A
adrianc1910
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2011
- Odpowiedzi
- 9
Witam!
Mam pewien problem ze sprzedawczynią z Allegro. Nie wiedzieć czemu, nie chce mi uznać zwrotu towaru, mimo iż przepisy jasno wskazują, że to ja mam rację.
Towar otrzymałem 24 stycznia, lecz nie spełnił moich oczekiwań, więc postanowiłem go zwrócić. Wysłałem go dopiero 2 lutego (aczkolwiek zmieściłem się w ustawowym terminie 10 dni). Napisałem też maila do sprzedawcy i taką otrzymałem odpowiedź:
i jeszcze drugi mail:
Myślę sobie - o co chodzi? Przecież w art. 7.1 ustawy z dnia 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny, jest chyba wyraźnie wskazane: "Do zachowania tego terminu wystarczy WYSŁANIE oświadczenia przed jego upływem."
Wysłałem więc w odpowiedzi maila z tym artykułem i dodałem, żeby nie wprowadzać klientów w błąd. Myślałem, że temat jest zamknięty. Odpowiedź znów mnie zaskoczyła:
Krew mnie zalała. Nie dość, że skopiowała na żywca podany przeze mnie artykuł, to jeszcze nie potrafi go zrozumieć. Oto moja odpowiedź:
Pisałem już specjalnie słowa "wysłanie" i "otrzymanie" dużymi literami, żeby potrafiła to odróżnić, bo widać ma z tym problemy. Po tym mailu zapadła podejrzana cisza. Wczoraj wypadł mi niespodziewany wyjazd na Pomorze. Przed wyjazdem jeszcze sprawdzam skrzynkę pocztową a tu... awizo, na dzień następny przesyłka do odebrania. Jednak mnie nie będzie przez kilka dni, więc pytam się na poczcie - ponoć jakiś zwrot towaru. No k****. Przypuszczam, że towar nie został przyjęty zanim doszedł ten ostatni mój mail, po którym był brak odzewu. Ona nawet nie potrafi liczyć do 10-ciu, bo termin wysłania mijał 3 lutego, a nie jak twierdzi ona 2 lutego, więc skoro priorytety dochodzą następnego dnia to nawet wedle jej "teorii" o dostarczeniu w ciągu 10 dni nie miała prawa tego nie przyjąć. I tak w ogóle nie miała prawa tego nie przyjąć, choćby jej doszło po miesiącu, jeżeli ja bym wysłał w ciągu 10 dni od daty dostarczenia. I co ja mam teraz z tym zrobić? Bo na pewno tego z powrotem nie przyjmę, niech jej z powrotem odeślą, ja chce moje pieniądze.
Jeśli komuś się chciało przeczytać tak olbrzymiego posta, to już grzechem by było coś nie odpisać
Liczę na Waszą pomoc i porady co tu dalej robić, by walczyć o swoje prawa. Pozdrawiam!
Mam pewien problem ze sprzedawczynią z Allegro. Nie wiedzieć czemu, nie chce mi uznać zwrotu towaru, mimo iż przepisy jasno wskazują, że to ja mam rację.
Towar otrzymałem 24 stycznia, lecz nie spełnił moich oczekiwań, więc postanowiłem go zwrócić. Wysłałem go dopiero 2 lutego (aczkolwiek zmieściłem się w ustawowym terminie 10 dni). Napisałem też maila do sprzedawcy i taką otrzymałem odpowiedź:
Witam,
chyba troszkę Pan się spóźnił. Już minął termin 10 dniowy na odstąpienie od umowy i zwrot towaru.
Przesyłka nie zostanie przyjęta, z uwagi na to że w ciągu 10 dni towar musi się znaleźć u nas.
Przesyłka została wysłana przez nas w dniu 21.01.2011 r. priorytetem. Otrzymał Pan ją w poniedziałek 24.01.2011 - tak przypuszczam z uwagi na to, że priorytety dostarczana są w następnym dniu roboczym. Najpóźniej wczoraj, tj. 2.02.2011 towar powinien być dostarczony.
i jeszcze drugi mail:
Witam ponownie,
chciałabym jeszcze nadmienić, iż "oświadczenie o odstąpieniu od umowy zawartej na odległość" musi być dostarczone do sprzedającego w ciągu 10 dni od daty otrzymania przez Pana towaru. Takiego oświadczenia między 24.01.2011 a 2.02.2011 nie otrzymałam, ani drogą elektroniczną, ani listownie.
Myślę sobie - o co chodzi? Przecież w art. 7.1 ustawy z dnia 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny, jest chyba wyraźnie wskazane: "Do zachowania tego terminu wystarczy WYSŁANIE oświadczenia przed jego upływem."
Wysłałem więc w odpowiedzi maila z tym artykułem i dodałem, żeby nie wprowadzać klientów w błąd. Myślałem, że temat jest zamknięty. Odpowiedź znów mnie zaskoczyła:
"Do zachowania tego terminu wystarczy wysłanie oświadczenia przed jego upływem."
Oświadczenia o odstąpieniu od umowy zawartej na odległość nie otrzymałam w ustawowym terminie.
Poza tym uważam, że można było wcześniej się skontaktować lub zadzwonić...
Krew mnie zalała. Nie dość, że skopiowała na żywca podany przeze mnie artykuł, to jeszcze nie potrafi go zrozumieć. Oto moja odpowiedź:
Czy Pani nie potrafi czytać ze zrozumieniem?
"Do zachowania tego terminu wystarczy WYSŁANIE oświadczenia przed jego upływem."
Czy Pani potrafi rozróżnić pojęcia WYSŁANIE od pojęcia OTRZYMANIE? Wystarczy WYSŁAĆ oświadczenie o odstąpieniu, a kiedy Pani je OTRZYMA to już nie jest objęte terminem.
Gdyby to OTRZYMANIE byłoby objęte terminem 10-dniowym, prowadziłoby to do absurdów - wystarczyłoby, że poczta opóźniłaby się z dostarczeniem przesyłki i wedle Pani rozumowania takie oświadczenie nie byłoby OTRZYMANE w ustawowym terminie i nieważne, bo przekroczyło termin...Niech się Pani zastanowi nad swoim tokiem myślenia, a jeśli jest to za trudne dla Pani, to proszę się skontaktować z kimś, kto ma wiedzę z zakresu prawa cywilnego.
Poza tym, pomyliła się Pani także w określeniu tego terminu - termin WYSŁANIA mijał on 3 lutego, a nie jak Pani twierdzi 2 lutego. Termin OTRZYMANIA nie jest ustawowo określony.
Jeśli Pani dalej będzie uparcie twierdzić, że ma rację, to będę zmuszony zwrócić się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Rzecznika Praw Konsumenta, a w ostateczności wystąpię na drogę sądową.
Pisałem już specjalnie słowa "wysłanie" i "otrzymanie" dużymi literami, żeby potrafiła to odróżnić, bo widać ma z tym problemy. Po tym mailu zapadła podejrzana cisza. Wczoraj wypadł mi niespodziewany wyjazd na Pomorze. Przed wyjazdem jeszcze sprawdzam skrzynkę pocztową a tu... awizo, na dzień następny przesyłka do odebrania. Jednak mnie nie będzie przez kilka dni, więc pytam się na poczcie - ponoć jakiś zwrot towaru. No k****. Przypuszczam, że towar nie został przyjęty zanim doszedł ten ostatni mój mail, po którym był brak odzewu. Ona nawet nie potrafi liczyć do 10-ciu, bo termin wysłania mijał 3 lutego, a nie jak twierdzi ona 2 lutego, więc skoro priorytety dochodzą następnego dnia to nawet wedle jej "teorii" o dostarczeniu w ciągu 10 dni nie miała prawa tego nie przyjąć. I tak w ogóle nie miała prawa tego nie przyjąć, choćby jej doszło po miesiącu, jeżeli ja bym wysłał w ciągu 10 dni od daty dostarczenia. I co ja mam teraz z tym zrobić? Bo na pewno tego z powrotem nie przyjmę, niech jej z powrotem odeślą, ja chce moje pieniądze.
Jeśli komuś się chciało przeczytać tak olbrzymiego posta, to już grzechem by było coś nie odpisać