Aplikacja komornicza

  • Autor wątku Autor wątku Bartata
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Ja nie twierdzę, że te 60 osób nie ma się czym martwić i na pewno do końca roku znajdzie patrona. Napisałam tylko, że znalezienie pracy w grudniu czy pod koniec listopada nie jest całkowicie niemożliwe, co oparłam na własnym przykładzie. Ale może to tylko ja miałam takie szczęście, nie wiem.
 
takie rzeczy jak zacytował Bartata wypisują ludzie którzy twierdzą, że dostanie się na aplikację jest równoznaczne z zatrudnieniem;) A najgorsze jest to, że conajmniej 50% ludzi, ktorzy się dostali kompletnie się do tej pracy nie nadaje. Sam miałem okazję już taką osobę poznać. Jej wypowiedź brzmiała tak " W sumie to trzeba było coś wybrać, a na komorniczą było najmniej nauki". Szkoda gadać...
 
Bartata napisał:
Niestety brak zapobiegliwości, zostawienie spraw na koniec kończy się desperacją...do tego stopnia, że nie wie się nawet co się pisze....

Oto cytat z przysłanej oferty pracy....jak widzicie powód dla którego została przesłana jest bardzo ciekawy, jednak pracodawca akurat ten powód ma gdzieś



No comment :rolleyes:

Serio takie kwiatki są przysyłane? :o Myślałem, że to tylko takie legendy, tak jak zdjęcia z plaży albo z gołą klatą w CV ;]
 
...Ostatni kwiatek z Cv ....polowe kartki zajmuje zdjecie zrobione telefonem komorkowym w odleglości 5 cm od twarzy oraz jest napisane jakie to liceum kandydat ukonczyl, na drugiej kartce kandytat opisal jaką szkołę wyższa ukończył i na jakim kierunku...najlepszy jest jednak adres...podana jest tylko ulica...pewnie jakby mu przyszlo pisac wysłuchanie to na te pare zdań musialby mieć całą ryzę papieru. :o :o :o ,a tak poważnie, bez jaj, powinni podnieść ten limit punktowy na egzaminie wstępnym.
 
Podniesienie limitu nic tu nie da, bo te testy sprawdzają wykucie ustaw, a nie inteligencję. Do wykucia ustawy wystarczy dobra pamięć i samozaparcie, można być przy tym raczej tępym i niezły wynik osiągnąć na teście. Ale jak widać prędzej czy później takie osoby zostaną odsiane, bo raczej ciężko będzie im znaleźć zatrudnienie, chyba że jakiś komornik lubuje się w idiotach :)
 
Czy ktoś z apelacji warszawskiej dostał już uchwałę i ew. plan zajęć?
 
Przed kilkoma minutami kolega z apelacji warszawskiej napisał mi, że ma decyzję już od dwóch tygodni. (Nie ma on problemu z patronem, bo pracuje od kilku lat). Co do planów zajęć nic nie wiem. Pozdrawiam
 
panowie i panie a jak u was wyglada sprawa oplacenia aplikacji ? moj patron mi oplaci, mam tyle szczescia czy to raczej powszechny obyczaj? moze pensje mam nie zaciekawa bo 1500 brutto ale umowe na czas nieokreslony i oplacona aplikacje. Jak u was wyglada sytuacja ?
 
Ja tam czekam ciągle na plan zajęć, ale u mnie wygląda to tak że mam 2500zł netto, a opłata aplikacji samemu. Co kancelaria to obyczaj jak widać i zakres obowiązków aplikanta tez w każdej kancelarii jest pewnie inny. Ja np. jestem i mam być tylko pracownikiem biurowym, żadnego terenu (pracuje już rok czasu, a teraz jako aplikant od stycznia). Praca tylko przy kompie 8h dziennie i robienie tam chyba wszystkiego co można robić w programie Komornik SQL (zakładanie spraw, zapytania, zajęcia, powołanie biegłego, operat szacunkowy, wyznaczanie licytacji, protokoły, umarzania, postanowienia, odp. na skargi, itp...) + odbieranie telefonów + przyjmowanie interesantów. Więc 0 terenu, może to i dobrze, a może źle bo jednak zdrowiej by było czasem pobiegać po terenie niż tylko siedzieć przy kompie.
 
