Dopiero w terenie się okazuje jakim psychologiem jesteś i czy umiesz rozmawiać z ludźmi.
Sorry ale za pomocą pism rozmawiać umie każdy.
Tereny można przede wszystkim podzielić.
Na teren "pod umorzenie" czyli wiesz że sprawa chyli się ku upadkowi, ale wierzyciel np. zapłacił poszukiwanie majątku, więc czynności terenowe wypadałoby zrobić. Stwierdzasz to co i tak już wiedziałeś, albo okazuje się - jak napisała @lokata - że nagle w mieszkaniu sytuacja wygląda już nie tak szaro i buro. I mamy nowe otwarcie w sprawie...
Inny to teren, który robisz bo tak naprawdę nie wiesz co zastaniesz, nie możesz człowieka namierzyć, coś tam wiesz że ma majątek, ale czynności terenowe są niezbędne żeby ustalić to do reszty. Kończy się zajęciem, albo nie.
I jeszcze jeden - który my nazywamy terenem "po furę"

czyli mamy wiedzę o posiadanych samochodach przez dłużnika i jedziemy specjalnie po nie, zająć, ewentualnie odebrać.
Teren to psychologia.
15 letni Opel Kadett, może dla Ciebie nie być nic warty, ale dla człowieka który tylko tym może dostać się do pracy 10 km od miejsca zamieszkania, nagle świat się wali. Niestety taka to praca.
Nagle Opel Kadett jest wart (metaforycznie) tyle co Grand Cherokee z 2009r. - dlaczego? Bo jest ważny dla dłużnika.
Uwierz mi, że nie raz widziałem jak pieniądze znajdowały się w ciągu 20 minut.
A dłużnik dzwoniący "gdzieś tam" z wyrzutem mówiący "czy Ty rozumiesz, że ja teraz będę musiał jeździć autobusem, rozumiesz? Au - to - bu - sem!?" Bezcenne

Albo dłużnik "capnięty" o 8 rano jak wychodzi niemalże w kapciach po bułeczki, wsiada do autka...a tu wyrasta spod ziemi dwóch pracowników kancelarii i jest element zaskoczenia.
Zgadzam się, zdecydowanie za mało jeszcze wiesz o pracy w terenie. Wszystko przed Tobą.