Moja koleżanka była dzisiaj na rozmowie kwalifikacyjnej życia- komornik (z wiadomego powodu nie powiem gdzie, co i jak) używał jako przecinka słów powszechnie uznawanych za wulgarne, darł się na swoich pracowników wyzywając ich od idiotów, trzech ostatnich aplikantów zrezygnowało z aplikacji (jeden po roku, drugi po miesiącu, a ostatni po trzech) bo byli "mientkimi ******" i opowiadał jak to z ostatnimi dwiema paniami sądzi się w sądzie pracy za wlepione im dyscyplinarki... Dziewczyna była przerażona, bo trzymał ją na tej rozmowie ponad godzinę i właściwie to nawet przyjął ją do pracy, pod warunkiem, że liczy się z tym, że jak coś "zepsuje" (oczywiście określił to dosadniej) to "dyscyplinareczka"... Ja myślałam, że takie rzeczy się nie zdarzają i gdybym dziewczyny nie znała prawie 20 lat to w życiu bym nie uwierzyła, że to może być prawda...