rafal180 napisał:
Więc 0 terenu, może to i dobrze, a może źle
Moim zdaniem słabo, bo kiedyś w ten teren i tak będziesz musiał pojechać czy jako asesor, czy już jako komornik, a to zupełnie inna bajka, niż prowadzenie egzekucji z za biurka, więc warto się tego nauczyć "za młodu" i pod nadzorem.
 
dla mnie odbieranie telefonow jak sekretarka to porazka,bez urazy. kiedy przyszedlem do kancelarii wymagano tego odemnie teraz juz nie musze, udało mi sie wykrecic, to zajecie dla kobiet :P 2500 netto jako aplikant to juz ladnie. Nawet jesli musisz samemu oplacic aplikacje
 
Cóż, prowadzenia rozmów telefonicznych też się trzeba nauczyć, a argument, że "to zajęcie dla kobiet" pozostawię bez komentarza, ale pozwolę sobie zapytać do jakich wyższych celów, w takim razie, zostali, wg. ciebie, stworzeni mężczyźni?
 
Niestety, ale w mojej kancelarii i tak bym się niczego nie nauczył w terenie, bo po terenie biegają ludzie bez aplikacji i raczej mają znikome pojęcie o czymkolwiek. Asersor będzie odchodził na emeryturę więc pewnie po aplikacji zostanę tam asesorem. W terenie nie widzę jakiejś większej filozofii niż w pracy za biurkiem (pojechać, pogadać i zrobić ewentualny protokół zajęcia, a jak nikogo nie ma to zostawić wezwanie. Nie wiem czego tu można się nauczyć), praca za biurkiem wymaga jednak większej znajomości przepisów. Mamy rewir taki, że i tak z tego terenu rzadko kiedy coś wyjdzie, bo zajmowanie starych telewizorów, czy innych rupieci mija się z celem (rzadko kiedy jest coś konkretnego do zajęcia, co by potem poszło na licytacji). Oczywiście moja opinia o terenie jest tylko moją opinią wypracowaną przez pracę, praktykę w mojej kancelarii. Co kancelaria to obyczaj i u mnie (w tym rewirze) o wiele skuteczniejsza jest egzekucja za biurka oraz jest zdecydowana przewaga czynności za biurka od czynności terenowych. W innych kancelariach zapewne jest odwrotnie i teren bierze górę nad biurkiem. Są kancelarie, które mają prawie 100% biurko, a są co maja prawie 100% terenu. Zawsze mnie ciekawiło jak wygląda teren moderacja :) ,czy jakikolwiek teren tam istnieje. Mimo wszystko chciałbym polatać trochę po terenie jako odskocznia od biurka, ale zakres pracy mam taki i nic z tym nie zrobię ( chyba w każdej kancelarii muszą być osoby które pracują tylko za biurkiem i które robią te wszystkie czynności w każdej sprawie), a zmienić kancelarii nie chcę bo wydaje mi się, że trudno byłoby mi wynegocjować u innego komornika lepsze warunki finansowe.

