Tegorocznym kandydatom na aplikantów komorniczych należy życzyć szczęścia i pomyślności, bo tak trudnej sytuacji nie miał jeszcze żaden rocznik. Z czystej uprzejmości należałoby poinformować niedoszłych terminatorów o warunkach panujących na branżowym rynku. Moja krótka analiza będzie miała dość ograniczony zakres - Izba Komornicza we Wrocławiu, miasto Wrocław, więc nie sposób przedstawić na tym przykładzie realiów panujących w innych apelacjach. W dniu dzisiejszym mamy 20 wrocławskich kancelarii komorniczych. Ubiegłoroczny egzamin konkursowy oraz chłonność lokalnego rynku poskutkowały tym, że Izba Komornicza we Wrocławiu 'wzbogaciła się' o niespełna trzydziestu nowych aplikantów I roku, z czego około dwudziestu odbywa aplikację w naszym pięknym mieście. Implikując, zarobki oscylują w wysokości, o której mówi par. 1 rozporządzenia Rady Ministrów z 5 października 2010 r. w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2011 r., nie licząc osób odznaczających się stażem pracy w kancelarii komornika / naturalnie - mogą one liczyć na lepsze warunki finansowe /. Nie jest żadną tajemnicą, że wysokość wynagrodzenia za pracę, przy jednoczesnym wymiarze wykonywanych godzin nadliczbowych, coraz częściej zdaje się być urzeczywistnieniem 'paremii' pro comornico bono i będzie to w najbliższym latach tendencja postępująca. Wymiar obowiązków nakładanych na aplikantów komorniczych jest istotnie zdywersyfikowany, opiera się on w głównej mierze na predyspozycjach każdego indywiduum, aczkolwiek kształt organizacyjny kancelarii również może w tym względzie wyznaczyć jego zakres. Nie widzę sensu, żeby poruszać na forum bardziej szczegółowe aspekty aplikacji komorniczej. Jeśli ktoś ma trudne do rozwiania wątpliwości to mogę odpowiedzieć na kilka krótkich pytań przez PW.
Odnosząc się do trwającej dyskusji, najbardziej zastanawia mnie kwestia wzrostu popularności tej 'niszowej' aplikacji. W niebywałe zdumienie wprawiła mnie liczba 639 przystępujących do egzaminu konkursowego - to przecież niemalże 200% ubiegłorocznej frekwencji. Jeżeli motorem napędzającym ten 'owczy pęd' jest gwarantowany ustawą etat i idące za tym w parze 'godne' zarobki to trzeba liczyć się z gorzkim rozczarowaniem. W praktyce bowiem etatów jest tyle, ilu chętnych jest komorników, a zatrudnienie na podstawie art. 29 ust. 5 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 o komornikach sądowych i egzekucji jest ponurym żartem. Podam za przykład ubiegłoroczną propozycję 1/10 etatu w kancelarii komornika 80 km od miejsca zamieszkania, z jednoczesnym zapewnieniem że aplikant niczego się nie nauczy. Nie ma co się łudzić, że aplikacja komornicza A.D. 2012 jeszcze się 'zmieści', a następni będą mieli problem, gdyż takowy zaczął się rok wcześniej / liczba aplikantów zwiększyła się trzykrotnie, czego wcale nie odzwierciedliła chłonność rynku /. Nie chcę już nawet wspominać o tym, że praca komornika nie jest zajęciem dla każdego. O ile - jak ktoś już wcześniej trafnie zauważył - barierą dla miernot na drodze do objęcia stanowiska komornika sądowego jest dopiero egzamin komorniczy, o tyle trzeba powtórzyć myśl mojej poprzedniczki, która jest w swej istocie niezwykle brutalna, acz bardzo prawdziwa, ergo: osoby kładące nacisk na łatwy egzamin konkursowy, uczestnictwo w quasi-korporacji, trywialny poziom zagadnień prawniczych i nikły wskaźnik konkurencji w branży egzekucyjnej / porównując ten czynnik z sytuacją panującą na pozostałych płaszczyznach branży prawniczej / - stracą jedynie swój cenny czas i ciężko zarobione pieniądze.
Ci, którzy rzeczywiście zainteresują się materią, a przy okazji będą wykazywać się mocną konstrukcją psychiczną i odpowiednimi uwarunkowaniami charakterologicznymi, bezproblemowo odnajdą się - przy odrobinie szczęścia - w dającym mnóstwo satysfakcji zawodzie, wymagającym osobistej samodyscypliny i podejmowania decyzji, które niemalże w sposób 'instant' rodzą skutki procesowe. Za to właśnie kocham swoją pracę.