy, nerwicy lękowej, ludzie nie mogą po pracy normalnie funkcjonować w swoim mieszkaniu, nie mogą spać bo dusi ich stres, mają związane z nerwicą lękową objawy w postaci tachykardii, arytmii serca, stany lękowe. Nie chcą wracać do domu bo wiedzą że po przekroczeniu progu przywita ich hałas. Wyobraź sobie, że ktoś staje Ci za drzwiami wejściowymi do mieszkania i stuka w nie czymkolwiek bądź. W dzień powszedni np od 16 jak wrócisz z pracy do 21, a w weekend od 6 rano do 21. I tak kilka lat. Czy teraz łatwiej zrozumieć problem ?"

Jeśli ktoś ma problem z odkurzaczem, mikserem (choć ja nie wpadłbym na to żeby go używać o 21) czy innymi sprzętami domowymi które na wyposażeniu mają sąsiedzi - niech zażyje tabaki. Nie sprowadzajcie tematu do absurdu.
Jeszcze raz napiszę to co już tu pisałem. Mamy trzyletniego syna, pod nami mieszka rodzina z małym dzieckiem. Pozwalamy naszemu malcowi bawić się jak chce - ale nie pozwalamy mu skakać, turlać metalową kulką po panelach ani stukać młotkiem w podłogę. W związku z tym nasza sąsiadka z dołu, po porodzie, mogła w spokoju odpocząć po porodzie, jej dziecka nie budził dziki hałas z góry, ona w ogóle nie ma podstaw żeby nazwać nas uciążliwymi sąsiadami i żyjemy sobie zgodnie - dogadaliśmy się. Dwa piętra wyżej dwóch chłopców w wieku szkolnym trzęsie pionem tak, że raz poszedłem do sąsiada piętro wyżej z zamiarem odcięcia mu tlenu - okazało się, że wrażenie było mylne:) Hałas pochodził z pietra wyżej.
Jak napisał @uzasadnienie - główną przyczyną problemów jest konstrukcja budynków w jakich mieszkamy. Ale do jasnej ........ szanujmy się nawzajem i nie utrudniajmy życia innym.
 
Ostatnia edycja:
@wielk.woda dziekuje w imieniu tych ktorzy maja naprawde problem
I tak jak piszesz co niektorzy zapedzili sie < propozycja wizyty u psychiatry>
 
A w mojej opinii osoby namiętnie wzywające policję i zawiadamiające zarządcę budynku o notorycznych hałasach jakie dochodzą z góry, to osoby, które wychowały się w domu jednorodzinnym, i na skutek okoliczności życiowych, przeprowadziły się do bloku. Te osoby nie potrafią zrozumieć pewnej specyfiki mieszkania w bloku. Ja spędziłem całe życie w wielkiej płycie, w trzech różnych dzielnicach - teraz mieszkam od niedawna w czwartej dzielnicy (tutaj rama H, więc teoretycznie lepiej). I chyba nic mnie nie zdziwi. Nie wyobrażam sobie też abym nerwowo nie wytrzymywał "turlania, skakania, tłuczenia" w godzinach normalnej życiowej egzystencji.

Zgadzam się z uzasadnienie:
Tak czy owak: jeśli uciążliwe są hałasy związane z normalnym używaniem mieszkania, to źródło uciążliwości dla postronnych tkwi albo w ich psychice, albo w sprawach budowlanych.
W drugim przypadku, serio idzie się przyzwyczaić.

Wkurza mnie też, że osoby narzekające na sąsiadów są takie odważne i zdecydowane w przypadku gdy (z grubsza) mają do czynienia z normalnymi ludzmi. Gdyby te osoby miały nad głową melinę pijacką, do której schodzą się typy spod ciemnej gwiazdy - taką obrazując tytułem piosenki "knajpę morderców" - to siedziałyby cicho, w obawie przed odwetem. Gdy naprawdę jest patologia to nikt nie reaguje, każdy pomimo wiecznych awantur "czyta książki", a później zdziwienie - "jak to kogoś zabili?"... A jak jest względnie spokojnie, w każdym razie zagrożenie odwetem nie jest realne, a można się doczepić to ognia - dzwonimy, piszemy...
 