Ps. Nie wiem skąd taka opinia o odbieraniu telefonów, ja wiem że w wielu kancelariach mają zlewkę na telefon, ale przecież często dzwonią wierzyciele, radcy prawni i chcą się dowiedzieć jak stoi sprawa z egzekucją, więc musza to być osoby kompetentne do odbierania. A największe pojęcie o tym co w danej sprawie się dzieje maja ludzie, którzy robią czynności w sprawie. U mnie telefony odbiera np. asesor i ja. Też niewidzie tu jakiegoś podziału na kobiety, czy mężczyzn.
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
rafal180 napisał:
(pojechać, pogadać i zrobić ewentualny protokół zajęcia, a jak nikogo nie ma to zostawić wezwanie. Nie wiem czego tu można się nauczyć)
Faktycznie widać, że nigdy w terenie nie byłeś. ;)
Praca za biurkiem faktycznie wymaga szerszej znajomości przepisów, ale dopiero w terenie, bez lexa i komentarzy po ręką, możesz sprawdzić co tak na prawdę wiesz i potrafisz. Poza tym teren, to praktyka, której w kancelarii nigdy nie zdobędziesz. Dłużnik na swoim terenie, to nie ten sam, potulny i wystraszony człowiek przy Twoim biurku.
A co do skuteczności terenu, to fakt, że teraz nie można opierać na niej płynności finansowej kancelarii, ale moim zdaniem, skuteczny komornik, to taki, który oczywiście potrafi sprawnie poprowadzić postępowanie z za biurka, ale wie również, że są sprawy, w których bez terenu się nie obejdzie. Nawet nie wiesz ile spraw widziałam, w których z akt wynikało tylko piękne 827, a w terenie sytuacja wyglądała zgoła inaczej.
Egzekucja z ruchomości? Jeżeli jeszcze nie wiesz, że jej skuteczność nie przejawia się jedynie zakończoną sukcesem licytacją, to ja Cię tego uczyć nie będę, od tego masz patrona ;).
P.s.
Czy dobrze zgaduję, że pracujesz w dość małej kancelarii, u już ciut "wypalonego" szefa? ;)
 
Jestem więc ciekaw co można jeszcze więcej zrobić w terenie niż to co napisałem. I jaki sens jest robienia licytacji z ruchomości, które nie zakończą się sukcesem, bo chyba nie chodzi Ci o przejęcie na własność ruchomości przez wierzyciela, bo sorka starych rupieci to nawet wierzyciel nie chce. Nie zadaje pytań po to aby wykazać swoją wyższość, czy że nie masz racji. Chce się odwiedzić co takiego robi osoba doświadczona w terenie, bo po twoich wypowiedziach wnioskuje, że chodzisz po terenie, a ja jako osoba bez praktyki terenowej chętnie bym poczytał co ludzie uczęszczający po terenie robią, prócz tego co wymieniłem wcześniej. Co do pytania z P.S. to tak raczej mała kancelaria (ok 2tyś KM na rok) i jestem jedyną osobą do tych KM (oczywiście też KMS, KMP, KMN. KMO i co tam dusza zapragnie :) ) , więc nie mam czasu na dokładniejsze zagłębianie się w czynności terenowe.
 
Dopiero w terenie się okazuje jakim psychologiem jesteś i czy umiesz rozmawiać z ludźmi.
Sorry ale za pomocą pism rozmawiać umie każdy.
Tereny można przede wszystkim podzielić.
Na teren "pod umorzenie" czyli wiesz że sprawa chyli się ku upadkowi, ale wierzyciel np. zapłacił poszukiwanie majątku, więc czynności terenowe wypadałoby zrobić. Stwierdzasz to co i tak już wiedziałeś, albo okazuje się - jak napisała @lokata - że nagle w mieszkaniu sytuacja wygląda już nie tak szaro i buro. I mamy nowe otwarcie w sprawie...
Inny to teren, który robisz bo tak naprawdę nie wiesz co zastaniesz, nie możesz człowieka namierzyć, coś tam wiesz że ma majątek, ale czynności terenowe są niezbędne żeby ustalić to do reszty. Kończy się zajęciem, albo nie.
I jeszcze jeden - który my nazywamy terenem "po furę" :cool: czyli mamy wiedzę o posiadanych samochodach przez dłużnika i jedziemy specjalnie po nie, zająć, ewentualnie odebrać.

