Otoz, wczoraj odebralam przeslane pismo od pelnomocnika mojego dziecka, w ktorym rzada na jej rzecz spaty poniesionych przez nia nakladow na nieruchomosci w czesciach proporcjonalnych do wielkosci udzialow w tej wspolwlasnosci, czyli mnie mojego meza, i jeszcze dwojki moich dzieci. Domaga sie spłaty 400 000 zl.
A teraz troche opisze stan faktyczny, otoz z mezem kupilismy dzialke budowlana w latach 80 tych, gdy dzieci uzyskaly pelnoletnosc,rozpoczela sie budowa domu w roku 1993/94. W tym czasie w drodze darowizny nasze dzieci staly sie wpołwlascicielami calej nieruchomosci. dom jest wybudowny na dwie rodziny. Slownie bylo umowione ze corki w przyszlosci beda zajmowaly te dwie czesci. Pieniedzy naszych, moich i meza starczylo na wykonczenie w zasadzie jednej czesci, tzn, do tak, ze mozna bylo tam mieszkac. Poniewaz moja starsza corka uznala,ze nie chce sie usamodzielnic a i tak jedna czesc ma byc dla niej zameldowala sie tam i sie tam wprowadzila. Zaczela urzadzac ta czesc wg, jej smaku, tzn, zmienila urzadzenie kuchni, inne schody i chyba brame na pilota. i po tych nakladach zarzadala od nas ze nie zyczy sobie zebysmy tam przyjezdzali, bo to jest jej, i zaczela sie klotnia. z mezem tam pojechalismy i sie wprowadzilismy i ze jak chce tu mieszkac to musi z nami. Sama sie wyprowadzila, wybudowala sie gdzie indziej. Mieszkala w tym domu jakies 5 lat, czyli do 1998, potem sie wyprowadzila nie pamietam dokladnie, ale mysle, ze w 2002 r. i od tego czasu caly czas nas z mezem neka psychicznie, ze ja oszuklalismy, ze mieszkamy u niej.i nas nachodzila i zmuszala, zebysmy wyodrebnili jej ta czesc domu notarialnie, bo to jest jej. I teraz przyszlo to pismo, pragne jeszcze dodac, ze do dzis jest tam zameldowana, my z mezem ani pozostale dzieci nie, tylko ona, ale faktycznie tam nie mieszka. Przykro mi to pisac, ale nie sadzilam,ze tak moze odwdzieczyc sie wlasne dziecko.
Nie kwestionowane jest to ze poczynila tam naklady, ale sama je pozostawila nam nikt jej stamtad nie wyganial, chce jej oddac pieniadze, ktore tam wloazyla, ale nic wiecej juz nie chce jej dac. Jak to mozna zalatwic, zeby wreszcie dala nam spokoj???