A więc, pech chciał ,że trafiło na mnie.
Dzisiaj rano zapukali , pogadali , złożyłem zeznania i zabrali laptopa bo niby w marcu !!! 2012 od godziny 21:43 do godziny 21:52 udostępniałem jakieś pliki muzyczne przez DC++ .
Fakt, korzystałem z tego programu i zapewne ktoś coś ode mnie pobrał bo aby tam wejść trzeba coś udostępnić.
POdobno z mojej miejscowości komuś teraz sprawę umorzyli ze względu na znikomą szkodliwość społeczną.
Ja nie ściągałem ani nie udostępniałem hurtem. To kwestia raczej kilku utworów mp3. Nie mniej jednak na samym kompie trochę tej muzyki mam . Przez 8 lat się uzbierało. Część od znajomych, część z wiadomo skąd

.
Myślicie ,że może to się skończyć źle?
I w dodatku sprawa z marca a dzisiaj wrzesień.
Jak się bronić i wybrnąć z tego. Tak się składa ,że praca, którą wykonuję w firmie, w której ją wykonuję nie dopuszcza "karalności" i takowy wniosek/skutek automatycznie doprowadzi do mojego zwolnienia z pracy.
Czy taki argument przy jakimkolwiek przesłuchaniu może być pomocny ?
Sami wiemy ,że jest wielu "notorycznych " ściągaczy i udostępniaczy .
Ja siebie z czystym sumieniem mogę zakwalifikować jako "niedzielnego" ściągacza...
Powiem Wam ,że trochę jestem przerażony

Brać prawnika czy brnąć w to samemu ?
Czy są jakieś ustawowo określone stawki z pojedyńczy utwór czy nie?
Słyszałem,że będą tylko szukali tego co udostępniłem w przedmiotowych 8-9 minutach. Pytanie czy aby na pewno, bo niestety ale wiele utworych znajdujących się na mym komputerze zapewne "legalna" nie jest. (kopiowałem od kolegów z ich pen drive-ów)