Liczba wpisów w tym wątku pokazuje, że hałas dzieci jest poważnym problemem w blokach i wymaga uporządkowania prawnego, czy ktoś zgłaszał problem do departamentu prawa karnego w MS?
Czytam to forum i oczom nie wierzę jak osoby po parę tysięcy postów bronią rodziców tych hałaśliwych dzieciaków.
Osobiście dzwoniłbym od razu po policję o zakłócanie spokoju (należy dzwonić w kółko do skutku, jeśli po interwencji nie ma efektów albo jest złośliwe tłuczenie się), zwłaszcza, że jestem skłócony z sąsiadami i nie mam ochoty urządzać pielgrzymek po klatce z prośbami. Nie ma obowiązku uprzedzania sąsiadów, pobłażliwego proszenia - tłuką się, dyskoteka, impreza, dzieci - dzownić po policję.
Cisza i spokój to jest naczelne prawo w naszych domach. Ktoś tego nie rozumie - są inne opcje, domy, wsie, chlewy. W bloku należy się szanować. A niestety wielu młodych, biednych rodziców, zaskoczonych obowiązami rodzicielskimi nie potrafi panować nad dziecmi, a wręcz nie rozumieją, że robią krzywdę sąsiadom - groza.
 
katowice220 napisał:
Cisza i spokój to jest naczelne prawo w naszych domach. Ktoś tego nie rozumie - są inne opcje, domy, wsie, chlewy. W bloku należy się szanować. A niestety wielu młodych, biednych rodziców, zaskoczonych obowiązami rodzicielskimi nie potrafi panować nad dziecmi, a wręcz nie rozumieją, że robią krzywdę sąsiadom - groza.

Naczelnym prawem w domach wielorodzinnym jest możliwość życia. A życie generuje dźwięki. I bardzo trudno jest ocenić gdzie kończy się życie a zaczyna złośliwość.

I tak na marginesie - chciałbym zobaczyć wyrok jakiegokolwiek sądu za zakłócanie spokoju przez płaczące dziecko. Może ktoś ma jakiś przykład (to piszę oczywiście do weteranów tego forum)?
 
forg napisał:
chciałbym zobaczyć wyrok jakiegokolwiek sądu za zakłócanie spokoju przez płaczące dziecko. Może ktoś ma jakiś przykład (to piszę oczywiście do weteranów tego forum)?
Takiego to chyba nie będzie...
Generalnie w podobnych sprawach "hałasów zycia domowego" było chyba zaledwie kilka wyroków dotyczących gry na instrumentach - pielgrzymowały te wyroki po różnych instancjach :)
Jakieś 4-5 lat temu głośna była sprawa gdańskiego pisarza Pawła Huelle (hałasował pianinem), nie wiem, czy znalazła rozstrzygnięcie w toku instancji, czy jeszcze trwa.
Jakies 3 lata temu w Radomiu młody adwokat spowodował ukaranie w pierwszej instancji swej 91-sąsiadki za to, że "hałasowała" balkonikiem dla niepełnosprawnych ( http://wyborcza.pl/1,76842,7068568,Staruszka_szura__Ukarac_staruszke_.html oraz Sąd ukarał staruszke, która porusza sie za pomoca balkoniku - Sadistic.pl ). Na szczęście sąd wyższej instancji okazał sie bardziej rozsądny i staruszka została "oczyszczona z zarzutów", ale chyba dopiero przez okręgówkę.
PS. Dla mnie, jeśli słychac na dole takie zwykłe hałasy życia codziennego, to winna jest budowa stropów. Jeśli w swoim domu wejdę do piwnicy, to słyszę każdy dźwięk z piętra... Ale nie przejmowałem się - budując dom - izolacja dźwiękową między piwnicą a reszta domu, bo dla mnie w tym miejscu jest bez znaczenia. Obawiam się jednak, że tą izolacją nie przejmują sie równiez ci, którzy budują domostwa na sprzedaż i wynajem...
 
uzasadnienie napisał:
Takiego to chyba nie będzie...

Też mi się tak wydaje.
Ale przecież powyżej możemy poczytać wypowiedzi tych oburzonych na to, że "dziecko płacze". Lub na to, że rodzice "nie zakneblują płaczącego dziecka" lub w inny sposób natychmiast go uciszą. "Bo ja, sąsiad, muszę mieć spokój".

uzasadnienie napisał:
Obawiam się jednak, że tą izolacją nie przejmują sie równiez ci, którzy budują domostwa na sprzedaż i wynajem...

I myślę, że co kilka stron tego tematu należy "blokowcom" uświadamiać, w którą stronę powinni ciskać kalumnie. W przeważającej oczywiście większości podawane przypadki nie mają nic wspólnego ze złośliwością - a złośliwością wydawać się mogą pretensje piszących ("użył miksera w sobotę o 21")
 
Ostatnia edycja:
To może osoby tak zaciekle broniące rodziców hałasujących dzieci i ich samych, wysyłające nas (bo ja też narzekam) do psychiatry , wytłumaczą mi rzecz następującą...

