iskierka nadziei

  • Autor wątku Autor wątku magdalen232
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
julia ma racje musisz znalezc w sobie siłe,pomysl ze robisz to dla niego.Madziu czas nie leczy ran ale pozwala na inne spojrzenie na to co sie stało,pamietaj o dziecku które z kazdym dniem coraz bardziej bedzie podobne do swojego taty wtedy zobaczysz ze czesc twojego ukochanego nadal jest przy tobie,wspominaj wszystkie wspaniale chwile jakie były miedzy wami ,wiem ze teraz to trudne ale wiem tez ze w jakis sposób pomaga,moja kuzynka straciła meza i została z dwójka malutkich dzieci i mowi mi ze jest jej ciezko i niewie jakby sobie poradziła bez tych dwóch malutkich istotek ,bo dzieki nim czuje ze czesc jej meza jest przy niej.staraj sie kochana dla siebie i dla dziecka
 
wyrazy współczucia:(, ja mam obawy że moja iskierka nadziei może wygasnąć...
tak bardzo się boje o mojego T. on sobie nie daje rady w AŚ a co dopiero jak pójdzie na ZK
 
"To dobrze,że się boimy, bo to oznacza, że ciągle mamy coś do stracenia".
Jednak nie możesz się bać, musisz być silna za was dwóch i dawać wsparcie tak ogromne jak tylko się da. Nie możesz dopuścić do jakichkolwiek złych myśli, musisz wspierać, dodawać otuchy.
Człowiek jest tak skonstruowany, że wszystko może przeżyć. Tylko potrzebuje odpowiedniego wsparcia, pomocy po drugiej stronie krat. Dasz radę patrycja mu tę pomoc ofiarować, razem dacie radę!
 
JusticeEIN dziekuję bardzo za słowa otuchy, wiem że muszę być silna, ale jestem sama z tym problemem. Nie mam nikogo komu bym się mogła wyżalić... a to jest okropna męka dla mnie. A co dopiero mój T. ma powiedzieć on taki słabiutki i zagubiony w tym wszystkim. Ja już nie wiem co mam zrobić by on zaczął myśleć pozytywnie... ;(
 
Po to masz forum, żeby tu nam się wyżalić, jeśli Ci to pomaga. Dla każdego to jest przeżycie, swoisty egzamin. Pamiętaj tylko, że na własne życzenie. To jest najgorsze, że jak robi się coś, za co potem można iść "siedzieć", to się nie myśli o tych najbliższych, a to oni potem podwójnie cierpią...:( Więc nie przygnębiaj się tym zanadto, nie zadręczaj, bo to nic konstruktywnego nie wniesie. A jak T. zobaczy, że nie dajesz rady, to będzie mu jeszcze trudniej. Najpierw zacznij od siebie- Ty myśl pozytywnie, a potem "zaraź" tym Jego.
Nie ma nic czemu nie stawilibyśmy czoła!
 
Masz racje. Mojemu kochanemu T. nie pokazuje że nie daje sobię czasami rady, w listach pisze pozytywnie, ale on zawsze był taki miękki, do dziś się boi że go zostawię. A to jest dla mnie cios kolejny, bo jak on tak może mówić jak ja go KOCHAM...
 
Powrót
Góra