Spokojnie KSEH z moją kondycją psychiczną jest ok właśnie dlatego, że ja w pracy nie szukam misji, pasji, głębi, sensu itd.
Dla mnie robota to jedynie środek do zdobywania dochodów, które potem mogę wydawać między innymi na spełnianie swoich pasji. Po pracy wracam, otrzepuję się z codziennej porcji brudu, która przylgnęła w toku wykonywania obowiązków i totalnie wyłączam myślenie o tym syfie, bo inaczej można by rzeczywiście zwariować.
Właśnie moim zdaniem osoby, które szukają w tej robocie sensu, głębi, pasji, czy chcą być tym "Robin Hoodem" prędzej czy później przeżyją konkretny kryzys, bo to jest niekończąca się historia, w której nigdy do końca nie wygrasz. A czasami się nóż w kieszeni otwiera, kiedy masz przed sobą takiego cwaniaka, który ma miliony długów, a ty mu możesz skoczyć, bo tak naprawdę to on nic nie ma, bo on jest tylko prezesem kilku spółek prawa handlowego na 1/5 etatu w każdej za minimalną pensję, porsche którym jeździ jest spółki, willa z basenem babci itd. I śmieje ci się taki w twarz. Wtedy twój zapał, poczucie misji i sprawiedliwości niestety dostaje porządnego kopa w zęby.
Dlatego moje podejście jest takie, że wykonuję swoje obowiązki najlepiej jak potrafię, ale praca to nie wesołe miasteczko i nie musi być przyjemnie ani ciekawie, dopóki przynosi mi ona jako taki dochód. Jeśli się zrobi gorzej, to poszukam innej, bardziej dochodowej pracy bez najmniejszego żalu.