Mieszkałam ponad 20 lat w bloku wielorodzinnym , wybudowanym na przełomie lat 60/70 ub. wieku (o kurcze , jak to brzmi) . Nade mną mieszkała rodzina z 2ką dzieci (dziewczynka i chłopiec). Lata mijały, dzieci rosły.... Nie było żadnych problemów z hałasowaniem sąsiadów i ich dzieci . A dzieciaki z pewnością nie były przywiązywane za małe nóżki do kaloryferów .
Dzieci odchowane, jako dorosłe już osoby wyprowadziły się, zakładając własne rodziny. Pozostali w mieszkaniu rodzice... Ale i oni po jakimś czasie wyprowadzili się ...niestety.
"Niestety", bo na ich miejsce wprowadziła się nowa rodzina , również z 2ką dzieci. No i w tym momencie skończyło się komfortowe zamieszkiwanie, a zaczęło się nad głową: trzaskanie drzwiami, łomot spowodowany skakaniem, bieganiem po całym mieszkaniu ( 50m2) i inne podobne "miłe" dla ucha dźwięki.

Czyli jak mam to rozumieć?? Nagle strop nade mną stał się z dnia na dzień cieńszy , skurczył się czy jak , ściany też zmieniły swoje właściwości ??

Ja znam odpowiedź.

Ale może ktoś znajdzie jeszcze inne wytłumaczenie ... może jakieś ..."budowlane" ? ;)

P.S. Teraz mieszkam w innym bloku , budowanym w latach 2004/5. I nade mną też 2-ka dzieci. I niestety, hałasy . Czyli co, znowu "wina" stropów i ścian ?
 
Ostatnia edycja:
Może z upływem lat (po kilkanaście co najmniej minęło) zmniejszyła się odporność psychiczna na wszelkie dźwięki, a zarazem zwiększył się stopień zgryźliwości
 
zdsw napisał:
Może z upływem lat (po kilkanaście co najmniej minęło) zmniejszyła się odporność psychiczna na wszelkie dźwięki, a zarazem zwiększył się stopień zgryźliwości

No właśnie, spodziewałam się m.in. takiej odpowiedzi.
No cóż....




.
 
marwika napisał:
Nagle strop nade mną stał się z dnia na dzień cieńszy , skurczył się czy jak , ściany też zmieniły swoje właściwości ??(...) Czyli co, znowu "wina" stropów i ścian ?
Niestety, ale po pół wieku od wybudowania bloku materiały, z których zbudowano strop, bardzo straciły na swoich właściwościach tłumienia hałasu.
Kiedyś tłumaczył mi to znajomy dr hab. specjalizujący się w materiałoznawstwie.
A co na to poradzić? To pytanie dla budowlańców. Niestety, rozwiązania nie są tanie.
 
Ja rozumiem przebiegnięcie dziecka, rozumiem przypadkowy upadek przedmiotu, rozumiem wywrotkę dziecka. Przeszkadza mi bieganie tam i z powrotem przez całe mieszkanie, przeszkadza mi rzucanie przedmiotami o podłogę, przeszkadza mi zeskok z impetem z mebli,, przeszkadza mi skakanie, podskakiwanie i łomotanie w podłogę. Przeszkadza mi granie w piłkę nad głową, przeszkadzają mi wyścigi różnego rodzaju jeździdełek. Lubię zawody sportowe, ale w tv, nie nad głową a tu niestety igrzyska letnie i zimowe mam dzień w dzień...

Poszłam do psychiatry, diagnoza: nerwica i farmakoterapia. Nie jestem nienormalna.
 
Niektórzy dalej udzielają się w tym wątku - a nie zapoznali się z nim. Nie czytali postów moich, marwiki, matematyka, animac, struny i wielu innych.
Ci użytkownicy, w tym ja, nie skarżymy się na płacz dzieci, który do tablicy wywołał forg. Od początku istnienia tego wątku chodzi w nim o coś zupełnie innego.
My wiemy, że gdyby stropy były odpowiednio grube, izolacja odpowiednio dobra, to nie byłoby słychać jakby sąsiad z góry bawi się z dziećmi odpalanie petard. Ale stropy takie nie są, i izolacja też nie jest.
Dlatego aby zakończyć mękę piszących tu poszkodowanych wystarczy, żeby rodzice używali w stosunku do dzieci kilku prostych wyrazów/poleceń.
W skrócie: nie biegaj, nie skacz, nie rzucaj. Wystarczy prosta czynność kiedy dziecko bez opamiętania biega z kąta w kąt mieszkania przez ileś godzin dziennie - zamknąć jedne przelotowe drzwi. Zamyka się to w jednym słowie - wychowywanie. Nie hodowla.
A co do odsyłania do psychiatry - kolejność wam się myli i przyczyny ze skutkiem.
 
wielka.woda napisał:
Dlatego aby zakończyć mękę piszących tu poszkodowanych wystarczy, żeby rodzice używali w stosunku do dzieci kilku prostych wyrazów/poleceń.

