Aplikacja komornicza cz. II

  • Autor wątku Autor wątku Master Piernik
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Po pierwsze to koleżanko (jeśli już), a nie kolego. Po drugie to nie każdy komornik potrzebuje aplikantów do pracy terenowej, z resztą co ma piernik do wiatraka? Miałam na myśli doświadczenie zawodowe w ogóle, np. w sądach, urzędach innych kancelariach, niekoniecznie w kancelarii komornika. Takie doświadczenie też procentuje i sprawia, że wiesz i umiesz coś więcej niż osoba, która nigdy nigdzie nie pracowała. Dlatego, uważam że jest to kartą przetargową w rozmowie o patronat.
 
martatram napisał:
Po pierwsze to koleżanko (jeśli już), a nie kolego. Po drugie to nie każdy komornik potrzebuje aplikantów do pracy terenowej, z resztą co ma piernik do wiatraka? Miałam na myśli doświadczenie zawodowe w ogóle, np. w sądach, urzędach innych kancelariach, niekoniecznie w kancelarii komornika. Takie doświadczenie też procentuje i sprawia, że wiesz i umiesz coś więcej niż osoba, która nigdy nigdzie nie pracowała. Dlatego, uważam że jest to kartą przetargową w rozmowie o patronat.

Oczywiście chodziło mi o zwrot koleżanko:). Jeśli zgodzić się z Twoją tezą dotyczącą argumentu doświadczenia zawodowego to może 10 % komorników weźmie to pod uwagę. Tak się składa ,że pracowałem i w sadzie i w kancelarii radcowskiej (praca to może zbyt duże słowo ale jest to fakt) i napiszę Tobie,że uważam że są to doświadczenia zawodowe całkowicie nie dające przygotowania do wykonywania pracy aplikanta komorniczego. Ale masz racje tak jak napisałaś nie każdy komornik potrzebuje aplikanta do terenu.......jednak większość tak.
 
Ostatnia edycja:
W poszukiwaniu patrona byłem w jakichś 14 kancelariach i łącznie wysłałem jakieś 50 CV. Nawet jak już znalazłem patrona, to szukałem po to by może trafić coś lepszego, jak się to mówi.

Z tego nazwijmy to ,,doświadczenia" mogę powiedzieć tak - fakt- większość komorników o których byłem zawsze proponowało minimum ustawowe, z tym zastrzeżeniem, że jak się sprawdzi człowiek to obiecują więcej. Niektórzy mówią, że przeważnie to jest po 3 miesiącach, inni, że dopiero dadzą podwyżkę jak się nabędzie uprawnienia (czyli wiadomo - po roku). Oczywiście podwyżka sama ma nie przyjść tylko na nią trzeba zapracować doświadczeniem i zdobywaniem wiedzy. Dwóch albo trzech jeśli dobrze pamiętam zaproponowało w granicach 1500 na rękę na początek. Jeśli chodzi o płacenie za aplikację to nawet tego tematu nie poruszałem. Niektórzy sami mówili, że aplikacji nie opłacą. Oczywiście, niewykluczone, że komuś może jakiś komornik opłaci aplikację.

Spora część komorników pytała o liczbę punktów na egzaminie. Jeden powiedział wprost, że jestem na pierwszym miejscu do zatrudnienia ze względu na liczbę punktów, ale daje mi minimum na początek i mam dzień na zastanowienie się, bo inaczej zatrudni kolejnego z tej jego ,,listy". Więc jeśli chodzi o wcześniejsze doświadczenie czy liczbę punktów na teście to może też być brany argument przy wyborze nas jako aplikantów do pracy, ale jeśli chodzi o wysokość wynagrodzenia to chyba nie ma to większego wpływu, niestety. Z drugiej strony dla innego komornika może liczyć się to czy mamy samochód a liczbę punktów mają w przysłowiowym nosie.

Nawiązując do wcześniejszych przedegzaminacyjnych wypowiedzi koleżanek i kolegów o problemach ze znalezieniem patrona po egzaminie. Z mojego punktu widzenia mogę powiedzieć, że łatwo nie jest, ale jak się chce, pochodzi i poszuka to się znajdzie. Trzeba tylko jedno - Chcieć.

