Mam problem dość jak dla mnie skomplikowany i zawiły. Mam nadzieję uzyskać od was jakąś radę i pomoc. Otóż
W grudniu 2008 straciłam dowód osobisty (mniejsza o to w jaki sposób) zgłosiłam zaginięcie w urzędzie miejskim, na policji nie, ponieważ według tego, co przeczytałam nie trzeba. Nowego dowodu nie wyrobiłam, ponieważ wierzyłam w uczciwość ludzką, wierzyłam, że ktoś mi ten dowód zwróci.
Czekałam tak sobie do marca. W marcu powzięłam decyzję o zrobieniu nowego dowodu, ale zanim zrobiłam cokolwiek w tym kierunku zgłosiła się do mnie policja (14 marca), że jest w posiadaniu mojego dowodu. Złożyłam wyjaśnienie jak dowód utraciłam.
W maju dostałam wezwanie do zapłaty mandatu z komunikacji miejskiej i z PKP. Złożyłam odwołanie w ZDiTMie, spytałam czy wpisywać, że postępowanie w tej sprawie prowadzi policja, pani w okienku powiedziała, że nie trzeba, że zaświadczenie o utracie dowodu wystarczy. Po miesiącu dostałam odpowiedź, że nie wystarczy i że muszę donieść potwierdzenie zgłoszenia posługiwania się moim dowodem na policję (nie dostałam czegoś takiego, bo nie ja zgłaszałam fakt, to policja do mnie przyszła) lub potwierdzenie z policji, że mają mój dowód, tego również nie dostałam. Poprosiłam o takie potwierdzenie policjanta, który sprawę prowadzi, powiedział żebym napisała do ZDiTMu pismo z numerem dziennika i żeby ZDiTM się z nim kontaktował. ZDiTM mi odpisał, że nie ma obowiązku potwierdzania moich argumentów i że to ja się powinnam tym zająć. Odwołanie rozpatrzyli negatywnie. Mam do zapłacenia 244 zł nie mojego mandatu. W piśmie z ZDiTMu napisano,że przysługuje mi odwołanie do Sądu Rejonowego. Co ja powinnam w ogóle w tej sprawie zrobić? Mi już ręce opadają od tego ciągłego wysyłania pism i chodzenia po urzędach...