Rozprawa w rejonowym była bezstresowa, najgorzej wspominam samo czekanie bo było jakieś 10 minut opóźnienia a ja strasznie nie lubię czekać, zwłaszcza gdy zapadają jakieś ważne decyzje
Następnie sędzia pyta, czy podtrzymujemy nasz zarzut przedawnienia (ja wysłałam dodatkowo odpowiedź na pozew, więc mieli to na papierze), mówimy, że owszem, kwestionujemy pozew tak co do zasady jak i wysokości, za chwilę sędzia każe wstać i odczytuje wyrok - zazwyczaj oddalający powództwo. Mnie się trafiła naprawdę bardzo miła kobieta, rozprawa przebiegła kompletnie bez stresu, 5 minut i do widzenia. Nie ma się czego bać
Edit: Z KGPN nikt się nie pojawił, zresztą oni już w piśmie do sądu zaznaczyli, że się nie pojawią. Dodam, że spraw na wokandzie z powództwa KGPN dziś było 3, nie próżnują
Co do ustawy z 2005 roku to została ona podpisana właśnie w lipcu, chyba 2 lipca jeśli dobrze pamiętam, więc tutaj trzeba uważać z tym argumentem. Ja mam umowę z sierpnia 2004 i jeśli się odwołają to będę się trzymać ustawy z 1990.