Opiszę swój przypadek. W 2008 r. dostałem fotkę za 100 zł. Sposób jej wykonania sugerujący bandytyzm w biały dzień wzburzył mnie i postanowiłem nie płacić. Dostałem oczywiście standardowe pismo o podanie kierującego. Postanowiłem pismo wyrzucić.
Straż miejska skontaktowała się ze mną, żebym zapłacił bo jak nie to odeślą do sądu. Powiedziałem - "to odsyłajcie".
Pierwsza instancja sądu się odbyła i wygrałem bo okazało się, że pismo odebrała moja żona a tu, okazuje się, że jeśli sprawa nie jest karna, to odebranie pisma przez domownika nie jest skuteczne.
Oni się odwołali i sąd postanowił zwrócić do ponownego rozpatrzenia (chyba dobrze to opisuję). Była w każdym razie dogrywka
Na dogrywce musiałem się stawić na sprawie. Sędzia spytał czy to ja. Ja powiedziałem, że nie wiem. Nie mam pewności. Powołał biegłego, który orzekł, że to ja. Równolegle złożyłem pismo, że to ja, więc biegły nie był potrzebny. Mogłem równie dobrze przyznać się na sprawie.
A sprawa była "o nie wskazanie kierującego".
I po dwóch latach otrzymałem wyrok w którym w obszernym uzasadnieniu sąd pisze, że powinienem podać kierującego, chyba, że sam kierowałem. Wówczas nie muszę działać na własną szkodę i donosić sam na siebie. Podaje obszerną literaturę i orzecznictwo w tej kwestii. To na policji leży ciężar udowodnienia mi wykroczenia. Sąd podkreślił, że policja/straż nie zrobiła nic aby ustalić kto kierował pojazdem. Nawet nie wezwali mnie na przesłuchanie. Sąd jednocześnie zwrócił uwagę na nieścisłość przepisów i konieczność ich poprawienia a wykroczenie się przedawniło i tak się cała sprawa zakończyła.
Wszystko opisuję swoimi słowami.
Teraz mam podobną sytuację, bo krew mi się znowu zagotowała. Policja przykleiła sobie dwoma taśmami klejącymi ograniczenie na drodze gdzie normalnie jest 70 km/h. Przyczepilo 30. Jechałem 50. I przysłali 200 zł. Znak był wyraźnie przekreślony dwoma czarnymi taśmami. I wg mnie to jakaś kpina. Ale fotka przyszła. I zamierzam powtórzyć ten manewr.
Ktoś chce to skomentować spośród specjalistów?