Cześć,
właśnie zobaczyłem, że kilka osób pytało na privie, jak się nasza sprawa zakończyła, więc odpowiadam tu zbiorczo: otóż pan F. złożył nam propozycję ugody za ok. 1900EUR, co odrzuciliśmy i sami zaproponowaliśmy mu 400EUR. Po długawej wymianie emaili nie dogadaliśmy się i p. F. zagroził, że właśnie oddaje sprawę do sądu. Nawet nie odpowiedzieliśmy - w domyśle = a niech oddaje.
Było to pod koniec września 2018r. Od tego czasu cisza. Ja juz więcej do niego nie piszę, od niego też nic nie przychodzi.
Nie wiem, czy dał sobie spokój, czy rzeczywiście złożył sprawę do sądu i tyle to trwa, ale my nic z sądu nie dostaliśmy.
Czy sprawę można uznać za zamkniętą? Oceńcie sami, ale ja osobiście raczej więcej kontaktów z jego strony się nie spodziewam.
Trzeba jednak gwoli ścisłości dodać, że nasza sprawa nie jest taka prosta, bo z jednej strony rzeczywiście nieświadomie użyliśmy zdjęcia fotografa N.T., ale z drugiej strony oni nielegalnie włamali się na nasze serwery, żeby nam to udowodnić i do tego jeszcze dość pokiereszowali nam stronę www, bo ujawnili w wyszukiwarce google nasze niejawne linki ze strony.
Więc na mój gust 1:1
Moje nastawienie jest takie: mam go w 4 literkach, jak chce iść do sądu to niech idzie, zrobię mu tam jatkę za włamanie, o czym go zresztą poinformowałem, łącznie z zagrożeniem mu sprawą dyscyplinarną w Izbie Adwokackiej w Berlinie.
Prawnika nie brałem, ale konsultowałem się z polskim prawnikiem, który mi trochę "podpowiadał", ale sam nie napisał żadnego oficjalnego pisma do F.
Moja rada: po pierwsze nie wpadać w panikę i na pewno nie płacić od razu, zwłaszcza tych kosmicznych sum typu 5001EUR, kompletna bzdura! My zignororwaliśmy chyba 2 albo 3 "ostateczne" terminy zapłaty, które nam dał...
Po drugie: szukać haka na niego. Oni szukają tych zdjęć w necie prawdopodobnie botami po metatagach w plikach jpg, więc łażą tym nielegalnie po serwerach. Jeśli zdjęcie było wystawione tak, że każdy mógł je zobaczyć wchodząc na waszą stronę www, to haka nie ma, ale jeśli trzeba było mieć dostęp, link etc, żeby się do zdjęcia dostać, to od razu możecie mu wygarnąć, że jest zwykłym włamywaczem i wykorzystacie to przed sądem. Sam F. nie sprawia wrażenia, żeby się znał od strony technicznej, dla niego przygotowują te sprawy (wyszukują fotki w necie) jacyś technicy. To zwykły prawnik, który zarzuci was tysiącem linków do jakichś wyroków Trybunałów, sądów itp itd, tylko po to żeby was zastraszyć.
Po trzecie: targować się z nim, jeśli już wydaje wam się, że musicie zapłacić, to myślę że cel minimum to zbić go ze 30-40%, a poważnie pokusiłbym się o targi aż do zbicia "opłaty" o więcej niż połowę.
Powodzenia!
Pozdrawiam,
Ł.