R
Rzepak
Użytkownik
- Dołączył
- 07.2010
- Odpowiedzi
- 59
(Nie)pewna napisał:A Ty nie zauważyłeś, że nie podałam żadnego argumentu jako wyznacznika, a jedynie wskazałam niekonsekwencje i bałagan w rozumieniu statusu aplikanta i to w jednej izbie?![]()
Skoro jednak mamy burzę mózgów - przybliż mi swoje zdanie w temacie, który poruszyłam, jako drugi - chodzi mi o procedurę ogłaszania wyników, wydawanie uchwał i odwołania. To jest też interesujące. Ciekawi mnie zdanie każdego. Jedni uważają, że uchwała nie może być doręczona "do akt" po dwukrotnym awizowaniu, inni wręcz przeciwnie.. A TY?
1. Bałagan jest rezultatem tego, że faktycznie aplikantami nie jesteśmy a praktyka swoje. Praktyka to nie to co uważamy i wiemy. Problem rozbija się o kwestię naszej ewentualnej odpowiedzialności, tak jak ja jeszcze tu jedna osoba zauważyła, że nie mamy ubezpieczenia...
(Praktyka w wielu kwestiach jest niewłaściwa, bo sędziowie to też ludzie, nasi niedawni koledzy, też nie działają w sztucznie skonstruowanym świecie. Niewłaściwa praktyka też stwarza nam płaszczyznę do działania, jakby wszystko hulało i bucało, to nie byliby pełnomocnicy potrzebni)
2.Jak jest dobrze to jest dobrze (bo kto - nasz mecenas miałby zauważyć przed sądem, że przez kawał czasu upoważniał nieaplikanta?, czy miałby to podpowiedzieć klientowi i narażać się samemu na dyscyplinarne? czy jak drugiej stronie wszystko gra to po co miałaby tego asa wyciągać?) Właśnie idzie o to, że narażamy się bardzo właśnie wtedy, gdy wszystko pójdzie "na krzywy ryj".
3. Chcę też nieśmialo zwrócić uwagę na jedną kwestię: NIC NIE DZIEJE SIĘ W PRÓŻNI. Jak zaczynałem aplikację, było to te 3-4 lata temu, problem "bycia nikim" po aplikacji był już poruszany przez jednego z wykładowców w Wawie... I nic z tym nie zrobiono do dziś, mimo tej świadomości i wałkowania co roku tematu przez co świadomszych... Obecnie na rynku jest ok. 1000-1500 osób w takiej sytuacji (jedni dłużej inni tylko bardzo krótko). My tu dyskutujemy w małym gronie, ale z pewnością problem teraz dojrzeje do tego, by na niego zwłaszcza nasi szczęśliwi świeżoupieczeni koledzy radcy albo starzy mecenasi mający przecież też swoich świadomych pracowników bardzo zwracali uwagę, gdy tylko tak można będzie wygrać sprawę... Życzliwie choć niesmiało przestrzegam więc NIC NIE DZIEJE SIĘ W PRÓŻNI.