Nie jestem doświadczonym terenowcem, nawet nie jestem asesorem, ale obelgi, groźby, blokowanie służbowego auta, tworzenie "atmostery grozy" przez dłużnika i jego rodzinę itd. nie są dla mnie niczym nadzwyczajnym i nigdy nawet nie pomyślałem, aby zgłosić to na policję.
Stosunek mojego wynagrodzenia za pracę do warunków pracy jest - ujmując delikatnie - nieadekwatny i raczej mieści się w średniej krajowej dla aplikanta II roku (więcej ode mnie zarabia ekspediantka w Biedronce/Lidlu), więc staram się unikać takich sytuacji, jak mogę, to staram się udawać, że nic się nie stąło, nic nie słysząłem, nic nie widziałem.
Na szczęście nie dostałem jeszcze po ryju, psy dłużnika mnie nie pogryzły ani nikt nie porysował mi auta, więc chyba mam szczęście.