Dziekuje >Wam za odpowiedz. Uzupelniam, ze zaraz po wizycie u lekarza, w poniedzialek, krotko po 8 rano zadzownilam do kierownika zakladu pracy, w ktorym pracuje i zaraz potem do agencji, zeby poinformowac, ze nie moge pracowac i mam zwolnienie. W agencji poinformowano mnie, ze mam zaraz wyslac zwolnienie, bo jak nie dojdzie do srody, to nie zaplaca mi. Podczas wizyty dostalam silnie dzalajace zastrzyki i wrocilam do domu, zeby sie polozyc (bo ja sie prawie nie poruszalam). We wtorek rano, ok, 10 rano bylam osobiscie na poczcie i wyslalam zwolnienie do agencji oraz do kasy chorych. Nie tlumaczylam tego w pierwszym poscie, poniewaz bylo to dla mnie oczywiste. Wszyscy o wszystkim wiedzieli a poniewaz zle sie czulam w weekend a u mnie nikt w weekendy nie pracuje, nie mialam jak w niedziele zawiadomic, ze jestem chora.
Sprawa chyba nie mialaby zadnego dalszego ciagu, nie wyszlaby na jaw, ze cos jest nie tak, tylko ja chce wziac urlop w czasie Swiat i Nowego Roku i teraz dowiaduje sie, ze zamiast 7 dni urlopu mam tylko czetry. Kiedy pytalam dlaczego - nie udzielaja mi odpowiedzi, albo mowia cos pokretnego. Dlatego zanim zaczne rozmowy na powaznie albo moze lepiej z centrala firmy a nie miejscowym oddzialem, chcialam uzyskac pare informacji na temat regulacji oprawnych,
A wiec: w ciagu ilu dni ma byc dostarczone zwolnienie. Firma nie zgodzila sie na skanowanie i wyslanie e-mailem. Niestety nie wyslalam tego zwolnienia za potwierdzeniem odbioru. Poczta zazwyczaj dochodzi nastepnego dnia. A moze powinnam na wszelki wypadek zlozyc reklamacje na poczcie? Poradzcie mi cos, prosze. Acha.. mieszkam i pracuje w Niemczech i nie mam problemow z porozumiewaniem sie po niemiecku.