Jeśli chodzi o wysokość wynagrodzenia. Oczywiście minimum to mało i chciało by się zarabiać więcej. Niestety żyjemy w takich czasach, że mimo godzin spędzonych nad książkami itd itd po studiach niejako zaczynamy wszystko od zera. Kogo za to winić?? Nie mam pojęcia. Fakt faktem, że człowieka może szlag trafiać, że jakiś koleś bez matury na początek może zarabiać więcej, a jeśli ma się jeszcze dzieci do wyżywienia i zdobyte wcześniej doświadczenie to wynagrodzenie min. staję się kaszaną. Jeśli chodzi o kwestię wynagrodzenia ja to traktuję jako coś przez co trzeba zagryźć zęby i po prostu przejść i liczyć na to że potem będzie lepiej i się nie pomylę w tych przypuszczeniach :) W końcu jak się już jakąś ścieżkę raz obrało to nie ma sensu się wracać i iść gdzie indziej :)

Na koniec mogę powiedzieć, że moim zdaniem wszystko zależy od tego jakim człowiekiem jest komornik - jeden może traktować nas jako zło konieczne, jeden jako po prostu człowieka. Nie da się chyba stworzyć takiego jednolitego obrazu jak jest jeśli chodzi o zatrudnienie nas jako aplikantów. Żeby zdobyć taką wiedzę trzeba by chyba obejść wszystkie kancelarie komornicze w kraju :) A to nie jest możliwe.
 
oczywiście że nie. Jak dostawałem zaproszenie na rozmowe to starałem się poszukać opini w necie na temat danego komornika. Jeśli ich nie było to starałem się wyciągnąć z obserwacji komornika jakie ma podejście do mnie. Zwracałem uwagę ile osób jest zatrudnionych w kancelarii a nawet jak leżały jakieś akta na biurku u komornika to ukratkiem patrzyłem po okładce który tam km czy inny kms leży :) by być może zobaczyć jakie obciążenie sprawami jest. wiem że dużo z obserwacji tych nie mogłem wyciągnąć wiedzy na tamten noment ale przynajmniej coś tam się dowiedziałem :) inne rzeczy jakimi się kierowałem to odległość od miejsca zamieszkania czy kancelaria jest w dużym mieście itd itd. Wynagrodzenie nie było tak ważne bo wiedziałem z góry że na początek cudów nie będzie. Chciałem jedynie by nie być zatrudnionym na jakieś pół etatu czy inną 1/10
 
tomek_84 napisał:
Mam wrażenie, że jakbym powiedział, żeby zapłacili mi za aplikację to chyba zostałbym "zabity" śmiechem.

Może wystarczyłoby o to zapytać, a nie "mieć wrażenie". Czasami bywa mylne.

Poza tym nie powinno się generalizować. Znajdą się komornicy którzy podejdą do aplikanta jak do człowieka, ale będą i tacy, którzy liczą na wyzysk. Tak jest wszędzie i nie ma co tego roztrząsać.
 
onlyrock napisał:
oczywiście że nie....

W końcu jakaś merytoryczna wskazówka od osoby która zdała egzamin w tym roku :D

UWAGA!!! dla tych wszystkich co wysyłają sporo cv i umawiają się na rozmowy z komornikami w jednym mieście. Przed chwili- rozmawiałem z kumplem na gadu z innej kancelarii. Uzyskałem informacje,że komornicy wymieniają się informacji na temat wpływających do nich cv itd. Weźcie to pod uwagę.
 
Z moich rozmów przeprowadzonych ze znajomymi przez skypa wynika, że faktycznie nie jest latwo o patrona a już na pewno ciężko liczyc na angaż w swoim miejscu zamieszkania. :x

Ja sama chciałabym pracować i uczyć się zawodu w większym mieście i mam umówione na przyszły tydzień dwa spotkania w ponoć największych kancelariach na Kujawach i tu pojawia się problem. Słyszałam ze duże to nazywane są hurtowniami i niewiele można się tam nauczyć bo jest ciągły wyścig z czasem. :confused: Co o tym sądzicie? Ktoś może coś napisać ze swojego doświadczenia? Może faktycznie należy kierować się do mniejszych miejscowości? (niestety w mojej jest tylko jeden komornik, który nie potrzebuje aplikanta)

Znajomy zastanawia sie miedzy Łodzią a Częstochową, a pochodzi z Radomska :rolleyes:
 
Banshee napisał:
Może wystarczyłoby o to zapytać, a nie "mieć wrażenie". Czasami bywa mylne.

Poza tym nie powinno się generalizować. Znajdą się komornicy którzy podejdą do aplikanta jak do człowieka, ale będą i tacy, którzy liczą na wyzysk. Tak jest wszędzie i nie ma co tego roztrząsać.

Co do pierwszego wątku to jak mogłem zapytać oto czy opłaci mi ktoś aplikację skoro twierdzi, że tak naprawdę jestem mu niepotrzebny, ale i tak wie, że izba w tym roku mu kogoś przyśle. Tutaj cytat pozwolę sobie przytoczyć: "Wolę Pana mieć w kancelarii, bo mi potrzebny jest człowiek do pracy w terenie z asesorem, a nie jakaś paniusia z tipsami co jej się wydaje, że będzie w kancelarii siedzieć"
I tu mam taką refleksję w komisji w której zdawałem egzamin połowa kandydatów to były kobiety, przynajmniej tak mi się wydawało. Wydaje mi się, że Panie mogę mieć większy problem niż Panowie :/

Wątek drugi to chyba napisałem, że może zdążyć się cud w postaci wujka bądź człowieka co ma dziś dobry dzień :)

Ktoś poruszył temat poszukiwań, które miały być takie trudne, że ohoho nic bardziej kłamliwego nie czytałem w ostatni roku. No może tylko to że Jarosław Kaczyński znowu się zmienił.
Pozdrawiam
 
tomek_84 napisał:
Ktoś poruszył temat poszukiwań, które miały być takie trudne, że ohoho nic bardziej kłamliwego nie czytałem w ostatni roku.
Pozdrawiam

Kolego kłamliwe jest twierdzenie,że ze znalezieniem patrona nie ma żadnego problemu.
Moim zdaniem co roku będzie trudniej znaleźć patrona ,co nie oznacza,że nie będzie to możliwe.To wynika z czystego wyliczenia matematycznego. za jakiś czas będzie podobna sytuacja jak na aplikacji radcowskiej..........
 
Po pierwsze co masz na myśli mówiąc "duża kancelaria"? Taką w której roczny wpływ KM wynosi 5.000 spraw, 10.000 czy może ponad 100.000?
 
Znajomy zastanawia sie miedzy Łodzią a Częstochową, a pochodzi z Radomska :rolleyes:[/QUOTE]

nie rozumiem to źle?? jedna miejscowość 100 km a druga 50 km od radomska więc wydaje mi się ze jest dobrze. Co do tego miejsca zamieszkania mieszkam w małej miejscowości i nie chciałbym być tam aplikantem..
Trzeba próbować wszędzie znaleźć patrona bo potem człowiek będzie żałował że mógł mieć lepsze warunki gdzie indziej itp itd ale nie spróbował.
Co do większych miast za bardzo nie mogę się wypowiedzieć, wydaje mi się że teoretycznie można się więcej nauczyć bo zapewne mają więcej różnorodnych przypadków jednak chyba nie ma reguły.
 
rejent napisał:
Kolego kłamliwe jest twierdzenie,że ze znalezieniem patrona nie ma żadnego problemu.
Moim zdaniem co roku będzie trudniej znaleźć patrona ,co nie oznacza,że nie będzie to możliwe.To wynika z czystego wyliczenia matematycznego. za jakiś czas będzie podobna sytuacja jak na aplikacji radcowskiej..........

Moje wypowiedzi poparte są tylko i włącznie własnymi doświadczeniami dlatego nawet gdybym chciał napisać inaczej to się nie da. Byłem tylko w dwóch kancelariach i teraz mam problem którą wybrać. Nie piszę tego dlatego żeby kogoś wkurzyć czy sobie morale podnieść, absolutnie nie!
Może mi się tak udało, ale czemu mam prawdy nie pisać?
Co do przyszłości to nie poruszałem tego tematu więc nie będę się wypowiadał o rzeczach nie w temacie.
pozdrawiam!!
 
tomek_84 napisał:
Co do pierwszego wątku to jak mogłem zapytać oto czy opłaci mi ktoś aplikację skoro twierdzi, że tak naprawdę jestem mu niepotrzebny, ale i tak wie, że izba w tym roku mu kogoś przyśle. Tutaj cytat pozwolę sobie przytoczyć: "Wolę Pana mieć w kancelarii, bo mi potrzebny jest człowiek do pracy w terenie z asesorem, a nie jakaś paniusia z tipsami co jej się wydaje, że będzie w kancelarii siedzieć"
I tu mam taką refleksję w komisji w której zdawałem egzamin połowa kandydatów to były kobiety, przynajmniej tak mi się wydawało. Wydaje mi się, że Panie mogę mieć większy problem niż Panowie :/


Ja szłam z nastawieniem na pracę w terenie, a okazało się, że czeka mnie praca głównie z papierkami a od czasu do czasu "dla zaczerpnięcia świeżego powietrza" będę mogła z nim pojeździć i się uczyć. Po roku mam nadzieję, że to się zmieni. Nie chciałabym gnić przy biurku.
 
To powinnaś się cieszyć z takiego patrona, w terenie się egzekucji nie nauczysz.
Nie wiem czy latanie z sądówkami i innymi słabymi to szczyt marzeń, co innego z komornikiem
dla "nauki".
Co do kobiety aplikanta to u mnie wybraliśmy kobietę, aż się dziewczę rwie do terenu - i dobrze. Ale najpierw musi mieć wiedzę żeby wstydu nie przynieść.
Na temat obstawy dla kobiety w terenie już pisałem i mało z krzesła nie spadłem jak
czytałem o tym.
 
Ale się rwą Ci aplikanci w teren :D Faktycznie w terenie nie nauczycie się za dużo. A ganianie w upale na 5 piętro aby pocałować klamkę to żadna przyjemność. Albo brodzenie w zaspach i deszczu. Wiadomo, że czasem są sytuacje wyjątkowe i mogą wiele pokazać ale to szczegół. Znam asesora, który przez aplikację ganiał w teren i obrabiał dużo rzeczy w kancelarii. Gdy został asesorem musiał nagle zastąpić komornika w czynnościach i przeprowadzić licytację nieruchomości w sądzie. I nie wiedział jak to zrobić a na sali prawie robił pod siebie ze strachu.
 
Co do pracy w terenie - byłem ostatnio na rozmowie na której komornik jasno powiedział, że on nie potrzebuje aplikanta do pracy w kancelarii, bo od tego są inni. Podstawowym zadaniem ma być "ściąganie" majątku do kancelarii...
 
@kps - racja. Teren to jeden z licznych aspektów pracy w kancelarii.
Szczęście mają Ci - a czy mają szczęście to dowiedzą się po latach - którzy są dopuszczeni do wielu różnych płaszczyzn działalności kancelarii.
Nie docenia się bardzo często rejestracji spraw i pierwszych czynności - a stara zasada mówi "sprawa dobrze założona poprowadzi się sama" (uproszczenie ale nie bez cech prawdziwości), ważna jest "obróbka" nieruchomości, teren - który jest wypadkową wcześniejszych kancelaryjnych czynności.
Ten kto pracuje w kancelarii wie jak ważną osobą jest ten kto zna się na alimentach - jakbyśmy tych alimentow nie cierpieli - obeznanie w podwyższeniach, w okresach zaliczkowych, w prostowaniu stanu po uwzględnieniu wpłat bezpośrednich dłużnika itp itd, bezcenne. Eksmisje, opisy, licytacje nieruchomości - na które szef powinien zabierać nowych adeptów...to wszystko jest niezmiernie ważne.
Niestety w badzo niewielu kancelariach jest się dopuszczonym do wszystkiego albo co najmniej do wielu z tych dziedzin - szkoda.
Z drugiej strony nie można dziwić się szefom, oni mają ciut inną optykę...po co mam coś zmieniać, skoro się sprawdza.
 
poglądem też może być ilu i jakich dany komornik wychował komorników w swojej karierze
wiadomo, od początku aplikacji do mianowania
 
A tak zmieniając odrobinę wątek mam pytanie, mianowicie, po roku przeprowadzane jest kolokwium sprawdzające wiedzę aplikantów, czy ktoś mógłby napisać jak ono wygląda, jakie są konsekwencje jego niezaliczenia?
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra