lokata napisał:
Gdybym słyszała i czuła potrzebę podzielenia się swoimi spostrzeżeniami na ten temat, z pewnością bym to uczyniła.
Skoro frapujący Cię temat nie budzi zainteresowania innych użytkowników, to może spróbuj po prostu, albo ich nim bardziej zaciekawić, albo się z tym pogodzić?
Mimo, że w pełni się zgadzam z tą wypowiedzią i już dwukrotnie wyrażałem swój pogląd na ten problem to pozwolę sobie rozwinąć pewną myśl. Z naiwnością dziecka liczę na odrobinę zrozumienia od Was, młodych gniewnych.
Aplikant to inwestycja dla komornika. Na początku umie mało albo nic, no chyba, że był wieloletnim pracownikiem kancy. Trzeba go szkolić i płacić tyle, żeby nie myślał o daniu drapaka.
Przenosiny aplikanta to kłopot dla wszystkich: rad izb, ich pracowników i komorników. W Izbie Warszawskiej wiedzą o tym jak nigdzie indziej. Przed rokiem 2008 było przenosin dużo. Wtedy problematykę aplikacji regulowały uchwały KRK, w tym ta fajna, z 2006r. nigdy i nigdzie nie publikowana choć stosowana. Nie było żadnych zapisów broniących przenosin, więc ludzie korzystali skoro mogli. Żeby była jasność, przenosiny nie były plagą, ale pojawiającym się regularnie problemem. Przynajmniej w Warszawie. Zwłaszcza, że komornicy ze stolicy często podkupywali sobie co bardziej operatywnych aplikantów, bo ich w tamtym czasie nie było za wielu. Solidarności między komornikami tej Izby nie ma. Aby się bronić przed masówką "uciekinierów z prowincji", zamówiono opinię prawną, o której pisałem wcześniej.
Uświadomcie sobie jedno. Warszawa to nie raj, aplikanci zarabiają niewiele. Poza tym Komornicy na miejscu mają w kim wybierać, nie potrzebują ogonów i zarzutów od kol. z innych izb, że uprawiany jest tam handel aplikantami (historia kol. Agaty). Mają też niefajne doświadczenia z kolejnymi oszołomami co narobią zamieszania, aplikację skończą z wyróżnieniem, a potem zrezygnuje uzbrojeni w praktyczną wiedzę egzekucyjną (historia kol. Tomka). Był jeszcze jeden, którego imienia nie pamiętam, co najpierw przeniósł się do Wawy, a potem chciał z powrotem - chyba do Gdańska.
Inna kwestia, że mecanat nad przenosinami w w-wie obejmował dość często były przewodniczący izby (NNE), który nie miał za wielu sympatyków - nawet jego wychowankowi nim gardzą do dziś. Zatem starą sprawdzoną metodą przeniesiono, do historii praktyki niesławnego NicNieznaczącegoEmeryta.