Nie jestem urażona, tylko skoro nie znasz się na prawie to nie krytykuj od razu odpowiedzi prawnika tylko dlatego, że nie zgadza się z twoim przekonaniem.
Spróbuję wytłumaczyć temat w prostych słowach.
Po pierwsze - prawo, w tym stosunki cywilnoprawne, nie jest tylko w sądzie, otacza nas z każdej strony. Jeżeli pożyczysz komuś 200 zł, to jesteś jego wierzycielem, bo taka osoba ma względem ciebie dług w wysokości 200 zł. Nie potrzeba wyroku sądu, żeby taki obowiązek istniał - w końcu można zwrócić dobrowolnie.
W wielu sprawach sąd nie "tworzy" obowiązku, ale niejako go "potwierdza". Kontynuując z powyższym przypadkiem - ktoś nie oddaje ci tego 200 zł, składasz pozew. W wyroku sąd zasądza tą kwotę, niejako komunikując "stwierdzam, że taka osoba ma ci zwrócić 200 zł". Podstawą tego długu jest jednak nie sam wyrok sądu, ale umowa pożyczki. Wyrok sądu pozwala ci jedynie dochodzić zaspokojenia przymusem - czyli w toku egzekucji.
A jak to z tym nakazem zapłaty?
1. Jest sobie wierzyciel - powiedzmy twoje PGNIG. Wystawiają wobec ciebie fakturę, ty jej nie spłacasz. Oni zatem uważają że masz względem nich dług.
2. Wierzyciel idzie do sądu - albo do "zwykłego" rejonowego czy okręgowego (w zależności od wysokości i charakteru sprawy), albo składa pozew do SR Lublin-Zachód elektronicznym postępowaniu upominawczym (jest to taki "szybki" sąd, są tam głównie referendarze i wydają tylko nakazy zapłaty);
3. W pozwie wierzyciel opisuje sytuację, do pozwu w "zwykłym sądzie" dołącza jeszcze dokumenty (w EPU wystarczy je wymienić);
4. Referent czyta pozew i ocenia, czy "na pierwszy rzut oka" powództwo jest zasadne. Czy ma podstawę prawną, czy jest dokument stwierdzający wierzytelność, ogólnie czy zostało w miarę wykazane na podstawie (póki co jedynie) pisma powoda;
5. Jeżeli tak, wydaje się nakaz zapłaty. Jest to taki "mały wyrok" - i jest niejako komunikatem "to żądanie wygląda sensownie, jest zasadne z punktu widzenia powoda".
6. Pozwany może wnieść sprzeciw od takiego nakazu - to jest też komunikat, że dłużnik ma inne stanowisko, czyli sprawa jest bardziej sporna i trzeba się nią zająć poważniej - przeprowadzić postępowanie dowodowe, dopytać strony itp. W takiej sytuacji (przyjęcia sprzeciwu):
a) w "zwykłym" sądzie sprawa toczy się dalej - nakaz traci moc, ale żądanie z pozwu nadal istnienie i trzeba je przeanalizować w świetle pozwu, sprzeciwu, dowodów.
b) w EPU referendarze mogą jedynie zdecydować czy wydać nakaz zapłaty - jeżeli jest sprzeciw, to nakaz uchyla się i umarza postępowanie (bo referendarz nie może dalej nic zrobić, tym już musi się zająć sędzia). Powód ma od czasu umorzenia 3 miesiące na wniesienie sprawy do "zwykłego" sądu.
6. Zatem na etapie po wniesieniu sprzeciwu sprawa wygląda tak, że nie wiadomo jeszcze, czy roszczenie jest zasadne, czy też nie. Powód pisze sensownie, ale pozwany się nie zgadza, trzeba ustalić kto ma rację. Na tym etapie jednak jest to kwestia nierozwiązana.
7. Sąd wydaje wyrok - albo zasądza, albo oddala pozew. Jeżeli zasądzi, to oznacza "potwierdzam (twierdzenia powoda), że powód ma takie roszczenie", jeżeli oddali to
"potwierdza (twierdzenia pozwanego), że powód takiego roszczenia nie ma;
8. Potem jest jeszcze możliwe postępowanie II instancji, ale to nie jest potrzebne w tym temacie.
Zatem w chwili uchylenia nakazu zapłaty, ale przed wydaniem jakiegokolwiek wyroku, nie ma merytorycznego ustalenia. Nakaz zapłaty został uchylony, gdyż sam fakt wniesienia sprzeciwu (nie ważne, czy ma on sens czy nie) skutkuje uchyleniem nakazu. Ocena, czy sprzeciw jest zasadny, będzie miała miejsce dopiero w wyroku.
A co jeśli wyroku nie będzie (np. powód nie wniesie pozwu w "zwykłym" sądzie)? Sprawa jest sądowo nieuregulowana. Taki powód może zatem domagać się od pozwanego zapłaty, ale nie może tego zrobić przymusem (przez komornika), bo nie ma wyroku sądu.
A co z tymi pobranymi 6000 zł?
W chwili ich pobrania powód dysponował podstawą do ich pobrania - tytułem wykonawczym. Obecnie już takiego tytułu nie ma, więc nie może dalej prowadzić egzekucji.
Czy one podlegają zwrotowi? Tutaj trzeba spojrzeć na waszą sytuację prawną:
1. PGNIG mówi, że masz wobec nich dług;
2. Ty mówisz, że nie, a oni bezzasadnie zabrali ci pieniądze.
Nie ma żadnego wyroku sądu, zatem żadne z was nie może korzystać ze środków przymusu celem odzyskania kwot. Zatem jeżeli PGNIG nie zwróci ci dobrowolnie kasy, nie masz możliwości sam tego wyegzekwować. Potrzebny jest wyrok sądu potwierdzający, kto z was ma rację.
Pytanie jest teraz, czy PGNIG będzie kontynuowało sprawę, skoro ma już pieniądze. Jeżeli sprawa taka trwa - należałoby poczekać, jak się zakończy (jest np. duże prawdopodobieństwo że sąd oddali powództwo, ale nie z uwagi że nie ma takiego zadłużenia, ale z tego powodu że taka zasadna wierzytelność została już zaspokojona).
Jeżeli postępowanie nie trwa, to jest pewne zawieszenie - Sąd bowiem nie wypowiedział się, czy rację ma powód czy pozwany.
Jeżeli to nie będzie przesądzone w tej sprawie o zapłatę, to ty możesz złożyć pozew o zapłatę tych 6000 zł tytułem bezpodstawnego wzbogacenia, ale ciąży na tobie obowiązek wykazania, że rzeczywiście nie miałeś w PGNIG żadnego zadłużenia (czyli nie mieli podstaw do poboru tej kwoty). Nawet bowiem jeżeli uchylono tytuł egzekucyjny, ale w sądzie okaże się że mają prawo domagać się od ciebie zapłaty, to mają prawo zatrzymać tę kwotę. Samo uchylenie nakazu zapłaty nie oznacza bowiem, że nie ma takiej wierzytelności - uchylenie nakazu zapłaty oznacza tyle, co "to nie jest już sprawa na szybkie postępowanie, trzeba w niej dalej działać i wydać wyrok".
(Jest to oczywiście nie w pełni kompleksowe i nieco uproszczone wyjaśnienie)