Niebywale użyteczna rada. Aż strach pomyśleć, że nikt nie wpadł na to zanim napisał na forum... pewnie ma to związek z tym, że pytający nie mają i nie będą mieć na to wpływu.

wielka.woda napisał:
A co do odsyłania do psychiatry - kolejność wam się myli i przyczyny ze skutkiem.

Wydaje Cię się tak dlatego, że chcesz załatwić sprawę po najmniejszej linii oporu, i że policja wyręczy Cię w sprawie cywilnej.

wielka.woda napisał:
Od początku istnienia tego wątku chodzi w nim o coś zupełnie innego.

Niewątpliwie, trzeba Ci przyznać rację. Wątek dotyczył zupełnie odwrotnej sytuacji.
 
Moja rada nie jest dla pytających, tylko dla rodziców hodujących dzieci. Pytający, w tym ja, wielokrotnie prosili o to aby rodzice zajmowali się swoimi dziećmi. Owszem, to nie działa w przypadku tych rodziców. W moim przypadku to działa, mam, i wychowuję swoje dzieci. Używam magicznych "nie biegaj, nie skacz, nie rzucaj".

Niestety zdaję sobie sprawę z tego, że niczego nie zdziałam u organów ścigania. Dlatego czekam na to czy sprawa animac trafi do sądu.
Co do linii oporu. Przez 3 lata prosiłem swoich sąsiadów o zorganizowanie czasu dzieciom. Po wizycie dzielnicowego u nich ojciec dzieci zaczął je "wychowywać".Darł się na nie na cały blok. Cóż, nie umiał i nie będzie umiał inaczej. Stąd brały się moje problemy.

Wątek dotyczy zakłócających spokój sąsiadom zabaw dzieci. W tym kontekście dobrze byłoby się w nim wypowiadać.
 
forg , forg , forg !!!!!
Gdybyś czytał uważnie te wypociny, nas " weteranów" , trafiłbyś na jeden taki wyrok -Link podała marwika !
Na innym forum o tej samej tematyce, też wyczytałam o skazaniu beztroskich rodziców na grzywnę .... nie za PŁACZ dzieci , tylko za łomot ... o przepraszam- tupot małych nóżek!
...ale ten tupot, to jeszcze nic, walenie, turlanie , szuranie, skoki etc.

NIE MA TU MOWY O PŁACZU !
" HELOŁ "

Mocno trzymam kciuki za animac !

Ja już zbieram świadków ...(sąsiadka pode mną ich słyszy - myśli,że to u mnie taki hałas ) Chcę do jasnej ch...ry przesypiać noce , chce żeby budził mnie budzik, a nie hołota ...a w weekend chce się wyspać i w spokoju odpocząć .
To nie są moje dzieci , nie mój pies ... no chyba ,że jest jakiś paragraf, który narzuca mi życie rytmem dnia tych z góry (np wstawanie z nimi w niedzielę o 6:30 rano ) i wysłuchiwania tych huków ?
Jest , hę ?
 
kub86 napisał:
chcesz załatwić sprawę po najmniejszej linii oporu[/B].
Błąd. Powinno być "po linii najmniejszego oporu".
Do struny: podaj namiary na ten wyrok marviki.
 
Struna* napisał:
..i tylko 100 pln grzywny,tyle co nic .
Poza tym z tego orzeczenia sądu grodzkiego nic nie wynika (sądy grodzkie miewały niezwykłe pomysły - ja tez powyżej wskazałem jeden z nich, ten z Radomia). Pewnie albo facet się nie odwołał, albo machnął ręką na sąsiadów i się wyprowadził.
 
Ostatnia edycja:
uzasadnienie, gdybym miała możliwości, to mnie już dawno pod tymi ludźmi by nie było .
Niestety ja nie mogę machnąć ręką, spakować się i wyprowadzić.

... też nie mam dłużej zamiaru traktowania mnie i mojego prawa do snu i wypoczynku za nic.
Też mam dziecko ... chyba mój syn tez ma prawo do nauki w jako takim spokoju -a może nie ma ? Prawa mają tylko ci nade mną ? Moje dziecko się nie liczy ?
Prawo działa tylko z góry na dół, a z dołu na górę już nie ?
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra