Jak odwołac się od przyjętego mandatu

  • Autor wątku Autor wątku Syatek
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
S

Syatek

Nowy użytkownik
Dołączył
10.2011
Odpowiedzi
4
Witam,
Proszę o poradę oraz wszelkie informacje, które będą mogły mi pomóc w danej sytuacji.

Wczoraj małżonka kierując samochodem, na bardzo wąskiej drodze miała kolizję z drugą panią jadącą z naprzeciwka. Oby dwie strony się zatrzymały i doszły do wniosku, że w późniejszych godzinach się dogadają. Wymieniły się numerami telefonicznymi i się rozjechały w swoje strony.
Żona jechała z 2 letnim dzieckiem na szczepienie, do przychodni. Po około 30 minutach od opisanego wydarzenia, kiedy opuściła przychodnię przy samochodzie czekała na nią policja. Twierdząc że jest sprawczynią kolizji i musi przyjąć mandat karny. Okazało się bowiem, że druga pani pojechała do męża, a razem udali się natychmiastowo na policję ze stwierdzeniem, że moja żona jechała środkiem drogi, a aby się ratować, tamta pani musiała wjechać na krawężnik i mimo to doszło do kolizji.
Żona po sporach ostatecznie przyjęła mandat, iż z rozmowy z policją wynikało, że oboje są winni kolizji. Po przyjęciu mandatu jednak okazało się że tak nie jest, bo tylko żona otrzymała mandat, a druga strona twierdzi że z naszego OC mają być opłacone powstałe szkody, w postaci stłuczonego lusterka oraz jakiś uszkodzę i zadrapań, powstałych podczas wjechania na krawężnik.
Po pracy postanowiłem pojechać i zobaczyć powstałe szkody. Ale żadnych nie stwierdziłem poza lusterkiem, reszta to obdrapania i zarysowania, jak na 15 letnim samochodzie. Chciałem się dogadać, aby nie obciążali OC naprawą, a o mandacie nie ma tematu. Nie zgodzili się, więc poprosiłem policję o wyjaśnienie sytuacji.
Po kilku minutach przybył patrol, który wręczył żonie mandat. Zajechali, nawet nie wysiedli z samochodu, tylko przez uchyloną szybę prowadzą ze mną rozmowę. Zapytałem się dlaczego żona otrzymała mandat, na co pani funkcjonariusz odpowiedziała, że nie będzie mi się tłumaczyć, bo ja nie mam z tym nic wspólnego. Nalegałem jednak, aby uzasadniła swoją decyzję, lub anulowała mandat, na który w tym momencie moja żona już się nie godziła, po przeanalizowanej sytuacji zdarzenia. Na co żona dostała odpowiedź, że winę orzeknięto na podstawie oględzin samochodu, jakim druga strona się stawiła na komisariacie. Poprosiłem więc o wskazani mi tych oględzin, bo na moje to ten samochód był cały obdrapany i nie koniecznie dzisiejszym zdarzeniem. W końcu jako mąż, właściciel samochodu oraz osobą dokonująca opłaty mam prawo wiedzieć za zostaną mi zabrane składki OC.
Zostałem całkowicie zignorowany i z szyderczym uśmiechem powiedziano mi że nic nie wskóram. W związku z tym poprosiłem patrol o wylegitymowanie się, ponieważ dalsze rozmowy chciał bym odbyć z przełożonym. Na co otrzymałem odpowiedź od pana funkcjonariusza, który siedział z drugiej strony za kierownicą i od czasu do czasu coś wykrzykiwał. A odpowiedź brzmiała "Chcieć to ty sobie możesz". Pochyliłem się więc do radiowozu i sprostowałem wypowiedź, że przez okno się nie rozmawia, a jak by nie słyszał, to powiedziałem dokładnie "Jeżeli jako mąż i właściciel samochodu nie mogę się nic dowiedzieć na miejscu poproszę o wylegitymowanie się". Zwracając jemu uwagę że ja nie chciałem, a uprzejmie poprosiłem. W takim wypadku pan funkcjonariusz odparł "chcieć to ty sobie też możesz a i tak nie dostaniesz". Stwierdziłem że dalsza rozmowa nie ma najmniejszego sensu i tak się zakończyło.

Proszę o poradę, ponieważ chciał bym się odwołać od mandatu. Ponieważ uważam, że na podstawie jednego zeznania nie można kogoś uznać za winnego. A patrol nawet nie pokwapił się, aby udać się na miejsce zdarzenia. Gdzie jeżeli już kiedyś w podobnej sytuacji funkcjonariusz tłumaczył mi że w danych zdarzeniach wina jest obustronna.
Dodając że małżonka była po ostrym skręcie 90 stopni w lewo i jechała z prędkością około 20 - 30 Kmh, a pani z na przeciwka jechała pod ostre słońce więc równie dobrze mogła podczas zjeżdżania uderzyć w krawężnik, od którego się odbijając trąciła lusterko. O ile ten krawężnik faktycznie miał miejsce.

Dowiedziałem się że w ciągu 7 dni, istnieje możliwość odwołania się przyjętego mandatu. Ale nie wiem do kogo się z tym zwrócić i jaki sposób. I jakie mogą być konsekwencje sądowe.

Chciał bym złożyć skargę na patrol, który według mojej opinii zachował się bardzo nieodpowiednio, a w pewnym momencie wręcz wulgarnie wobec mojej osoby.

Za pomoc serdecznie dziękuję z góry.
 
W tej chwli nie może Pan tak naprawdę zrobić już nic (a z pewnością nic skutecznego).

Istnieje możliwość złożenia wniosku o uchylenie prawomocnego mandatu karnego na podstawie art. 101 par. 1 kpw, ale tylko w sytuacji, gdy czyn, za który nałożono mandat karny nie jest wykroczeniem. Oznacza to, że sąd rozpoznając tego typu wniosek nie bada kto był winny danego wykroczenia, tylko czy mandat został nałożony za zachowanie wypełniające znamiona wykroczenia (a nie np. za czyn będący przestępstwem, czy przestępstwem skarbowym, bądź w ogóle nie wypełniający znamion żadnego wykroczenia, przestepstwa itp.).

Podam praktyczny przykład wiedząc, że wielokrotnie tłumaczenie laikowi tej instytucji prawnej jest niezwykle trudne i nie przynosi pożądanych efektów:

Delikwent jest w parku, siedzi sobie nad wodą. Wypił parę piwek, jest nie do końca trzeźwy, zaczyna męczyć go pragnienie, a w pobliżu nie ma żadnego sklepiku, w której mógłby się zaopatrzyć w napitek. Podchodzi więc do stawu celem napicia się z niego wody. W pobliżu zbiornika jest znak zakazujący kąpieli. Widzi to wszystko partol policji, przechadzający się w pobliżu i postanawia delikwenta wylegitymować. Oczywiście dochodzi do dyskusji "po co", "za co", "dlaczego", więc dzielni funkcjonariusze postanawiają nałożyć na krewkiego osobnika mandat karny za "picie wody ze stawu", określając w druczku mandatu kwalifikację prawną czynu jako art. 109 kw (czyli zanieczyszczanie wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi). Delikwent mandat przyjmuje, jednak gdy opadły emocje dochodzi do wniosku, ze dostał go za przysłowiowy "damski ch..." i postanawia coś z tym zrobić. Składa wniosek o uchylenie prawomocnego mandatu karnego, osiąga pożądany cel.

Przykład może i jest dość wyobcowany,a le uwierzcie mi - niełatwo spotkać się w praktyce z sytuacją, w której taki wniosek jest zasadny i zostaje uwzględniony. Zwykle składają go osoby, które w przypływie impulsu przyjmują mandat karny, a potem dochodzą do wniosku, że nie zawinili, więc mandat karny musi zostać uchylony. Nic bardziej błędnego.
 
Dokładnie tak się stało, że żona przyjęła mandat w impulsie, bo była to jej pierwsza potyczka z policją. Jednak po przyjechaniu do domu stwierdziłą. kurcze jeżdze tą drogą codziennie do pracy, mijam się z róznymi samochodami i nie było nigdy problemu. A tutaj nagle pani, która jedzie jeszcze się dowiedziałem pożyczonym samochodem, wpada na krawężnik i dochodzi do kolizji.
A druga sprawa, że policja osądziła moją żonę po opowieści pod komisariatem. Nie była na miejscu zdarzenia, praktycznie zdarzenie było już nie do odtworzenia. W takim wypadku, powinna sobie darować karania kogokolwiek, lub orzec winę obojga. Taka w moim myśleniu jest interpretacja, jednak w jednym jak i w drugim przypadku nikt nie będzie uszczerbiony ubezpieczeniem OC.

Uważam też, ze doszło tutaj do niewypełnienia obowiązków, ponieważ winna została osoba, której wypowiedzi absolutnie nie brano pod uwagę, tylko postawiono ją przed czynem dokonanym. A zdanie przyjmuje pani mandat czy nie jest zawsze kontrowersyjne. Tym bardziej w momęcie zdarzenia, gdzie emocje biorą górę.

Dziękuje serdecznie za odpowiedź.
 
Dokładnie tak się stało, że żona przyjęła mandat w impulsie, bo była to jej pierwsza potyczka z policją.

Tyle, że to niestety nic nie zmienia. Podpisując mandat żona poprostu przyznała się do winy i tym samym postępowanie zostało zakończone.
 
Syatek napisał:
Dokładnie tak się stało, że żona przyjęła mandat w impulsie, bo była to jej pierwsza potyczka z policją.

Jak napisano powyżej - przyjęcie mandatu kończy temat. Zona przyznała się do winy.
Tak na marginesie przerażają mnie kierowcy, którzy truchleją i tracą umiejętność myślenia w niegroźnych sytuacjach. Żona na dodatek kieruje się impulsami - jak prowadzi auto to też tylko instynkt za nią decyduje? To mocno niebezpieczne dla niej i innych uczestników ruchu.

Jazda autem to również możliwość wystąpienia kolizji, wypadku. Trzeba i na to być przygotowanym.
 
Generalnie konkluzja z tego i szeregu innych podobnych przypadków, z którymi dane mi było się spotkać jest jedna: jeśli nie czujecie się w 100% winni wykroczenia, za które policjant chce ukarać Was mandatem - nie przyjmujcie mandatu. Praktyka wskazuje, że w postępowaniu nakazowym sądy wymierzają grzywny niższe lub tej samej wysokości co proponowany mandat karny, zatem niewiele jest do stracenia. Zyskać natomiast można - w niektórych sytuacjach udaje się wyjść na zero, czyli bez żadnego mandatu ani grzywny.
 
Żona na dodatek kieruje się impulsami - jak prowadzi auto to też tylko instynkt za nią decyduje? To mocno niebezpieczne dla niej i innych uczestników ruchu.

Panie Frog, myślę że się tutaj troszkę się nie rozumiemy. Żona pokierowała się impulsem podczas rozmowy z policją, a nie podczas jazdy samochodem. Żona ma prawoko od dobrych kilku lat jak nie naście, ale to była jej pierwsza potyczka z policją. A nie wiem jak się każdy z nas zachował, kiedy pierwszy raz miał okazję odpowiedzieć na pytanie przyjęcia mandatu lub pokierowania sprawy do sądu. Co do jazdy mojej żony jestem przekonany i mam zaufanie, ale takie sytuacje się zdarzają na drodze. Ja bym madatu nie przyjął i załuję, że do mnie nie zadzwoniła. Ale teraz szukam wyjścia z sytuacji, ponieważ uważam że zbyt wiele czynników nie zostało spełnionych podczas orzeczenia winy.
Samemu pracuję w dziale reklamacji i wiem, że kiedy orzekam prawidłowość lub nieuznanie reklamacji, narażam się na pozew do sądu. Więc moim obowiązkiem jest w taki sposób udokumentować okoliczności, aby móc się z nich wywiązać nawet przed sądem. A tutaj mam duże wątpliwości co do prawidłowego rozstrzygnięcia i jestem zły, że postawiono żonę przed takim werdyktem sprawy. I nie chce mi się wierzyć że jest to sytuacja bez wyjścia, ponieważ sprawa wiele czynników zajścia zdarzenia nie zostało wzięte pod uwagę. Czynników jak pominiecie wypowiedzi mojej żony co do zdażenia. Opuszczenie miejsca zdarzenia w zgodzie, co oznacza wstępną umowę pomiędzy stronami oraz brak opisu miejsca i analizy miejsca zdarzenia. A myślę że to przynajmniej należało wykonać. Samemu wiem ile czasu zajmuje taka analiza, ale tylko postępowanie w taki a nie inny sposób pozwala utwierdzić nas w naszej decyzji. tutaj decyzja została podjęta w kilka minut i na podstawie wypowiedzi lub nawet kłamstwa jednej ze stron. A to daje duże wątpliwości co do poprawności ropatrzenia winy przez policję, co tym samym skłania mnie do podjęcia decyzji o kwestionowaniu podjętego wyroku.
 
Dzień Dobry jestem pierwszy raz na tym forum. Miałem taką nieprzyjemną sytuację tzn. wyjeżdżając autem prywatnym z terenu zabudowanego fotoradar stacjonarny zrobił mi zdjęcie miałem 82-85 KM/H więc mandat przyjdzie w kwocie 300-400zł i 6pkt. Karnych. Ale co najważniejsze nie zdążyłem nakleić naklejki z numerem tablicy rejestracyjnej na szybę czołową.
1. Czy dostanę dwa mandaty czy może jeden a połączony z przekroczeniem prędkości ?
2. Czy mogę się odwoływać i w jaki sposób jeśli chciałbym zapłacić tą dolną granicę mandatu karnego czyli 300zł ?
Bardzo Proszę o odp
 
W dziale prawo wykroczeń jest specjalny temat dotyczący fotoradarów.
 
Mój tata sprzedał samochód, w 2011 roku. i podpisał umowę z moim byłym chłopakiem. Były mandaty z fotoradarów... ale mój były chłopak nie dopilnował spłat. obecnie już nie mam kontaktu z byłym chłopakiem a w dniu dzisiejszym mój tata dostał pismo z urzędu skarbowego o potrąceniu z wypłaty kwot z mandatów i odsetek ...umowa sprzedaży jest. Czy da się odzyskać pieniądze, czy da się jakoś wyprostować tą sytuację? bardzo prosze o radę.
 
Witam

Trochę poczytałam o różnych dziwnych sytuacjach związanych z fotoradarami, ale nie mogę doszukać się rozwiązania mojego problemu. Mianowicie po zakończeniu pracy w pewnej firmie (wiązała mnie umowa zlecenie) nagle przyszły do mnie mandaty ze zdjęciami z fotoradarów, gdzie widać jedynie tył samochodu. "Były" pracodawca podał mnie jako sprawcę wykroczeń. Prawda jest taka, że w tym czasie auto prowadził inny pracownik. Jak udowodnić swoją niewinność w przypadku gdy zarówno ja jak i pracodawca nie mamy jakichkolwiek dowodów na to, kto wtedy keirował pojazdem? (brak gps, kilometrówki, itp). Czy muszę odpowiadać na wezwania Straży Miejskiej? Czy istnieje jakiś wzór odwołania? Kto w tym przypadku powinien się tłumaczyć władzom i w jaki sposób?
Co mam zrobić aby zdjęto ze mnie podejrzenia?
 
Niestwty nie. Ale pracodawca tez nie jest w stanie udowodnic, ze wtedy prowadzilam.
Co dalej?
 
laurqnia napisał:
Niestwty nie. Ale pracodawca tez nie jest w stanie udowodnic, ze wtedy prowadzilam. Co dalej?
Ale, gdzie byłaś, pamiętasz co robiłaś tego dnia ?
Na jakiej podstawie pracodawca twierdzi, że to Ty prowadziłaś ?
 
Bylam wtedy ze znajomymi w domu. Mialam dzien wolny. Pracodawca podal mnie jako uzytkownika samochodu gdyz korzystalam z niego bardzo czesto i najprawdopodobniej dlatego, ze rozstalismy sie w niesprzyjajacych okolicznosciach - podejrzewam, ze to jest po prostu zlosliwosc bylego szefa.
 
Nie prowadzono u nas zadnej ewidencji. Z reszta to byla tylko umowa zlecenie.
tego dnia owszzem wykonywalam pewne zlecenie ale prowadzilam inny pojazd.
 
ZbigTan napisał:
A jesteś w stanie udowodnić, gdzie wtedy byłeś ?

Ale dlaczego ma udowadniać? Przecież to sprawcy wykroczenia trzeba je udowodnić. Nie odwrotnie.
 
Powrót
Góra