Moim zdaniem ... jeden "otwiera" kancelarie a inny też ale w inny sposób "otwiera".
Jeden spokojnie, z dystansem, 1-2 osoby max, bez szaleństw w sprzęcie, dostępie elektronicznym itd a inny 4-7 osób, sprzęty na wypasie, od razu wszystkie dostępy ( sam dostęp nie problem ) itd itd.
Ja również znam dawnych asesorów którzy "poszli na swoje" rok temu, półtora roku i 3 lata temu. Wszyscy sobie radzą. Poza otwierającymi kancelarię z "gestem" i "rozmachem".
Wiadomo 50 tysi trzeba mieć, lub zaryzykować kredytem itd, no trudno ale mnie to chyba nie ma co podchodzić. Zawsze można zacząć samemu, bo powinno się umieć samemu też robić wszystko, ale ilu umie "wszystko" a wymają tego od innych.
Co do 2-3% nie sądzę, żeby to przeszło, a jak przejdzie to zawsze można "zmobilizować" żeby było więcej, bo nie od wszystkiego jest 2-3%.
Co do tego, że należy się z "tym urodzić" - również tak uważam, nie każdy ma predyspozycje, jeden nadrabia hurtem inny moim zdaniem obowiązkową bezwzględnością, ale nie ślepą.
Oczywiście, że łatwiej być bibmającym asesorem niż odpowiadającym za wszystko komornikiem, który się dopiero rozkręca, ale tu też potrzeba pewnych cech, których jak niektórym brakuje.
Koniec końców, robota fajna, ciekawa, pomijając decyzję sądów i nie fair wierzycieli to często rentowna ( oby jak najdłużej ) ale nie dla każdego, nie da się tylko siedzieć w kancelarii ani tylko chodzić w teren.
Nie wiem jak jest w mniejszym mieście, nie miałem przyjemności w takim "działać" ale sądzę, że renty emerytury krusy i inne też istnieją, majątki, ruchomości i nieruchomości ...
Ale koniec końców wolę większe miasto, niestety wiąże się to z duża ilością "kolegów" po fachu, z którymi najczęściej dochodzi do zbiegów.