Teren to psychologia.
15 letni Opel Kadett, może dla Ciebie nie być nic warty, ale dla człowieka który tylko tym może dostać się do pracy 10 km od miejsca zamieszkania, nagle świat się wali. Niestety taka to praca.
Nagle Opel Kadett jest wart (metaforycznie) tyle co Grand Cherokee z 2009r. - dlaczego? Bo jest ważny dla dłużnika.
Uwierz mi, że nie raz widziałem jak pieniądze znajdowały się w ciągu 20 minut.
A dłużnik dzwoniący "gdzieś tam" z wyrzutem mówiący "czy Ty rozumiesz, że ja teraz będę musiał jeździć autobusem, rozumiesz? Au - to - bu - sem!?" Bezcenne :D
Albo dłużnik "capnięty" o 8 rano jak wychodzi niemalże w kapciach po bułeczki, wsiada do autka...a tu wyrasta spod ziemi dwóch pracowników kancelarii i jest element zaskoczenia.

Zgadzam się, zdecydowanie za mało jeszcze wiesz o pracy w terenie. Wszystko przed Tobą.
 
rafal180 napisał:
Jestem więc ciekaw co można jeszcze więcej zrobić w terenie niż to co napisałem. I jaki sens jest robienia licytacji z ruchomości, które nie zakończą się sukcesem, bo chyba nie chodzi Ci o przejęcie na własność ruchomości przez wierzyciela, bo sorka starych rupieci to nawet wierzyciel nie chce. Nie zadaje pytań po to aby wykazać swoją wyższość, czy że nie masz racji. Chce się odwiedzić co takiego robi osoba doświadczona w terenie, bo po twoich wypowiedziach wnioskuje, że chodzisz po terenie, a ja jako osoba bez praktyki terenowej chętnie bym poczytał co ludzie uczęszczający po terenie robią, prócz tego co wymieniłem wcześniej. Co do pytania z P.S. to tak raczej mała kancelaria (ok 2tyś KM na rok) i jestem jedyną osobą do tych KM (oczywiście też KMS, KMP, KMN. KMO i co tam dusza zapragnie :) ) , więc nie mam czasu na dokładniejsze zagłębianie się w czynności terenowe.

Faktycznie widać, że dość krótko pracujesz w kancelarii. Uważam, że poznanie terenu to podstawa. Przecież teren to nie tylko zajmowanie starych rupieci. Tyle przecież ciekawych rzeczy się dzieje. Jakiś burzliwy dłużnik przy zajęciu i trzeba sobie asystę policji załatwić - i już ciekawie się robi. Albo jakieś pieski goniące za furtką - i już trochę sportu człowiek zaliczy za jednym zamachem. Uważam, że skoro chcesz zostać asesorem (i pewnie w przyszłości komornikiem) to musisz poznać wszystkie aspekty tego zawodu, a teren jest jednym z nich. Będąc komornikiem nie ominą Cię przecież ani zabezpieczenia ani eksmisje a teren dobrze do tego przygotowuje. Przede wszystkim uczy poznawać ludzi i ich zachowania.
 
Ale ja nie mówię, że nie chcę poznać terenu, tylko że nie mam takiej możliwości w swojej kancelarii (mam określony zakres obowiązków, który wyłącza teren), a ze względu na warunki finansowe na razie nie będę zmieniał.
 
ja nie wyobrażam sobie pracy komornika bez terenu. Po naszym obchodzie jednego dnia następnego 10 osob przychodzi i wplaca jakąś ratę. Najbardziej podoba mi się walka o zajmowany telewizor, niektóre panie wlaczą jak lwice:) Teren to był jeden z wielu powodów wybrania tej aplikacji, po prostu nie chialem przyrosnąć tyłkiem do siedzenia i na szczęście mi się udało. Obecnie mój system pracy wygląda tak, że 3 dni siedze w kancelarii 2 w terenie. Fakt faktem, że w kancelarii czlowiek więcej się uczy. A co do odbierania telefonów, to przynajmniej dla mnie jest to jedna z trudniejszych i nudniejszych rzeczy, w szczególności jak w słuchawce słyszę sygnaturę KMP...
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra