zastaw rejestrowy napisał:
(Nie)pewna napisz nam z jakich poradników korzystasz w celu zachowania takiego spokoju? może z sesji terapeutrycznych:brawo: Jestes taka optymistyczna - chyba że w tym roku wstrzeliłas się w klucz? Dla mnie oczekiwanie jest gorsze niz przygotowywanie do egzaminu i sam egzamin. a w klucz wstrzeliłem się idealnie w 3 (w tym test ) natomiast z 2 strzeliłem kulą w płot. I chyba szykuję się do egzaminu radcowskiego 2012chociaz wcale mnie to nie nastraja optymizmem. Szansy na 3 z tych przedmiotow nie widze. Chyba ze (tk jak ktos juz to napisal) stanie się cud nad Wisłą. Będę musiał nawiązac z Tobą bliższy kontakt i korzytac z Twojego doświadczenia w zmaganiu się z koszmarem egzaminacyjnym
A Ty wypluj te słowa. Czekamy. Więc zajmijmy się jakąś pożyteczną i umiarkowanie wzniecającą emocje rozmową

. Ja się nie wstrzeliłam w klucz. Jestem zgodna z ideą i duchem w każdym zadaniu, ale podeszłam do tematów nam danych jakby na skok wytycznych. Ponieważ Katowice dały trochę popalić ostatnio - martwimy się tu wszyscy, zwłaszcza, że było nas ponad dwa razy tyle, ale cóż.
Pamiętam, że w zeszłym roku egzamin postawiłam przed sobą na zasadzie - wszystko albo nic .... No i wyszło nic. Z tego czasu pamiętam siebie jakbym funkcjonowała w jakiejś magmie naszpikowanej paragrafami i niepewnością. No i tak niepewnie to poszło. Ale świat się nie zawalił. Żyję, mogę zdać albo nie i cóż. Takie jest życie. Porażki też człowieka zbroją. Do tego zaczęłam się zastanawiać czy koniecznie muszę być radcą. Więc ten jeden raz jeszcze spróbowałam. Jak się nie uda - wymyślę coś innego.
Ale będzie dobrze. Jestem takiej myśli i wydaje mi się, że to świadoma myśl. Wiem, co napisałam, wiem, że zrobiłam, ile mogłam w tych warunkach i tyle.
Jak się człowiek poddaje ocenie - zawsze jest pół na pół. Wóz albo przewóz. Ale jak się nie zda, nie znaczy, że się jest beznadziejnym pod każdym względem. Takie doświadczenia też się liczą.
No. Dość tej psychoanalizy.
Będzie dobrze. Już to mówiłam? Chyba tak.
