A kolega w tym banku to po prawie? W jakim dziale? Windykacyjnym?
Mam znajomych, którzy pracują w bankach (nie w windykacji) i są po pierwsze wyczerpani psychicznie, po drugie praca nudna jak flaki z olejem (tak, wiem, komornik czy asesor też nie spotykają się na co dzień z nie wiadomo czym), nie potrafią rozmawiać o niczym innym niż bank, jak to było dziś w banku, kto do banku przyszedł, jak to w banku jest ciężko, szkolenia w banku były trudne, chyba mnie z banku wyrzucą, muszę poszukać już nowego banku, wypłata z banku to całkiem dobra, ale mam już dość, limity w banku trzeba wypełniać...
2 lata temu straszyli jaka to aplikacja komornicza to niedobra, bo mało pieniędzy, bo wykorzystują, bo to, bo tamto. No tak, lepiej być kolejnym z tysiąca aplikantów radcowskich, którym płacą grosze o ile w ogóle podczas aplikacji, a potem strzelić sobie w łeb jak się nie ma pieniędzy na otworzenie własnej kancelarii (a co z renomą, kto do nas przyjdzie?), albo jechać do Wawy pracować w korporacji i zarabiać kokosy, ale przed snem się zastanawiać, czy może w 2018 uda mi się wyjechać na ten urlop. A na końcu korporacja przeżuje i wypluje. To samo adwokaci. Kto jeszcze - sędzia i prokurator? O ile ktoś lubi mieć do czynienia z denatami, wypadkami, kryminalistami - ok, rzucą na drugi koniec polski bo tam jest etat i jedź, albo zdychaj z głodu. Notariusz - każdy wie, że to egzamin najtrudniejszy i o patrona najtrudniej - to chyba jedyny dobry wybór dla naprawdę wyuczonych i tym którym się uda znaleźć patrona, który ich coś nauczy (albo mających patrona wśród rodziny).
Najlepiej to było iść na medycynę albo studia techniczne, o! Ale dla absolwentów prawa to już trochę za późno, więc nie zachęcajcie, nie zniechęcajcie, kto miał podjąć decyzję, chyba już ją podjął i będzie miał w życiu jak sobie wypracuje. Zawsze można się zaczepić do pracy gdzie indziej, zmienić profesję, mamy XXI w.